Nadopiekuńcza matka - toksyczna matka !

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Re: Nadopiekuńcza matka - toksyczna matka !

przez onanek 11 kwi 2010, 20:56
Niestety mam ten problem. Moja mama z babciá też się "wtryniają". Jestem 24 letnią kobietą. Każdy telefon od znajomych jest komentowany, gdy wracam skąś naturalnym wydaję się zdawanie relacji jak, z kim, gdzie, co kto powiedział, żądają nawet szczegółów. Ale jest mi tak ciężko z tym walczyć, bo moja mama robi to samo- opowiada ze szczegółami WSZYSTKO swojej mamie (babci). U nas w domu to jest poprostu normalne, nie wiem jak mogłabym sie przeciwstawić. kiedyś nawet próbowałam odmówić przymusowego zwierzania się, to stwierdziły: "to o czym mamy gadać, o pogodzie? , to normalne że sie rozmawia, ale jak nie chcesz mówić, to możemy się wogóle nigdy nie odzywać..." :cry:
Obrałam strategie olewania, coś im tam rzucę, niech mają, jakies informacje, całej prawdy nie mówię jeśli nie chcę, udaję, że sie z nimi zgadzam, nawet jeśli mam inne zdanie. Mimo, że jestem kobietą, to widzę w sobię takiego starszego mężczyznę schowanego za gazetą, który przytakuje paplajacej żonie i dla świętego spokoju sie z nia zgadza.
Gorzej, że jeśli chodzi o takie poważne kwestie, to nie mam wyboru, np. chciałam wyjechać na stypendium, to mi nie pozwoliły, we wakacje chciałabym gdzieś pojechać, to też nie mogę. Tylko mogę mieć wybór w kwestiach takich, jak z kim się umówić (nie ze wszystkimi mi wolno, ale zawsze mogę je okłamać) Ale boję się, że kiedyś mi to nie będzie wystarczyło i będe chciała od życia czegoś więcej...
Offline
Posty
70
Dołączył(a)
04 kwi 2010, 22:14

Re: Nadopiekuńcza matka - toksyczna matka !

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 11 kwi 2010, 21:18
onanek napisał(a):U nas w domu to jest poprostu normalne, nie wiem jak mogłabym sie przeciwstawić. kiedyś nawet próbowałam odmówić przymusowego zwierzania się, to stwierdziły: "to o czym mamy gadać, o pogodzie? , to normalne że sie rozmawia, ale jak nie chcesz mówić, to możemy się wogóle nigdy nie odzywać..." :cry:
Ten zacytowany prze Ciebie tekst wskazuje na szantaż emocjonalny, któremu najwyraźniej uległaś.

A czym mogłoby się skończyć Twoje "postawienie się" i odmówienie "zeznań" ?
Któraś z nich miałaby odwagę przełożyć przez kolano 24-letnią kobietę, by wymierzyć "sprawiedliwość rodzicielską" ? :shock: Kazałyby Ci się wyprowadzić z domu ? Czy może po prostu obraziłyby się "śmiertelnie" i zamilknęłyby, co byłoby Ci na rękę. ;) Gdybyś wytrwała dostatecznie długo w tym postanowieniu (bez ulegania ich presji czy ulegania próbom wzbudzania w Tobie poczucia winy), prawdopodobnie to one by "pękły" pierwsze (zwykle "toksyczni" ludzie nie wytrzymują zbyt długo, gdy nie mogą zatruwać swymi "toksynami") i zgodziłyby się na "Twoje warunki".
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Re: Nadopiekuńcza matka - toksyczna matka !

przez onanek 11 kwi 2010, 22:14
Nie wiem, ale ja sie panicznie wręcz boje ich gniewu, u nas kłutnia nie wygląda jak zwykłe pokrzykiwanie, to jest szlochanie, udawanie przez babcie zawałów serca, wielkie słowa, w końcu zawsze i ja nie wytrzymuje i płaczę, bo tego się nie da znieśc ot tak.Dochodzenie do normalności trwa po takim czymś tygodniami. No nie wierzę, że myślisz, że zranić można tylko przełożeniem przez kolano...
Offline
Posty
70
Dołączył(a)
04 kwi 2010, 22:14

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Nadopiekuńcza matka - toksyczna matka !

