Skocz do zawartości
Nerwica.com

Obdarta z uczuc


Rekomendowane odpowiedzi

Witam.

Jestem tu "nowa" i szukam pomocy...

Mam 23 lata i moj problem polega na tym ze nie czuje nic. Moze wyjasnie-nie odczuwam jak kazdy inny normalny czlowiek nawet tych podstawowych uczuc jak szczescie, zlosc, zal, wstyd etc. zaczelo sie to 5 lat temu wtedy ostatni raz przypominam sobie jak czulam zal i smutek po stracie mamy. odbilo sie to na mnie bardzo. potem moja naiwnosc doprowadzila do rozpadu kilku zwiazkow. za kazdym razem bylam potem bardziej odporna. na dzien dzisiejszy nie posiadam uczuc. nie pszeszkadzalo mi to w zyciu nawet poliblam to bardzo bo nikt nie jest w stanie mnie zranic i kolejny raz oszukac. do teraz bylo mi to na reke, do czasu mojego obecnego zwiazku. moj partner nie jest w stanie kochac i darzyc uczuciem drugiej osoby. ale cala reszta jest u niego wporzadku. ale widze ze sie angazuje coraz bardziej a to juz nie jest dla mnie dobre bo wiem ze nie odwzajemnie tego. Nie przytulam sie, nie caluje tylko z sekusu czerpie jak najwiecej. jestem bardzo zimna i oschla osoba czego wczesniej nie bylo. wiem ze w przyszlosci bedzie to problem bo kto by chcial byc z taka osoba ktora nie czuje i nawet nie udaje ze cos czuje..

czy moge cos zrobic zeby powoli zaczynac odczuwac chociaz podstawowe uczucia?

czy kiedykolwiek bede w stanie kochac? moze mogla bym sie tego nauczyc?

prosze o pomoc i jakiekolwiek sugestie.

pozdrawiam

Maja

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Maju1pszczółko :)

 

Możliwe, że było tak: strata mamy była dla Ciebie bardzo bolesna i dlatego, by nie przeżywać ponownie takiego bólu, postanowiłaś wytępić w sobie wszelkie uczucia. Raczej nie do końca się to udało (wg mnie to bardzo dobrze ;) ), choćby dlatego, że odczuwasz przyjemność z seksu. Jednak jesteśmy istotami, które potrzebują w życiu uczuć (wszelkich) prawie tak samo jak powietrza :)

By zmienić ten stan, chyba warto byłoby zacząć od tego, byś zaczęła ufać. Co prawda może to zaowocować zarówno uczuciami negatywnymi, jak też pozytywnymi. Tym niemniej warto !

Poza tym chyba wskazane byłoby dowiedzieć się dlaczego strata mamy tak bardzo zaważyła na Twoim życiu (w tym najlepiej pomoże specjalista). Żaden człowiek nie rodzi się tylko po to, by żyć dla kogoś innego - każdy powinien żyć "dla siebie" (przy czym nie oznacza to wcale egoizmu).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

... potem moja naiwnosc doprowadzila do rozpadu kilku zwiazkow.
Mozesz to rozwinąć?
... moj partner nie jest w stanie kochac i darzyc uczuciem drugiej osoby.
Zaprzeczasz sobie, patrz nizej
...ale widze ze sie angazuje coraz bardziej
Jak to jest? Angazuje sie czy nie jest w stanie?
czy moge cos zrobic zeby powoli zaczynac odczuwac chociaz podstawowe uczucia?

czy kiedykolwiek bede w stanie kochac? moze mogla bym sie tego nauczyc?

Blokada w wyniku stresu pourazowego. Zle nie jest, bo jednak szukasz pomocy, a to oznacza ze ten stan Ci przeszkadza. Skoro Ci przeszkadza, tzn ze jakies uczucia jednak odbierasz, logiczne, prawda? Psycholog zalatwi reszte, pewnie zalapiesz sie na jakas grupowa. Z tym partnerem to ja bym nie pzreginal, warto miec jednak wsparcie. Powodzenia ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

... moj partner nie jest w stanie kochac i darzyc uczuciem drugiej osoby.
Zaprzeczasz sobie, patrz nizej
...ale widze ze sie angazuje coraz bardziej
Jak to jest? Angazuje sie czy nie jest w stanie?

jak sam twierdzi angazuje sie calym soba w zwiazek ale jest on bez milosci, zyjemy z symbiozie, nie klocimy sie, dogadamy zawsze ale ani ja nie kocham ani jak twierdzi on-a mi jest to na reke bo lubie nasz uklad partnerski.

maja1pszczolka napisał(a):

... potem moja naiwnosc doprowadzila do rozpadu kilku zwiazkow.

