rozstanie

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

rozstanie

przez nastusia23 30 paź 2009, 14:20
prosze Was o rade mam 23 lata jestem studentka pracuje
mam nerwice lekowa od 2 lat nie biore lekow nie mam atakow od1,5 roku i zacyznam terapie indywidualna.jakos sobie z tym radze od trzech lat jestem w zwiazku (po roku zachorowalam) mieszkalismy ze soba wczesniej rok potem ja sie wyprowadzilam bo chcialam sobei poradzic z choroba chlopak mi bardzo pomagal przez caly czas bylo dobrze tylko ja nie bylam dla niego dobra ciagle mialam o wszystko pretensje staral sie tego nie zauwazac w koncu zamieszkanlismy ze soba i po 3 miesiacach( teraz) powiedzial ze juz mnie nie kocha ze to nie to samo i ze juz nie chce ze mna byc niestety jeszcze przez jakis czas musimy ze soba mieszkac jak myslicie co oznacza jego zachowanie ma ochote na przytulanie glaszcze mnie dotyka jest dla mnie tak samo dobry zachowuje sie tak jakby nic sie nie stalo tylko czasami mnie id siebie odpycha alle mi sie wydaje ze nie chce tego robic widze wiem ze bardzo mu sie podobam zreszta on mi o tym czesto mówi ale juz nie czuje tego co wczesniej mielismy plany ogromne powiedzial ze chcial sie mi w przyszlosci oswiadczyc ze mial takie mysli ja tak naprawde jestem jego pierwsza dziewczyna i wydaje mi sie ze potrzebuje zmiany moze innej jak myslicie o co mu chodzi? ja juz sie gubie ja osobiscie bardzo go kocham i wiazalam z nim wiele nadzieji ale wiem ze zawalilam powiedzcie co myslicie dlaczego on jest taki dobry czuly po rozstaniu?myslicie ze tylko dlatego ze ma sentyment? jak go pytam po co to robi to mowi ze nie wie, po czym przyciaga mnie do siebie i mimo wszystko chce tego kontaktu a naraz jest inaczej tak jakby probuje pokazac mi ze ja juz nie jestem jego dziewczyna i zaznacza to bardzo czsasmi w niemily sposob prosze o pomoc jakies rady refleksje dziekuje z gory i przepraszam ze tak chaotycznie pisze al e mam mało czasu a duzo chialam napisac praca:)no i troche skolowana jestem niestety
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
30 paź 2009, 14:01

Re: rozstanie

Avatar użytkownika
przez agusiaww 30 paź 2009, 19:30
Robi tak bo sam nie wie czego chce, widac ze jego uczucia do konca nie wygasly ale widocznie oslably. To normalne bo na początku byl Tobą zauroczony teraz kiedy mu przeszło zauroczenie to juz ma dosc, po prostu tak bywa szczegolnie z pierwszymi milosciami. A ze glaszcze to dlatego ze sie przywiazal w jakis spob i nadal mu jest czasami potrzebny taki kontakt, skoro powiedzial wyraznie ze juz nie kocha to nie warto tego ratowac.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Re: rozstanie

przez Paranoja 30 paź 2009, 19:39
chlop to takie stworzenie glupie, jak ma okazje to korzysta, ma cie pod reka to nie odmawia bo i po co. proste.
Paranoja
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: rozstanie

przez magdalenabmw 01 lis 2009, 15:11
Jednak facet to konstrukcja prosta jak budowa cepa.

Stawiam na to, abyś z nim POWAŻNIE i bardzo szczerze porozmawiała. Niech Ci powie wprost:
-czy kocha
-czy mu zależy
-o co mu właściwie do cholery chodzi?

