Czuję się jak śmieć... :(

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Czuję się jak śmieć... :(

Avatar użytkownika
przez edzia88 10 lut 2010, 11:05
Nie umiem się odnaleźć. Mam narzeczonego, ślub za pół roku. A ja się dowiaduję, że znów mnie okłamał. I co najgorsze wiedział, że jestem przeciwna pewnej sytuacji i tak po prostu z premedytacją okłamał. A ja dowiedziałam się o tym od zupełnie obcych ludzi. Pytałam, a on dalej kłamał. Dopiero gdy powiedziałam, że wiem - przyznał się do wszystkiego. Przecież związek oparty na kłamstwie nie ma sensu? Małżeństwo... nie wiem czy potrafię zaufać, by zbudować rodzinę. Znamy się już długo i myślałam, że taka sytuacja nigdy się nie wydarzy. Co mam robić? Pomóżcie, bo czuję sie jak śmieć.. Nie wiem czym sobie na to zasłużyłam.Chyba tym, że kochałam za bardzo :(
"Zamknij oczy, ale nie umieraj. Masz prawo do płaczu... Ale potem wstań i walcz o następny dzień"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
10 lut 2010, 11:01

Re: Czuję się jak śmieć... :(

przez miki74 10 lut 2010, 13:57
Witaj na forum.

Współczuję Ci. Wcale Ci się nie dziwię, że czujesz się tak, jak piszesz. Trochę za mało piszesz o całej sytuacji, by mi jakikolwiek jej komentarz przyszedł do głowy. Ogólnie to jednak można powiedzieć, że rzeczywiście okłamywanie jest poważnym występkiem wobec osoby najbliższej (rzekłbym nawet - czynem zabronionym). Z drugiej strony, nie broniąc Twojego chłopaka, to zastanów się, czy może nie prowokujesz go swoim zachowaniem do kłamstw?

Może warto by przedyskutować tę sprawę z nim. Czy on zdaje sobie sprawę, że jak będzie kłamał, to Ty mu nie będziesz ufać. A w konsekwencji osłabnie więź między Wami? Dodatkowo, może niech zrozumie, że jak będzie kłamał, to on sam nie będzie w stanie nabrać zaufania do Ciebie. Bo będzie myślał, że Ty jesteś taka sama i go okłamujesz. (To tak jak ze zdradzaniem. Jeśli zdradzasz, to zaczynasz podejrzewać, że druga strona też ma takie samo podejście do życia i też zdradza ciebie.) Czy chce wywoływać w sobie samym swoim okłamywaniem brak zaufania do Ciebie? Czy będzie się dobrze czuł, mając żonę, której nie ufa? Warto go o to zapytać.
miki74
Offline

Re: Czuję się jak śmieć... :(

przez chillchasm 10 lut 2010, 14:19
On pewnie nie zdaje sobie sprawy z tego jak bardzo ta sprawa jest dla ciebie istotna, jego kłamstwo mogło wziąć się z bagateli a nie premedytacji. Musisz go o tym poinformować i wyjaśnić mu, że tak być nie może.
Nie rozumiem tego: "związek oparty na kłamstwie". Czy to naprawdę jest takie okropne kłamstwo, które wpłynęło na budowę waszego związku? Jeśli brać sprawę na poważnie - musisz wykluczyć nieporozumienia.
chillchasm
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Czuję się jak śmieć... :(

Avatar użytkownika
przez edzia88 10 lut 2010, 14:41
On pracuje za granicą. Naprawdę ciężko jest ufać w takiej sytuacji. Kiedyś okłamał mnie po raz pierwszy. Chodziło o jego powrót do kraju. Naprawdę w to wierzyłam, bo za każdym razem mówił, że wraca, że już niedługo. Ale później się okazało, że jednak nie wraca... Długo mi zeszło zanim mu zaczęłam ufać w pełni na nowo. Ale zaufałam, może nie tak jak na samym początku. Usłyszałam od niego kiedyś słowa: "Gdyby ktoś był u Ciebie na kawie - więcej byś mnie nie zobaczyła". Tylko ja przez ten cały czas kiedy wyjechał praktycznie zamknęłam się w czterech ścianach. Była tylko uczelnia i dom. To wszystko. Nie zrobiłam nic złego, zawsze starałam się być - pomimo zmęczenia, swoich problemów, chciałam mu dać całe swoje zaangażowanie, czas (kiedy przyjeżdżał na chwilę). Widujemy się przez ok. tydzień co kilka miesięcy. A słowa: "To było kłamstwo dla Twojego dobra" są na miejscu? Jak można kłamać dla czyjegoś dobra? Tym bardziej, że kompletnie nie liczył się z moim zdaniem. Mówi, że szanuje... A czy szacunek wyraża się poprzez kłamstwo? Wydaje mi się, że nie... Jak mogę czuć się pewnie i bezpiecznie w takim związku? Skoro nie wiem czego mogę spodziewać się jutro? Kolejnego kłamstwa, które będzie też dla mojego dobra?
Źle się z tym czuję, gubię gdzieś poczucie własnej wartości. Kiedyś obiecywał mi miłość, wierność, szczerość, uczciwość. Więc gdzie to wszystko jest?
"Zamknij oczy, ale nie umieraj. Masz prawo do płaczu... Ale potem wstań i walcz o następny dzień"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
10 lut 2010, 11:01

