PROŚBA DO SPECJALISTY,

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

PROŚBA DO SPECJALISTY,

przez izazbeliz 16 lut 2010, 20:16
Mam prośbę do kogoś z psychoterapeutów,psychologów kto zagląda na to forum i mógłby mi pomóc.
Postaram się przedstawić swój problem.
Jestem, a raczej byłam w związku 25 lat. mamy dorosłą córkę.
Oboje z mężem mamy syndrom rodzin dysfunkcyjnych, bez udziału alkoholu.
Mąż przeżył w wieku 16 lat śmierć ojca, potem jako środkowe dziecko swoich rodziców stał sie odpowiedzialny za matkę i swojego 4-letniego brata. Najstarszy brat wyjechał i był z dala od rodzinnego problemu. to do nas teściowa zawsze trafiała ze swoimi problemami i problemami swoich pozostałych dwu synów, oraz w sprawie odwiecznego konfliktu z matką.
Ciągle tworzyły rozdzielność, przechodziły na osobną kuchnię, wracały aż w konsekwencji najstarszy brat zabrał babcie do siebie, ponieważ miała wysoką rentę.
W tym samym mniej więcej czasie rodzinę założył najmłodszy brat i teściowa zaangażowała się w wychowywanie dzieci i układanie im świata, aż zdegustowana, zaczęła sie izolować i toczyć walkę o eksmisje syna i synowej, których wcześniej bardzo pragnęła mieć u siebie.
Irytując się czasami, mimo wszystko starałam się rozumieć sytuację.
Mój mąż jest osoba gwałtowną, porywczą, nieobliczalną, zdolną do stosowania przemocy tak też wyglądało nasze życie.
Nie powiem, że ja zawsze potrafiłam w sposób prawidłowy reagować w różnych sytuacjach, ale i on nie świecił w tym względzie przykładem.
Ma wszystkie cechy osobowości anankastycznej, z cechami psychopatii i nie wiem jak dalej to określić.
Stracił pracę, 1,5 roku był w domu i podjął studia. przeżywał wtedy trudny okres. Byłam obok.
,pomagałam, pocieszałam, rozmawialiśmy dużo. Starałam se być wsparciem. Studia wyłączyły go z życia na 4 lata.
Wcześniej, był osobą patologicznie zazdrosną. Każdy kolega na ulicy, który ukłonił się, był kochankiem. Wpadłam z tego powodu w skrajną mizoandrię, by nie dawać mu powodów, które i tak się w jego chorej wyobraźni pojawiały.
Potem, kiedy zmagał się z podnoszeniem kwalifikacji, zapraszał do domu koleżanki, przejawiając w ich stronę miłe gesty, zupełnie ignorując mnie i moje uwagi. Miałam akceptować wszystko i jeszcze podejmować je ciasteczkami czy kawą. Mając na względzie jego wcześniejsze sceny zazdrości, nie godziłam się.
Gdy skończył studia, robiąc mi na złość (cały czas w podczas naszego wspólnego stosował mi kary - coś było za karę), pojechał na całonocny bal dyplomowy.
Czy w tym coś złego? - może nie, gdyby nie był otoczony kręgiem pań i gdyby wcześniej w moim wydaniu takie sytuacje mogły mieć miejsce.
Z wielu życiowych okazji i szans z powodu kompleksu Otella mojego męża musiałam zrezygnować.
Kiedy zdobył tytuł inżyciera, maiał już nową pracę, w której także starałam się być wsparciem. Potem, zaczęły sie problemy natury prawnej i sprawy sądowe, w których występował w roli oskarżonego niesłusznie. Batalia o wyjaśnienie zdarzenia trwała 5 lat. Zakończyła się pomyślnym wyrokiem. Co przeżył i ja, jako osoba będąca obok razem z nim, można się tylko domyślać.
Ale, kiedy chłopak zdobył wykształcenie, zaczął żyć na studenckim poziomie.
Przestałam już potem dorównywać koleżankom z urzędu, które wysławiały się inaczej i wkrótce zdjął obrączkę.
odkryłam roman z młodą dziewczyną.
Nie potrafiłam isę z tym pogodzić. Odchodziłam od zmysłów. On, z postawą cwaniaka powiedział mi,że to moja wina, bo ciągle były konflikty.
Niby na moje pytania,czy z nią skończył, odpowiadał, że nic nie istnieje, ale co chwilkę ukazywały się sms i strzałki, niejasne sytuacje. W nocy wyskakiwał przez okno pędząc lub jadąc na spotkania.
Milczałam, było mi wstyd, nie potrafiłam się pogodzić, że coś takiego mi zafundował. Mam wady, przyjęłam też i winy. Prosiłam, błagałam by nie odchodził,poniżałam się, słysząc różne obelgi i cięte razy, gdy i ja wybuchałam złością znajdując kolejne dowody. wpierw mnie kazał się wyprowadzić do rodziców.
Po wielu dawaniach sobie czasu, i zaprzeczeniu aby cokolwiek łączyło go z kochanką, po wielu awanturach wyprowadził się.
Po miesiącu spowodowałam sytuacje, by wrócił. Był 4 miesiące. Znów jakieś niejasne sytuacje powodowały awantury, przy próbie wyjaśnienia. W następnym dniu rano zrobił awanturę, gdyż wytapetowany po jego nieobecność pokój w którym rezydował, nie miał perfekcyjnie wyklejonej ściany. Owo "dzieło" miało w takim stanie pozostać jako przykład mojego partactwa.
