Czuję się jak śmieć... :(

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Re: Czuję się jak śmieć... :(

Avatar użytkownika
przez edzia88 15 lut 2010, 19:32
Noemi, masz rację. Przez tydzień praktycznie nie mogłam pozbierać myśli. To wszystko było takie jeszcze świeże. Wiem, że podejmując decyzję o ślubie nie powinno się mieć wątpliwości. Zawsze myślałam, że nie mam prawa chcieć więcej niż dostaję, że to wszystko co oczekuję to po prostu zbyt wiele. Przez cały czas wpajano mi, że jestem przewrażliwiona, że nie mogę wymagać. Bo przecież on może robić co chce, a ja już nie. Jemu przecież wolno kłamać itd.. a ja muszę siedzieć cicho i najlepiej być kurą domową: przynieś, wynieś, pozamiataj. Mówi, że chce dla mnie wszystkiego co najlepsze. Tylko czy tak zachowuje się zakochany facet? Nie, nie tak....
"Zamknij oczy, ale nie umieraj. Masz prawo do płaczu... Ale potem wstań i walcz o następny dzień"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
10 lut 2010, 11:01

Re: Czuję się jak śmieć... :(

przez miki74 16 lut 2010, 05:29
edzia88 napisał(a):Dzięki Miki74 za odpowiedź.
Bardzo proszę i do usług. ;)
edzia88 napisał(a): To nie było kłamstwo tego typu, o jakim pisałeś. Na takie małe kłamstewka potrafiłam przymykać oczy i nie odzywałam się nawet wiele. Ale myślisz, że zrobienie czegoś, bo znajomi nalegali mimo wbrew mojej woli jest w porządku?
edzia88 napisał(a):Ale wydaje mi się, że powinien dostrzegać pewne granice. Bo co, powiedzą mu skocz z mostu i skoczy? Ja się poczułam w tym związku mało ważna, jak powietrze.
Nie podejmuję się tego komentować. Po prostu zbyt ogólnikowo napisałaś. Bo np. Ty możesz zaliczyć daną sytuację do "znaczącego kłamstwa", a Twój chłopak do "małego kłamstewka".
edzia88 napisał(a):Nawet nie usłyszałam słowa "przepraszam".
Jak wyżej.
edzia88 napisał(a): Wiem, że jestem wrażliwą osobą i nie potrafię tego zmienić.
Mam nadzieję, że nie masz do siebie pretensji ani nie ciągnie Cię do zmienienia w sobie wrażliwości?
edzia88 napisał(a):A otaczający świat jest jaki jest.
Tak są na nim różni ludzie. I dobrzy i źli. I fajni i nie. I co najgorsze, ci sami ludzie czasem są dobrzy, a czasem źli. ;)
edzia88 napisał(a):czy to typowe zachowanie mężczyzny, żeby zamiast pomóc dziewczynie to np. zamknąć się w pokoju przed telewizorem, czy przed komputerem?
Pomóc, lecz w czym? Zbyt ogólnikowo zarysowałaś sytuację. Trudno wymyślać jakieś ogólne reguły. Napisałem Ci w jakimś poście powyżej, dlaczego szczegóły tak są czasem ważne w opisywaniu sytuacji międzyludzkich.

Generalnie, to wydaje mi się, że to dobry czas (ten stan zawieszenia w relacji z chłopakiem), byś zastanowiła się nad sobą, nad swoją sytuacją, czego oczekujesz od życia, partnera, gdzie w życiu zmierzasz, jakimi drogami itp. Może z pomocą psychologa? Przydałby się, bo taka osoba stojąca z boku, nie zaangażowana emocjonalnie, ocenia najczęściej sytuację trzeźwiej i realniej. Warto skorzystać, moim zdaniem, z pomocy jakiegoś specjalisty. Być może po wnikliwej i wszechstronnej analizie i przedyskutowaniu Twojej relacji z chłopakiem dojdziesz do wniosku, że warto zawalczyć o niego?
miki74
Offline

Re: Czuję się jak śmieć... :(

Avatar użytkownika
przez edzia88 17 lut 2010, 17:53
Ale ja walczę o niego. Tylko mam wrażenie, ze on przestał walczyć o mnie. Że jedyne na co go stać to kłamstwo. Nie jest tak łatwo ponownie zaufać.
Postawiłam mu wybaczyć. Nie wiem czy to słuszna decyzja.
Tak on chce we mnie zmienić tą wrażliwość. Ciągle wmawia mi, że podchodzę emocjonalnie do życia i z taką wrażliwością daleko nie zajdę.
Mieszka ode mnie ponad 2000 km i to nie jest takie wszystko proste.
Ja też czasem potrzebuję, żeby o mnie zawalczył, żeby bardziej się liczył z moim zdaniem. Bo chyba też mam coś do powiedzenia w tym zwiazku? Czy mam siedzieć cicho i udawać, że wszystko jest ok?
Ja kiedyś byłam inną dziewczyną. Miałam marzenia, wierzyłam w nie. Ale przez 2,5 roku życia na odległość i te napięte sytuacje po prostu życie ze mnie wyparowało. Tyle razy prosiłam - wróć. Ale bez efektów. Nie wiem jak mam dalej postępować, żeby całkowicie nie zniszczyć siebie...

[Dodane po edycji:]

czy potrafilibyście zaufać gdyby ktoś was okłamał?

