Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez Laima 10 kwi 2012, 12:41
Też tkwię w toksycznym związku.On jest agresywnym,nieobliczalnym alkoholikiem.Nie jesteśmy parą,ale można odnieść takie wrażenie z Jego strony.Spotykamy się,On pije,nie wraca na noc do domu tylko śpi u mnie np. w fotelu (nie ze mną).Obawiam się Go i wiem że bliska znajomość z nim nie przynosi nic dobrego,ale mam z kim pogadać w realu i to się dla mnie liczy.Poza tym nie rozumiem czemu skoro mnie wkurza i się Go boję,może żyjąc,wychowując się w rodzinie alkoholowej potrzebuje tego kontynuacji zgodnie z teorią.Może jestem z Nim bo czuję się na Niego skazana,taki sam wykolejeniec jak ja.
Laima
Offline

Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez NextMatii 10 kwi 2012, 13:57
Laima no weż przestań!to prawda,ze nasza samoocena też ma wpływ na wybór partnerów..
Ale przede wszystkim wzorce jakie wynieślismy z domu,naszych rodziców.Często szukamy w naszych partnerach,kobiety replik ojców...
NextMatii
Offline

Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez Laima 10 kwi 2012, 21:13
Ten kolega się przyznał ostatnio,że mnie upijał i podsuwał narkotyki po to żeby mnie wykorzystać.teraz mówi,że traktuje mnie poważnie i nie chce tego robić.Nie jest nachalny,ale i tak mnie przeraża.Boję się,że jak nasza znajomość potrwa dłużej na stopie kupelskiej ,on sobie zrobi nadzieje,a potem nie będzie odwrotu bo będę mu coś winna.Mnie łatwo wciągnąć,jestem uległa.
Laima
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez NextMatii 10 kwi 2012, 22:47
Laima, nie pozwól się tak traktować...zasługujesz na coś więcej.... :roll:
NextMatii
Offline

Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez aniaela 14 kwi 2012, 00:38
witam. dzis, po ciężkim dniu weszłam na to forum .szukałam w necie czegokolwiek o toksycznych związkach, aż nalazłam się tutaj. dotarło do mnie, ze w takim własnie zwwiazku jestem. mam ponad 30 lat, moj partner jest ciut młodszy. znamy się od 7 lat, od roku jesteśmy w związku. zwiazku dziwnym. chcę to zakończyć, ale nie wiem jak. kocham i nienawidzę człowieka z którym jestem. oddałam mu wszystko, co miałam. łącznie z przeprowadzka do innego miasta, panstwa.. byłam na każde zawołanie. po każdej kłótni pierwsza wyciagałam reke do zgody, tłumaczyłam, dawałam kolejne szanse. a on ranił mnie dalej. i mocniej. doszło do tego, że robi to teraz celowo. wiedząc, jak bardzo mnie to boli. izoluje się, odcina. nie mam z nim kontaktu po parę dni. trafia mnie szlag i martwię sie - obecnie mieszkamy daleko od siebie. on nic nie rozumie. nie potrafi z niczego co lubi, zrezygnować dla mnie. nie potrafi się postarać, pokazać, jak mu zależy. notorycznie mnie zwodzi, okłamuje. nie szanuje, łamie wcześniej dane obietnice. nie mogę w żadnej sprawie na niego liczyć. gdy potrzebowałam pomocy, mogłam liczyć jedynie na przyjaciół. mówiłam mu milion razy, że to jak mnie traktuje, zabija moją miłość do niego. i czuję się tak, jakbym mówiła do ściany. czuję się taka podeptana, zmiazdżona, jak szmata. oszukana, wykorzystana. tak jakbym miała guzik włącz - wyłącz. nie umiem bez niego żyć, ale też nie potrafię z nim być. wiem, że nam to nigdy nie wyjdzie. jak odejść.. jak, aby to aż tak nie bolało?? proszę o rady.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
14 kwi 2012, 00:25

Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez NextMatii 14 kwi 2012, 00:58
Witaj
Jestes uzalezniona od niego...
Weszlas w role ofiary i uwazasz ze tylko na to zaslugujesz....
Niszczy Cie dobrze Ci z tym?widac nie na tyle zle aby jednak odejsc
masz same negatywy z tego zwiazku wiec po co w nim tkwic?
Po prostu odejdz...jesli potrzebujesz pomocy psychologa skorzystaj z niej bo potrzebujesz skoro tkwisz w takim zwiazku i nie umiesz sie z niego ocalic....
Nie dostrzegasz swej wartosci,nie wymagasz..a zaslugujesz na milosc!wiec walcz o siebie....
NextMatii
Offline

Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

Avatar użytkownika
przez tahela 14 kwi 2012, 01:31
aniaela,
powiedziałam jak są kłotnie to ie bedxzie dobrego zwiazku, to sie bedzie pogłebiać bo kłótnie swiadcza o róznych podejaciach do swiata i życia, jak juz nie mozesz wyrobic to sie kłocisz i tyle
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10995
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez brakodpowiedzi 14 kwi 2012, 09:37
Minęło 1,5 miesiąca od chwili, kiedy mój Ukochany porzucił mnie przekreślając 3,5 roku wspólnego życia (od niemal 2 lat mieszkaliśmy razem). Prosiłam, by dał nam jeszcze jedną szansę, błagałam, a On mnie odtrącał. Robiłam tak, bo uważałam, że o miłość swojego życia trzeba walczyć choćby kosztem własnej dumy i godności. Zaczęło się od jego prośby o tymczasową separację, która była mu niby potrzebna na przemyślenie tego, czy na pewno ze mną chce związać się zaręczynami, ślubem (sytuacja trochę sprowokowana przeze mnie: składając życzenia powiedziałam, że marzę o legalizacji związku, że może o tym pomyślimy...). Po 2 tygodniach tymczasowy powrót, obietnice, sprzeczność postaw, huśtawka emocjonalna - raz, że kocha,tylko uczucie się zmieniło, że może to dojrzała miłość, której jeszcze nie przeżył; że jestem wspaniała; że zrobi wszystko, aby było dobrze; że pokazałam mu czym jest miłość, byłam pierwszą, najwspanialsza kobietą... innym razem ciągłe wątpliwości - czy uważam, że sobie poradzimy? wolę, aby związek zakończył się teraz, niż po ślubie, gdy pojawią się dzieci...; muszę mieć 100 % pewność, chcę byś była ze mnie dumna; szał namiętności - to znów oschłość, dystans. To był koszmar - niezdecydowanie i dzielenie włosa na czworo starałam się tłumaczyć jego nerwicą (od momentu, gdy się poznaliśmy cierpiał na dolegliwości depresyjno-nerwicowe, które dopiero od roku leczył jedynie lekiem antydepresyjnym), neurotyzmem, sytuacją rodzinną (rozbite małżeństwo rodziców, dotkliwy brak ojca, który przed rozwodem zdradził matkę i wciąż cieniem kładł się na życie syna, nadopiekuńcze wychowanie). Po tym, gdy oświadczył mi, że jednak uważa, iż powinniśmy się rozstać szukałam wyjaśnień jego zachowania u specjalistów. Moje obawy się potwierdzały. Miałam nadzieję, że gdy pochodzi na terapię, wróci, że doceni nareszcie mnie i zainwestowany w związek czas, energię i poświęcenie. Chciałam czekać, jak długo będzie trzeba.
Pomyliłam się. Mężczyzna, którego kochałam miłością szczerą i serdeczną, a co najgorsze nadal kocham, odtrącił mnie i najprawdopodobniej zaczął już nowy związek. Miałam pewne podejrzenia, podczas naszej 2 tygodniowej separacji zobaczyłam, że koleżanka z jego studiów okazuje zainteresowanie zdjęciami na portalu społecznościowym. Kierowana intuicją, zapamiętałam nazwisko. Krótko po rozstaniu odwiedziłam jej profil - było w nim zdjęcie, jak odpoczywała po spacerze, leżąc na łóżku, które dzieliłam z ukochanym. Załamałam się. Płakałam i wyłam z żalu. Nadal to robię, kiedy o tym myślę.