Oczywiście przeszedł już wcześniej na swoja kuchnię, sam prał, prasował itd.
Ja zawsze ponosiłam i ponoszę winy za jego życiowe niepowodzenia. No winni też są moi rodzice i znajomi, koledzy, jeśli problem dotyczy innej sfery życia.
Jest człowiekiem fanatycznie wymagającym zastosowania w życiu reguł pisma świętego, przez członków rodziny i nie tylko. Sam, nie jest wzorem w tym względzie, a to dlatego,że jest tylko człowiekiem. Ale innym on o tym mówi, poucza jak należy robić i żyć. Ma skłonności moralizatorskie z przejawami agresji i narzucania swoich racji, z którymi należy się godzić, gdyż są one jedyne i trafne. W tejże księdze są popodkreślane wersety ukazujące moje wady i pewne zasady.
M. in. "Zony, bądźcie posłuszne mężom". a gdy używam argumentu, że dalej widnieje wpis: ''Mężowie, szanujcie żony", uzyskuję odpowiedź,że owszem, ale będą szanowane,jeśli będą posłuszne. Dalej jest też werset "lepiej jest mieszkać w kącie dachu, niż z żona swarliwa", gdzie zapomina też o swoich skłonnościach do nieporozumień i nie tylko.
Jest też werset, który mówi, aby zawsze stać przy swoim zdaniu"
Pismo święte neguje zdrady, ale on mnie zdradził przeze mnie i nigdy, gdybym była inna tak by nie postąpił.
odzinę postrzega, co ciągle podkreśla, bo tak na studiach mu powiedziano, jako przedsiębiorstwo i w którym muszą panować sztywne zasady, bo w przeciwnym razie, jest to nieopłacalny biznes i należy ogłosić plajtę, czego właśnie dokonał.
Jest inspektorem BP i wie,że tylko przestrzeganie reguł może powodować prawidłowe funkcjonowanie.
Niby uwzględnia wzorce przekazane dziecku, bo mnie non stop porównuje do moich rodziców, ale jego dziecko nie powieli jego wzorców, gdyż on córkę uprzedza i on będzie się uczyć na jego błędach.
Na moje zdanie, że dziecko uczy się przez modelowanie i naśladownictwo (choćby w przypadku jego osoby reakcją na problemy jest pokoleniowa izolacja), odpowiada negacją.
Obecnie się znów wyprowadził. Powód ów już było więcej. Córka i jej chłopak, którzy mają po 25 i 27 lat, zamierzają się pobrać i spełniają jego oczekiwań, nie pozwalają ingerować w swoje życie, a on uważa,że to jest jego obowiązkiem, pies w mieszkaniu no i ja.........nieufająca i ograniczająca swobodę.
Wcześniej chciał się wprowadzić do ciasnego domu swojej mamy i brata, ale pewnie tam też nie pozwolono mu ingerować w ich życie. Planuje podobno w dalszym etapie budowę domu.
Dzieciom powiedział, że najlepiej żeby nie wchodzili w związek, bo po ślubie wszystko wygląda inaczej.
Z kochanką nie mieszka właśnie z tego względu. Podejrzewam, że spotykają się jak dotąd gdzieś w ukryciu.
Wyprowadził się, gdy byłam w pracy, nie powiedział gdzie, nie kazał się szukać, wiec nikt go nie szuka. Chłodno pożegnał się z córką.
Ostatnim razem, gdy wyszedł z domu, był zdziwiony,że nie urywają się za nim telefony, przyjeżdżał do domu, do córki, gdy mnie nie było, lub gdy wracałam uciekał.
Nie jest mi człowiekiem obojętnym, więc odżywały emocje.
teraz, gdy wychodził z domu, córka, która także ma już dość wszystkiego, powiedziała mu,że jesli wychodzi, ma nie wpadać na kawki.
Telefon milczy, jego i nasz.
I wiecie, chciałabym uratować ten związek. Czy jest szansa? jak się teraz zachować? Jak postępować? czy milczeć, czy odezwać się, chociaż boję się już jego reakcji.
Ja już zatraciłam granice między tym co dobre z mojej strony a co źle. Nawet szukam winy tylko w sobie, bo on wraca do epizodów nawet sprzed okresu ślubu, gdzie ja chcąc to robić miałabym kilka tuzinów więcej przykrych momentów do zrelacjonowania, i używa argumentu do rozstania. Nie wierzy,że może być jeszcze dobrze i nic w tym kierunku nie zrobił, oprócz przyjmowania zarozumiałej postawy, kiedy ja próbuję nawet okazać miły gest. słyszę wtedy, gdzie byłaś wcześniej!, jak ja mówiłem?
Co w ogóle o takiej osobowości myślą specjaliści? Ja piszę może trochę z humorem, ale tak na prawdę dusza płacze.
Na żadną wizytę u psychiatry czy psychologa nie dało się go nakłonić, bo to nie jego trzeba leczyć, bo on wie,że ma rację, bo to co mówił, się sprawdza.
Tylko już nie widzi, że to jest jego samospełniające się proroctwo i jego też w tym udział.
Ogólnie jest osobą miłą, sympatyczną i znajomi są zaskoczeni faktem rozstania.... .
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
16 lut 2010, 18:05

