Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez micia 20 maja 2008, 20:26
dziekuje za odp.chyba rzeczywiscie najlepiej bedzie pojsc do psychologa.strasznie sie boje otworzyc,ale zdaje sobie sprawe,ze moze byc juz tylko lepiej.boje sie tego,co napisales Coltrane "że ja ja, gut, pomoże, ale może mi się stać kilka dziwnych rzeczy w życiu - mogę zerwać z ukochaną i rzucić robotę na przykład".chyba nie mozna inaczej,ale ja nie chce nikogo ranic:( podczas terapii dowiedzialam sie,ze powinnami dbac przede wszytskim o siebie,ale to tak strasznie ciezko... jeszcze raz wielkie dzieki:)
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
20 maja 2008, 12:32

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

Avatar użytkownika
przez pyzia1 21 maja 2008, 08:41
Coltrane napisał(a):Moja psycholog mówi, że dobrze czuć wściekłość, że to lepsze niż strach, uczucie poniżenia i zgnojenia. Wściekłość pokazuje chyba poczucie swojej wartości. Jak myślicie?


Podoba mi się taki pogląd bo wściekłość w związku jest najbardziej piętnowana, zawsze myślałam że jest zabójcza dla związku, nawet jeśli jest uzasadniona. Rzadko pozwalam sobie na wściekłość, częściej właśnie czuję poniżona i zgnojona. A jak już nie wytrzymam i wybuchnę to zaraz zalewa mnie takie poczucie winy, że najchętniej bym sobie zrobiła krzywdę. Chyba nie umiem sensownie reagować na zachowania męża, które mnie ranią. Albo milczę i problem zżera mnie od środka, albo ryczę i słyszę wtedy "o co znowu płaczesz", albo mówię niby żartem co mi leży na wątrobie, a potem się wycofuję że to było tylko takie gadanie. Czasem próbuję spokojnie rozmawiać, ale wtedy słyszę, że się czepiam. W tej sytuacji nie wiem już co do cholery mam robić! A Wy jak sobie z tym radzicie? Co mówicie partnerom, kiedy Was ranią?
Wszelkie przywiązanie jest koniec końców źródłem bólu.Szczęśliwi,którzy obywają się bez niego.Samotny nie opłakuje nikogo,nikt też nie płacze nad nim.Niech ten,kto nie chce cierpieć,kto czuje trwogę przed zgryzotą,uwalnia się od ludzi.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
745
Dołączył(a)
15 paź 2007, 10:28

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

Avatar użytkownika
przez Coltrane 21 maja 2008, 12:11
Wściekłością nieopanowaną można oczywiście ranić i zadawać ból. Ale jeśli ona występuje, oznacza to, moim zdaniem, poczucie własnej wartości. Osobiście wiem, że kiedyś poczucia własnej wartości prawie wogóle nie miałem i zgadzałem się na wszystko, co się dookoła mnie działo. Później, ze wściekłości, którą za radą pani psycho i pod wpływem mojej ówczesnej dziewczyny zacząłem wykorzystywać do wymyślania tego, co powinienem zrobić lub powiedzieć żeby obronić siebie przed tym, czego nie chcę, żeby wyrazić to, co chcę wyrazić i zrobić to, co chcę zrobić lub co chcieliśmy zrobić we dwoje. Bardzo dużo o tym z moją byłą dziewczyną rozmawiałem. Tak dużo, że poczuła, że to ja jestem centrum naszego związku i że się nią wcale nie interesuję. Jestem za to na siebie wściekły, bo odeszła. Ale jest mi bez niej dobrze nawet, wbrew temu, czego się obawiałem. Wściekłość zamieniam teraz w energię do realizacji własnych planów.
micia - nie bój się rozmowy z psychologiem - przecież zrobisz, co zechcesz, nie musisz się nikomu podporządkować, bo to ty kierujesz własnym życiem. Fajnie jest jednak czasem walnąć pięścią w stół i powiedzieć "dość". Super uczucie.
Jezus uzdrawia, serio.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
141
Dołączył(a)
22 paź 2007, 17:29
Lokalizacja
ŁorsoŁ

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez mimi1982 21 maja 2008, 18:56
Coltraneja czułam ból i smutek tak straszny że aż miałam dreszcze tego smutku nie da sie opisać słowami,a wściekła byłam na siebie za to że jestem taka słaba i beznadziejna i że nie potrafie sie zmienić,tylko tak sie zastanawiam czy on naprawde nie widzi że mnie rani??? swoimi słowami ,zachowaniem...rozmowa tu nic nie da to jak rzucanie grochem o ściane wydaje sie że ok. a zaraz kubeł zimnej wody.Byłam wczoraj u psychiatry bo czułam sie tak zle że bałam się sama siebie bałam się ze zrobie cos złego i nie będe mogła widzieć jak moja córeczka rośnie,dostałam leki ale nie moge ich narazie brac.Czy mój koszmar się kiedys skończy czy będe miec odwage sie w końcu obudzić....?
mimi1982
Offline

