Nerwica a bycie kochanym...

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Nerwica a bycie kochanym...

Avatar użytkownika
przez ad2008 23 wrz 2008, 12:59
Moje problemy z nerwicą pojawiły się kilka lat temu i nałożyło się na to kilka spraw, m.in. rozstanie z dziewczyną, która była dla mnie jak ta idealna kobieta Adasia Miauczyńskiego w filmie "Dzień Świra"...

Był okres kiedy wyleczyłem się z nerwicy niemalże całkowicie, zmieniłem tryb życia i ... przeszło ... po roku wróciło ...

Od tej pory nie próbowałem nawet zagadywać dziewczyn a nawet szukać swojej drugiej połówki bo szkoda mi jest psuć życie jakiejkolwiek kobiecie... Największy problem mam z podróżami, wystarczy nawet 20-30 km oraz nadmiernymi emocjami, które u mnie w niektóre dni kończą się arytmią (na szczęście niegroźną, jak się okazało 3 miesiące temu). Co to za życie? Przecież nie wyjadę z kobietą na wakacje, nie skoczę na bungee, nie zrobię niczego szalonego! Zamknę się z nią w domu i bęcie cierpiała tak jak ja... a ja tego nie chcę...

Marzę... marzę o kobiecie, rodzinie, o własnym mieszkaniu, dzieciach, wspólnych wyjazdach na wakacje... ale ... czarno to widzę. Ostatnio poznałem w internecie dziewczynę i oczywiście zdając sobie sprawę z tego, że NIC nie zastąpi spokania na żywo (już przerabiałem chyba wszystkie możliwe sytuacje) zacząłem się zastanawiać właśnie nad tą przyszłością, która rysuje się w szarch barwach... Zaprosiła mnie do swojego miasta oddalonego od Wrocławia o prawie 300km ale od razu powiedziałem z czym mam problemy bo nie chcę kogoś oszukiwać że jest wszystko dobrze. Powiedziała że nie ma problemu - przyjedzie do mnie i jeśli spotkanie będzie udane to zajmiemy się moimi problemami...

ALE... pewnie wielu z was jest / było w związku, jakie macie doświadczenia? Czy druga połowa faktycznie jest w stanie zrozumieć te problemy?

U mnie w rodzinie tylko ojciec i siostra mnie rozumieją bo ojciec przez to kiedyś przechodził kiedy był poważnie chory a siostra też nie jest oazą spokoju i dopadają ją lęki ale w zupełnie innych sytuacjach niż mnie. Matka krzyczy tylko, że ja to sobie ubzdurałem i wystarczy... nie myśleć! (o jaka cudowna recepta) No ale... jak to jest być z osobą która nie ma problemów z nerwicą?
Lisi
Avatar użytkownika
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
19 lut 2008, 23:17
Lokalizacja
Wrocław

Re: Nerwica a bycie kochanym...

przez Pstryk 23 wrz 2008, 17:34
ad2008, nie można podejmować za nikogo decyzji to raz a drugie to fakt, że ta bliska osoba może pomóc Ci w walce z chorobą i tutaj znowu raz - to jej decyzja, która nie będzie miała nic wspólnego z litością - to miłość.
Pstryk
Offline

Re: Nerwica a bycie kochanym...

przez Misiek 23 wrz 2008, 17:54
Dokładnie... nie można patrzeć na to w ten sposób że każdy kto jest z kimś kto choruje na nerwice... jest z nim z litości.
Offline
Posty
1874
Dołączył(a)
28 cze 2008, 15:11

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Nerwica a bycie kochanym...