Mozesz to rozwinąć?

zawsze gdy wiazalam sie z kims oddawalam cala siebie, ufalam, darzylam uczuciami. moje ostatnie zwiazki konczyly sie z tego samego powodu- oszustwa. jestem obserwatorem i kiedy zauwazlam zmiany w zachowaniu faceta (doswiadczona roznymi przypadkami) poprostu sama dowiadywalam sie prawdy. i taka ciekawostka ze w ostatnich moich 3 zwiazkach scenariusz byl prawie podobny- dziwne zachowanie owocuje moimi podejzeniami, potem to juz bylo sprawdzanie gadu gadu i wszytsko wychodzilo na jaw- zdrady, klamstwa, szustwa i naciagactwo. ostatnim razem nie poczulam nawet zdenerwowania, powinnam sie wkurzyc byc mi zal, a ja poprostu spakowalam swoje rzeczy.

przy obecnym partnerze bylo tez podobnie- powoli sie docieralismy (jestem osoba nerwowa i temperamentna) sprawial wrazenie idealu, zamieszkalismy razem, zgodzilam sie bo egoistycznie podeszlam do tego ze bedzie taniej. potem dziwne zachowanie znowu obudzilo u mnie podejzenia no i sprawdzanie gadu, telefonu no i sie dowiedzialam wlasnie ze nie pokocha mnie nigdy bo nie umie ze wszystko to co robil teraz to tylko zebym mu zaufala bo jest mu zal mnie ze tyle przeszlam w zyciu i ma misje zeby mi pomagac. i wiecie co? nie poczulam nic czytajac to. i odpowiada mi to, nie musze sie pozniej tlumaczyc czemu nam nie wyszlo. obgadalismy to, nie bardzo sie tym przejmujemy. jak wspomnialam uklad partnerski.

 

co do mojej mamy, zylam z nia 18lat, tylko z nia. potem zostalam sama i uczylam sie zycia od nowa. byla moim idealem i wzorem do nasladowania. dla normalnej nastolatki ktora ma w glowie jeszcze imprezy, studia i zero zobowiazan to nie ukrywam bylo ciekzo jak nagle zostalam sama. zaraz po tym facet ktory mnie bil i gwalcil, moj wyjazd do uk, gdzie tez przeszlam szkole zycia bo rzucialm sie na cos czego nie znalam i znowu sama musialam stanac na nogi, potem kolejni faceci i kolejne zdrady i kolejny raz kombinowac jak sobie poradzic. zmeczylo mnie to ale tez i uodpornilo bardzo. a skoro nie zabilo to wzmocnilo. chce kiedys poczuc szczescie a perspektywy na to sa odlegle.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hmmm jednak okazuje się, że problem nie leży w braku Twojej ufności, co w ufaniu nieodpowiednim facetom. :roll:

Skoro sama dostrzegasz podobieństwo "scenariuszy" Twoich związków, prawdopodobnie również podobne były ich początki. Mam na myśli fakt, że w poszukiwaniu faceta, który byłby dla Ciebie oparciem, trafiałaś na facetów, którzy chcieli uchodzić za takich, którzy będą oparciem.

 

zawsze gdy wiazalam sie z kims oddawalam cala siebie
Piszę jak najbardziej poważnie - może dawałaś zbyt dużo i to facetom, którzy nie dość, że sami nie radzili sobie z własnymi problemami, to jeszcze nie byli w stanie unieść również Twoich ?

Może w pewnym stopniu pomogłoby zmienienie powyższego "schematu" ?

 

Tym niemniej "obserwatorzy" tak mają, że mniej wagi przywiązują do emocji - jednak "mniej" nie znaczy "wogóle" ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

God's Top 10- moze masz racje co do facetow, przemysle ta kwiestie na pewno.

Wiec co dalej teraz? zostac w tym zwiazku czy odejsc i pozostac samej przez jakis czas uczac sie i pracowac nad soba? chociaz tutaj powstaje pytanie w jaki sposob moge sama pracowac nad zmianiami? Z drugiej strony gdybym zostala w obecnym zwiazku to czy sa szanse na jakiekolwiek zmiany mojego podejscia i czy pewnego dnia poczuje "cokolwiek"?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Praca nad sobą nie musi być zależna od tego, czy w danym momencie jesteś w związku, czy też nie ;) Warte zastanowienia jest, czy ta praca nad sobą faktycznie powinna być samodzielna, czy też może lepiej poszukać pomocy specjalisty. Z jednej strony po stracie mamy, wszystko osiągałaś sama, z drugiej jednak mogło to spowodować, że np. trudniej Ci mówić o swoich potrzebach, albo trudniej panować nad emocjami - a to "wyszłoby" na terapii.

Myślę, że skoro w UK jest wielu Polaków, to i o polskojęzycznych psychoterapeutów nie powinno być trudno. Sądzę, że tym bardziej warto rozważyć tę opcję, że jednak w UK istnieje dużo większa niż w Polsce tolerancja i zrozumienie dla osób korzystających z pomocy terapeutów, psychiatrów.

 

Pytanie: co da Ci pozostanie w obecnym związku ? Czego oczekujesz po tym związku, po tym chłopaku ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pytanie: co da Ci pozostanie w obecnym związku ? Czego oczekujesz po tym związku, po tym chłopaku ?

