Nadopiekuńczy rodzice

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Nadopiekuńczy rodzice

przez magdalenabmw 17 mar 2010, 14:51
Cześć. Piszę tutaj za zgodą mojego X - pozwolił mi poradzić się na forum. Powiedzcie mi (napiszcie w sumie) czy ktoś z Was ma nadopiekuńczych rodziców, rodzica? Jak sobie z tym radzicie? CO zrobić z takim rodzicami? Czy możliwym jest, że oni się zmienią? Czy to ich dziecko ma się zmienić? Jak z nimi rozmawiać? Jak im powiedzieć że ma się DOŚĆ ich chorego zachowania?

Dodam, że mój X jest nawet chętny na terapię u psychologa - tylko czy to pomoże? Czy to on ma się zmienić, czy jego rodzice?
Czujemy że jemu jest ciężko podejmować różne ważne decyzje, bo zawsze robiła to za niego matka. Ma niskie poczucie własnej wartości, rodzice zawsze wywoływali w nim poczucie winy- nawet gdy nie był winny! :(

Tutaj link do artykułu który idealnie opisuje rodziców mojego X.
http://motyl.wordpress.com/2009/06/05/n ... wdziciele/

Doradzcie coś! Co robić ? Jak mogę mu pomóc? (No i sobie, bo nie wytrzymam tego długo). Dodam na marginesie że mnie też próbowali oplątać swoją 'miłością' - robiąc mi awantury za to że wyszłam na imprezę (mieszkałam u nich w wakacje) - ale że ja jestem wychowana 'zdrowym' systemem to się wściekłam że sobie NIE ŻYCZĘ i skończyło się tym że są na mnie śmiertelnie obrażeni.

Co ja mam robić aby mu pomóc 'dojrzeć' ? :-| :(
magdalenabmw
Offline

Re: Nadopiekuńczy rodzice

przez Lili-ana 17 mar 2010, 15:02
a rodzice to daleko od niego mieszkają? od was? Jedyna rada to taka, żeby mieć jak najrzadszy kontakt, również telefoniczny. Ale niestety to jest tak, że tacy rodzice są upierdliwi i wydzwaniają czy odwiedzają swojego "małego", niedojrzałego synka, który ma już żonę i dzieci.
Znam to z własnego podwórka, tzn, mój mąż też ma taką nadopiekuńczą mamusię i niestety dzięki niej jest niedojrzały. Rodzice wciąż mu pomagają mimo że on ma własną rodzinę. A jemu to nie przeszkadza, wręcz na odwrót... I mimo tego, że ma ich czasem serdecznie dosyć i potrafi im powiedzieć co o nich myśli, to oni i tak nie odmówią mu niczego, tym bardziej teraz, kiedy mają ukochanego wnuka i zależy im bardzo na kontaktach.
Ja do nich nic nie mam specjalnie, chociaż z jego matką nie mam najlepszych kontaktów, ona nie przepada za mną(i vice versa), bo robię rzeczy, które jej się bardzo nie podobają, bo jestem taka inna niż ona.... A ja mam gdzieś jej zdanie :P I kontakt z nią mam rzadki.
Lili-ana
Offline

Re: Nadopiekuńczy rodzice

przez magdalenabmw 17 mar 2010, 15:45
Mieszkają 100km od nas. Rzadko przyjeżdżają ze względu na mnie. Ale był czas że byli co tydzień, a my jeżdziliśmy do nich często (dopóki nie pokazali co z nich za ziółka). Niestety często dzwonią i prawią kazania mojemu X - dosłownie jak by miał 5 lat! Jak ja tego słucham to mi sie nóż w kieszeni otwiera. Mówię mu potem - czemu Ty im nie powiesz żeby sobie dali siana bo jesteś DOROSŁY?! Czemu nie krzykniesz?! A on tylko mówi do słuchawki- ''Dobra, daj mi spokój...''... :?

On chce to zmienić ale boi się chyba (ja tak czuję) że jak im wygarnie wszystko to oni się na śmierć obrażą a on będzie miał poczucie winy że ich strasznie skrzywdził (całe życie go uczyli że to on jest zawsze winny, więc na pewno tak to się skończy).