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 11 kwi 2010, 23:07
Oczywiście wiem, że nie tylko rękoczynami można ranić.
W każdym razie to, co napisałaś wskazuje, jak bardzo jesteś przez mamę i babcię zniewolona. Praktycznie wszystko, co robisz, co mówisz, co myślisz, dostosowujesz do tego, co one by powiedziały. :roll:
Dalsze Twoje zwlekanie, przyzwalanie na to, co one robią z Twoim życiem powoduje, że będzie Ci coraz trudniej żyć po swojemu, wg własnych planów i marzeń. Chcesz w ten sposób żyć kolejnych kilkadziesiąt lat ?
Zdaję sobie sprawę, że to wymaga odwagi, by zerwać te więzy (przy czym i tak najlepszym wyjściem jest wyprowadzka, a "stawianie się", to tylko półśrodek). Ale może "łatwiej" będzie Ci podjąć taką decyzję, gdy pomyślisz ile jeszcze możliwości, szans stoi przed Tobą, niż gdybyś musiała odrzucić wiele z tych możliwości z powodu toksycznej rodziny ? :roll:
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Re: Nadopiekuńcza matka - toksyczna matka !

Avatar użytkownika
przez Wesnaa 06 lip 2010, 20:15
onanek napisał(a):Niestety mam ten problem. Moja mama z babciá też się "wtryniają". Jestem 24 letnią kobietą. Każdy telefon od znajomych jest komentowany, gdy wracam skąś naturalnym wydaję się zdawanie relacji jak, z kim, gdzie, co kto powiedział, żądają nawet szczegółów. Ale jest mi tak ciężko z tym walczyć, bo moja mama robi to samo- opowiada ze szczegółami WSZYSTKO swojej mamie (babci). U nas w domu to jest poprostu normalne, nie wiem jak mogłabym sie przeciwstawić. kiedyś nawet próbowałam odmówić przymusowego zwierzania się, to stwierdziły: "to o czym mamy gadać, o pogodzie? , to normalne że sie rozmawia, ale jak nie chcesz mówić, to możemy się wogóle nigdy nie odzywać..." :cry:
Obrałam strategie olewania, coś im tam rzucę, niech mają, jakies informacje, całej prawdy nie mówię jeśli nie chcę, udaję, że sie z nimi zgadzam, nawet jeśli mam inne zdanie. Mimo, że jestem kobietą, to widzę w sobię takiego starszego mężczyznę schowanego za gazetą, który przytakuje paplajacej żonie i dla świętego spokoju sie z nia zgadza.
Gorzej, że jeśli chodzi o takie poważne kwestie, to nie mam wyboru, np. chciałam wyjechać na stypendium, to mi nie pozwoliły, we wakacje chciałabym gdzieś pojechać, to też nie mogę. Tylko mogę mieć wybór w kwestiach takich, jak z kim się umówić (nie ze wszystkimi mi wolno, ale zawsze mogę je okłamać) Ale boję się, że kiedyś mi to nie będzie wystarczyło i będe chciała od życia czegoś więcej...


Też mam 24 lata i podobny problem. Ja nigdy przedtem tego nie dostrzegałam, ale w końcu pozbierałam do kupy pewne spostrzeżenia no i wyklarowała mi się całkiem zgrabna konkluzja. Moja mama nie pozwala mi dorosnąć.
Kiedy byłam dzieckiem nie mogłam wychodzić na podwórko, bawiłam się sama, no chyba, że raz na kilka tygodni spotkałam się z córą jej koleżanki. To była moja jedyna przyjaciółka... Kiedy poszłam do szkoły nie umiałam odnaleźć się wśród większej grupy dzieci, nieustannie poszukiwałam jednej koleżanki, którą miałabym na wyłączność, z którą czułabym się bezpiecznie. Nie mogłam nic zrobić bez konsultacji z mamą. Każde obcięcie włosów okupione było awanturą, nawet wtedy, gdy miałam jakieś 13 lat.
Moja rodzicielka zawsze bardzo się starała, żeby mi niczego nie brakowało, tylko, że najczęściej miałam to, co podobało się jej, a nie mi:urządzała mi pokój, wybierała farby na ścianę. A ja udawałam, że tak naprawdę takie szczegóły są mi obojętne.
U mnie w domu nie można niczego przestawić wedle własnego uznania, no chyba, że dany pomysł ewentualnie przypadnie do gustu mojej mamie.
Wielokrotnie wzbudzała i wzbudza we mnie poczucie winy wobec spraw, które zupełnie takich odczuć nie wymagają. Wyjście na imprezę, wyjście z przyjaciółmi do kina w godzinach późniejszych niż 20 wieczorem... Wyobrażacie sobie, że ona potrafiła powiedzieć do swojej 23 letniej jeszcze wówczas córki "20:00 do kina, tak późno? Nie możecie umawiać się po południu?". Ktoś inny nie zawracałby sobie takimi uwagami głowy, ale nie ja... Po takim tekście, chociaż byłam zła, aż krew mi buzowała, zostawałam w domu....
A teraz przyszła pora na związki, jestem z pewnym chłopakiem... Ona oczywiście zaznacza swoją dezaprobatę.
Mam wrażenie, że ona czasem hamuje radość mojego życia...
Second Life Syndrome
Avatar użytkownika
Offline
Posty
115
Dołączył(a)
30 lis 2006, 11:14
Lokalizacja
sama nie wiem...

