Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

Avatar użytkownika
przez alabama 01 lip 2011, 12:36
a ja jej współczuję, z opisu widać że dziewczyna łatwego życia nie ma i jest sfrustrowana, pewnie ją przerastają problemy i może czuje, że nie jest rozumiana a po tym co piszesz... chyba ma rację
Avatar użytkownika
Offline
Posty
72
Dołączył(a)
11 maja 2011, 10:23

Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

Avatar użytkownika
przez ZaP 03 lip 2011, 11:43
Mój mąż jest w porządku człowiekiem, dopóki nie zacznie pić :/ Nie pije często z 3-4 razy w miesiącu, w sumie tylko weekendami, ale już powoli mnie to wykańcza.
kiedy będę mogła już zacząć się cieszyć
Avatar użytkownika
ZaP
Offline
Posty
535
Dołączył(a)
25 kwi 2011, 22:10
Lokalizacja
Sdz

Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez puchatek 10 lip 2011, 15:02
ZaP napisał(a):Mój mąż jest w porządku człowiekiem, dopóki nie zacznie pić :/ Nie pije często z 3-4 razy w miesiącu, w sumie tylko weekendami, ale już powoli mnie to wykańcza.


-- 10 lip 2011, 15:06 --

ja przeżywam to samo od 10 lat,mąż pije dosyć często,a wtedy są kłótnie,wyzwiska,podejrzewa o zdradę,grozi mi że jak go zdradzę to mnie zabije,a jak jest trzeźwy to wporządku facet,pracowity,mamy 2 dzieci,które niestety są swiadkami tych kłótni
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
10 lip 2011, 14:52

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

Avatar użytkownika
przez zbbyych 11 lip 2011, 01:30
pewnie nikt nie jest bez winy wiele można gdybać mysle że ważne jest to kto co pisze bo trzeba przyjąć że pisze prawdę ja stwierdzam fakty jesli ktoś widzi to inaczej nie mam ochoty kogoś przekonywać bo wiele można mówić i widzę że jesli sie nie udowodni to zawsze znajdą sie obrońcy
Avatar użytkownika
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
03 maja 2011, 06:21
Lokalizacja
Śląsk

Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez pola82 26 lip 2011, 01:19
witam
Jestem tu nowa. Szukałam w internecie informacji na temat toksycznych związków.
Od roku uczestniczę w terapii, 2 razy w tyg po 60 min, wydaje fortune na to. Pomaga - ale chyba jednak nie do końca, bo moje problemy wracają jak bumerang.
Nawet nie wiem czy jest sens żebym się rozpisywała, bo boję się tego, że zostane skwintowana jednym zdaniem, za poważnie podchodzę do wszystkiego, to że tu piszę jest już dla mnie jakąś ostatecznością, wołaniem o pomoc, ale do kogo??
Postaram się w skrócie, choć z mojego życia wyszłaby niezła telenowela..
Jestem mężatką od 6 lat, dziecko, dziewczynka, 4 lata. Mój największy skarb.
Wyjechaiśmy po paru atach małżenstwa za granicę. Bylam szczęśliwa w małżenstwie, może nie 'super' szczęśliwa ale przynajmniej spokojna, uśmiechnięta..
Pewnego dnia w moim życiu pojawił się ktoś inny, który tak długo i skutecznie się o mnie starał że się wystarał. Na wlasne życzenie zniszczyłam swoje małżeństwo. Mąż do tej pory na mnie czeka, nie wiem już sama czy tylko dla dziecka, czy nie..
Mój aktualny partner, włąściwie to powinnam się nauczyć nazywać fakty po imieniu i nazwać go kochankiem.
Na początku było pięknie. Tak pięknie jak jeszcze nie było nigdy w moim życiu. Szybko zaczęły się problemy, ale spodziewaiśmy się ich, przecież byłam/jestem mężatką. Po kilku msc zamieszkaliśmy razem. Zaczął się koszmar, łzy męża i dziecka przy rozstaniach, moje dołki, codziennie tony łez, bronilam męża, szkoda mi go było, cierpiałam że tak bardzo go skrzywdziłam. On już nie mógł tego słuchać po jakimś czasie, nie dziwie mu się w sumie, też chyba miałabym dość. Zostałam sama z tymi problemami w glowie. Nie pracowałam, bo nie miał kto się zajmować dzieckiem. Popadłam w depresje. Zaczęlam terapie, na terapii początkowo poruszny był temat męża główinie jako osoby która mnie więzi psychicznie i nie daje mi odejść i zacząć od nowa. Do dziś wierze w ten schemat i jestem jak flaga na wietrze, raz tak, raz tak.
Po pewnym czasie zaczęłam dostrzegać że nowy partner mnie przytłacza, zacząłl mi wypominać wszystko co robię źle. Zaczęło się niewinnie, od nieumytej szklanki, potem od nieposprzatanego domu skoro siedze w domu to przynajmniej mialo być posprzątane i ugotowane, i tu się zgadzam z nim, z tym że ja tobiąłm to bo on tego ode mnie wymagał, nigdy nie zrobiłam czegoś od serca. Widzedzialam że to nie jest normalne. Byłam w depresjoi przez kilka miesięcy, terapia mnie wyrwala z tego ale wahania nastrojów, niepanowanie nad łzami, płacz nie opanowania, brak oddechu, bóle... dalej wracają...
Zaczęły się kłotnie, codzienne o wszystko. A potem piękne popołudnie, czulość, plany, piękny sex... Mętlik w gołowie i nadzieja na lepsze jutro... I tak cały czas...
Zastanawiam się czy to ze mna coś jest nie tak. On dał mi wszystko co miał. Bardzo pomógł mi finansowo, mówię tu o wysokich kwotach, nie o codziennym życiu. Mam wszystko co chce. Auto, ubrania, jedzenie, dom, biżuterie, co chce. Ale w zamian mam okazać szacunek, nie ważne co on zrobi. Nie potrafie tak, nie jestem z nim dla tych materianych rzeczy. Ale on tego nie rozumie.. Uważa że nie szanuje tego co mi dał. A ja szanuje...
Jeden jedyny raz pokazał mi swoją agresywność i siłe. Ostrzegał mnie wiee razy a ja mu nie wierzylam. Poznalam czym jest przemoc. Nigdy mnie za to nie przeprosił. To przecież była moja wina, bo nie poinformowalam go o czymś, o czym on jego zdaniem powinien wiedzieć wcześniej... A to była błaha rzecz...
A ja nadal wracam...
Nadal kocham...
Od miesiąca nie mieszkamy razem. Po tym incydencie wyprowadzilam się od niego. Sam też tego chciał. Wyzywał mnie tej nocy, powiedział mi tyle przykrych słów... wziąl mnie siłą, a potem mówił że sama chciałam..
Próbowalam już 2-krotnie odejść. Raz już prawie mi się udało, odseparowalam się na 2 tygodnie, szukał mnie aż znalazł... dałam się znaleść :( chciałam... z nadzieją że zrozumial, że bedzie dobrze. Ae nie, nadal robie wszystko żle i nie mogę go o nic oskarzac, przecież on zrobił dla mnie wszystko a ja tylko narzekam...
Mam 30 lat, jestem wykształconą osobą a czuje się jak jakaś nastolatka z patologicznego środowiska.
Nie potrafie się z tego wyrwać, uwolnić psychicznie. Z osoby kochającej zycie, ciąge uśmiechającej się dziewczyny, która uważała że wszystko jest możliwe jeśli tylko sami tego chcemy, że można gory przenieść siła woli stałam się cichą osobą z zapłakanymi wiecznie oczami, wyglądam conajmniej 10 lat starzej. Mam niskie poczucie własnej wartości, nie radzę sobie z zyciem, wyzwaniem dla mnie jest zarobienie na własne utrzymanie choć 5 lat temu zarabialam bardzo dużo, mialam świetną posadę. Nie potrafię nawet stanąć samodzienie na nogi, jestem cakowiecie finansowo uzależniona od niego. Do tego dochodzi dziecko, bo sama poszłabym gdziekowliek, ale przed sprawą rozwodową nie mogę zabrać córki w zle warunki.
Obecnie, postępując wedle wskazań terapii, probuję stanąć na nogi, szukałam długo pracy po długiej przerwie ciężko było mi coś znaleść. Znalazłam pracę za najniższą sztawkę, upokażam się pracująć z 18-latkami które mają tą pracę jako wakacyjną. Niestety nie mogę zrezygnować, mimo że mnie to dobija, bo potrzebuję pieniędzy aby choć odrobinę się usamodzielnić.
Nie mam ochoty wstawać rano, bez niego dzień jest pusty, nie mam celu... do niczego sie juz nie nadaję, wyssał ze mnie wraz z ta chorą miłością całą moją duszę..
Straciłam wszystkich przyjaciół. Rodzina się ode mnie odwróciła. Jedynie mama jest po mojej stronie. Moje życie nie ma już sensu i gdyby nie moja córeczka, już pewnie by mnie nie bylo na tym świecie. Choć kiedyś, jeszcze 2 lata temu gdybym usłyszała kogoś kto tak mówi chyba dostałby ode mnie policzek na otrzeźwenie...
Tęsknie za nim, czy jest dobrze czy źle, potrzebuję go do życia. Ja stalam się inną osobą i teraz zycią w tym toksycznym związku nie wiem jak zacząć znowu być sobą... po prostu nie mam na to sily by walczyć. nie mam siły chodzić do pracy a co dopiero robić inne rzeczy... nie sprzątam, nie jem, nie wychodze z domu gdy mam wolny czas, nie robie nic...
Tak moi drodzy wygląda życie po roku toksycznego związku. Rozżalona kobieta, w depresji... ciągle potrzebująca swojego pana jak narkotyku... moje życie nie istnieje.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
26 lip 2011, 00:40

Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez christina122 26 lip 2011, 16:33
pola82, ja też byłam w toksycznym związku. Rozumiem Cię doskonale, ale nie wracaj już do tego człowieka, zapomnij o nim, wydaje mi się, że powinnaś wrócić do swojego męża i powinniście popracować nad waszym związkiem, wszystko sobie wyjaśnić. Teraz jest najważniejsze Twoje dziecko, o które musisz się troszczyć, żeby czuło Twoją miłość.
Offline
Posty
102
Dołączył(a)
21 lis 2009, 20:17
Lokalizacja
Warszawa

Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez Noopii 26 lip 2011, 20:13
Trudno się uwolnić jednak trzeba dla siebie dla innych.Czy miłość polega na uzależnieniu od partnera.na przyzwyczajeniu do niego lub roli ofiary??Nie warto tkwić w czymś co nas i innych niszczy przytłacza.Po co?
Noopii
Offline

Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

Avatar użytkownika
przez Vian 26 lip 2011, 20:17
Ale w zamian mam okazać szacunek, nie ważne co on zrobi.

Czy mogłabyś to jakoś rozwinąć, najlepiej na przykładzie..?
Bo na razie nie rozumiem mówiąc szczerze, na jakiej zasadzie Twój kochanek jest dla Ciebie toksyczny...
"Niewiele można sobie wyobrazić zagrożeń, którym porządny młotek nie mógłby zaradzić."
Lisbeth Salander
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2282
Dołączył(a)
23 lip 2011, 03:25
Lokalizacja
Warszawa

Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez refren 28 lip 2011, 15:34
Czasem jest tak, że rozumie się coś racjonalnie, ale w emocjach wciąż się ma zaległości. Sama mówisz, że to nie miłość, tylko uzależnienie. Mówisz, że potrzebujesz go. Ale czy naprawdę potrzebujesz kogoś, kto użył przemocy i Cię wyzywa ? Czy taki ktoś Cię uszczęśliwi ? Oczekiwanie szczęścia i emocje, które temu towarzyszą są chyba iluzją i jak zaczniesz je systematycznie "demaskować", to może pomóc.
Tak samo iluzją chyba było myślenie, że problemy w jednym związku rozwiążą się cudownie przez drugi związek. A to, że związek jest nowy, nie znaczy, że będzie lepszy i taki, jak w marzeniach. A rozpad małżeństwa chyba sprawił, że zgubiłaś "sens"i kontrolę. Uwierz, każdy by się pogubił w takich przeżyciach.
Może boisz się powrotu do codzienności, rozmkinek na temat byłego męża i dlatego potrzebujesz "narkotyku" ? Może najlepiej jak pobędziesz jakiś czas sama i zmierzysz się z byciem ze sobą?

