boję się.....miłości

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 22 lut 2008, 14:05
Trudno Cię zrozumieć Neuroticus, zaczynasz wierzyć w poglądy głoszone przez Ananda, a później dziwisz się, że nie dostrzegasz innej opcji ??? :shock:

Neuroticus napisał(a): jak nie jesteś pięknym

Piękno jest zawsze w oku patrzącego ;)

Pewność siebie (śmiałość) jest potrzebna. Jednak przy odpowiednim wybraniu momentu do zagadania (gdy panna jest sama), wtedy trzeba jej mniej, niż gdy trzeba "wydłubać" pannę z tłumu chichoczących koleżanek.

A już największym dla mnie mitem (mimo, że jestem facetem) są kompleksy dotyczące wielkości członków. Wielki niby znaczy lepszy ??? :shock: "Wielkość" jest tutaj względna - kobiety również nie mają zunifikowanej głębokości pochwy. A jeśli do tego dodać pozycje, które zmieniają głębokości penetracji, to już zupełnie "wielkość" jest niemal bez znaczenia dla jakości stosunków ;)

Mój portfel jest gruby, ale jest taki niezależnie od tego, ile jest w nim kasy (za dużo w nim noszę dokumentów :D ), a i tak z jego względu nie jestem oblepiony kobietami. :lol: Poza tym gdybyś miał nawet wagon banknotów, to wtedy byś się zastanawiał, czy babka jest z Tobą dla Twojej kasy, czy dla Ciebie. :roll:
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 22 lut 2008, 14:13
Skoro taki jest świat otaczający Cię, sprawdź, czy "za zakrętem" świat nie wygląda inaczej ;)
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

przez Pstryk 22 lut 2008, 19:00
God's Top 10 napisał(a):bethi, mam nadzieję, że to tylko makabryczny żart Shocked Laughing

No BAAAAA, patykiem bym nie tkła :lol: :lol: :lol:

Neuroticus, to moje ostatnie słowa do Ciebie - bo zbytnio mnie denerwujesz swoim użalaniem się nad sobą - zapamiętaj proszę własne słowa:
Neuroticus napisał(a):Wydaje mi się,

...
Pstryk
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Pstryk 22 lut 2008, 23:35
To ma być zabawne :shock:
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez groza 24 lut 2008, 14:16
Neuroticus, hoho ("... i butelka rumu"). Tak samo i anand ---> jeśli się na czymś zafiksujesz, czyli tu, w tym przypadku, na dostrzeganiu, jak perfidni ludzie was otaczaja, to na każdym kroku znajdziecie dowody na to!

I teraz: świat wcale nie jest ch*jowy, wcale nie jest na nim większość ludzi, którzy kombinują, jakby tu kogos wykorzystać, wcale nie jest przepełniony egoistami, cwaniakami, czy naprawdę warto wpadać w takie skrajne wnioski?

Kiedy ktoś powie "świat jest wspaniały normalnie!!!" to się będzieta z takiego śmiać, jaki to człek jest niedoświadczony.

Ale za tym idzie i to: jeśli ktoś powie "świat jest ch*jowy jak jasny gwint!!!" to też za mądre gadanie nie jest, ja wam powiem. Tez to jest gadanie przejaskrawione.

Powiem wam tak: czy tak jest fajnie gadać jak większość? Teraz to każden jeden głupi potrafi krzyknąć to, ze jak to jest do bani. Gdzie się nie oglądnę, to każden takie proste wnioski wysnuwa. W gazetach to każden pierwszy lepszy pisze, jak to jest źle. Tak samo nie mam zbyt dobrego zdania o pisarzach, którzy tylko do takich banalnych (wg mnie) wniosków dochodzą w swoich dziełach.

Ano chodzi mi o to: by powiedzieć jak to jest źle, nie trzeba wcale głęboko pomysleć. Czy ja mówię jakieś farmazony? To wam to udowodnię: poprzechodźcie się po byle domu i posłuchajcie co ludzie gadają. tak, wiem, co mi powiecie: życie ich doświadczyło, to tak mówią teraz. Ale chodzi mi o to: taki wniosek, że jest źle, to mądrym do tego to nie trzeba być, by na niego wpaść.

I tak: czy was tylko złe jednostki otaczają? Czy też po prostu ŁATWIEJ jest stwierdzić jak to jest źle i wpaść w rozżalenie nad tym 'faktem'? Że jest źle, to wam powie i 15-latek i 90-latek. Wszyscy z wielką łatwością wpadają w malkontenctwo. Wyzwaniem jest więc stwierdzić, że jest po prostu rożnie. Raz jest do bani i pewni ludzie w istocie są o kant potłuc. Ale są i osoby, co są ciekawe, inspirujące i wcale nie takie złe, hje.

Wniosek "nikomu nie można ufać" jest wg mnie po prostu za prosty, by se nim zawracać głowę. Każdy może na niego wpaść, bez żadnego głębszego pomyślunku nad faktami. Rozumiecie o co mi chodzi? Wejdźcie na jakiś blog, co tam zobaczycie? Posłuchajcie dowolnej osoby, co usłyszycie? Czy ja obwiniam ludzi o brak myślenia? NIE. Obwiniam ich o brak oryginalności raczej.