Re: Nadopiekuńcza matka - toksyczna matka !

przez onanek 07 lip 2010, 20:11
Witaj Wesnaa, dziéki e wydobyłaś mój temat, już myślałam, że zgnije w archiwach :lol:
Jedyne co mogę zrobić teraz, to po prostu dodać swoje 3 grosze, ponarzekać i mnożyć przykłady, bo raczej nic nie posunęło się do przodu w mojej sytuacji. Choć widzę szczere chęci i dużo zaangażowania w mamie i babci- niestety nadal pozostaje pod ich ogromem miłości. Właśnie ta miłość, jak mi się wydaje mnie niszczy, bo gdyby one mnie tak nie kochały to i ja bym ich mogła mniej kochać i wtedy mogłabym sobię pozwolić na więcej „rebelii”. Jak byłam dzieckiem, to żałowałam że za bardzo mamę kocham, bo gdybym kochała ją mniej to mogłabym np. wydać kieszonkowe na coś innego zamiast na to co ona mi każe albo pójść sobie w inną stronę po szkolę zamiast wytyczoną przez nią trasą… Głupie dziecinne rozumowanie, a jednak tak mądre…
Co do ścinania włosów- pamiętam sytuację, nie wiem czy miałam 17 czy mniej lat, że kiedy stałam przed lustrem i bawiłam się w robienie fryzur udając że mam krótkie włosy mama z babcią dostały (jednocześnie…!) dziwnego ataku, zaczęły krzyczeć, zanosić się płaczem, że diabeł mnie opętał, że co się ze mną dzieje… To była jedna z potężniejszych awantur, po której mama nie chciała się położyć obok mnie w łóżku (tak, spałyśmy razem, mimo że miałam swój pokój) bo stwierdziła że brzydzi się mnie bo jestem jakaś opętana i jeszcze wiele innych takich oskarżeń… Wtedy nie wiedziałam co ze mną jest nie tak, dziś mając pewną wiedzę z dziedziny psychologii mogę przypuszczać, że wtedy przed tym lustrem zachowywałam się jak… dorosła. Układałam swoje włosy, mówiłam o ich podcięciu, podjęłam małą próbę (udawanego) bycia samodzielną. I to je rozwścieczyło. Było całe mnóstwo podobnych sytuacji.
Dziś mieszkam z mamą i babcią i choć mam dużą dawkę samodzielności (mogę wychodzić sama, często na imprezy) to ciągle czuję na plecach oddech matki. W telefonach, puszczaniu „strzałek”, informowaniu na bieżąco z kim i gdzie jestem. Nie czuję już nawet do niej złości, wiem, że to z troski, a że przesadnej, to już ona tego nie widzi i nigdy tego nie zrozumie, bo sama jest poddana swojej matce, ale na własne życzenie. Gdy umawiam się z kolegą, po prostu kłamię jej, że idę do koleżanki, a potem nawet nie czuję wrzutów sumienia, jak po powrocie bezczelnie jej kłamię o czym rozmawiałam z „koleżanką”… Do siebie mam żal- że nie pozwoliłam sobie na takie właśnie uwolnienie się kilka(naście?) lat wcześniej. Kiedy to dzieciaki odcinają pępowinę i naturalny dla nich ucisk starają się przerwać.
Wiem, że przydałaby mi się psychoterapia, ale już kilka razy byłam, nic to oczywiście nie dało a pozbyłam się całych oszczędności. Nie chcę więcej przepuszczać kasy na coś, co raczej nie przynosi efektów.
Chociaż gdyby jakiś student/ka psychologii chciał/a na mnie „poćwiczyć”, to zapraszam
Offline
Posty
70
Dołączył(a)
04 kwi 2010, 22:14