Jeśli już powiedział, ze Cie nie kocha to ja na Twoim miejscu..spakowałabym sie i zamieszkała u rodziców/koleżanki/w akademiku/cokolwiek... Może wtedy sobie przemyśli, jak poczuje co stracił. Szkoda mi Ciebie. Za facetem nie nadążysz, on dziś kocha a jutro nienawidzi... :? Pozatym mam wrażenie że chłop ma ochotę poszaleć i zobaczyć jak to jest z innymi, dlatego Cie rani i czeka aż TY go rzucisz- wtedy bezkarnie będzie mógł iść za przeproszeniem poruchać, a potem wróci w Twoje łaski i powie..że żałuje. Panie Boże, patrzysz i nie grzmisz ! :roll:


Rozmowa, rozmowa, rozmowa....
magdalenabmw
Offline

Re: rozstanie

przez wovacuum 01 lis 2009, 15:14
no magdzia a jak u ciebie?? :D
wovacuum
Offline

Re: rozstanie

przez magdalenabmw 01 lis 2009, 15:25
Siedzę zamknieta w pokoju i sie nie wynurzam :lol: Wieczorem jadę na cmentarz. Dam Wam potem znać, czy żyję i ja to wyszlo wszystko... :? Koniec OT :P
magdalenabmw
Offline

Re: rozstanie

przez Paranoja 01 lis 2009, 18:39
ja mysle ze rozmowa tu nic nie da. powiedzial ze nie kocha wiec po co jeszcze rozmawiac. nie ma co gdybyc, usprawiedliwiwac, zzastanawiac sie.

tak jak powiedziala kolezanka, spakowac sie i wyprowadzic. albo on niech sie wynosi. a jesli juz musicie razem mieszkac to traktuj go jak wspollokatora, jesli sie z nim ruchasz to napewno ani o sobie dobrego zdania nie robisz, ani on cie powaznie nie traktuje.
Paranoja
Offline

Re: rozstanie

przez magdalenabmw 01 lis 2009, 19:46
W rozmowie mogłaby dojść do tego DLACZEGO on już nie kocha, co sie stało tak naprawdę. Bo jednak jeśli są razem(byli) tak długo to ma prawo dziewczyna usłyszeć jakieś wyjaśnienia.

I dokładnie spakować sie i nara.
Z tym, że jeśli sie z nim ruchasz to dobrze o Tobie nie świadczy i on Cie nie bedzie poważnie traktował zgodze sie w 100%. Jeśli nie kocha to niech spada, napewno nie proś go o nic, proszenie nic nie zmieni tutaj. Nie dotykaj go, nie gadaj z nim, olewaj. Przykre.
magdalenabmw
Offline

Re: rozstanie

przez myrna22 02 lis 2009, 21:47
Opiszę mój problem najkrócej jak się da. Poznaliśmy się pięć lat temu, przypadkowym sms-em. Od słowa, do słowa rozwinęła się znajomość, przyjaźń, miłośc? O ile miłością można nazwać znajomość tylko i wyłącznie telefoniczną, po 4 tysiące smsów miesięcznie, godziny rozmów. Nie mieliśmy okazji się spotkać-on żonaty, nieszczęśliwy, ale próbujący ratować małżenstwo ze wzgledu na dzieci. Mimo wszystko nieszczęśliwy w nim, szuający kogoś bliskiego , bratniej duszy... Byłam nią cztery lata. Pomagaliśmy sobie nawzajem, wspieraliśmy. Żadne z nas nie ingerowało w życie drugiego. On honorowy, do końca starał się być lojalny wobec rodziny, raz tylko powiedział, ze mnie kocha. Później obydwoje wiedzieliśmy, ze możemy sobie zaoferować tylko przyjaźń. Szczera, bezgraniczną... Rafał był człowiekiem o tak dobrym sercu, ze nigdy z jego ust nie padło złe słowo na żonę, mimo, iż wiedziałam od wspólnych znajomych jakie robi mu awantury w domu. On czasem tylko załamany, smutny pisał- przytul mnie... tak poprostu...