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

Avatar użytkownika
przez Coltrane 23 maja 2008, 00:40
asiula82, koszmary mają to do siebie, że się z nich budzisz, przestajesz uciekać, słońce wstaje itp. Być może ten twój też ma depresję, nie wiem, nie znam człowieka. Wiem, że mój brat ma depresję większą od mojej, podlewa ją alkoholem i wsadza swój nos w sprawy, które go obchodzić nie powinny i robi porządek jak słoń w składzie porcelany. Muszę mu powiedzieć, żeby przestał i zrobię to jutro, bardzo spokojnie. Powie mi, że się czepiam i on ma rację. Wtedy powiem mu, że ma skończyć pić, co go rozjuszy, a mnie nie, bo to nie ja piję.
Czy ten twój wie, czego ci potrzeba? Że ma cię przytulać, mówić ci, że mu się podobasz itp? Czy dałaś mu kiedykolwiek instrukcję obsługi ciebie? Spróbuj mu taką dać i wziąć od niego taką samą o nim. (Ciekawy jestem, jak bardzo go znasz :)) O tym można poważnie porozmawiać i dowiedzieć się kilku rzeczy o sobie nawzajem.
Niczego się nie bój, bo nic złego się nie stanie, a twoja córka ma mieć wspaniałą i kochającą matkę, i ojca, rzecz jasna. A i jeszcze jedno: ze stosunku wzrostu do wagi nie wynika, żebyś miała cokolwiek za duże, w sam raz się to wydaje ;)
Jezus uzdrawia, serio.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
141
Dołączył(a)
22 paź 2007, 17:29
Lokalizacja
ŁorsoŁ

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez mimi1982 24 maja 2008, 09:10
Coltranedziękuje za wiadomość postawiła mnie troche na nogi,pytasz jak dobrze go znam...hm..wydaje się ze bardzo dobrze wiem co znaczy każdy jego gest,co odpowie w danej sytuacji,co lubi czego nie lubi itd.itp wiem chyba wszystko co wiedziec powinnam a może i za dużo wiem nawet kiedy kłamie ma to wypisane na twarzy :? co do instrukcji do mnie jak napisałeś chyba zna ją na pamięć nasz związek trwa 8lat tylko jakoś dziwnie przestał z niej korzystać i nie przesadze pisząc że raczej robi wszystko na odwrót,odpycha mnie od siebie podam przykład:np.gdy chce sie przytulic do niego nie pozwala na to,ciągle mnie krytykuje i chyba nie ma nic w czym byłabym dobra bo "wszystkorobie zle,zaczynam mieć dość już tego wszystkiego... :cry:
mimi1982
Offline

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

Avatar użytkownika
przez Coltrane 26 maja 2008, 16:00
I pewno jest tak, że gdy go o to pytasz, mówi, że się czepiasz. Może ten twój chłop potrzebuje, żebyś w końcu przestała mu się żalić? Wiesz, rozumiesz, chciałby mieć w końcu zdrową i uśmiechniętą, wesołą kobitę? Mówię teraz jak facet, wiem, bo jestem facetem i wiem, czego od kobiety oczekuję. Myślę, że w tak długim związku musi być miejsce również na to, co dzieje się w pierwszym roku znajomości - uwiedź go, kolokwialnie rzecz ujmując. Zastosuj swoje babskie sztuczki: fatałaszki, zalotne spojrzenia lub inne i go uwiedź, nic się nie bój, przecież to twój facet i możesz go uwodzić. Myślę, że gdy on dostanie od ciebie to, czego potrzebuje i jego męskość stanie się potrzebna pod wszelkimi postaciami, to zacznie się tobą na powrót opiekować. I wydaje mi się jeszcze, że musi ponieść pewien trud w tym zdobywaniu ciebie - jak myśliwy ma polowaniu, musi się trochę poskradać, trochę posiłować i wtedy jest twój.
Przepraszam, ale takie właśnie mam przemyślenia po wyjątkowo długim i baletowym weekendzie. Pozdrawiam :mrgreen:
Jezus uzdrawia, serio.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
141
Dołączył(a)
22 paź 2007, 17:29
Lokalizacja
ŁorsoŁ