Re: Nadopiekuńcza matka - toksyczna matka !

przez wrazliwy 21 lip 2010, 18:28
onanek, a nie myślałaś o tym, by się wyprowadzić od nich w końcu??!! :shock:
Ludzie, którzy uchodzą za twardych są tak naprawdę dużo bardziej wrażliwi niż ci, którzy są mocno chwaleni za swoją wylewną wrażliwość. Chcą uchodzić za twardych, ponieważ ich wrażliwość, gdy się ujawnia, przysparza im tylko bólu.
Offline
Posty
186
Dołączył(a)
21 lip 2010, 14:45
Lokalizacja
Stolica

Re: Nadopiekuńcza matka - toksyczna matka !

Avatar użytkownika
przez leila 21 lip 2010, 21:59
tez mam taka matke ale uwolnienie widze w zamieszkaniu w przyszlosci zagranicą
samych dobrych dni
Avatar użytkownika
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
21 lip 2010, 21:23

Re: Nadopiekuńcza matka - toksyczna matka !

przez dziewczynka24 22 lip 2010, 17:28
Próbowałam, ale to nie takie proste ot tak się wyprowadzić. Studiuję dziennie, nie pracuje. Zresztą mamusia już zapowiedziała, że jak się wyprowadzić, to odrazu wykupić mieszkanie i spłacać raty, z mężem oczywiście (narazie jestem sama). Wynajem nie wchodzi u niej w grę. Dopuki więc nie poznam mężczyzny, którego zaakceptuje mama i nie stanę z nim na ślubnym kobiercu, nie ma mowy o wyprowadzcę.
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 lip 2009, 16:47

Re: Nadopiekuńcza matka - toksyczna matka !

przez wrazliwy 22 lip 2010, 17:48
dziewczynka24, no daj spokój. Naprawdę pozwolisz matce dyrygować swoim życiem? Chyba jak na razie dobrze na tym nie wychodzisz, tak?
Nie wiem ile lat studiów Ci zostało, ale ja na Twoim miejscu, myślałbym już o planowaniu wyprowadzki - nawet jeśli miałaby to być stancja (pokój lub kawalerka). Jeśli zostało Ci mało do końca studiów, to już zacznij teraz się rozglądać za pracą.
Poza tym - mamusia musi zaakceptować Twojego przyszłego męża? No ale to Ty będziesz z nim żyła czy Twoja matka?
No to ja nie chciałbym być tym Twoim "przyszłym mężem". :P
Ludzie, którzy uchodzą za twardych są tak naprawdę dużo bardziej wrażliwi niż ci, którzy są mocno chwaleni za swoją wylewną wrażliwość. Chcą uchodzić za twardych, ponieważ ich wrażliwość, gdy się ujawnia, przysparza im tylko bólu.
Offline
Posty
186
Dołączył(a)
21 lip 2010, 14:45
Lokalizacja
Stolica

Re: Nadopiekuńcza matka - toksyczna matka !