I przez to ja cierpię bo obydwoje chcemy mieć dziecko, a on boi się podjąć ostateczną decyzję (bo to będzie JEGO decyzja, i nie będzie mógł zwalić potem na mamę). Wiem że on chce to zmienić ale nie wie JAK. I ja też za bardzo nie wiem :? Już tyle razy słyszałam że go buntuję... Boże, oni są toksyczni na maxa!


Ja już nie wiem co robić...
magdalenabmw
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Nadopiekuńczy rodzice

przez Lili-ana 17 mar 2010, 15:56
magdalenabmw napisał(a):
On chce to zmienić ale boi się chyba (ja tak czuję) że jak im wygarnie wszystko to oni się na śmierć obrażą a on będzie miał poczucie winy że ich strasznie skrzywdził (całe życie go uczyli że to on jest zawsze winny, więc na pewno tak to się skończy).

Na tym właśnie polega toksyczność jego rodziców. On musi zrozumieć że to poczucie winy które by odczuwał, to własnie wynik wpływu toksycznych rodziców.
Potrzeba tylko jego odwagi do tego, żeby im powiedział co myśli, żeby się odczepili. Co będzie to będzie. Ja myślę, że się obrażą najpierw ale potem im minie, a może przez to zrozumieją coś??

Dodaj odwagi swojemu facetowi. Niech będzie szczery w stosunku do nich i powie co mysli. Chyba to jedyne wyjście.

[Dodane po edycji:]

Szczerość nie radość ;) ale to jedyna droga do szczęścia.
Pomyśl o tym
Lili-ana
Offline

Re: Nadopiekuńczy rodzice

przez magdalenabmw 17 mar 2010, 16:07
Tak, właśnie do tego go namawiam. Ale widzę jego obawy. Wczoraj jak znowu mu zrobili telefoniczne kazanie to powiedziałam mu co by zrobił człowiek zdrowo wychowany - oddzwonił by do nich i wygarnął im że jest dorosłym człowiekiem i nie życzy sobie takiego traktowania bo nie jest już gówniarzem którego można strofować za np rachunek telefoniczny (a X sam się utrzymuje). Naturalnie X nie oddzwonił.

Ja byłam szczera w stosunku do nich, nie skoczyłam na nich z pyskiem, ale byłam stanowcza w decyzjach i się obrazili na amen, a następnie udawali że nic się nie stało i w zasadzie to jeszcze JA ich powinnam przeprosić :? Ja naturalnie nikogo przepraszać nie będę, bo nie mam za co. Jak mają z tym problem... to mają problem :mrgreen: Ja nie mam.

Ale X jest inny... on tak nie umie, nie ma siły... Sama nie wiem.

Jak mogę dodać mu odwagi, przekonać go?

Piszcie, piszcie, dam mu potem ten temat do przeczytania. I tak cieszę się, że moje zrzędzenia przyniosły efekty, że przeczytał ten artykuł z linku powyżej i zrozumiał że to nie są moje fanaberie i że jego rodzice nie są normalni, że normalny dom tak NIE wygląda.

To już jest chyba plus- że on to zauważył i że CHCE to zmienić tylko nie wie jak sie zabrać do tego i pewnie ma obawy na reakcję rodziców.
magdalenabmw
Offline

Re: Nadopiekuńczy rodzice

przez miki74 17 mar 2010, 17:04
Po pierwsze, uważam, że terapia dużo by mu dała. Takie rzeczy się przerabia na terapii - asertywność, wyznaczanie zdrowych granic w relacjach z rodzicami, itp. Wiec - polecam.

Dodatkową dużą korzyścią terapii byłoby to, że te zmiany w relacjach Pana X. z rodzicami nie byłyby wiązane z Tobą. A to ważne, bo te zmiany będą bolesne dla jego rodziców. Więc w ten sposób unikniesz pogorszenia się relacji Twojej z nimi. A to ważne, moim zdaniem.

Odradzałbym mu krzyczenie, gniewanie się, fochy w stosunku do rodziców. Bo nie zasłużyli na to, moim zdaniem. Troszczą się o syna (pewnie jedynaka ;) ) jak tylko potrafią. Jednak spokojne i grzeczne, lecz jasne i wyraźne postawienie granic wystarczy.