 

Wlasciwie to nie oczekuje nic po tym zwiazku bo nawet jezeli cos by sie zmienilo we mnie to w nim niekoniecznie. jedyne co moglo by byc dla mnie profitem tego to to ze mozna pogadac z kims o przyslowiowej pogodzie i czasami wypic wspolnie herbate. no i jak juz na poczatku wspomnialam mam duze wymagania w sprawach seksu i mam tego pod dostatkiem (ostatni argument jakos najbardziej do mnie przemawia) chociaz z czasem zaczynam myslec ze mozna razem cos osiagnac bardziej glebszego co poprzedzalo by wspolna praca na wlasna reke czy wlasnie ze specjalista.

nie jestem w stanie sprecyzowac do konca co moglo by byc dla mnie lepsze, zaznacze ze w samotnosci tez sie odnalazlam i polubilam ja. wiec tak naprawde moze i jest mi to troche obojetne ale wiem ze pewnego dnia chce cos poczuc.

jest paru specjalistow w moim miescie i akurat jezyk nie sprawia mi problemow w komunikacji wiec czy pojde do polskojezycznego czy tez nie sprawia mi trudnosci. chociaz do konca nie jestem przekonana o tym (chodzilam na terapie uzaleznien do specjalistow i na spotkania grupowe) i wiem ze efekty w moim przypadku byly jeszcze gorsze, udalo mi sie samej z tego wyjsc. nie mowie ze nie sprobuje bo wkoncu inaczej sie nie przekonam czy moze mi ktos pomoc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po tym, jak odkryłaś, że ten chłopak/partner "nie potrafi Cię pokochać", dociekałaś (albo czy zastanawiałaś się) dlaczego tak jest ? Czy przyczyna tkwi w nim, czy w Tobie ? Może warto postawić sobie takie pytanie, nie po to, by szukać winnych do oskarżania, ale po to by wiedzieć, czy możesz coś poradzić na to.

 

Bardzo prawdopodobne, że takie wybuchy bywały niszczące dla Twoich relacji z innymi.

Jakie są powody wybuchów Twojego temperamentu ? Porażki ? Poczucie brak kontroli nad czymś, nad kimś ? A może testowanie innych, na zasadzie "jeśli przetrzymają takie wybuchy, to i inne trudności też" ? Czy jeszcze coś innego ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po tym, jak odkryłaś, że ten chłopak/partner "nie potrafi Cię pokochać", dociekałaś (albo czy zastanawiałaś się) dlaczego tak jest ? Czy przyczyna tkwi w nim, czy w Tobie ?

nie docieklam, nie zastanawiam sie, jedyne co przyszło mi wtedy na mysl to to ze kolejny raz ktos obiecuje mi zlote gory a ja, po mimo tego ze staram sie uwazac na takich ludzi, dala sie na to złapać.

poczulam sie pokonana w jakis sposob. caly czas to za mna chodzi ze on jest po prostu siniejszy psychicznie i tutaj przychodzi raczej ciekawosc co jeszcze moge sie od niego nauzycby byc bardziej wyczulana. Jak juz wczesniej wspominałam to ze zaistniala taka sytacja bardzo mi odpowiada i czuje ulgę na sama mysl ze nie bede muslala sie tlumaczyc po wszystkim czemu odchodze.

 

Co do temperamentu-powdodami sa czasami blachę sprawy ze naczynia nie umyte albo kuweta nie posprzatana. najbardziej denerwuje mnie to ze jak prosze o cos kogos a potem nie jest to zrobione.

nie jestem w stanie sprecyzować co jest glownym powodem tych wybuchow ale podam pare przykaldow to moze bedzie bardziej jasny obraz. teraz tak mysle ze moze troche chec kontroli, w pracy sie spelniam na stanowisku kierowniczym wiec moze i w zyciu tez tego potrzebuje? pamietam jak mialam napady zlosci jak bylam mlodsza i byly one spowodowane tym ze obecny wtedy partner nie chcial rozmawiac ze mna. doprowadzalo mnie to do furii... na szczescie opanowalam w sobie napady agresji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie docieklam, nie zastanawiam sie, jedyne co przyszło mi wtedy na mysl to to ze kolejny raz ktos obiecuje mi zlote gory a ja, po mimo tego ze staram sie uwazac na takich ludzi, dala sie na to złapać.
Jaka jest Twoja reakcja na sytuacje, gdy ktoś oferuje Ci owe "złote góry" ?

 

poczulam sie pokonana w jakis sposob. caly czas to za mna chodzi ze on jest po prostu siniejszy psychicznie i tutaj przychodzi raczej ciekawosc co jeszcze moge sie od niego nauzycby byc bardziej wyczulana.
Rozpatrujesz to w kategoriach "ktoś w czymś jest lepszy ode mnie" ? A za "siłę psychiczną" uważasz umiejętność opanowywania uczuć ?

Zawsze ktoś będzie od Ciebie chudszy, ktoś będzie grubszy, jeszcze ktoś inny będzie wyższy, ktoś niższy itd. Dlatego porównywaniem siebie do innych tylko się zadręczysz. Bądź sobą, daj sobie prawo do tego, by być sobą. Twoje uczucia, potrzeby nie są ani "gorsze", ani "lepsze" od uczuć czy potrzeb innych osób - są po prostu Twoje.