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez mimi1982 27 maja 2008, 09:08
Coltranenie jest do końca tak jak piszesz ale dużo bym musiała pisać żeby nakreslić Ci całą sytuacje :( dziękuje Ci za odpowiedzi.
Pozdrawiam.
mimi1982
Offline

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

Avatar użytkownika
przez Coltrane 28 maja 2008, 21:30
asiula 82 -proszę bardzo, cieszę się, jeśli choć trochę mogłem ci (wam) pomóc, choć faktycznie, mało danych podałaś ;) Rozmawiałem wczoraj ze swoją psycholożką o moich problemach i ta kobieta zadziwiająco często pytała mnie, czego się boję, skąd bierze się strach, który przeszkadza zadziałać na polu relacji popsutych, nie takich, jakie być powinny. Radziła mi poskromić ten strach i zacząć racjonalnie myśleć i zacząć działać. Faktycznie nie dałaś mi wielu danych, ale zrozumiałem, że twój facet działa destrukcyjnie a ty pokazujesz mu, że ciebie rani. Czy pokazujesz mu także w międzyczasie miłość? To brzmi trywialnie, ale z własnego doświadczenia wiem, że niezwykle trudno to pokazać.
Pozdrawiam
Jezus uzdrawia, serio.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
141
Dołączył(a)
22 paź 2007, 17:29
Lokalizacja
ŁorsoŁ

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

Avatar użytkownika
przez Coltrane 28 maja 2008, 21:34
asiula 82 -proszę bardzo, cieszę się, jeśli choć trochę mogłem ci (wam) pomóc, choć faktycznie, mało danych podałaś ;) Rozmawiałem wczoraj ze swoją psycholożką o moich problemach i ta kobieta zadziwiająco często pytała mnie, czego się boję, skąd bierze się strach, który przeszkadza zadziałać na polu relacji popsutych, nie takich, jakie być powinny. Radziła mi poskromić ten strach i zacząć racjonalnie myśleć i zacząć działać. Faktycznie nie dałaś mi wielu danych, ale zrozumiałem, że twój facet działa destrukcyjnie a ty pokazujesz mu, że ciebie rani. Czy pokazujesz mu także w międzyczasie miłość? To brzmi trywialnie, ale z własnego doświadczenia wiem, że niezwykle trudno to pokazać.
Pozdrawiam
Jezus uzdrawia, serio.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
141
Dołączył(a)
22 paź 2007, 17:29
Lokalizacja
ŁorsoŁ

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

Avatar użytkownika
przez ashley 29 maja 2008, 16:35
Hej! Ja ostatnio uświadomilam sobie, że przyjaźń z moją przyjaciólką robi sie toksyczna a może już jest. Mamy razem fajny klimat, jets zupelnie ok wobec mnie. Ale ona ogolnie jest dziwna i ma często dziwne zachowania które mnie wkurzają na samą myśl że ja moglabym się tak zachowywać i przejąć od niej jakieś glupie maniery które mnie rażą. Poza tym mimo, że dobrze się dogadujemy to jestesmy bardzo inne. Ja jestem ciepla osobą pogodną, do ludzi, ona jest oschla szorstka często w stosunku do innych nie ma taktu i woli się izolować, Zauważylam że dziwaczeję przy niej troche co mnie wkurza bo bardzo dlugo pracowalam nad sobą i na sama myśl, że teraz przez ta przyjaźń z nia moglabym zacząć się choćby w malym stopniu do niej upodabniać trafia mnie...A wyraźnie czuję że to mnie coraz bardziej męczy. Hym dodam że mam wspanialą paczkę z którą moglabym trzymać i zawiązać mocniejsze wiezi. Oni są tacy jak ja towarzyscy pogodni ciepli, a ona przyznam ze się wyróżnia tym swoim wlaśnie nietypowym sytylem. I na pewno nie zamierzam z nią zerwać kontaktów, ale chyba wolę swo czas spędzać z nimi. Hym wiem jedno wolę skończyć tą ptrzyjaźń niż potem miec przez to problemy sama z sobą. Co o tym myślicie?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
786
Dołączył(a)
06 lut 2007, 18:04