Jeśli chodzi o tę rozmowę o rachunek telefoniczny, to wystarczyło po prostu się przeciwstawić. Mama mówi: "synuniu ;) dlaczego tak dużo rozmawiasz przez telefon. Nie powinieneś, bo wydajesz strasznie dużo pieniędzy." A synunio odpowiada: "mamuniu, będę rozmawiał, bo lubię. Taki już ze mnie telefoniczny gaduła." I koniec. Dwa krótkie zdania. Można nawet to drugie opuścić. Mamunia pogada, pogada i przestanie. A jak będzie to trwało za długo, to się grzecznie mówi: "mamusieńko, muszę niestety już kończyć. Słyszałem, co powiedziałaś, ale zostanę przy swoim zdaniu." Niech Twój chłopak się nie wdaje w tłumaczenia, usprawiedliwiania, dyskusje. Mama niech sobie mówi - ostatecznie to wolny kraj i może sobie mówić, co jej się żywnie podoba. Po jakimś czasie zorientuje się, że uderza grochem o ścianę. I tak po kolei z innymi sytuacjami. Dojdzie w końcu do wniosku, że synek jest "uparty" i to będzie właśnie takie eleganckie dla wszystkich stron wyjście z Waszych kłopotów.

No i niech się rzeczywiście nastawi na to, że jednak jakieś gniewy, pretensje, żale, obrażenia mogą jednak wystąpić, szczególnie po stronie mamy. Nic się na to nie poradzi. Taki proces wychodzenia spod mamusinej spódnicy jest po prostu dla matki bolesny.

Jeśli chodzi o Ciebie, Magda, to radziłbym Ci stać z boku tej całej relacji. Chociażby z tego powodu, że jak Cię jego rodzice skojarzą z tymi zmianami, to bardzo prawdopodobne, że sobie zepsujesz z nimi relacje. A nie jest to potrzebne ani Tobie, ani Twemu chłopakowi, ani jego rodzicom. W końcu jesteście rodziną.

Na koniec - o tajemniczy Panie X. Pewnie czytasz ten wątek. Życzę Ci wszystkiego najlepszego, owocnej terapii i szczęścia z Magdą. Gdybyście jednak się rozeszli, czego absolutnie wam nie życzę, to wyświadcz mi stary przysługę i daj znać. :mrgreen:
miki74
Offline

Re: Nadopiekuńczy rodzice

przez magdalenabmw 17 mar 2010, 17:26
miki74 napisał(a):Po pierwsze, uważam, że terapia dużo by mu dała. Takie rzeczy się przerabia na terapii - asertywność, wyznaczanie zdrowych granic w relacjach z rodzicami, itp. Wiec - polecam.

Dodatkową dużą korzyścią terapii byłoby to, że te zmiany w relacjach Pana X. z rodzicami nie byłyby wiązane z Tobą. A to ważne, bo te zmiany będą bolesne dla jego rodziców. Więc w ten sposób unikniesz pogorszenia się relacji Twojej z nimi. A to ważne, moim zdaniem.

miki74 napisał(a):Odradzałbym mu krzyczenie, gniewanie się, fochy w stosunku do rodziców. Bo nie zasłużyli na to, moim zdaniem. Troszczą się o syna (pewnie jedynaka ;) ) jak tylko potrafią. Jednak spokojne i grzeczne, lecz jasne i wyraźne postawienie granic wystarczy.


Masz rację, terapia jednak chyba... chyba trzeba. Nie jest jedynakiem, ma rodzeństwo, ale jest najmłodszy. Rodzice tak samo zachowują się w stosunku do jego rodzeństwa, ale jako że on jest najmłodszy (i dużo młodszy od rodzeństwa) to ma przesrane brzydko pisząc.