Re: PROŚBA DO SPECJALISTY,

przez miki74 16 lut 2010, 23:58
Witaj na forum.

Nie jestem jednym ze specjalistów, których prosisz o radę. Mimo to postanowiłem napisać parę słów.
Przykra ta Twoja historia i bardzo Ci współczuję tego szargania nerwów, huśtawki emocji, upokorzeń i wszystkiego innego o czym piszesz. Współczucie walczy z przygnębieniem, gdy się Ciebie czyta. Życzę Ci, by Twe życie się odmieniło.

Moim zdaniem, pierwszą rzeczą, jaką powinnaś zrobić, to sama udać się do psychologa. (Być może tam już chodzisz.) Przeczytawszy historię opisaną przez Ciebie w ciemno mogę założyć, że masz ogromne własne kłopoty psychiczne. Jednym z nich jest chociażby to, że SAMA pozwoliłaś się tak traktować mężowi. Ale lista jest długa. Wystarczy chłodnym okiem przeczytać Twą relację, by się w tym zorientować. Więc warto by się własną psychiką zająć najpierw i przede wszystkim. Najlepszym sposobem na to jest oczywiście psychoterapia. Zachęcam Cię do niej. Myślę, że wiele rzeczy w Tobie samej by ona ukoiła, poukładała, wyjaśniła i wyprostowała. Uważam, że psychoterapia powinna być Twym pierwszym krokiem, bo jest Tobie niezbędna.

Dopiero w drugiej kolejności, jak dojdziesz sama z sobą jako tako do ładu, będziesz mogła ocenić, czy warto walczyć o ten związek. I jeśli warto, to czy o związek w tym samym kształcie jak dotychczas, czy na innych warunkach (np. szacunku dla Ciebie!). I po psychoterapii będziesz miała więcej siły wewnętrznej, by swoje oczekiwania egzekwować!

Na koniec napiszę, że ja osobiście bym odradzał Ci wykonywanie pierwszego kroku. Niech mąż wróci, jeśli zechce, lecz ja bym na siłę go nie przyciągał.