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

Avatar użytkownika
przez Coltrane 30 maja 2008, 00:19
Cześć ashley. Czy rozmawiałaś z tą przyjaciólką o tym problemie? Pytam, bo wiem, że to trudne albo nawet bardzo trudne - porozmawiać z kimś bliskim o ważnej i jednocześnie drażliwej sprawie. Mam w tej chwili duży strach przed rozmową z moim bratem, osobą bardzo mi bliską iwierz mi, chciałbym, żeby rozmowę tę przeprowadził ktoś inny. Moja psycholog mówi, że problemy same się nie rozwiązują, tylko ja muszę je rozwiązać. Ale nie jestem sam - jest także ta druga osoba, ona też ma problem i dlatego należy rozmawiać. Albo się to rozpadnie na kawałki albo jakoś się zmieni i przetrwa. Pytanie jest takie: czy chcesz zmiany? Jeśli chcesz, to zmieniaj, bo zdrowi ludzie zmieniają to, co chcą zmienić. Pozdrawiam.
Jezus uzdrawia, serio.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
141
Dołączył(a)
22 paź 2007, 17:29
Lokalizacja
ŁorsoŁ

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

Avatar użytkownika
przez ashley 30 maja 2008, 22:32
Dzięki;) tak ja wiem że musi się to zmienić. Nie chcę tego kończyć, ale nie mogę z nia spędzać tyle czasu co zawsze, wręcz muszę się przerzucić do mojej paczki(tez moi przyjaciele) dla wlasnego dobra. Już zresztą zmiany się zaczęly i nieżle to wygląda jak narazie. A rozmowa jest potrzebna ale już raz gadalysmy więc jak coś zacznie to wtedy tez powiem o co mi chodzi.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
786
Dołączył(a)
06 lut 2007, 18:04