Re: Czuję się jak śmieć... :(

Avatar użytkownika
przez agusiaww 10 lut 2010, 14:56
edzia88, moim zdaniem to on ma problem ze soba. Co to znaczy ze nie mozesz nikogo zaprosic na kawe? To chore, a poza tym juz fakt taki ze znowu klamie nie swiadczy o nim najlepiej. Moze zaczekaj ze slubem, po co Ci pozniej rozwod, albo meczarnie ?
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Re: Czuję się jak śmieć... :(

Avatar użytkownika
przez edzia88 10 lut 2010, 15:04
Do tej pory wydawało mi się, że mam jakoś poukładane to życie, byłam pewna, że to co robię jest słuszne, że ślub jest słuszny. Cieszyłam się... Ale teraz, gdy dowiedziałam się o tym kłamstwie zaczęłam mieć wątpliwości. Myślę przez 24 godziny na dobę. I dalej nie wiem co robić. Dlatego tutaj napisałam. Chciałam żebyście mi pomogli spojrzeń na ten problem jakoś z boku. To już nawet nie chodzi o to, co mi kiedyś powiedział. Ale zawsze szukałam winy w sobie. Chociaż pewnie jej nie było. A może też była. Ale nigdy go nie okłamałam, nie zdradziła. Nic... po prostu. On wiedział, że wiele potrafię wybaczyć, ale nie zdradę i kłamstwo.
"Zamknij oczy, ale nie umieraj. Masz prawo do płaczu... Ale potem wstań i walcz o następny dzień"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
10 lut 2010, 11:01

Re: Czuję się jak śmieć... :(

Avatar użytkownika
przez agusiaww 10 lut 2010, 15:12
edzia88, moim zdaniem to powinnas ze slubem odczekac, dla mnie w zwiazku facetowi zapowiedzialam ze jak mnie raz oklamie to wybacze, ale jak sie powtorzy to koniec. I mimo ze serce mi pekalo, jak mnie oklamal to dla mnie byl juz koniec. Tez bylam ok, ale druga strona nie byla ok. Szanse moim zdaniem mozna dac raz, ale nie non stop, bo to tylko utweirdza w przekonaniu ze skoro sie raz upeiklo to dalej bedzie tak samo (np moja kolezanka raz wybaczyla mezowi zdrade, a po 5 latach sie okazalo ze ja zdradzil jeszcze z 5 razy).
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Re: Czuję się jak śmieć... :(

Avatar użytkownika
przez edzia88 10 lut 2010, 15:20
Masz rację Agusia. Ja też swojemu mówiłam o tym.. ale sam wybrał. Kurczę, dlaczego jak się już układa musi się wszystko skomplikować? Ciężko jest, ale czuję, że muszę podjąć jakąś decyzję... że masz rację. Człowiek szuka swojego szczęścia na ziemi,a kiedy myśli, że go znalazł, jakoś to wszystko się sypie jak płatki uschniętej róży. I jeszcze ta odległość...
"Zamknij oczy, ale nie umieraj. Masz prawo do płaczu... Ale potem wstań i walcz o następny dzień"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
10 lut 2010, 11:01

Re: Czuję się jak śmieć... :(

przez chillchasm 10 lut 2010, 15:20
z boku? otóż, z całą pewnością mogę stwierdzić, że miłość to nie wszystko. Tak, z na pewno może aż tak zamieszać w głowie, aby poczuć się jak śmieć. Może wpierw powinnaś nabrać dystansu do swoich uczuć. Ale skoro chodzi tu o twoje życie, uważam, że musisz zaczekać ze ślubem, musisz być absolutnie pewna. Musisz odzyskać w niego wiarę, lub skończyć z tym. Jeśli problem cię nurtuje bardzo, bardzo, bardzo - to może postaw ultimatum
chillchasm
Offline