[Dodane po edycji:]

czy potrafilibyście zaufać gdyby ktoś was okłamał?
"Zamknij oczy, ale nie umieraj. Masz prawo do płaczu... Ale potem wstań i walcz o następny dzień"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
10 lut 2010, 11:01

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Czuję się jak śmieć... :(

przez Noemi 20 lut 2010, 15:06
[quote="edzia88"]Ale ja walczę o niego. Tylko mam wrażenie, ze on przestał walczyć o mnie. Że jedyne na co go stać to kłamstwo. Nie jest tak łatwo ponownie zaufać.
Postawiłam mu wybaczyć. Nie wiem czy to słuszna decyzja.
Tak on chce we mnie zmienić tą wrażliwość. Ciągle wmawia mi, że podchodzę emocjonalnie do życia i z taką wrażliwością daleko nie zajdę.
Mieszka ode mnie ponad 2000 km i to nie jest takie wszystko proste.
Ja też czasem potrzebuję, żeby o mnie zawalczył, żeby bardziej się liczył z moim zdaniem. Bo chyba też mam coś do powiedzenia w tym zwiazku? Czy mam siedzieć cicho i udawać, że wszystko jest ok?
Ja kiedyś byłam inną dziewczyną. Miałam marzenia, wierzyłam w nie. Ale przez 2,5 roku życia na odległość i te napięte sytuacje po prostu życie ze mnie wyparowało. Tyle razy prosiłam - wróć. Ale bez efektów. Nie wiem jak mam dalej postępować, żeby całkowicie nie zniszczyć siebie...

[Dodane po edycji:]

czy potrafilibyście zaufać gdyby ktoś was okłamał?

Obudź się dziewczyno i to jak najszybciej. Spójrz na swoje smutne życie odkąd "jesteś" z nim (czyli w twoim przypadku w tzw. związku - bo jakoś słabo przypomina to związek, wybacz...). Facet jest egoistą, a ty masochistką, która pozwala się ranić emocjonalnie. Pozwalasz na to bo kochasz za bardzo. Aby związek był szczęśliwy to trzeba dawać (tak), ale trzeba też brać ! I obie strony musza kochac tak samo, a nie jedna bardziej.
Twojej wrażliwości nic nie zmieni, on też. Nie staniesz się kimś "o grubej skórze", cynicznym (może szkoda, bo gdybyś taka była to kolesia dawno puściłabyś w niepamięć). Jeśli Cie ktoś prawdziwie pokocha to zaakceptuje twoja wrażliwość, będzie doceniał tę cechę...
Nie walczy o Ciebie ? Bo się znudził, tak, to objaw nudy i tego, że przestało mu zależeć na tym uczuciu i na Tobie.Jeśli teraz nie masz nic do powiedzenia i on nie liczy się z Twoim zdanie to, wybacz, ale ile Ty masz lat? 15 ? Naprawdę chciałabyś przyszlość wiązać z kimś kto de facto ma cię w d.... (nawet jeśli to nieświadome uczucie z jego strony).]
jak postępować? OLAĆ FACETA, póki jeszcze nie jesteście małżeństwem. Olać i zobaczyć czy wówczas będzie chciał być z Tobą - na Twoich warunkach. Zmienić numer telefon, adres mailowy, zając sie czymś(idź sama do kina - polecam takie wypady), iśc na długi spacer i krzyknąć "jestem wolna !- nikt nie będzie niszczył mojego fajnego życia ! "
Zaufanie ? Jeśli go nie ma to jest źle . Musisz wiedzieć, ze jeśli cię okłąmał to Ty ZAWSZE bedziesz o tym pamiętała !!! I to się nie zmieni. naprawdę chcesz tak żyć? Nie szkoda ci ostatnich lat? Edzia Ty masz PRAWO BYĆ SZCZĘŚLIWA !!!! masz prawo, skorzystaj z tego prawa, to Twoje życie. Może jest ktoś na świecie kto Cie pokocha naprawdę . tego Ci zyczę
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
07 lut 2010, 00:15

Re: Czuję się jak śmieć... :(

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 20 lut 2010, 15:18
Edzia Ty niszczysz samą siebie będąc w takim związku..
Jesteś masochistką.
Skończ z tym facetem i nie bądż z nim w imię "wielkiej miłości" :twisted:

Ty masz PRAWO BYĆ SZCZĘŚLIWA !!!! masz prawo, skorzystaj z tego prawa, to Twoje życie. Może jest ktoś na świecie kto Cie pokocha naprawdę . tego Ci zyczę

Dokładnie tego samego Ci życzę Edziu
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Re: Czuję się jak śmieć... :(

Avatar użytkownika
przez edzia88 23 lut 2010, 20:43
Nie jestem masochistką. W życiu jeśli chodzi o uczucia nigdy mi się nie udawało. A kiedy teraz myślałam, że nareszcie się wszystko układa, jakoś się pokomplikowało. Już minęło trochę czasu, myślałam, że uda mi się jakoś z tego wyjść, ale to jest trudniejsze niż myślałam.
Macie rację, powinnam zacząć żyć swoim życiem. I chyba powoli zaczynam robić to, co lubię. Nie będzie łatwo, bo jak się żyło przez prawie 3 lata w przekonaniu, że mam siedzieć cicho i się nie odzywać, to po prostu się gdzieś we mnie takie przekonanie zakorzeniło.
Pozdrawiam Wszystkich!
"Zamknij oczy, ale nie umieraj. Masz prawo do płaczu... Ale potem wstań i walcz o następny dzień"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
10 lut 2010, 11:01

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do