Zanim to zobaczyłam, rozmawiałam z nim długo przez telefon. Zadzwonił, by złożyć mi życzenia. Mówił o terapii. O tym, że jest zagubiony w sobie, że ma natrętne myśli, które go męczą, że znów odwraca się od świata i kieruje ku własnemu wnętrzu. usłyszałam także coś, co mnie bardzo rozczarowało, żałuję, że nie zdołałam zapytać, co dokładnie miał na myśli - stwierdził, że mówił z terapeutką o naszym "toksycznym związku". Zabolało mnie to niewyobrażalnie. Jak mógł powiedzieć coś takiego, w żaden sposób mi tego nie wyjaśnić? Ta relacja to 3,5 roku mojego życia. Nie było łatwo. Życie z osoba z nerwicą i depresją... Poświęcałam się często. pomagałam. Byłam zawsze, gdy nie było nikogo, gdy szedł na dno, nie mógł podołać. Bez mojego wsparcia nie zdałby ostatnich egzaminów, nie napisał pracy magisterskiej. starałam się go doceniać, choć wiele robiłam za niego, gdy był totalnie, psychicznie rozsypany. Jak można się odwrócić, gdy się kocha? Nie potrafiłam go zostawić. Czułam, że inwestuję w naszą przyszłość. Twierdził, że mnie kochał, że dzięki mnie był kimś, chciał mieć rodzinę, dom, ślub, mieliśmy gdzie razem zamieszkać, ja dostałam pracę, robię doktorat, on zaczął kolejne studia - wszystko szło ku dobremu...
Ten związek mnie wykończył. Podsumowując dowiedziałam się, że nasza miłość była prawdopodobnie wynikiem depresji, w której on się znalazł, gdy się poznaliśmy, powiedział też, że związek był toksyczny - choć nie wiem, co przez to rozumie. Gdy mówiliśmy z sobą po raz ostatni zapytał nagle, czy zamierzam zrobić coś z wadą zgryzu, którą mam, czy decyduję się na operację (mam zgryz otwarty), zdziwiło mnie to pytanie, wiedział, że chciałabym to zmienić, ale strasznie boję się skomplikowanej operacji., zawsze twierdził, że mu to nie przeszkadza, że kocha także moje niedoskonałości. Gdy zobaczyłam to zdjęcie jego koleżanki na portalu zauważyłam tylko, że ma piękny uśmiech. Przez te wszystkie komentarze poczułam się jak śmieć. Osoba, której uczucie sprawiało, że czułam się wspaniała i jeszcze wartościowsza zmieszała mnie z błotem, moja somoocena spadła do zera. Najwyraźniej nie jestem dla niego zbyt dobra...mam wady...jestem za słaba, by budować ze mną życie (choć myślałam, że swoją siłę dosłownie i w przenośni udowodniłam wielokrotnie.... gdy po nocach ślęczałam nad jego pracą, taszczyłam na koniec Polski bagaże, bo on był chory, a musiał jechać do lekarza..., pracowałam wytrwale po to, byśmy mogli urządzić nasze małe, przytulne miejsce na ziemi..., dbałam o harmonijny rozwój rodzinnego życia i pokochałam jego bliskich i jego dom, jak kogoś/coś najcenniejszego na świecie... długo by pisać...), przecież, gdyby nie depresja, pewnie w ogóle by na mnie nie spojrzał...byłam 3, 5 roku, bo nie pojawiła się lepsza, a teraz idę w odstawkę i czuję się wykorzystana do cna.
Mimo tego nie potrafię o nim zapomnieć, wciąż go kocham. wiem, że gdyby chciał wrócić w końcu - choć nie bezwarunkowo - uległabym. Pomimo problemów byliśmy sobie tak bliscy, wiem, że wprowadziłam w jego życie wiele radości, wiem, że mnie kochał. Ostatecznie radykalnie wszystko przekreślił, nie chciał podjąć walki teraz, niemal na mecie - gdy zrobiłam mu prezent i zapisałam na długo wyczekiwaną psychoterapię. Chciałam, by pracował nad sobą dla naszej przyszłości, a on się ode mnie coraz bardziej oddala zapewne już w ramionach innej kobiety... Wydaje mi się, że nie wie, iż wiem o istnieniu tamtej dziewczyny. Nigdy nie powiedziałam mu o swoich podejrzeniach, choć zauważyłam, że od początku roku dał jej kilka pozytywnych komentarzy do zdjęć. Prawdopodobnie więc nie był wobec mnie uczciwy...przygotowywał zaplecze, a gdy zyskał przychylność zostawił mnie dla zauroczenia, fascynacji - bo miłością to raczej ten nowy związek nie jest...3, 5 roku i tyle pomyślnie rozwiązanych problemów, taka bliskość, wielkie uczucie...dla zauroczenia... :(
Napisał mi ostatnio spóźnione o 4 dni życzenia urodzinowe, z przeprosinami, wcześniej zapewniał, że o mnie myśli. Nie odpisuję na te wiadomości. Pewnie już nigdy do mnie nie napisze. Wie, że postąpił nieuczciwie, ale chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, że ja wiem, że zdradził mnie emocjonalnie... Jestem zrozpaczona. Taki mój los... Jak mógł mnie tak pokrzywdzić...?