 

Jak juz wczesniej wspominałam to ze zaistniala taka sytacja bardzo mi odpowiada i czuje ulgę na sama mysl ze nie bede muslala sie tlumaczyc po wszystkim czemu odchodze.
Odpowiada Ci taka sytuacja, bo gdybyś to Ty musiała tłumaczyć powody Twojego odejścia, uznałabyś to za swoją porażkę, okazanie słabości ?

 

Co do temperamentu-powdodami sa czasami blachę sprawy ze naczynia nie umyte albo kuweta nie posprzatana. najbardziej denerwuje mnie to ze jak prosze o cos kogos a potem nie jest to zrobione.

(...)

w pracy sie spelniam na stanowisku kierowniczym wiec moze i w zyciu tez tego potrzebuje?

Myślę, że nie tyle "potrzebujesz" kontrolować życie prywatne, ile starasz się kontrolować.

Nie jest możliwe kontrolowanie wszystkiego - życie zawsze znajdzie sposób, by zaskoczyć każdego człowieka. Dlatego lepiej przestać przygotowywać się na wszelkie możliwe niespodzianki, za to nauczyć się jak radzić sobie z nimi. A najlepiej się czegoś nauczyć, gdy ma się okazję do ćwiczeń, czyli pozwalać tym niespodziankom na pojawianie się :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przeczytałem Twoj post.

 

To nie jest tak ze ty zatracilas wszystkie uczucia. stalas sie oziębła ale te uczucia sa w tobie głęboko.

Sposobem na to abys nauczyla sie kochac albo poczula ze kochasz jest sytuacja kiedy ktos kto kiedtys byl blisko Ciebie i chcial dla Ciebie jaknajlepiej odejdzie, bo Ty nie docenialas tego co robil i nie umialas mu okazywac ze Ci na nim zalezy. Ta osoba musi odejsc i juz sie nie odzywac..dać ci jasno do zrozumienia ze ona nie chce byc z kims takim kto nieodwzajemnia mu milosci.

Wtedy ty z czasem uswiadomisz sobie ze "moglam z nim byc, a nie byłam... nigdy nie dowiem się co stracilam" Wtedy uczucia wrocą i wszystko zalezy od Ciebie czy jakos odzyskasz ta osobę. pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jaka jest Twoja reakcja na sytuacje, gdy ktoś oferuje Ci owe "złote góry" ?

podchodzę do tej kwestii ostrożnie cos na zasadzie "ok, super, to pokaz co potrafisz". czekam i obserwuje, ale potem sie okazuje ze i tak kończy sie na obiecywaniu. za duzo juz widziałam zeby kazdemu wierzyć ze moze mi pomoc czy chociaz byc ze mna.

 

Rozpatrujesz to w kategoriach "ktoś w czymś jest lepszy ode mnie" ? A za "siłę psychiczną" uważasz umiejętność opanowywania uczuć ?

Sila psychiczna dla mnie to to ze dostrzegam jak ktos chce mnie zrobic w balona. zawsze wyciągam wnioski ze swoich błędów i staram sie ich nie powtarzać. Uważam sie za silna osobe, zawsze stająca na twardym gruncie, wiem jak sobie radzić w stresowych sytuacjach, mowie to co mysle, ale w partnerstwie niestety nie umiem dobierać sobie odpowiednich osób. Uwazam ze jest lepszy ode mnie bo mna zmanipulował i zrobil to w taki wyrafinowany sposob ze nie zauważyłam tego.

 

Odpowiada Ci taka sytuacja, bo gdybyś to Ty musiała tłumaczyć powody Twojego odejścia, uznałabyś to za swoją porażkę, okazanie słabości ?

Nie, nie musiałabym patrzeć na niego i wysłuchiwać jaki on jest teraz nieszczęśliwy i czemu ja mu to zrobilam, a jemu tak na mnie zalezalo a ja po porostu odchodze, nie wspominając juz o prośbach zebysmy do siebie wrocili albo dali sobie kolejna szanse. Dla mnie koniec to koniec. A w tym wypadku wiem ze jak powiem koniec to wlasnie tak bedzie i dziala to w obie strony.

 

eksajter

jedno co moge powiedziec na pewno-masz racje

zauwazylam to pare lat temu, kochalam mocno, zareczyny wspolna przyszlosc. odeszlam sama bo mnie zdradzil. potem proba powroto do siebie ale ja juz nie bylam ta sama osoba. powoili stawalam sie wlasnie tym kim jestem teraz. odszedl. zostalismy przyjacilomi ale to tez nie wypalilo bo ja nie potrafilam dac mu juz nic. odszedl na zawsze. do dzisiaj go wspominam bo powiedzial mi wprost ze nie on chce czuc ze jest kochany. wtedy te slowa bardzo bolaly a dzsiaj wiem ze maja gdzies ukryty sens ale nie rusza mnie w srodku juz nic. A wiem ze powinno..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

eksajter

jedno co moge powiedziec na pewno-masz racje

zauwazylam to pare lat temu, kochalam mocno, zareczyny wspolna przyszlosc. odeszlam sama bo mnie zdradzil. potem proba powroto do siebie ale ja juz nie bylam ta sama osoba. powoili stawalam sie wlasnie tym kim jestem teraz. odszedl. zostalismy przyjacilomi ale to tez nie wypalilo bo ja nie potrafilam dac mu juz nic. odszedl na zawsze. do dzisiaj go wspominam bo powiedzial mi wprost ze nie on chce czuc ze jest kochany. wtedy te slowa bardzo bolaly a dzsiaj wiem ze maja gdzies ukryty sens ale nie rusza mnie w srodku juz nic. A wiem ze powinno..