przez Rosanna 15 wrz 2010, 19:31
Witam Was dziewczyny! Jak na ironię również mam 24 lata i problem z matczyną nadopiekuńczością. Moja mama wkręciła mnie w poważną nerwicę, spowodowała masę kompleksów i sprawiła, że tkwię w ciągłym poczuciu winy. Nigdy nie potrafiła mnie zaakceptować, wymyśliła sobie jakiś swój wymarzony obraz mojej osoby, a teraz ma ciągłe pretensje o to, że nijak mam się do tej wizji.
Zacznę może od tego, że zawsze byłam osobą skrytą, zamkniętą, nie miałam wielkiej potrzeby wywnętrzniania się przed kimkolwiek. To wszystko sprawiało, że nieustannie krytykowała mnie za to, że jestem dzika, aspołeczna, nieprzystosowana, że z innymi - normalnymi dziewczynami w moim wieku ona potrafi się dogadać, a ze mną nie. W końcu też stwierdziła, że jest to objaw mojej nienawiści i niewdzięczności w stosunku do niej. Czasami kiedy tego bardzo potrzebowałam, próbowałam jej się zwierzyć, ale jej psychologiczna reakcja zawsze była taka sama: "dorośniesz i zrozumiesz, że to, czym się teraz przejmujesz to głupstwa. Ja to dopiero miałam mlodosc, kiedy babcia non stop chorowała......Chciałabym mieć takie życie jak ty. A co byś zrobiła, gdybyś miała raka...." Po tych rozmowach miałam dziwne poczucie winy, dlatego przestałam zwracać się do niej ze swoimi problemami. Zresztą na wiele tematów nie zaczynam dyskusji, bo ona wszystko wie najlepiej i "jak dorosnę, to się przekonam, że miała rację". Seks jest dla niej grzechem, nawet ten małżeński, zakochać się w kimś to wstyd, bo to uwłacza kobiecej godności, jeśli z kimś "chodzić" to najwcześniej w wieku 20 lat. Wszystkie te poglądy sprawiały, że bałam się okazywać chłopakom zainteresowanie, bo gdyby się o tym dowiedziała, to wyzwałaby mnie od puszczalskich.
Przyjaciół nigdy nie miałam, bo mama sama wolała organizować mi czas, trwa to do dzisiaj. Kiedy sobie wymysli, że w weekend idziemy np. do lasu, to musimy tam iść, w przeciwnym razie jestem wyrodną córką, bo unikam matki. Na osiemnastkę do koleżanek mnie nie puściła, bo musiałabym u nich spać, a ona wolałaby żebym tego nie robiła. Na wszystkie wakacje jeździłam z nią, bo ona do 30-tki nie pozwoliłaby mi na wyjazd z koleżankami, a broń Boże z chłopakiem, za którego wyjsc powinnam dopiero po 30-tce, wtedy tez miejsce mógłby mieć mój "pierwszy raz", ale nie musi, bo jak już wspomniałam seks jest grzechem. Mieszkać z mamą też powinnam do śmierci, bo bardzo irytują ją młode małżeństwa, które chcą "iść na swoje."
Zakupy tez najlepiej jak robię z nią, bo jak sama sobie coś kupie, to po jakims czasie wyrzuca mi, że jest mi do niczego nie potrzebna. Kończę studia, wobec czego ta nazywa mnie "wielką studentką", która ma za nic swoja słabiej wykształconą matkę. Ja cenię sobie samodzielnosc i chociaż odrobinę niezależności, a ona je odrzuca, bo chce stale kontrolowac moje życie. Nie podobało jej się, że chciałam znaleźć sobie pracę i do dzisiaj twierdzi, ze ona znajdzie mi lepszą, bo w tej mało zarabiam. Od jakiegoś czasu myślę o przeprowadzce, ale wiem, ze grozi to tym, że w końcu się mnie wyrzecze. Zresztą pełne usamodzielnienie wymaga odwagi, której ja zwyczajnie nie posiadam.
Ostatnio nie było jej kilka dni, a ja psychicznie odpoczęłam jak nigdy dotąd. Po powrocie ponownie zaczął się hałas, krzyk, pretensje.
Ale że kij ma dwa końce, to muszę przyznać, że to wszystko nie tylko bierze się z jej władczej natury, ale z tego że mnie kocha i za bardzo nie wie, jak z tą miłością sobie poradzić. Zajmuje się tymi wszystkimi domowymi obowiązkami (choć w większości niepotrzebnymi) i ogólnie po swojemu stara mi się w jakiś sposób ułatwić życie (choć coraz częściej mi to wypomina). Nie wiem, ale czuję wokół siebie bluszcz, który sprawia, że cieżko mi się oddycha. Poniekąd mam też poczucie winy, ostatnio bowiem mama stwierdziła, że cieszy się, że jej w ogole nie kocham i nie potrzebuję, bo ona właśnie tego chciała. Ale żadne logiczne argumenty do niej nie trafiają. Wydaje mi się, że ona na siłę próbuje robić z siebie męczennicę, że lubi się nad sobą użalać, nie patrząc i nigdy nie zastanawiając się nad tym, co ja czuję. Nigdy zresztą jakiś szczególny sposób się tym nie interesowała. To co jest dobre dla niej, jest dobre dla mnie. I to jej życiowe credo.
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
25 kwi 2008, 23:52