Zdesperowana próbowałam wyciągnąć od niego co do mnie czuje, w końcu dwa lata temu doszłam do wniosku, ze nie zależy mu na mnie, bo nie chce mi tego powiedzieć. Poznałam kogoś, kto okazał się draniem jakich mało. Notabene też Rafał. Zraniłam \"mojego\" Rafała, zaszłam w ciąze- było to chciane dziecko i planowane. Chciałam,żeby mnie zostawił, znienawidział. Zaczęłam układać życie z draniem. A \"mój\" Rafał cierpiał,ale życzył mi szczęścia, chciał odsunac się na bok, ale wtedy wydarzyło się coś...

Drań wiódł podwójne życie. Zostawił mnie w 4 miesiacu ciąży z obelgami na ustach, bez pieniędzy, bez pomocy,kiedy wszystko wyszło na jaw. Mój Rafał byl przy mnie w każdej chwili... wspierał jak potrafił. Był na każde moje \"jesteś skarbie?\"... Był przez całą ciążę, przy porodzie i... kiedy okazało sie,, ze synek ma mukowiscydozę płakał jak bóbr... Jakby to było jego dziecko. Ale zawsze powtarzał,że Jaś jest mu tak bliski jak jego własne dzieci.

Choroba synka przybiła mnie tak, ze nie mogłam się pozbierać. Starał się i pomagać, mówił, ze jestem dla niego najważniejszą osobą, zawsze mi powtarzał,że beze mnie umrze jego cały świat... Nie wierzyłam, bo nie chciał mi powiedzieć, ze mnie kocha...

Jaka byłam głupia! Tyle co on dla mnie zrobił...W kwietniu kolejny cios- zmarł mój ukochany tato..
I jak zawsze mogłam liczyć na najbliższą mi osobę... ale wydarzenia ostatniego roku doprowadziły mnie do stanu silnej depresji. Zaczełam terapię, ale co jakiś czas robiłam mojemu przyjacielowi awantury, widziałam wszystko co złe w jego zachowaniu... Sam mi kiedyś powiedział- \"we wszystkim co robię, nie potrafisz dostrzec mojego uczucia skarbie, a w niewielkich potknięciach widzisz samo zło...\"

Mam chore serce, nie chciałam się leczyć, nie widziałam sensu żeby żyć dalej... Próbował mnie motywować, nie poddawał się, aż sam przypłacił to załamaniem nerwowym. Każde moje załamanie odbijało się na nim ogromnym przygnębieniem, ale nie chciał mnie martwić i nie pokazywał tego po sobie. Aż ostatniego nie wytrzymał... napisał mi, ze już nie ma sił. Że mam go zostawić...
Odszedł,nie odbiera telefonu, nie kasuje smsów, żeby nie dochodziły następne, chyba nie czyta mejli...
Boję się,że straciałm najbliższą mi osobę, na którą mogłam liczyć, a teraz nie wiem czy będę potrafiła go odzyskać...

Jest zupełnie załamany, rozmawiałam z jego siostrą i kolegą z pracy. Bali się nawet,że coś sobie zrobi...
Teraz widzę co narobiła moja depresja... i dała bym wszystko,żeby cofnąć czas i zeby był przy mnie jak dawniej...

Ślepa byłam zupełnie, nie widząc jego uczuć... Co robić? Nic mnie nie cieszy... nie daję rady zajmować się synkiem,czasem tylko jego uśmiech mnie zmobilizuje...
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
02 lis 2009, 21:35

Re: rozstanie

przez Paranoja 02 lis 2009, 22:02
piekna historia, szkoda ze taka smutna, niestety nie pomoge ci bo nie mam pojecia co powinnas zrobic. ja jestem wredna zimna s...ka ostatnio wiec pewnie bym olala, ale nie sluchaj mnie
Paranoja
Offline

Re: rozstanie

przez magdalenabmw 03 lis 2009, 15:10
Tak smutna historia ze az trudno mi uwierzyc, ze prawdziwa.
Myrna, jedno pytanie - dlaczego skoro czułaś coś do swojego Rafała to zrobiłaś swiadomie dziecko z tym bydlakiem?na złość? Dziecko na złość? 'Na złość mamie odmrożę sobie uszy'.... Dziwne.
magdalenabmw
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do