Re: Czuję się jak śmieć... :(

przez miki74 10 lut 2010, 15:46
Czujesz się niepewnie w związku, spotykacie się raz na kilka miesięcy, obiecał przyjazd do kraju, nie przyjechał, Ty jesteś tu, on tam... Może najpierw zacieśnijcie jakoś ten związek. Nie znam Was, ale może ten Wasz związek jest po prostu słaby (niezbyt mocny)? Może np. Ty bardzo pragniesz ślubu, a on - nie? Może w ogóle nie znacie siebie nawzajem? Może nie wiecie nawet, czy do siebie pasujecie? Może Wasz ślub to trochę takie kupowanie kota w worku? Pytania można mnożyć.
miki74
Offline

Re: Czuję się jak śmieć... :(

Avatar użytkownika
przez edzia88 10 lut 2010, 15:50
Masz rację, powinnam nabrać dystansu do swoich uczuć. I powoli jakoś trochę się wewnętrznie uspokajam. Od niedzieli (bo wtedy się dowiedziałam) minęło kilka dni. Ok postawie mu ultimatum. Albo będzie ze mną szczery, albo odchodzę. I co wtedy? Nigdy nie można być tak do końca pewnym, że mnie nie oszuka po raz kolejny. Ehh myślę, analizuję.. ale ciężko podjąć jakąś decyzję.

Miki74, zawsze myślałam, że idealnie do siebie pasujemy. Mieliśmy te same poglądy, lubiliśmy to samo robić i wiele można dodać. Wydawało mi się, że on też pragnie tego ślubu. Tyle o tym mówił, pisał. Prosiłam tyle razy żeby wrócił. Tutaj też można pracować. Ja wiem, że za mniejsze pieniądze, ale same pieniądze też szczęścia do końca nie mogą dać. Byłam tam u niego. Ale od poczatku wiedział, że nie chcę żyć tam na dłużej. Niczego nie ukrywałam, do niczego nie namawiałam. Sam obiecał wrócić. Ale potem okłamał...Raz, drugi...Być może, że ten ślub to kupowanie kota w worku...
"Zamknij oczy, ale nie umieraj. Masz prawo do płaczu... Ale potem wstań i walcz o następny dzień"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
10 lut 2010, 11:01

Re: Czuję się jak śmieć... :(

przez polakita 10 lut 2010, 16:33
edzia88, mam wrażenie że twój narzeczony wcale nie ma ochoty wracać do Polski, i ciebie okłamuje bo się boi ci to powiedzieć wprost, boi się ciebie stracić - chociaż i tak cię nie ma. Jestem tego samego zdania co poprzednicy, twoje wątpliwości nie wynikają z niczego, czujesz się niepewnie to poczekaj ze ślubem aż sie to wszystko wyjaśni, chodzi właśnie o twoje CAŁE PRZYSZŁE ŻYCIE.
polakita
Offline

Re: Czuję się jak śmieć... :(

Avatar użytkownika
przez edzia88 10 lut 2010, 17:29
Właśnie próbuję sobie tłumaczyć te moje wątpliwości, wybielać jego. Chociaż wiem, że na to nie zasłużył. Czekam już 2,5 roku (bo tyle jest za granicą i w zasadzie tyle się znamy). Być może masz rację Polakita. Może on rzeczywiście nie chce wrócić i cały czas zwodzi... Tylko jak dowiedzieć się prawdy, bo wiem, że tego mi nie powie.
"Zamknij oczy, ale nie umieraj. Masz prawo do płaczu... Ale potem wstań i walcz o następny dzień"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
10 lut 2010, 11:01

Re: Czuję się jak śmieć... :(

przez polakita 10 lut 2010, 17:42
2,5 roku ty na niego czekasz, on tam a ty tu, i on ci mówi cały czas że wróci?

Nie wiem może po prostu się zastanów czego TY oczekujesz, czego chcesz, czy przez te 2,5 roku gdy był za granicą poznałaś go wystarczająco aby wiedzieć że to mąż dla ciebie? Ja może na twoim miejscu bym mu zaproponowała żebyście przez kilka miesięcy mieszkali w jednym mieście, spotykali się regularnie i wtedy łatwiej się zdecydować, bo na odległość trudno. Najwyraźniej ty czekasz aż on wróci i weźmie z tobą ślub, ale on coś się nie śpieszy... pomyśl ile jeszcze jesteś gotowa czekać, i co będzie jeśli on jednak nie wróci? Bo chyba jest takie prawdopodobieństwo?
polakita
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google Ads [Bot] i 4 gości

Przeskocz do