Avatar użytkownika
przez gabriel 23 wrz 2008, 18:02
Nie można ale z drugiej strony wydaje mi sie że miość(w związku) powinna się opierać na zasadach partnerskich, obustronnej pomocy, zrozumieniu, wspólnym rozwiązywaniu kłopotów. Dziwi mnie postawa tych , którzy uważają się za kompletnych nieudaczników i licza na prawdziwą miłość drugiego człowieka, tym bardziej nie opierającą się nalitości. Przecież to czysty absurd. Jak normalny, zdrowy, pogodny i w miarę atrakcyjny człowiek może pokochać kogoś z depresją i ten ktoś pokazuje wszem i wobec że jest chory i niedowartościowany? Niedorzeczne.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
481
Dołączył(a)
25 maja 2008, 19:47
Lokalizacja
Wrocław nadal aktualny:)

Re: Nerwica a bycie kochanym...

Avatar użytkownika
przez ad2008 23 wrz 2008, 18:37
bethi napisał(a):ad2008, nie można podejmować za nikogo decyzji to raz a drugie to fakt, że ta bliska osoba może pomóc Ci w walce z chorobą i tutaj znowu raz - to jej decyzja, która nie będzie miała nic wspólnego z litością - to miłość.


Trzeba zatem będzie próbować... Czytałem, że szansę na wyjście z tego "bagna" może dać zmiana życia, znalezienie "drugiej połówki", która również daje motywację to tego, żeby walczyć z tą nerwicą... Takie problemy mają wśród wielu wad jedną zaletę - pozwalają inaczej spojrzeć na świat i cieszyć się drobnymi rzeczami. Pozostaje mieć tylko nadzieję na to, że znajdzie się taka kobieca dusza, która przygarnie mnie wraz z moimi problemami :)

Pozdrawiam i dziękuję za odpowiedzi w tym temacie, podejrzewałem właśnie, że takie problemy można wspólnie rozwiązywać i nie koniecznie traktować to jako obciążanie balastem drugiej osoby...
Lisi
Avatar użytkownika
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
19 lut 2008, 23:17
Lokalizacja
Wrocław

Re: Nerwica a bycie kochanym...

przez Misiek 23 wrz 2008, 22:36
Właśnie... nie chodzi o to aby zrzucać na drugą połowę swoją nerwice / depresje... tylko żeby dla niej walchyć z tym... :smile:
Offline
Posty
1874
Dołączył(a)
28 cze 2008, 15:11

Re: Nerwica a bycie kochanym...

Avatar użytkownika
przez gabriel 23 wrz 2008, 22:44
Święte słowa kolego!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
481
Dołączył(a)
25 maja 2008, 19:47
Lokalizacja
Wrocław nadal aktualny:)

Re: Nerwica a bycie kochanym...

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 24 wrz 2008, 01:02
Matka krzyczy tylko, że ja to sobie ubzdurałem i wystarczy... nie myśleć!


Moja mama ma tak samo:(
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Re: Nerwica a bycie kochanym...

przez Misiek 25 wrz 2008, 22:33
Może ona chce żeby tak było... poprostu
Offline
Posty
1874
Dołączył(a)
28 cze 2008, 15:11

Re: Nerwica a bycie kochanym...

przez Pstryk 26 wrz 2008, 20:18
Ano pewnie, że by chciała - za przeproszeniem człowiek nerwica ale dla niej tak jest wygodniej... a Ty moje Słońce już naprawdę nie masz gdzie szukać autorytetów ;) To Ty powinieneś być wzorem dla matki...

gabriel napisał(a):wydaje mi sie że miość(w związku) powinna się opierać na zasadach partnerskich, obustronnej pomocy, zrozumieniu, wspólnym rozwiązywaniu kłopotów. Dziwi mnie postawa tych , którzy uważają się za kompletnych nieudaczników i licza na prawdziwą miłość drugiego człowieka, tym bardziej nie opierającą się nalitości. Przecież to czysty absurd. Jak normalny, zdrowy, pogodny i w miarę atrakcyjny człowiek może pokochać kogoś z depresją i ten ktoś pokazuje wszem i wobec że jest chory i niedowartościowany? Niedorzeczne.