Jeszcze raz gorąco namawiam na psychoterapię. Wszystkiego dobrego!
miki74
Offline

Re: PROŚBA DO SPECJALISTY,

przez izazbeliz 17 lut 2010, 02:31
Dziękuje Ci za odpowiedź.
Nie jesteś specjalistą, ale piszesz bardzo mądre słowa.
Niewątpliwie masz rację. Problemy natury psychologicznej z jakimi się borykam, są źródłem moich niepowodzeń w związku i nie tylko.
I prawdą jest,ze to nie mąż zniszczył mi wiele sfer życia, lecz to ja pozwoliłam sobie je zniszczyć.bo jak mówią słowa piosenki, masz to na co godzisz się.
A moje problemy?
To syndrom DDD. Weszłam podświadomie w relacje z takim człowiekiem, bo to wzorzec bliższy okresowi mojego dzieciństwa.
Wytworzyło się uzależnienie od osoby, bo tak to już jest,że czym większa siła destrukcji, tym większe dążenie do wyeliminowania czynników, które partner postrzega jako niszczące,oraz tym większe rozczarowanie, bo występują wciąż nowe. Osobowość ta bowiem tak funkcjonuje, że nigdy nie zostanie usatysfakcjonowana. A jednocześnie wbudowuje poczucie jedynej winy za nieudane relacje.
Posiadam nadmiernie rozbudowane uczucie empatii i jestem zdolna do poświeceń, co pewnie spowodowało w związku układ bardziej opiekuńczy , niż partnerski. Lecz mąż to chętnie brał, gdy wziął wszystko, po prostu sobie poszedł.
I niewątpliwie psychoterapia jest jedyną drogą, by zrozumieć głębsze podłoże problemu, bo ono ma swoje korzenie w dzieciństwie i trzeba wiele urazów przepracować z tamtego okresu, aż po obecny, od wielu aspektów się uwolnić, by uzyskać względną wewnętrzną harmonię.
I masz rację, że zdrowy rozsądek nakazuje rozwiązać ten związek, ale widzisz, logika serca zazwyczaj nie idzie z nim w parze.
Ja mam świadomość, że to toksyczny związek i uczucie typu "kocham Cię i nienawidzę" pewnie nie ma niewiele wspólnego z miłością.
Ale nie zawsze były smutne chwile i pokonaliśmy wiele zakrętów.
Ja przedstawiłam swoje odczucia i żal w stosunku do męża. Zdaję sobie sprawę, że i on miałby wiele argumentów.
Tak to już jest,że małżeństwo, to związek dwojga różnych ludzi.
Tylko to, co obecnie przejawia swoją postawą, zaczęło przybierać rozmiary nie do zaakceptowania. Objawy zaczęły się nasilać. Dwulicowość, zimna krew i agresja , z jaką bawił się moją osobą widząc moje reakcje, które powodował swoją nieuczciwością doprawdy aż poraża. A w zestawieniu z fanatycznym powoływaniem się na słowa Pisma, budzi kontrowersje.
Odchodząc powiedział córce, że nie będzie mnie dłużej oszukiwał i dawał nadziei, bo odchodzi. Chciał mnie tylko doprowadzić do lepszego stanu, abym to w jakiś normalny sposób przyjąć. Dla mnie to szczyt okrucieństwa.
Albo jest to zaburzenie natury psychicznej. Nie chcę źle osądzać, dlatego pytam kogoś, kto może przybliży mi ten temat.
Albo to wszystko jest przykrywką dla cichego romansu?
Tyle tutaj sprzeczności..
Po dwu dniach zadzwonił zapytać, jak to przeżywam rozstanie. Córka, powiedziała mu,że nienajgorzej. Więcej razy nie było telefonó.. Nie wiem, czy oczekiwał,że będę cierpieć co być może daje mu satysfakcje, bo to,że odszedł jest karą za moje nieposłuszeństwo? Czy odniósł satysfakcję, że jest okej i można iść spokojnie swoją drogą?
Tak na prawdę jest mi smutno i przykro. Jednocześnie nabawiłam się wiele kompulsywnych reakcji i uprzedzeń.
Wiesz, związek na starych zasadach nie ma racji bytu. Lecz zdaję sobie też sprawę z faktu, że jego podejście do życia się nie zmieni. Nie wiem, czy w ogóle jest jeszcze zainteresowany wspólnym życiem, skoro od 5 lat odchodzi, czego w końcu dokonał. to ja nadal chciałabym coś ratować, mimo,że pytanie nasuwa się samo, czy jest jeszcze co?
Bycie razem, jest możliwe tylko przy wsparciu psychoterapeutycznym, a to pewnie nie wejdzie w grę. Zresztą, myślę, że jakikolwiek terapeuta i tak byłby "niezorientowany" w temacie, bo mój mąż ma swoją filozofię życia.
chyba rzeczywiście pomyśle o terapii dla siebie . Pozdrawiam
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
16 lut 2010, 18:05

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do