 

No ale Ty opisalas sytuacje w której ktos cie zdradzil i odeszlas od niego oraz w jakims stopniu stałaś sie nieczula... mi chodzilo bardziej o to ze to ktos musiałby odejsc od Ciebie, za to ze nie potrafilas byc dla niego czula i okazywac ze doceniasz to co dla Ciebie ta osoba robila. W tej sytuacji uczucia by wrocily, ale bylo by to w sposob bolesny wiec lepiej zebys nauczyla sie kochac i nie stracila kogos na kim Ci naprawdę zalezy w życiu. pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jaka jest Twoja reakcja na sytuacje, gdy ktoś oferuje Ci owe "złote góry" ?

podchodzę do tej kwestii ostrożnie cos na zasadzie "ok, super, to pokaz co potrafisz". czekam i obserwuje, ale potem sie okazuje ze i tak kończy sie na obiecywaniu. za duzo juz widziałam zeby kazdemu wierzyć ze moze mi pomoc czy chociaz byc ze mna.

Może Twoje oczekiwanie na to, by Twoi partnerzy pokazywali co potrafią, jest odbierane przez nich jako Twoja obojętność ? Rozumiem, że nauczona wieloma bolesnymi doświadczeniami nie chcesz "roztrwonić kapitału" (jakim są uczucia), na "nietrafione inwestycje". Ale może jesteście do siebie podobni: Twoje czekanie i obserwowanie wywoływało u nich wrażenia "inwestowania uczuć" w kogoś, kto w (ich mniemaniu) jest na nie obojętny ? Poza tym samo czekanie, bez rozmowach o swoich oczekiwaniach i potrzebach prędzej doprowadzi do zniechęcenia albo i frustracji, niż do tego, że partner/partnerka "domyśli się".

Jeśli mój wniosek jest prawdziwy, to najskuteczniejszym początkiem przerwania tego błędnego koła zdaje się być znalezienie mężczyzny, który jest silny, zamiast (jak do tej pory) takich, którzy chcą być postrzegani jako silni (o czym napisałem wcześniej). "Inwestowanie uczuć" w kogoś takiego powinno być dla Ciebie mniej ryzykowne, tym niemniej i on mógłby zostać zniechęcony brakiem odwzajemnienia uczuć, sympatii, rozmów o Waszych oczekiwaniach, potrzebach itd.

Ogólnie rzecz biorąc im bardziej jest się obserwatorem pewnych zjawisk (np. związków), tym mniej jest się ich uczestnikiem ;) Może warto zmienić proporcje ?

 

Uwazam ze jest lepszy ode mnie bo mna zmanipulował i zrobil to w taki wyrafinowany sposob ze nie zauważyłam tego.
Może to nie była zamierzona manipulacja, tylko właśnie obrona jego własnych uczuć przed zranieniem ?

 

Nie, nie musiałabym patrzeć na niego i wysłuchiwać jaki on jest teraz nieszczęśliwy i czemu ja mu to zrobilam, a jemu tak na mnie zalezalo a ja po porostu odchodze, nie wspominając juz o prośbach zebysmy do siebie wrocili albo dali sobie kolejna szanse. Dla mnie koniec to koniec. A w tym wypadku wiem ze jak powiem koniec to wlasnie tak bedzie i dziala to w obie strony.
Dlaczego w przypadku, gdybyś to Ty zrywała, czułabyś się niekomfortowo oznajmiając to ? Boisz się tego, co ktoś o Tobie powie, pomyśli ?

Związki zawsze rozpadały się i będą się rozpadać, gdy przynajmniej jedna strona czuje się na tyle źle, by związek zerwać. Z jednej strony to może być przerażające, że w pewnym sensie zależy się od kogoś. Za to z drugiej strony, ma się wpływ na to, czy partner albo partnerka poczuje się źle w związku i można temu przeciwdziałać (albo wręcz prowokować eskalację).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nauczona wieloma bolesnymi doświadczeniami nie chcesz "roztrwonić kapitału" (jakim są uczucia), na "nietrafione inwestycje"

To sie zgadza, ostrożnie podchodzę do "inwestowania uczuć".

Nasuwa mi sie pytanie w związku z tym-moze jednak powinnam pozostać sama? przynajmniej do czasu zanim nie znajde odpowiedniego partnera. radziłam sobie doskonale jako singiel, przynajmniej lepiej niż teraz...

Może to nie była zamierzona manipulacja, tylko właśnie obrona jego własnych uczuć przed zranieniem ?

Szczerze to nie wiem, nie potrafię ocenić bo jak wspominałam jest trudnym człowiekiem. powtarza tylko ze chcial by sie zakochać (nie koniecznie ma tu na mysli mnie) ale mu nie wychodzi, chociaz z drugiej strony mi jest ciężko wierzyć mu na słowo. nie mam żadnej pewności ze nie mowi mi tego zeby zrobilo mi sie milo, albo, w co bardziej jestem skłonna uwierzyć, z żalu i chęci pomocy mi ze względu na moja przeszłość.