Co do stawiania granic- już nie raz mówił dość stanowczo żeby dali mu spokój, ale mam dziwne wrażenie że jak się na nich nie huknie to nic nie dotrze. Oni są w ogóle nie domyślni :?

miki74 napisał(a):Jeśli chodzi o tę rozmowę o rachunek telefoniczny, to wystarczyło po prostu się przeciwstawić. Mama mówi: "synuniu ;) dlaczego tak dużo rozmawiasz przez telefon. Nie powinieneś, bo wydajesz strasznie dużo pieniędzy." A synunio odpowiada: "mamuniu, będę rozmawiał, bo lubię. Taki już ze mnie telefoniczny gaduła." I koniec. Dwa krótkie zdania. Można nawet to drugie opuścić. Mamunia pogada, pogada i przestanie. A jak będzie to trwało za długo, to się grzecznie mówi: "mamusieńko, muszę niestety już kończyć. Słyszałem, co powiedziałaś, ale zostanę przy swoim zdaniu." Niech Twój chłopak się nie wdaje w tłumaczenia, usprawiedliwiania, dyskusje. Mama niech sobie mówi - ostatecznie to wolny kraj i może sobie mówić, co jej się żywnie podoba. Po jakimś czasie zorientuje się, że uderza grochem o ścianę. I tak po kolei z innymi sytuacjami. Dojdzie w końcu do wniosku, że synek jest "uparty" i to będzie właśnie takie eleganckie dla wszystkich stron wyjście z Waszych kłopotów.


W tym sęk że ona nie mówi grzecznie, jak normalny człowiek. Pierwsza sprawa że g**o ją to powinno interesować ile on rozmawia przez telefon (tym bardziej że w pracy ciągle dzwoni) a druga sprawa że ona dzwoni i nie rozmawia a od razu jak to się mówi 'z ryjem' na niego i kazania godzinne. A jak jej sie powie 'Dobrze mamo, nie mogę teraz rozmawiać' itp i się rozłączy to ona na śmierć się może obrazić. Naprawdę te telefony nie są normalne.

miki74 napisał(a):No i niech się rzeczywiście nastawi na to, że jednak jakieś gniewy, pretensje, żale, obrażenia mogą jednak wystąpić, szczególnie po stronie mamy. Nic się na to nie poradzi. Taki proces wychodzenia spod mamusinej spódnicy jest po prostu dla matki bolesny.


I jak ja mam go przekonać że to jest jedyne wyjście?

miki74 napisał(a):Jeśli chodzi o Ciebie, Magda, to radziłbym Ci stać z boku tej całej relacji. Chociażby z tego powodu, że jak Cię jego rodzice skojarzą z tymi zmianami, to bardzo prawdopodobne, że sobie zepsujesz z nimi relacje. A nie jest to potrzebne ani Tobie, ani Twemu chłopakowi, ani jego rodzicom. W końcu jesteście rodziną.


Relacje z nimi to ja już mam popsute właśnie przez to, że nie dałam im sobą kierować. Oni są na tyle toksyczni że nawet ze mnie chcieli sobie zrobić swojego niewolnika. :?

miki74 napisał(a):Na koniec - o tajemniczy Panie X. Pewnie czytasz ten wątek. Życzę Ci wszystkiego najlepszego, owocnej terapii i szczęścia z Magdą. Gdybyście jednak się rozeszli, czego absolutnie wam nie życzę, to wyświadcz mi stary przysługę i daj znać. :mrgreen:


Hahaaha umarłam :mrgreen: :lol: Tak, przeczyta to wieczorem, jak z pracy wróci :mrgreen: haha.. Miki, Miki... :P

Coś sie cytowanie popsuło :P
magdalenabmw
Offline

Re: Nadopiekuńczy rodzice

przez agaska 17 mar 2010, 22:56
Hmm... Moi rodzice nigdy nadopiekunczy nie byli. Wrecz przeciwnie. Ojciec byl tokstyczny w sensie terroru psychicznego jaki w domu wprowadzal. Kazdy musial byc podporzadkowany jemu. Jak dowodca armii... Matka popadla przez niego w depresje, brat w agresje, a ja jako jedyna walczylam o swoje. W koncu matka wziela sie za siebie, wyszla z depresji, chciala sie rozwiesc, ale ojciec sie zabil, wiec... Wszystko ucielo sie nagle, w przeciagu niespelna 2 tyg. Potem to juz mialam wolna reke na swoje zycie. Nie zabroniono mi nawet wyjazdu do Dublina.