-- 10 sie 2011, 12:56 --

Świetny artykuł a lipcowym Zwierciadle "Po co nam słodki drań" - polecam !!!
fragmenty:

"- Mamy wielką wyobraźnię, jeśli chodzi o mężczyzn. Potrafimy dodać im zalet...
- Zwłaszcza te z nas, które są mocno neurotyczne, mają nieugruntowane poczucie własnej wartości i które nie są z siebie zadowolone, choćby nie wiem jak były ładne, zdolne, bogate i ślicznie ubrane. One, niestety wyznają zasadę Groucho Marksa "nie chcę należeć do klubu, który mnie przyjął na członka". W przełożeniu na relację damsko-męskie znaczy to tyle, że jeśli sobie samej się nie podobam, to uważam, że mężczyzna, który się na mnie złapał, musi być jakimś dupkiem, wybrakowanym towarem.
- Ale gdy jakiś niegrzeczny mężczyzna raz tylko na nią spojrzy...
- ...wtedy ona, żeby go zdobyć stanie na rzęsach! Bo jeśli jej się uda, udowodni sobie, że jest coś warta. W takim myśleniu czai się jednak zasadzka, bo jeśli cel zostanie osiągnięty i do tego on będzie miły, czuły, kochający, ona zacznie myśleć, że to jednak dupek.
- A jeśli ją będzie zwodził ?
- Obiecywał, opowiadał i mącił rozum? Będzie się czuła bosko, bo wyda jej się, że naprawdę żyje. Bo ona chce, żeby się coś działo : żeby się naczekać, namarzyć, żeby to co ma, nie było zwyczajne, ot byle jakie. Dlatego jeśli jakiś mężczyzna mówi jej, że przyjdzie i przychodzi, a jeszcze daje bukiet róż i stwierdza, że chce się żenić, wtedy ona ma poczucie, że życie jest zwyczajne, pozbawione natchnienia i gorączki
- Tak mówią singielki, które czekają na poryw serca równy sile tsunami.
- Jeśli rodzice kłócili się, nie lubili wzajemnie, nie spali ze sobą lub robili to rzadko i niechętnie - to one nie mogą marzyć o takiej miłości, jaką widziały w rodzinnym domu czy u sąsiadów. Wierzą w jej piękną, romantyczną wizję. Ten mit skazuje kobiety na uwodzicieli. Tylko oni potrafią mówić tak, jak sobie wymarzyły. Jeśli mężczyzna powie:
"fajna jesteś, ładna, lubię cię, to - kurde - kto to jest? Taki szarak... Ale gdy taki niegrzeczny poleci w nocy na klomb miejski, gdy przeskoczy przez płot sąsiadów i narwie dla niej róż - to tak ! A przecież on kradnie róże dlatego, że go na nie nie stać albo mu żal dla niej forsy."