Przepraszam za objętość wypowiedzi, ale czasami lepiej człowiekowi, gdy się wygada, a może usłyszy również od kogoś słowo życzliwości lub nagany?

Pozdrawiam wszystkich cieplutko!
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
14 mar 2012, 00:44

Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez NextMatii 14 kwi 2012, 11:06
brakodpowiedzi, Witaj za co niby Cię ganić?chyba tylko za to,że dałaś sobą
tak manipulować pewnie nieświadomie,ktoś to tylko wyłącznie wykorzystał manipulując Tobą dla swych potrzeb.Choroba chorobą,ale wierz mi nie mozna nią tłumaczyć wszystkiego...Zasługujesz na miłość,szacunek
na wszystko co najlepsze,ale aby to dostać musisz najpierw uszanować samą siebie,rozumiesz?
Zostałaś skrzywdzona bardzo,ale też pozwolilas na to by Cię krzywdzono...Popracuj nad sobą może na terapii
wierze że tez związek Cię wykończył...tak zwykle bywa,więc teraz od Ciebie zależy co z tym zrobisz?i czy chcesz wogóle coś zmienić....
NextMatii
Offline

Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

Avatar użytkownika
przez bittersweet 14 kwi 2012, 18:07
brakodpowiedzi, aniaela,

po przeczytaniu waszych postów przypomniała mi sie pewna para, która kiedys poznałam. On caly dzien leżał w łózku w slipkach i przegladajac sie w małym lusterku czesał sobie włosy. Ona - robiła wszystko inne, tzn. wychodziła, organizowała mu posiłki, przynosiła mu je do łózka /zaznaczam ze on był w pełni zdrowia i sił / jednym słowem była jego ???? służącą, kucharką , matką, dziewczyną, sprzataczka, praczką.... na komentarze podające pod jego adresem ze strony innych ludzi /wszyscy uważali, ze on ja wykorzystuje i jest nie fair /, on odpowiadał zawsze z niezmąconym spokojem : jesli jej sie cos nie podoba, to niech odejdzie... i dalej czesał loczki. A ona dalej go obsługiwała.