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez anoniomowa 31 maja 2008, 23:59
Poczytałam troszke Wasze posty i postanowiłam też coś napisać. Nie przeżywam depresji (chyba), ale jest mi ciężko i właściwie to ocena zupełnie obcych,obiektywnych osób byłaby wskazana. Może bardziej przekona mnie,że dobrze robie.. Byłam w związku, który trwał 3,5 roku. To długo, zważywszy na to, że w tym roku skończe dopiero 20lat. Ten chłopak był/jest moją pierwszą miłością. Zawsze wydawało mi się,że jestem na tyle rozsądna, że rozumiem, że w tym wieku nie jestem w stanie stworzyć związku na całe życie i wcześniej czy później to się rozpadnie. Ale wyobrażałam sobie, że nastąpi to w wyniku naszej wspólnej decyzji, że poczujemy, że po prostu coś się wypaliło i rozstaniemy się w przyjaźni. Niestety rozstanie przebiegło w innej atmosferze. Minęło 2 miesiące odkąd nie jesteśmy razem. Rozstaliśmy się, bo chłopak ten był notorycznym kłamcą. Nie sądze, żeby mnie zdradzał, ale te kłamstwa były chyba gorsze niż zdrada. Właściwie okłamywał mnie od ok.2 lat. Całe mijanie się z prawdą polegało na tym, że mówił, że idzie do domu, a tak naprawdę wychodził do klubów. Nie jestem nietolerancyjna i niewiadomo jak zazdrosna. Szczerze mówiąc, uważam siebie za osobę bardzo wyrozumiałą. Niestety, on tego nie doceniał. Przez te 3,5 roku były może ze 3 przypadki kiedy szczerze powiedział, że idzie na impreze i naprawdę nie kończyło sie to żadną awanturą. Wręcz przeciwnie. Ale on wolał sobie wmawiać, że dla mojego dobra lepiej będzie, jesli nie będe wiedzieć o tych wszystkich imprezach, bo po co mam sie stresować. On jest dość dziwnym człowiekiem. Nigdy nie chciał, żebym ja istniała w jego życiu towarzyskim. Wręcz mówił, że on nie potrzebuje innych ludzi i że woli mnie mieć tylko dla siebie. I wszystko było pięknie do momentu kiedy nie dowiedziałam się, że mój ukochany utrzymywał taką wersje tylko dla mnie. Nie potrafił nigdy połączyć mnie i reszty świata. Nawet nie próbował. Nasze wspólne imprezy zawsze kończyły się awanturą, bo on był chorobliwie zazdrosny. Nawet kiedy siedziałam z nim i nie tańczyłam, on o coś się przyczepił. Wmawiałam sobie, że ta zazdrość to oznaka miłości. Nie moge jednoznacznie powiedzieć, że to był nieszczęśliwy związek. Wiele razem przeżyliśmy i naprawdę czułam się kochana i kochałam. Ale sytuacja wymknęła sie spod kontroli. Wieczne przyrzekania poprawy, bezwzględnej szczerości itp. nie przynosiły żadnych skutków. Aż w końcu doszło do sytuacji, która przeważyła o wszystkim. Postanowiłam sie z nim rozstać. I na początku radziłam sobie świetnie. Ale pojawił sie kryzys. On zaczął pisać, dzwonić,błagać.. I zmiękłam. Zeszliśmy się na krótki okres. To był cudowny czas. Naprawdę uwierzyłam, że tym razem się uda. Widziałam jak sie stara i byłam pewna, że tym razem zrozumiał. Ale niestety, oboje mamy impulsywne i silne charaktery. Doszło do głupiej sytuacji, która skończyła się kolejnym rozstaniem. Nie mogłam sobie poradzić. Próbowałam coś naprawić, ale jego duma była zbyt silna i nie chciał. Zawzięłam się i jakos się uporałam z tym cierpieniem i poczuciem winy. Ale on zaczął znów błagać,prosić. Nie chciałam z nim więcej być. Nie odbierałam jego telefonów, nie odpisywałam na smsy. Aż któregoś dnia dostaje od niego wiadomość, że uzależnił się od hazardu. Potraktowałam to jako kolejną bajeczke, ponieważ już zdarzały mu się podobne historie dzięki którym brał mnie na litość. Czasem naprawdę chciałam odejść, ale on robił takie rzeczy, że bałam się, żeby nie zrobił sobie krzywdy. No i wymyślił tą historie z hazardem. Pisał, że tylko ja moge mu pomóc, że tylko ze mną da radę się z tym uporać. Czułam sie silna i pisałam mu, że jedyne co moge dla niego zrobić, to znaleźć mu lekarza, umówić na wizyte z psychologiem czy coś takiego. Po prostu mu nie wierzyłam. Dopóki nie przyjechał, nie dał mi kilku pamiątek i nie powiedział, że na drugi dzień wyjeżdża na odwyk 400km od mojego miasta. Wtedy naprawdę sie przestraszyłam. I szczerze mówiąc, kiedy przebywał na tym "odwyku" dałam mu do zrozumienia, że kiedy wróci, będzie mógł liczyć na moją pomoc. Ale ten "odwyk" dziwnie pokrył się z długim majowym weekendem i trwał dosłownie 5 dni. Poskładałam kilka faktów do kupy i doszłam do wniosku, że to jedna wielka ściema, a ja znowu dałam się nabrać. Zaczęłam sie z kimś spotykać, ale nie potrafiłam się zdobyć nawet na pocałunek. Mój były pisał, dzwonił błagał, a ja nic. Czułam sie tak oszukana, że nie potrafiłam przestać o tym myśleć. W końcu troszke odpuścił. I już myślałam,że sytuacja sie uspokoiła. Niestety w między czasie miałam drobnym wypadek samochodowym w centrum miasta i pech chciał, że kiedy rozmawiałam z policją, on akurat przejeżdżał. Zatrzymał się i zaczął iść w moją stronę, ale kiedy zobaczył, że go zauważyłam, cofnął się i odjechał. To był cios poniżej pasa. Po 3,5 roku on nawet nie zapytał, czy jestem cała. Do każdego by podszedł, tylko nie do dziewczyny, którą rzekomo ciągle kocha. Później wydzwaniał do mnie i do mojej siostry, ale nie odbierałam. Uznałam, że to nie jego sprawa. Ale spotkałam go raz, drugi w klubie. Udawaliśmy jakbyśmy się w ogóle nie znali. Wiem, że to dziecinne, ale tak było łatwiej. Aż w czwartek znowu się spotkaliśmy i tym razem powiedzieliśmy sobie symboliczne cześć. I od czwartku nie daje rady. Ciągle płacze i mam wątpliwości, czy potrafie sobie z tą sytuacją poradzić. On mi pisze, że ciągle mnie kocha, że śnie mu się po nocach, że bardzo za mną tęskni itp. To tworzy taki mętlik w mojej głowie, że właściwie to zastanawiam się, czy bardziej go nienawidze czy bardziej pragne, żeby był ze mną. Minęło dwa miesiące. I dużo i mało. Za mało, żeby on zdążył się zmienić, ale i bardzo długo juz wytrzymałam. Nie wiem, czy przemawia przeze mnie przezwyczajenie czy bardziej miłość. Próbowałam spotykać się z innymi,bo wiem, że na starą miłość najlepsza jest nowa, ale odrzuca mnie od nich. Usłyszałam nawet, że każdego do siebie zniechęcam. Wiem, że mój problem nie jest niewiadomo jak poważny, ale zastanawiam się co z tym zrobić. Chciałabym zacząć normalnie funkcjonować, ale mi sie nie udaje.. Jeśli ktoś dotrwał do końca tego postu, to mam nadzieje, że znajdzie chwile, że mi odpowiedzieć,co o tym szczerze myśli. Pozdrawiam.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
31 maja 2008, 23:21

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do