"- nie uczymy się na błędach. Nieraz słyszałam od znajomych: "to miły facet, ale między nami nie ma prądu.
- Właśnie, albo łajdak, który krzywdzi albo samotność, albo pozostaje wreszcie przejrzeć na oczy i zgodzić się na zwykłość. Ale wtedy też źle, bo zwykłości kobiety nigdy swojemu miłemu i dobremu facetowi nie wybaczą. Chyba że pójdą na psychoterapię (...)
- Może niegrzeczny mężczyzna jest świetnym kochankiem? I to jest tajemnica o której nie wypada mówić?
- Za siódmym razem nie jest już świetnym kochankiem, bo się nudzi, potrzebuje nowych bodźców. Nowej uwiedzionej. Ale zanim do tego siódmego razu dojdzie, można się w nim zakochać po uszy. Nie wiemy, bo niby skąd mamy wiedzieć, że zwyczajny, uczciwy i dobry mężczyzna dopiero po siódmym razie, kiedy nabierze śmiałości, może oczarować. (...)
- Czyli jeżeli ten pierwszy raz z niegrzecznym był ekscytujący, to potem już tylko czekamy, aż zadrży ziemia?
- Raczej tak, ale nawet podczas tego czekania nie przyznamy, że kochanek jest do niczego. Po prostu myślimy "już mu się znudziłam, jestem do niczego, utyłam." Jesteśmy mistrzyniami w braniu winy na siebie, bo dzięki temu znów możemy marzyć, fantazjować i czekać na niezwykłą miłość i namiętność. Rajcuje nas to oczekiwanie. Nie tylko chłopcy lubią gonić króliczka. No i, niestety znów trafiamy na uwodziciela - bo tylko on wie, jak nas podkręcić. Dla niego ważne jest, żeby kobieta o nim pamiętała, żeby za nim tęskniła."
"Tylko że ci błyszczący męskimi klejnotami, dosłownie i w przenośni - to narcyzi, a więc faceci całkowicie niedostępni, którzy się w kobietach tylko przeglądają"
"- Czy jednak tęsknota nie jest lepsza niż codzienna nuda?
- Dlaczego nuda? Dlaczego nawet kobieta samodzielna i mądra nie wie, co robić z mężczyzną? Choć ma własne pieniądze, realizuje się zawodowo, nie chce mieć własnych pomysłów. Tylko czeka na pomysły partnera. Czemu trzymamy się starej wizji relacji z mężczyzną, że to on zawsze ma wprowadzać zmiany? Kiedyś kobiety były zależne, więc musiały czekać na niezależnego partnera. Teraz same mają dość pomyślunku za dwoje, ale z niego nie korzystają, tylko czekają, aż im się trafi pomysłowy Dobromir".

"Mówię więc kobietom: wasi mężczyźni są tacy sami jak wy. Ani bardziej cnotliwi, ani mniej. Dlatego najlepiej zrobicie, jak polubicie - na początek - swoją zwykłość i normalność, bo wtedy łatwiej wam przyjdzie polubić ich zwykłość i normalność"

-- 10 sie 2011, 12:57 --

PS Polecam wszystkim, to nie jest do nikogo konkretnie.
refren
Offline

Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez andi 26 lis 2011, 17:37
Parę lat temu rozstałem się z dziewczyną. Ona wtedy jeszcze studiowała, ja robiłem karierę w korporacji. Nasz związek trwał pół roku, ale zdążyłem zakochać się w niej. Ona ode mnie odeszła. Ona wcześniej rzuciła swojego chłopaka i związała się ze mną. Prosiła, aby utrzymać nasz związek w tajemnicy, ponieważ nie chciała mówić nikomu, że tak szybko znalazła sobie nowego chłopaka. Nie chciała poznać mnie ze swoimi znajomymi, ja mówiłem swoim znajomym, że to tylko koleżanka. Rozstaliśmy się w przyjaźni. Dzwoniłem do niej, aby utrzymać kontakt i aby porozmawiać, zaprosić na kawę. Pomogłem jej w tedy w pewnej sprawie, która wymagała męskiej ręki i inżynierskiej mojej wiedzy. Za co była mi bardzo zobowiązana.

Czasami nadzieja, że to chwilowa separacja umarła. Ona wróciła do swojego poprzedniego chłopaka, wyszła za niego za mąż. Na święta do siebie dzwoniliśmy, składaliśmy sobie życzenia. Zostaliśmy przyjaciółmi. Nic szczególnego w tym nikt nie widział, nikt o nas nie wiedział. Od tego czasu nie miałem poważnego związku. Takie tam przelotne znajomości, bez żadnych uczuć, choć w jednym przypadku było bardzo blisko.

Przypadek sprawiłzau, że zauważyłem ją jak ona spaceruje z jakimś mężczyzną. Pierwszą moją myślą było to, że ma z nim romans. Postanowiłem z nią szczerze i otwarcie porozmawiać o tym. Wyszło na to, że jej obecne małżeństwo to ruina, ale do romansu nie przyznała się. Wiarygodnie zaprzeczała, mówiąc, że to jest jej dobry kolega z pracy, który kilka razy jej pomógł i w pracy i w życiu i dlatego tak bardzo go lubi, oraz to, że on mieszka w okolicy. Poradziłem jej, aby schłodziła swoje relacje ze swoim kolegą, bo może być posądzona o romans z nim. Ona się ze mną zgodziła, obiecała mi, że tak zrobi.