Mam wrażenie, ze na partnerów wybrałyście sobie skrajnych, infantylnych egoistów. Dobrze, że to widzicie i chcecie sie uwolnić. Pytanie brzmi : dlaczego weszłyście w relacje z osobami, które was wykorzystują ? do czego jest to wam potrzebne ? czemu nie wytyczyłyscie w związku zdrowych granic, czemu nie potraficie same siebie szanowac ? pytania do psychoterapeuty jak sądzę.
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

Avatar użytkownika
przez mojanati 15 kwi 2012, 10:09
U mnie sytuacja wygląda tak, że mój mąż chyba przestał mnie kochać. Jakoś rok po ślubie. Może wcześniej.
Jednak oczekuje, że będę mu gotowała, prasowała i chodziła czasami na rodzinne imprezy, ale gdy ja potrzebuję jego pomocy czy wsparcia to go nie dostaję.
Do niedawna powiedziałabym, że jestem z nim, bo pamiętam jak nam było kiedyś cudownie. Nie ważne, że o te wszystkie dobre momenty ja musiałam zwykle zabiegać. Jak pracowałam to kupowałam jedzenie czy sprzęty do domu, a mąż nie musiał się niczym interesować. Mi to nie przeszkadzało, że to ja za to płacę. Teraz gdy mamy dziecko, zwiększyły się wydatki i mimo, że dorabiam jednocześnie zajmując się dzieckiem to nie starcza mi na wszystko, a tym bardziej na to by utrzymywać mojego męża. On tego nie rozumie. Jedynie stwierdził, że go wykorzystuję i że ciągle chcę pieniędzy.
Niedawno dowiedziałam się o zdradzie męża i sporo się zmieniło we mnie. Chciałabym odejść, ale nie mam takiej możliwości, więc żyjemy w jednym mieszkaniu ja osobno z dzieckiem i on sam.
Koszmar. Chciałabym być silniejsza.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
265
Dołączył(a)
14 kwi 2012, 22:07

Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez brakodpowiedzi 15 kwi 2012, 11:44
Moje Drogie, dziękuję bardzo odpowiedzi!

NextMatii, cudak
bez watpienia macie rację, On mną czasami manipulował, zapewne. Nie wiem jednak na ile świadomie. Nie mogę zgodzić się z tym, że od początku związku. Nie rozpoczął relacji interesownie, po to, żeby mnie wykorzystywać. Wiem, że mnie kochał. Wielkorotnie mogłam na Niego liczyć, choć zdarzały się także momenty, gdy mnie rozczarowywał. On jako pierwszy zaczął zabiegać o moje uczucie. Pokochałam Go nie od razu. Za to, gdy do tego doszło, oddałam Mu wszystko. Kiedy się z Nim wiązałam, nie wiedziałam, że Jego problemy nerwicowo-depresyjne przybiorą na sile. Gdy zaczęliśmy się spotykać było dobrze, później - pod wpływem życiowych, niepomyślnych okoliczności - dolegliwości się nasilały. To było na zasadzie sinusoidy - małe lub większe kryzysy przeplatane z okresem spokoju, miłości, szczęścia. Kochałam Go, pomagałam, dla mnie istota miłości leży w tym, by nie odwracać się gdy jest gorzej, dawać oparcie. Znosiłam wiele - łącznie z wypraszaniem z łóżka, gdy miał problemy ze spaniem, a ja rzekomo zbyt głośno oddychałam :( (skrajny przypadek). Nie jestem osobą, która łatwo odpuszcza, poddaje się, więc uznałam, że z Jego chorobą też wygram. Teraz - gdy wszystko jest na dobrej dordze (terapia), On odtrącił mnie, wzgardził, nie docenił poświęceń, zainwestowanego czasu, bezinteresownej pomocy. Nasze realcje były bardzo dobre, także w sferze intymnej, nie mieliśmy większych konfkiltów, potrafiliśmy wypracować kompomis. Nigdy nie odczuwałam, aby On jakoś specjalnie mnie krzywdził. Pomagając Mu uznawałam, że potrzebuje tego wsparcia przejściowo, liczyłam na rewanż, kiedy i mnie kiedyś przytrafi się w życiu coś gorszego. Tymczasem Jego rewanż polega chyba na odrzuceniu mojego oddania i miłości, na tchórzostwie, bo nie jest zdolny podjąć walki o uczucie. Dodatkowo ta nieuczciwość. Przygotowywanie "zaplecza" w postaci innej, szybkie rozpoczynanie nowej relacji... To boli. Strasznie boli. Zabiera wiarę w siebie, w swoją wartość. Serce wyrywa się ku Niemu, a jednocześnie ogarnia potrzeba anienawidzenia, której nie można spełnić. Miłość jest silniejsza. Jak dłgo pozwoli mi czekać? Pewnie zdziwi Was to, co napiszę, ale czekałabym, gdybym tylko wiedziała, że się opłaci. Byłabym skłonna wybaczyć. Nie wiem jednak jak długo trwał będzie ten nowy związek... Bardzo boli mnie to, że ktoś inny będzie budował szczęście na fundamentach częściowo wzniesionych przez mnie - wprowadziłam w życie Ukochanego wiele dobra, miłości, pokazałam mu, czym jest poświęcenie, zaufanie, intymność. Dzięki mnie stał się napewno piękniejszym wewnętrznie człowiekiem, mnie także ubogacił. Teraz wyrzucił do kosza nieoszlifowany diament naszego uczucia :(
Jeśli idzie o egoizm z Jego strony - na pewno coś w tym jest. Mój były partner jst jedynakiem wychowanym w nadopiekuńczej rodzinie, po rozwodzie, właściwie bez ojca. To chyba wiele tłumaczy. Choć jednoznacznie nie mogę przyznać, że egoizm zawsze Mu mnie przysłaniał. Zaspokajał moje potrzeby na tyle, na ile potrafił .