Mysle, ze na pewno X musi poddac sie terapii. Przydalaby sie terapia grupowa - z rodzicami, ale najpierw psycholog musi wiedziec na czym stoi, czyli porozmawiac kilka razy z samym X (swoja droga to X kojarzy mi sie z "eks" - z angielskiego, heh. Nie moglas go jakos pieszczotliwiej nazwac? Misiu - przykladowo? :P ). I na pewno X powinien porozmawiac z rodzicami na spokojnie. Do skutku. Meczyc temat tak dlugo az trafi do nich, ze robia synowi krzywde.
Be the change you want to see in the world
Offline
Posty
680
Dołączył(a)
08 cze 2009, 20:33

Re: Nadopiekuńczy rodzice

przez magdalenabmw 17 mar 2010, 23:22
agaska napisał(a):Mysle, ze na pewno X musi poddac sie terapii. Przydalaby sie terapia grupowa - z rodzicami, ale najpierw psycholog musi wiedziec na czym stoi, czyli porozmawiac kilka razy z samym X (swoja droga to X kojarzy mi sie z "eks" - z angielskiego, heh. Nie moglas go jakos pieszczotliwiej nazwac? Misiu - przykladowo? :P ). I na pewno X powinien porozmawiac z rodzicami na spokojnie. Do skutku. Meczyc temat tak dlugo az trafi do nich, ze robia synowi krzywde.


Misiu.. tak wszyscy na niego mówią, a nie chciałam aby było personalnie ;)
Jego rodzice na żadną terapię na pewno nie pójdą, to odpada na 100%.

Myślę że z rozmową spróbuje, aczkolwiek czuję w kościach że to nic nie da, bo im jak się nie ryknie to nie dotrze- tak mi się wydaje. Wiecie, jak ktoś całe życie żyje z czymś to nagle nie zrozumie przez drobne sugestie że jego 'normalność' jest czymś nienormalnym w oczach społeczeństwa.

Dziękuję za odpowiedz, zaraz dam mu przeczytać :smile:
magdalenabmw
Offline

Re: Nadopiekuńczy rodzice

przez agaska 17 mar 2010, 23:29
magdalenabmw, na pewno stosunki polepsza sie jak zamieszkacie na swoim, najlepiej daleko od nich i wpadac bedziecie doslownie na obiadki np w weekendy czy jakos odswietnie. A rozmowy jak najbardziej powinny w koncy dotrzec i moze jednak X zaciagnie ich na terapie. Never say never ;)
Be the change you want to see in the world
Offline
Posty
680
Dołączył(a)
08 cze 2009, 20:33

Re: Nadopiekuńczy rodzice

przez magdalenabmw 18 mar 2010, 01:55
agaska napisał(a):magdalenabmw, na pewno stosunki polepsza sie jak zamieszkacie na swoim, najlepiej daleko od nich i wpadac bedziecie doslownie na obiadki np w weekendy czy jakos odswietnie. A rozmowy jak najbardziej powinny w koncy dotrzec i moze jednak X zaciagnie ich na terapie. Never say never ;)


Ale my mieszkamy sami od ponad roku, mamy swoje mieszkanie, ponad 100km od teściów :P :smile:
A widzimy się bardzo rzadko jednak to NIC nie zmieniło. A oni+terapia to jak ja+matematyka czyli NEVER.
magdalenabmw
Offline