Po jakimś miesiącu poważnego zastanawiania się na tym doszedłem do wniosku, że w zasadzie to ja ją nadal bardzo lubię oraz złapałem się na tym, że znowu mam nadzieję na związek z nią. Powiedziałem jej o moim rodzącym się uczuciu do niej, bardzo ciepło to przyjęła i była szczęśliwa. Snuliśmy plany o przyszłym związku, że oboje jesteśmy już o parę lat starsi i bardziej doświadczeni życiowo. Zacząłem częściej u niej bywać. Słyszałem tylko kłótnie i dowiedziałem się, że jej mąż otwarcie zarzuca jej kłamstwa i romans w pracy. Widziałem jej łzy i cierpienie na jej twarzy. Zakochałem się w niej ponownie. Wiedząc, że już jest oskarżona przez męża o zdradę, spotykaliśmy się po cichu, tak, aby nie było żadnych podejrzeń. Pytałem się o jej kolegę, mówiła, że kontakty z nim ograniczyła tylko do zawodowych.

Raz będąc u niej poznałem jej kolegę z pracy, porozmawialiśmy ze sobą, nawet nie starał się ukryć tego przed nikim (nawet przed jej mężem), że ma romans z nią, Jego postępowanie mnie zdenerwowało. Wywołał potworną awanturę pomiędzy nią i jej mężem. Przeraziło mnie to, że w czasie, gdy małżonkowie się kłócili wyzywali siebie nawzajem, na jego twarzy rysował się uśmiech. Najbardziej podobało mu się to, jak ona wyzywa od ch…. swojego męża. Kiedy zauważył, że kłótnia stała się bardzo poważna i agresywna, uciekł z ich domu. Dobrze, że jej rodzice, którzy też byli w jej domu, zapanowali nad sytuacją.
Porozmawiałem otwarcie z nią i jej mężem o nich i dowiedziałem się, że jej romans z kolegom nadal trwa i ona nie ma zamiaru tego skończyć. Zacząłem podejrzewać ją, że kłamie, ale nadal miałem nadzieję, że jakoś się to wszystko ułoży, że się rozwiedzie, powoli odzyska równowagę psychiczną, zapomni o tym wszystkim. Cały czas myślałem, że problem to jej kolega z pracy.
Nie wiedziałem, co mam myśleć o tym wszystkim. Ona twierdziła, że jej mąż jest po prostu zazdrosny, że ona żadnego romansu nie miała z kolegom z pracy i nie będzie miała. Jej mąż twierdził, co innego. Nie chciałem wierzyć jej mężowi, ufałem jej, ale złe myśli mnie dopadały coraz częściej zwłaszcza, że stała się ona coraz mniej kontaktowa. Zauważyłem, że coraz częściej i to bardzo szybko wybucha złością, gdy rozmawiałem z nią o jej problemach. Nie chciała nic mówić.

Dowiedziałem się ona została pobita przez męża. Jej kolega nawet zadzwonił do mnie poprosił mnie o to, abym przemówił jej do rozsądku i poradził iść na policje. Zbyłem go dyplomatycznie, bo wtedy rozmawiałem ze swoją znajomą i nie chciałem jej wtedy obciążać kłótnią pomiędzy mną a jej kolegą. Mówiąc szczerze to miałem ochotę mu wtedy przywalić, za to, że jawnie rozgłasza o swoim romansie z nią, a powinien ją chronić, tak żeby nikt o tym się nie dowiedział. Pewnie bym to zrobił, ale na szczęście go nie było przy mnie.
Ja i moja znajoma przestaliśmy się praktycznie widywać. Od czasu do czasu dzwoniliśmy do siebie. Przez kilka miesięcy widywaliśmy się tylko kilka razy. Ona miała w tym czasie dużo pracy i często wracała późno do domu. Cieszyło mnie to rzuciła się wir pracy, że zapomni o wszystkim. Cieszyło mnie to, że nadal mówi i czyni coś w sprawie rozwodu. Tylko, że to kosztuje. Zobowiązałem się do pokrycia honorarium za prawnika i za cały rozwód. Przelałem jej w sumie chyba ok. 2500pln. Pieniądze nie stanowiły dla mnie problemu. Pocieszałem ją jak umiałem. Nadal mi sugerowała, że po rozwodzie ma zamiar się ze mną oficjalnie związać i zamieszkać ze mną.