Dlaczego w przypadku, gdybyś to Ty zrywała, czułabyś się niekomfortowo oznajmiając to ? Boisz się tego, co ktoś o Tobie powie, pomyśli ?

Nie chodzi tutaj o strach tylko o to komfort psychiczny. nienawidzę jak ktos próbuje wzbudzić we mnie poczucie winy ze to wszystko przez mnie, ze robie cos zle albo powinnam postępować tak jak inni tego ode mnie oczekuja. Unikam jak tylko moge sytuacji gdzie wiem ze pociągnie to za soba pretensje lub wyrzuty-to jest cos czego nie toleruje i denerwuje zarazem.

Z jednej strony to może być przerażające, że w pewnym sensie zależy się od kogoś. Za to z drugiej strony, ma się wpływ na to, czy partner albo partnerka poczuje się źle w związku i można temu przeciwdziałać (albo wręcz prowokować eskalację).

Na sama mysl o tym ze zalezę od drugiego człowieka głęboko mnie zastanawia. W chwili obecnej jest podobnie (zawozi mnie codziennie do pracy) ale tak naprawdę to trochę na tym korzystam, a on nieświadomie tym samym karmi moje ego.. a co do wpływu partnerów na siebie nawzajem to zatarło sie we mnie poczucie ze skoro źle sie czuje w związku to po co to dalej byc ze soba? <- wczesniej wspomniany komfort psychiczny. nie chce wtedy dalej ciagnac tego bo cale życie nie będziemy sobie terapii urządzać nawzajem zeby bylo nam ze soba dobrze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie odpowiem Ci na pytanie czy powinnaś być sama, ta decyzja należy do Ciebie. Mogę jedynie przedstawić możliwe opcje do wyboru wraz z prawdopodobnymi konsekwencjami.

Wybranie samotności mogłoby zaowocować np. izolacją, co sprzyja pojawieniu się depresji.

Z kolei pozostanie w obecnym związku (choćby to miało być czasowe) dałoby Ci szansę na pracę nad Twoimi relacjami z partnerami. Mam tu na myśli nauczenie się wejścia w relacje na tyle bliskie, by zastanawiać się nad tym, jaki ten partner jest, co może czuć. To powinno ułatwić trafniejsze "inwestowanie uczuć".

 

Nie sądzisz, że Twoje podejrzenia odnośnie motywów (dla których facet jest z Tobą) blokują Cię ? Tak to wygląda, że gdy tylko ktoś okazuje Ci przychylność, doszukujesz się tym jego litości. Nie wierzysz w to, że coś dobrego mogłoby Ci się przydarzyć w życiu ?

Myślę, że jak długo przeszłość będzie Cię doganiała, tak długo będziesz otaczała się murem obronnym. A to kolejny argument za tym, by zwrócić się o pomoc specjalisty.

 

W obronie przed wpędzaniem Cię w poczucie winy w przypadku zerwania, nie pomogłaby Ci świadomość, że w związkach wszystko i zawsze zależy od obu stron ? Nawet gdy ktoś postronny usiłuje się wtrącać, to zadaniem tych dwojga, jest nie dopuścić do tego.

 

Na sytuację, w której zaczyna dziać się źle w związku, niekoniecznie pierwszą reakcją powinno być "spakowanie siebie lub partnera/partnerkę". Wcześniej można zastanowić się co dałoby się poprawić we dwójkę. ;)

A takie terapie we dwójkę są nieodzowną częścią związków :) Przez całe życie każdy z partnerów zmienia się, co nieuchronnie prowadzi do napięć. Z kolei takie napięcia mogą albo scalić, albo rozbić związek - wybór w tym przypadku zależy od obojga.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam ponownie:)

Chcialam Wam wszystkim podziekowac za odpowiedzi i porady. jednak doswaidczenie innych pozwala inaczej patrzec na swiat i pomgac innym ludziom :)

Postanowilam wyprowadzic sie i zostac sama. Pewnego dnia poprostu wstalam rano spojrzalam na niego i pomyslalam "to juz koniec naszej przygody". Wspomniane bylo o depresji jak zostane sama ale wiem ze dam rade. Zreszta teraz glowe bede miala zawalona wyprowadzka i urzadzeniem mieszkania wiec nie bede miala czasu rozmyslac:) Zaczynam nad soba pracowac i postanowialm jednak poszukac tez pomocy u specjalisty.

Napewno nie raz tu powroce, moze i moje doswiadczenia i przezycia pomoga innym:)

Dziekuje jeszcze raz i zycze wszystkim duzo usmiechu!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wracam ponownie, nie chcialam zakladac nowego watku wiec bede kontynuowac.