Re: Nadopiekuńcza matka - toksyczna matka !

przez circ 18 wrz 2010, 01:04
Zwariowałyście? 24 lata to wiek odcinania pępowiny i to dlatego tak wam żle w domu.
Wasze dzieci będą to samo robiły, nagle zobaczą, jak jesteście złe.
Ja to przechodziłam, teraz przechodzą to moje dzieci.
Nie ma powodu do niepokoju, trzeba tylko zająć myśli czymś innym.

A do kościoła chodzicie?
Mnie to pomaga najbardziej i spowiedź.
Wszystko ze mnie schodzi w kościele. Oddaję to Bogu i niech On się martwi.
Offline
Posty
210
Dołączył(a)
16 wrz 2010, 16:05

Re: Nadopiekuńcza matka - toksyczna matka !

przez dziewczynka24 16 paź 2010, 11:51
Dawno tu nie pisałam, w tym moim wątku, ale po ostatnich wydarzeniach czuję że muszę...
Od tej ostatniej kłótni co pisałam (o weselu) minęło sporo czasu i było jak w bajce: obiadki, deserki, lenistwo, wspólne pogaduchy. Aż do wczoraj. Może zacznę od tego, że ciągle śni mi się jeden sen: że babcia z mamą ( a szczególnie babcia) ściągają ze mnie ubrania siłą. Nie ma to absolutnie podtekstu seksualnego, po prostu jest w tym przemoc, agresja i naruszenie intymności. Ostatnio (już nie w śnie) stała się taka sytuacja, że babcia… siłą weszła mi do łazienki !Bo się zdenerwowała i chciała na mnie pokrzyczeć akurat w momencie, kiedy ja się załatwiałam. Ja zaczęłam krzyczeć „czyś ty zwariowała” (czego potem miałam strasznie żałować) i zakrywałam się ręką, a drugą ręką próbowałam zamknąć drzwi od łazienki, ale babcia je trzymała i trwało to tak parę chwil. Potem jak stamtąd wyszłam to oberwałam z plaskacza po ręku. Nie bolało, ale poczułam się taka zlekceważona… Świadkiem wszystkiego była mama. Najgorsze jednak miało nastąpić: na drugi dzień była „rozmowa”, której ja nie chciałam rozpoczynać, chciałam po prostu darować to babci, bo rozmowy z mamą i babcią nic nie dają. Ale one się uparły, i… oberwało mi się, że obraziłam babcię, mówiąc „czyś ty zwariowała”. Babcia oczywiście szlochała, matka wrzeszczała, awantura jakbym nie wiem co zrobiła, a to ja czułam się pokrzywdzona. I wtedy chyba pierwszy raz w życiu tak leciutko się postawiłam. Zawsze albo milczałam, albo przyznawałam, że źle zrobiłam, mimo że nie czułam się winna, ale wczoraj powiedziałam, że .. nie przeproszę! I to bardzo je zdenerwowało…
Nie wiem już co mam robić, jak rzucę wszystko i przestanę do babci przychodzić, to utonę w poczuciu winy i ich wyrzutach, jak będę dalej do niej przychodziła, to zwariuję psychicznie! Te kobiety mnie wykańczają! Ich się nie da skłonić do konstruktywnej rozmowy, one zawsze znajdą winę we mnie, jak ja mam cuć wsparcie w mamie, jak ona będąc świadkiem babci karygodnego zachowania, winę widzi we mnie, bo broniąc się w ferworze zdarzeń, niechcący wykrzyknęły mi się obraźliwe słowa „zwariowałaś”.
Taki miałam bojowy nastrój po ostatnim wpisie, wszyscy radzili mi znaleźć pracę, szukałam, poddałam się po kilku nieudanych próbach, odpłynęłam w sielance i lenistwie, teraz wraca piekło…
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 lip 2009, 16:47

Re: Nadopiekuńcza matka - toksyczna matka !

przez joannab7 14 lis 2010, 18:53
Mam to samo moja mama też jest nadopiekuńcza i toksyczna

[Dodane po edycji:]

Mam to samo...
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
14 lis 2010, 18:22

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do