Nagle dowiedziałem się, że ona ma nowego przyjaciela. Zaczęła spotykać się z dosyć zamożnym cudzoziemcem, który Polsce jest dyrektorem w pewnej korporacji, nie kryła tego przed mężem, kolegom z pracy oraz mną. Pochwaliła się nim swojej dobrej koleżance. Zabrali nawet tą koleżankę do mieszkania, które on wynają. Ta sama gadka, to tylko znajomy nic więcej, że on jej załatwia kierownicze stanowisko u siebie w firmie oraz to, że będzie więcej zarabiać, że koleżanka źle zrozumiała rozmowę po angielsku pomiędzy cudzoziemcem a moją znajomą.

Było mi bardzo przykro. Poczułem się jak kompletny idiota. Wierzyłem jej, jej męża uważałem za kretyna i dawałem to mu odczuć. Wybielałem ją w oczach męża. Opiekowałem się nią, finansowałem jej rozwód. Tak mnie to walneło, że spać nie mogłem przez dwa dni nawet po środkach uspakających.

Przeczytałem całe to forum zastanowiłem się nad wszystkimi związkami, jakie miałem, do których kobiet teraz chciałbym wrócić, zacząć wszystko jeszcze raz, nie popełnić tych samych błędów. Pewne dostrzegłem dopiero teraz po lekturze Waszych postów. Powiem jeszcze jedno napisanie tego posta przyniosło mi ulgę, mogę teraz już spokojne z dystansem psychicznym rozmawiać o swojej głupocie i naiwności z każdym nawet z nią.

Przemyślałem wszystko i mam dla Was dobrą radę, uwierzcie w swoją intuicje, jeśli coś Wam mówi, że jest nie tak, to będzie źle. Nie, aby popaść w jakąś paranoje, ale gdym słuchał się jej to tego bym nie doświadczył. Od samego początku mówiła mi o jej romansie, ale ja zaślepiony miłością wmawiałem sobie to, co od niej usłyszałem. Po jakimś czasie przyszła myśl ona, przecież kłamie, o tego cudzoziemca jestem zazdrosny. Po rozmowie z nią, potwierdziła wszystko. Tak to wszystko prawda.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
26 lis 2011, 13:29

Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

Avatar użytkownika
przez tahela 26 lis 2011, 20:06
andi,
Najgorsze jest to,że tacy ludzie co kręca i klamia i manipuluja innymi zawsze maja chyba dobrze a uczciwi mowia prosto z mostu, nie grają, czasem powiedzą tez to co sie komus nie podoba i maja przechlapane, kurcze.
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10995
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez paradoksy 26 lis 2011, 20:22
andi, człowiek uczy się na błędach.
ta kobieta Cię omamiła, zakochałeś się w niej a ona Cię oszukiwała. trzymaj się od takich ludzi z daleka..
z perspektywy czasu będziesz się cieszyć, że z nią nie jesteś.
paradoksy
Offline

Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez christina122 29 lis 2011, 16:15
Kiedyś byłam w toksycznym związku i to ja byłam tą toksyczną.
Dlatego mój facet ode mnie odszedł, ponieważ nie wytrzymał psychicznie.
Przeszłam terapię u psychologa i pomogła.

Teraz jestem już w innym związku z mężczyzną, jednak okazuje się, że mój facet jest kolegą mojego byłego, z którym tworzyłam toksyczny związek.

Mam obawy, że mój obecny partner dowie się o tym, że kiedyś byłam toksyczna i się znęcałam psychicznie nad tamtym człowiekiem i mnie zostawi...

Proszę o radę.
Offline
Posty
102
Dołączył(a)
21 lis 2009, 20:17
Lokalizacja
Warszawa

Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez christina122 29 lis 2011, 18:09
secretladykkk, ale jaka to byłaby jego słabość, przecież to ja byłam tą toksyczną, to ja go cały czas krzywdziłam, a nie on mnie. Więc, może mnie oczernić przed moim obecnym partnerem.
Offline
Posty
102
Dołączył(a)
21 lis 2009, 20:17
Lokalizacja
Warszawa

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do