Tak jak postanowilam i planowalam niestety sytacja zostala taka sama... nie jestem w stanie sie teraz wyprowadzic (niespodziewane wydatki) i do konca miesiaca jestem skazana mieszkac z nim. przezywam teraz pieklo. nie myslalam ze kiedys wroce do takiego stanu jak teraz. Po rozmowie z nim ze to i tak nie ma sensu i ze lepiej bedzie jak sie wyprowadze przez jeden dzien bylo jak zwykle. od tamtego czasu jego zachowanie doprowadzalo mnie najpierw do szalu przez co mielismy awanture a teraz czuje jak by mi wbijal noz w plecy za kazdym razem jak otworzy buzie albo zrobi gest. jestem roztrzesiona i zdenerwowana, musze udawac ze wszystko jest ok co tez jest bardzo meczace, a na dodatek prowadzic nadal normalne zycie bo w koncu wszystko kiedys mija. zostaly jeszcze 3tyg a ja juz czuje ze nie daje rady. zlapalam sie na tym ze w stanach krytycznych trzesa mi sie rece z nerwow, mam mdlosci i nie jadam zbyt wiele, chociaz zmuszam sie bo powinnam...

chce zeby sie to juz skonczylo, boje sie o swoje zdrowie psychiczne.. ale wiem ze musze poczekac...

nie mam z kim pogadac tutaj bo wprowadzajac sie do niego zmienilam miasto i nie znam tutaj nikogo jeszcze.

sytuacja jest o tyle skomplikowana ze mieszkam z jego rodzina (siostra, szwagier ich dziecko i tesciowa) oni nic nie wiedza a jego mama za kazdym razem mowi ze "tak ladnie razem wygladamy". widze ze sie cieszy co jeszcze bardziej jest dolujace... ja nie mam wlasnej rodziny i przywiazalam sie do nich bardzo i do tego tak ich oszukuje.. nie wychodze ostatnio z pokoju zeby nie musiec z nimi rozmawiac... pograzam sie jeszcze bardziej kiedy jestem sama bo ciagle mysle o tym w jakie sie g*** wpakowalam. wszystko to co budowalam wczesniej, zaradnosc, sile do pokonania wszytskich trudniosci i to ze bylam oschla i zimna co pozwalalo mi funkcjonowac sprawnie, wlasnie poleglo w gruzach.

a na koniec dodam ze jestem w ciazy z tym potworem emocjonalnym... :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z Twojego wpisu nie wynika jasno (przynajmniej dla mnie) nagła zmiana w Twojej ocenie partnera. Wcześniej pisałaś o nim bez emocji, a teraz nazywasz go "potworem emocjonalnym" ? :shock: Jak to jest ? :roll:

Jedyne wyjaśnienie tej sytuacji odczytuję "między wierszami". Nazywasz go "potworem emocjonalnym", bo winisz go za to, że musisz odłożyć swoje plany do końca miesiąca (albo i zupełnie je zmienić ze względu na ciążę).

Oczywiście nie mam patentu na prawdę, dlatego nie wiem czy moja hipoteza jest prawdziwa. ;)

 

Poza tym sama dostrzegasz, jak wzbiera w Tobie poczucie winy wobec jego rodziny. A to poczucie powoduje najprawdopodobniej, że czujesz się osaczona i nie wiesz jak z tego wybrnąć. Możliwe, że czujesz się tak, bo doświadczasz czegoś, co od dawna jest Ci obce - uczuć bliskości, serdeczności, rodzinnej atmosfery (nie wykluczone, że boisz się odczuwania tego wszystkiego).

I tu chyba powraca kwestia "inwestowania uczuć" - obawiasz się je "inwestować" w obecnego partnera - dlaczego ? Dlaczego jest "zły" ?

 

Wcześniej napisałaś, że nie przytulasz się, nie całujesz, starasz się być zimna i oschła. Później, że Twoje podejrzenia skłoniły Cię do kontroli gg, telefonów. Później Twoja decyzja o zerwaniu. Wszystko to ma wspólny mianownik - masz silną potrzebę kontrolowania wszystkiego, włącznie z uczuciami własnymi i uczuciami innych. Nie jesteś w stanie kontrolować wszystkiego, nie jesteś w stanie przygotować się na każdą życiową ewentualność tak, by nic już Cię nie zaskoczyło, by nikt Cię nie zranił :!: (Na szczęście) nikt tego nie potrafi :!: Ten mur, który wokół siebie zbudowałaś nie dość, że nie jest skuteczny w obronie Twoich uczuć, to jeszcze odbiera Ci szczęście :!:

 

Dlatego namawiam Cię do tego, byś sama sobie pozwoliła być szczęśliwą - zacznij terapię. Możliwe, że to maleństwo, które rośnie pod Twoim sercem, zmobilizuje Cię do walki o Wasze szczęście - czego Wam życzę :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przepraszam, napisalam to tak bardzo chaotycznie, poprostu nie umiem sie pozbierac.

Jak powiedzialam mu ze jestem w ciazy, odparl bardzo spokojnie- "no to bede placil alimenty".

Nazwalam go potworem bo traktuje mnie jak powietrze, awanturujemy sie o byle co, nie spimy juz razem w lozku czy nawet w pokoju co sprawia ze czuje sie jak trendowata, w ciagu dnia czasami zadarzy sie ze jedno zdanie ze soba zamienimy czy zawiezie mnie jutro do pracy.