Re: Nadopiekuńczy rodzice

Avatar użytkownika
przez Paranoja 18 mar 2010, 02:51
u mnie może nie było jakiejś ekstremalnej nadopiekuńczości, ale zawsze robie tak by nie zawieść mamy, robię to co ona chcę bym robiła, bywały czasy, że chcąc kupić bluzke dzwoniłam po nią by przyszła i zobaczyła jak w niej wyglądam i czy moge ją kupić. Jak zaprowadziła mnie do psychologa, to pani psycholog jej pwoeidziała, że moja mama nie uchroni mnie przed błędami, które ona sama w życiu popełniła, i że ja sama muszę przez to przejść. Powiedziała również, że jestem dorosła i odpowiadam za swoje czyny, jeśli biorę coś na raty to ja je będę spłacać, do mnie przyjdzie komornik, jeśli nie zapłacę, itp. Tak naprawdę to wiem, że mama nie chciała źle, ale nie zdawała sobie z tego sprawy. Doszło do tego, że jednak nie potrafię podejmować decyzji, tzn chodzi o jakieś poważne decyzje odnośnie swojego życia, ale widzę, że mama stara się nie komentować i nie mówić co powinnam robić a co nie.
Włączam tryb ninja jak jestem sam w domu i sprawdzam wszystkie pokoje czy przypadkiem gdzieś nie czeka na mnie seryjny morderca.
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1933
Dołączył(a)
10 gru 2009, 08:07

Re: Nadopiekuńczy rodzice

przez polakita 18 mar 2010, 11:23
Ja się dziwię że to ty zakładasz ten temat, bo jeśli twój X miałby problem to sam by to skonsultował. Chyba BladeM gdzieś w innym wątku napisła że X wpadł jak z deszczu pod rynnę - z nadopiekuńczych rodziców do dziewczyny która myśli i mówi za niego, i mówi mu co ma robić... :(
polakita
Offline

Re: Nadopiekuńczy rodzice

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 18 mar 2010, 11:54
Artykuł bardzo ciekawy. Jednak w tej konkretnej sytuacji, wg mnie jest dwuznaczny.
Dwuznaczność sytuacji wynika z faktu, że nie tylko matka mr X-a popełniła "grzechy" wychowawcze, ale i Ty je popełniasz.
1. Wypowiadasz się za swojego narzeczonego... Nawet przy jego pełnej aprobacie (odnośnie napisania o tym), mimo najszczerszych chęci nie jesteś w stanie przekazać (zrelacjonować) w pełni uczuć swojego narzeczonego z tego prostego powodu, że gdyby była możliwa komunikacja w 100% między ludźmi, nie dochodziłoby do nieporozumień i kłótni.
Poza tym taki "głuchy telefon" można odczytać jako brak zaufania, szacunku, wiary w umiejętności narzeczonego do wyrażenia własnych uczuć, pragnień.
2. Możliwe, że cała ta sytuacja jest odbierana przez narzeczonego, jako wzbudzanie w nim poczucia winy, jako jego porażka... skoro nie potrafił urządzić sobie "naturalnych" relacji z matką. :roll:
3. "Wiesz, co dla niego dobre": zerwanie takich relacji z matką. Jesteś pewna, że to faktycznie on chce zerwać lub zmienić te relacje, czy też może dopasowuje się do Twoich oczekiwań ?

Nadając taki, a nie inny tytuł tego tematu, jednoznacznie wskazałaś źródło problemów - rodzice, mimo, że masz na niego podobny wpływ. Tymczasem gdyby nie "zakodowanie" w jego świadomości dokładnie takiej postawy "kobieta=władza", możliwe, że nie bylibyście razem, nie rozumielibyście się tak dobrze, nie weszlibyście dokładnie w takie role, jak obecnie.

W związku z tym trzeba się na coś zdecydować: albo obie macie nad nim władzę, albo żadna z Was (a on kieruje sobą sam), ewentualnie trzecie wyjście: tylko Ty nim kierujesz.
Pierwsze wyjście jest opisem stanu obecnego. Wybór drugiego wyjścia polega na terapii dla narzeczonego, na której powinien nauczyć się budowania relacji z innymi ludźmi (nie tylko z matką), które nie będą polegały wyłącznie na jego podległości. Realizacja trzeciego wyjścia sprowadza się jedynie do zdecydowanego i stanowczego przecięcia "pępowiny".
W każdym z tych wyjść, ktoś na tym "straci".
Jedyny szkopuł w tym, że tego wyboru powinien dokonać przede wszystkim mr X, a Wy - kobiety jego życia, uszanujcie tę decyzję, bez wywoływania w nim poczucia winy, bez dąsów, bez "cichych dni" :!:
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 15 gości

Przeskocz do