Możeta mnie brać za idealistkę, ale wg mnie właśnie na tym polega realizm: na tym by dostrzec i takie fakty i takie. na jednych można liczyć, na innych nie. A na niektórych można liczyć, tylko trzeba takich ludzi otworzyć, by ci zaufali.

Środowisko, wychowanie uczy tego, by nie ufać. Wcale więc mnie to nie dziwi, że sąsiad sąsiadowi nie ufa i tym podobne. Jest to normalne i zdroworozsądkowe. Ale jeśli ktoś dorabia do tego filozofię i twierdzi, że to prawda objawiona, że nikomu nie idzie ufać - to takiej osobie powiem "niby masz jakąś tam rację, ale krzty oryginalności w takim postawieniu spraw nie ma".

Hje, nie pisze tego, by was obrażać, tylko np żeby z wami w dyskusję wejść (szlag, wiem, że na to nie wygląda :D ). Po prostu widzę, że wy umiecie myśleć, ale w tym akurat temacie przesadą jest takie stwierdzenie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
113
Dołączył(a)
30 lis 2007, 21:07

Avatar użytkownika
przez luthien 24 lut 2008, 22:43
......... napisał(a):Nie wiem czy mam tyle siły, ażeby wyjść za zakręt...


Chciałabym ucieć, ale nie mam siły, żeby wyjść za zakręt.

........... napisał(a):Wydaje mi się, że nie nadaję się do tego świata...


Nie tylko tobie się tak wydaje. Ale niestety nie można wybrać sobie świata, w którym zostajemy poczęci i się rodzimy.

Ja też się obawiam odrzucenia i dlatego często sama odpycham innych. Nawet jeżeli mi na kimś zależy potrafię go skutecznie zniechęcić, bo strach przed odrzuceniem jest większy niż strach przed samotnością.
Ostatnio edytowano 10 wrz 2010, 00:54 przez GreenEye, łącznie edytowano 1 raz
Powód: Usunięcie nicku z cytowanego postu na prośbę użytkownika.
dziś mogę wreszcie to powiedzieć: patrzę z nadzieją w przyszłość...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
506
Dołączył(a)
08 paź 2007, 11:51

lęk przed miłością

przez chraps 26 lut 2008, 12:56
Czy jest cos takiego możliwe? Jestem z moja dziewczyn ajakes 4 lata..a raczej byłem... zaraz dojde do tego. Zawsze było dobrze, wiem ze ja kocham, kiedy były czasy gdy czulem zimno do niej moja milosc narastala, byłem pewien wszystkiego. Natomiast gdy moja dawala mi duzo ciepla, milosci, duzo cieplych slow, esemesow typu kocham Cie to czasami mnie dopadaly leki ze jej nie kocham, ze za slabo ja kocham, w kazdym moim czynie dopatrywalem się dowodow na to... na przykład jak chcialem się z kumplem spotkac to czulem się ze to może ja skrzywdzic..to ze nie napisalem esemesa, to ze się nie odezwalem..czasami wpadalem paranoje ... i wydawalo mi się ze wszedzie slysze ze jej nie kocham..ale na poczatku szybko mijaly te mysli...natomiast 2 lata temu w takim stopniu się to nasililo ze przez dwa tygonie czulem się jak gowno...ze ja oszukuje, caly czas miałem zawiasy... wiec poradzilem się qmpla i doradzil mi zebym pogadal z nia o tym i zrobil sobie troche przerwy... wiec zrobilem to a reakcja była tak aze dziewczyna mi calkowicie zarzucila brak milosci i nie chciala się ze mna widywac powtarzajac ze mnie już nie kocha...po paru miesiacach jednak wrocila do mnie..... było w porzadku J...spotykalismy się co jakis czas znajdujac tez czas dla swoich znajomych nie czulem się nigdy lepiej ..az w koncu znowu mnie to napadło (1,5 miesiaca temu).. zaczalem sie dziwnie czuc, a im wiecej o tym myslalem tym mniej wiedzialem...to stalo się moja obsesja, nie potrafilem logicznie myslec, w szkole akurat sesja, a w mojej glowie nic wiecej tylko ona, i ciagle myslenie co się ze mna dzieje, hustawka nastrojow, czasami mi sie wydawalo ze znowu się zakochuje, szybko pedzilem do niej i przytulilem się.. ale gdy się obudzilem się nastepnego poranka...pelna schiza...a co tu chodzi...milion mysli w glowie... prawie nie jadlem, ledwo spalem...powiedzialem jej o tym....no to ograniczala z mowieniem mi o swoich uczuciach do mnie..ale i to nie pomagalo.. bo wtedy już się balem nawet z nia spotkac... opisywalem jej mój stan i mowila miz e mam nerwice, tlumaczylem sobie ze to wlasnie wina tej nerwicy,, ze dalej ja kocham tylko glupio mysle... ale to nie chcialo się skonczyc
... musialem duzo rzeczy do szkoly zrobic, ale „przez” nia nie potrafilem się skupic...czasami się poddawalem i powiedzialem sobie ze jej nie kocham i ze nie chce z nia być...chcialem zalozyc najgorsze...na krotko mete wydawalo mi się ze to było to ale na drugi dzien znowu to samo... „to nie o to chodzi”..zaczalem swirowac, naprawde balem się z nia spotkac...w kopncu powiedzialem jej ze chce troche odpoczac, pozbierac mysli....efekt jest taki ze nie jestesmy już razem a ja się boje cos zdzialac by ja odzyskac ale z drugiej strony straszliwie soe bije ze się to powtorzy....wydaje mi się ze nie radze sobie już z niczym, byłem u psychiatry dostalem tabletki cloaxil - nie zamulajace...biore od tygodnia..jakas poprawa jest ale wracaja do mnie stany lekowe, które wywoluje u mnie szkola (pisze prace magisterska) i niestety moja „była” ( w momcnecie gdy gadamy o „nas”) ;(;(
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
25 lut 2008, 09:57