Jego rodzina jest wspaniala, ale ja mam wyrzuty ze musze tak im klamac. Nie wiedza jeszcze o ciazy. wlasciwie to nie wiedza wogole co sie dzieje.

I tu chyba powraca kwestia "inwestowania uczuć" - obawiasz się je "inwestować" w obecnego partnera - dlaczego ? Dlaczego jest "zły" ?

jak juz wczesniej napisalam, on nie chce dziecka, woli placic alimenty nawet nie probowal znalezc innego rozwiazania. ja nie chce byc z takim czlowiekiem, nie bedzie sie przyznalwal do dziecka, a ja bede potrzebowala pomocy pozniej a tutaj nie mam nikogo takiego. Gdy wspomnialam o wyprowadzce to powiedzial ze w sumie to wolal by jak najszybciej bo to wkoncu dla nas wiekszy komfort. Wiec o zadnej inwestycji nie ma mowy.

Co do kontroli to wiem ze mam z tym problem... Pomaga mi to bardzo jak jestem singlem jednak nie ma szans na przetrwanie jak sie jest z kims..

Narazie terapia musi poczekac, pracuje w sieci ekskluzywnych hoteli, warunkiem umowy jest mniedzy innymi zdrowie psychiczne, nie chce zeby ktos przypadkiem sie dowiedzial bo moge miec nie przyjemnosci wiec narazie musze sobie radzic sama...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teraz rozumiem skąd ta zmiana w tym, jak go postrzegasz.

 

Z racji Twojego (zrozumiałego) oburzenia w związku z poczuwaniem się partnera jedynie do alimentów, wnioskuję, że postanowiłaś urodzić i wychowywać dziecko, ale już bez ojca dziecka. Prawdziwa teza ?

 

Możliwe również, że żal do partnera odczuwany przez Ciebie obecnie, skłoni Cię do podjęcia decyzji o byciu samotną matką.

Myślę, że z punktu widzenia dziecka to nie najlepsze wyjście. Skoro będziesz sama ze wszystkimi trudnościami, które wiążą się z wychowywaniem dziecka, możesz stać się "kobietą-tytanem" "radzącą sobie ze wszystkim". A to wiąże się z wykształceniem w Tobie poczucia "nieomylności", pewności siebie, a zarazem nieumiejętności poszukiwania niezbędnego wsparcia (a jeśli już będziesz tego wsparcia poszukiwała, to w dziecku, które nie będzie w stanie tego Ci dać - zamiast w partnerze). Tym bardziej to może nie najlepiej wpływać na dziecko, ze jak sama zauważyłaś u siebie, masz bardzo silną potrzebę kontroli.

Poza tym samotne macierzyństwo (samotne ojcostwo również) wiąże się z pracą "przynajmniej na 2 etaty" (w domu i w pracy zawodowej), która to praca z jednej strony wymaga mnóstwa czasu, a z drugiej strony w długoterminowej perspektywie nierzadko powoduje u rodzica wypalenie się. Z powodu zmęczenia (a więc i zniecierpliwienia) trudniej okazywać dziecku uczucia ciepła, miłości, bliskości, budowania w nim poczucia jego wartości - a to najczęściej owocuje wyrzutami sumienia... w postaci obsypywania dziecka zabawkami, albo wszystkim czego zapragnie... wszystkim poza tym, co najpotrzebniejsze - uczuciami :roll: I niestety (albo "stety") takie zachowania nie są tylko domeną Polski, ale również krajów takich jak Anglia (choć pewnie w Anglii państwo istotnie pomaga w wychowywaniu dzieci, zamiast jak w Polsce - "mówi o pomaganiu").

 

Oczywiście nie napisałem tego "referatu" po to, by zniechęcać Cię do macierzyństwa :!: Napisałem to, by zachęcić Cię, byś w oparciu o obecnie odczuwany żal nie utwierdzała się na stałe w przeświadczeniu o tym, że najlepszym wyjściem będzie pozostanie samotną matką. Fakt trafienia przez Ciebie na niedojrzałego faceta nie oznacza, że wyłącznie tacy są na świecie :!:

 

Nie wiem, czy bierzesz to pod uwagę, jednak myślę, że nie byłoby sensu w ewentualnym "unoszeniu się dumą" i odrzuceniu propozycji alimentów ze strony ojca dziecka. Dobra matka to nie taka "zosia-samosia", tylko taka która również umie przyjąć pomoc (choćby taką, jak alimenty).

 

Dodatkowo jednak warto byłoby (wg mnie) znaleźć jakieś rozwiązanie (zmiana pracy ? a może specjalista o kilkadziesiąt km od miejsca zamieszkania ?), które pozwoliłoby na uzyskanie pomocy specjalistycznej, by opanowywać (lub przynajmniej zredukować) Twoją potrzebę kontrolowania. Teraz już nie tylko w trosce o Ciebie, ale również w trosce o dziecko. Kontrola maleństwa nie wpłynie na nie dobrze :roll: M.in. nie będzie miało szansy zbudowania wiary w siebie, gdy nie będzie miało możliwości popełniania błędów i w razie upadku, nie otrzyma wsparcia Twojego... i (oby) wspaniałego ojczyma ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×