Nom to jest niedorzeczne - ludzie są tego nieświadomi ale świadczy to o ich niedojrzałości [niestety niektórym to 'nie grozi' w ogóle]. To o czym piszesz to egoizm i niewiele ma wspólnego z miłością. Miłość daje skrzydeł nawet Nerwuskom - i tutaj tkwi problem - jeśli poprawa naszego stanu jest naszym priorytetem dla tej drugiej połowy to efekty nie będą za dobre - ukochany/a owszem motywują, ale tak naprawdę dopóki nie zaczniemy leczyć się dla Nas samych to nie ma za bardzo sensu i leczenie i związek... leczenie nawet dla kogoś, ale bez 'własnej woli i chęci' nie ma sensu - w końcu wszyscy mamy niską samoocenę a od tego zależy zmiana naszego nastawienia do wielu kwestii... to prowadzi z czasem do niepowodzeń jednego po drugim, zaczynają się jazdy: nie zasługuję na partnera [odrzucanie] lub bez niego nie da rady [szantaż] itp zależności... takie związki raczej nie przetrwają...
Pstryk
Offline

Re: Nerwica a bycie kochanym...

przez antoine 02 paź 2008, 23:55
no i jak znajomość ?
Spotykacie się?:)
pozdrawiam
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
31 sty 2007, 00:07

Re: Nerwica a bycie kochanym...

przez Filomatka 03 paź 2008, 13:04
Ja mam niską samoocenę, ale w związku czuję się szczęśliwa, mój chłopak chyba też. Czasami jest mu przykro, kiedy widzi, że myślę o czymś przykrym (zawsze to poznaje, chociaż nie wiem jak, wydawało mi się że umiem to urkywać) i prosi o szczerą rozmowę. Denerwuje go, kiedy uciekam od tematu, mam parę takich zachowań np. jestem smutna lub zdenerwowana a za chwilę, gdy to staje się zbyt mocne mówię, że idę do kuchni gotować, albo zmywać naczynia, albo posprzątać, cokolwiek... Wtedy chyba się na mnie złości, a nie o moje napady lęków. Teraz jest nam trudno, mamy problemy z moją rodziną, ale mam nadzieję, że kiedy się to uspokoi będzie lepiej. Z takich gorszych stanów, które mogą go jeszcze przerażać to to, że dysocjuję. Kiedy tracę kontakt z rzeczywistością on nie wie co robić, ostatnio staram się zmienić nastawienie do tych stanów, bo wstyd się przyznać, ale ja na nie czekałam, w sumie od 16 roku życia, kiedy czułam się psychicznie źle broniłam się wpadając w dysocjację. Jak nie mogłam w nią wpaść to czekałam na ten stan z niecierpliwością.
Wydaje mi się, że nerwicowcy mają takie samo prawo do szczęścia jak osoby zdrowe. Warunkiem jednak jest to, żeby nad sobą pracować, rozumieć też partnera, nie zapatrywać się tylko na swoje emocje. Mój chłopak cały czas doczytuje o nerwicy, dysocjacji, stara się wiedzieć jak najwięcej - to daje efekt, wytrąca mnie z tych stanów i jest w miarę normalnie. Potrzebne jest zaangażowanie obu stron.
Offline
Posty
241
Dołączył(a)
24 lip 2008, 19:14
Lokalizacja
Pod Wrocławiem

Re: Nerwica a bycie kochanym...

przez antoine 03 paź 2008, 13:28
nie bardzo rozumiem , na czym polega u Ciebie ta dysocjacja i dlaczego chciałaś w nią ponownie wpaść ? To raczej nic miłego ...
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
31 sty 2007, 00:07

Re: Nerwica a bycie kochanym...

przez Filomatka 03 paź 2008, 13:56
Ja się po prostu zawieszam... Nie za bardzo kontaktuję kiedy jestem w silnym stresie.
Wiem że to złe, ale ja kiedyś wolałam nic nie czuć...
Offline
Posty
241
Dołączył(a)
24 lip 2008, 19:14
Lokalizacja
Pod Wrocławiem

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 6 gości

Przeskocz do