Pozdrawiam Was serdecznie i jeszcze raz dziękuję za wsparcie! Miłego dnia.
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
14 mar 2012, 00:44

Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

Avatar użytkownika
przez bittersweet 15 kwi 2012, 12:20
brakodpowiedzi,

relacje i związki rzadko kiedy sa czarno - białe. Szczególnie na początku potrafi byc pięknie, heh, dlatego to wszystko jest takie trudne. No bo zawsze sie pamięta, ze ten ktos potrafi byc naszym wymarzonym partnerem, kimś cudownym i wspaniałym. I wtedy próbuje sie wszystkiego, żeby dawne szczęście wróciło. Trudno przyznac sie do porazki i stwierdzić: teraz czas odejść... tym bardziej że rozstanie tak baaardzo boli :why:
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez klara123 07 maja 2012, 23:35
Dokładnie tak jak pisze cudak, pamiętamy, że nasz ukochany był tak wspaniały na początku i bardzo chcemy by wszystko wróciło do tego stanu.
Ja również jestem w takim chorym związku (czy czymś...). Osoba, którą kocham jest ode mnie dużo starsza i od początku nasza relacja była trudna, ale wierzyłam, że nam się uda. Wierzyłam dopóki on wykazywał chęci, ale po czasie przestał, a ja bałam się odejść, bo nie wyobrażałam sobie życia bez człowieka, którym kiedyś był. Miałam nadzieję, że w końcu ta osoba wróci, ale było coraz gorzej...
Kiedy już nabrałam siły i zdecydowałam się odejść, dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Wtedy dowiedziałam się również, że on nigdy mnie nie kochał...
Niestety wiem, że sama nie jestem w stanie sobie poradzić finansowo. On nie chce mnie samej z tym zostawić i dlatego mieszkamy nadal pod jednym dachem i udajemy, że wszystko jest ok (a już nie jesteśmy razem).
Niby wszystko ok, ale to potwornie trudne mieszkać pod jednym dachem z osobą, którą się tak bardzo kocha i za którą się bardzo tęskni, jednocześnie wiedząc, że ta osoba nigdy nie będzie kochać i nigdy z nią nie będę...
Poradźcie co robić...

Kiedy czytam historię Pani powyżej cudaka, to tak jakby historia mojej poprzedniczki i to ja jestem tą na zastępstwo, której nigdy nie będę dorastać do stóp. Bardzo mnie boli to, że on zawsze będzie ją kochał i zawsze będzie o niej myślał, a może nawet kiedyś jeszcze z nią będzie. Mimo tego, mam bardzo cichą nadzieję, że kiedyś mnie doceni i będzie choć trochę kochał...
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
07 maja 2012, 22:52

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do