przez Pstryk 05 mar 2008, 22:09
Cześć chraps, przede wszystkim witam Cię na Forum.

Wnioskuję, że cierpisz na zaburzenia typu natręctwa. To leczy się nie tylko poprzez farmaceutykę ale także poprzez psychoterapię. Znam osoby z nerwicą natręctw, którym terapia (szczególnie grupowa) bardzo pomogła. Myślę, że warto porozmawiać o tym, co czujesz i poszukać przyczyny. I właśnie nad nią się zastanawiam. Masz jakieś pomysły :?:

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 8:34 pm ]
Im bardziej przywiązuję się do kogoś tym większy odczuwam lęk i tym pewniejsza jestem, że nie chcę kochać - już nigdy nikogo, nawet siebie nie muszę, chcę być wolna od tego dręczącego uczucia. Nie chce kochać, ale jak wytłumaczyć to komuś, kto mnie pokochał, jest dla mnie dobry, ba, kochany - ale kiedyś przestanie mu wystarczać moje 'lubię Cię' :?
Pstryk
Offline

Re: boję się.....miłości

przez jakkolwiek 05 cze 2008, 03:00
Osobowość symbiotyczna - polecam lekturę. Sama obecnie rozważam.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
29 mar 2008, 20:04

Re: boję się.....miłości

Avatar użytkownika
przez mOniSia 06 cze 2008, 16:07
Dużo osób boi się zaangażowania, rozstania, stadiów rozwoju miłość, utraty (w pewnym sensie) niezależności... Tym bardziej, jeżeli przez długi czas było się singlem lub jeżeli po prostu ktoś zawiódł się na miłości, na ukochanej osobie. Myślę jednak, iż warto spróbować (oczywiście, jeżeli czuje się "coś więcej" do owego chłopaka/dziewczyny), bo bez ryzyka nie ma wygranej. A miłość to najpiękniejsze uczucie, więc naprawdę warto :)
"Nigdy nie dostrzegamy skarbów, które mamy tuż przed oczyma"
Aby uwierzyć w drugiego człowieka, należy najpierw uwierzyć w siebie. Żyć w harmonii ze światem widzialnym i niewidzialnym. Odnaleźć prawdziwe oblicze Boga.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
20 maja 2008, 13:18

Re: boję się.....miłości

przez Paranoja 14 lis 2009, 12:53
no wlasnie, ja nie boje sie milosci tylko kolejnego odrzucenia, dlatego unikam facetow, nie wchodze w zwiazki.
Paranoja
Offline

Re: boję się.....miłości

przez pk-pk 14 lis 2009, 13:44
Paranoja napisał(a):no wlasnie, ja nie boje sie milosci tylko kolejnego odrzucenia, dlatego unikam facetow, nie wchodze w zwiazki.


A dlaczego mialby Cie ktos odrzucic? Czy aby jestes az tak zlosliwa ;) .

[Dodane po edycji:]

Wiesz, dlugo dosc zastanawialem sie nad Twoja wypowowiedzia i ciekawie brzmi szczegolnie fragment nie boje sie milosci tylko kolejnego odrzucenia czyli tak to sobie interpretuje ze z jednej strony strasznie Ci zalezy na kims, kto by cie obdarzyl uczuciem i zaakceptowal taka jaka jestes a z drugiej strony wahasz sie bo boisz sie ze skoro jestes jaka jestes spowoduje, ze ten ktos nie bedzie chcial z Toba byc. Ale nie bede ciagnal za jezyk, bo wiem, ze tego typu sprzecznosci trzeba pokonywac samemu praca nad soba. Ja ze swojej strony dodam, ze do niedawna miewalem niejako podobnie ale jakos ,,wyluzowalem", w koncu ma sie tylko jedno zycie i nie ma sie co szczypac i zadreczac tylko pokochac takim jakim sie jest i zmieniac to, co moze byc niewygodne i blokujace. Mysle, ze sporo ludzi ma z tym problem bo ja to samo obserwuje, kiedy spotykam rozne osoby obu plci i ich relacje.
Offline
Posty
64
Dołączył(a)
29 paź 2009, 19:30

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości

Przeskocz do