jak zrozumieć mężczyzn

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

przez Pstryk 14 lut 2008, 21:39
kincit, dziękuję za te słowa - tak jakby mnie uspokoiły. Mój problem jednak wynika nie z podejścia do mężczyzn, a z mojego podejścia do Nich - podejścia emocjonalnego - w moim życiu występują tylko dwa rodzaje związków z mężczyznami: albo przyjaciel albo partner. Staram się przełamać tą barierę ale właściwie to już brakuje mi pomysłów :?
Pstryk
Offline

przez kincit 14 lut 2008, 21:53
bethi napisał(a):kincit, dziękuję za te słowa - tak jakby mnie uspokoiły. Mój problem jednak wynika nie z podejścia do mężczyzn, a z mojego podejścia do Nich - podejścia emocjonalnego - w moim życiu występują tylko dwa rodzaje związków z mężczyznami: albo przyjaciel albo partner. Staram się przełamać tą barierę ale właściwie to już brakuje mi pomysłów :?


Bethi miewam podobny problem i też tak jak Ty zdarza mi się bardzo często traktować mężczyzn albo jako przyjaciół albo jako partnerów, ale sądzę, że to zależy wszystko od tego jak mężczyxni zachowują się w stosunku do kobiet. Bardzo często ich gry powodują, że sami nie potrafią się określić, zdefiniować i wtedy zaczyna się gra, powstają problemy. Dlatego też rzuciłam pomysł, byś przyjrzała się w relacjach z nimi uważniej temu, JAK się faktycznie ZACHOWUJĄ WOBEC Ciebie? Jeśli jako przyjaciele, traktuj ich jak przyjaciół, jeśli jako partnerzy, niech dadzą temu wyraz w słowach i czynach - wtedy można wejść głebiej. Zdaję sobie sprawe z emocji toteż tym bardziej warto uważac na siebie, by się niepotrzebnie ranić.
"Często zauważałem tę wadę, iż zamiast starać się poznać drugiego, wysilamy się tylko, aby dać poznać siebie" (M. Montaigne)
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
08 lut 2008, 21:45

przez Pstryk 14 lut 2008, 22:02
Ok, rozumie, że to da mi poczucie bezpieczeństwa i pozwoli nie angażować się, jednak czy mogłabyś uściślić co według Ciebie oznacza "dać wyraz w słowach i czynach"? Właśnie tutaj mam największy problem. Albo daję się nabrać albo jestem zbyt podejrzliwa. Suma sumarum wychodzi negatywnie i stąd tak ogromny dysonans we mnie jeśli chodzi o zaufanie. Myślę, że wielu z Nas ma z tym problem. Z powodu złych doświadczeń wszystko przybiera takich rozmiarów, że gdy dochodzi do prostych kontaktów towarzyskich zaczynamy szaleć ze strachu, czy nie zainwestujemy ponownie błędnie swoich uczuć (właściwie bez względu na to, czy chodzi o przyjaciela czy partnera) i tak w kółko - aż zatracimy się zupełnie...
Pstryk
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez kincit 14 lut 2008, 22:15
bethi napisał(a):Ok, rozumie, że to da mi poczucie bezpieczeństwa i pozwoli nie angażować się, jednak czy mogłabyś uściślić co według Ciebie oznacza "dać wyraz w słowach i czynach"? Właśnie tutaj mam największy problem. Albo daję się nabrać albo jestem zbyt podejrzliwa. Suma sumarum wychodzi negatywnie i stąd tak ogromny dysonans we mnie jeśli chodzi o zaufanie. Myślę, że wielu z Nas ma z tym problem. Z powodu złych doświadczeń wszystko przybiera takich rozmiarów, że gdy dochodzi do prostych kontaktów towarzyskich zaczynamy szaleć ze strachu, czy nie zainwestujemy ponownie błędnie swoich uczuć (właściwie bez względu na to, czy chodzi o przyjaciela czy partnera) i tak w kółko - aż zatracimy się zupełnie...


Wiesz z tą podejrzliwością i nabraniem się zawsze jest jakiś problem. To jest ten wewnętrzny lęk, który będzie towarzyszył Ci często, toteż najlepiej nie robić niczego pochopnie. Działąć w zgodzie ze sobą, ale jednocześnie nie poddawać się złym emocjom, które wywołują lęk lub podejrzliwość. Dawać siebie, ale w takim stopniu w jakim czujesz, że jesteś bezpieczna, wciąż zachowac pewną część siebie tylko dla siebie, by nie zlać się zupełnie z partnerem i pozostac w jakimś stopniu niezależną. Hmmm...., jak rozumiem to, że pownien dac wyraz w słowach i czynach? Powinno to iść w parze i musi być w tym zgodność. Słowa potwierdzają sie w czynach, a czyny w słowach. Inaczej sobie tego nie wyobrażam. A jeśli tego brak, coś by mnie tutaj zastanowiło.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 10:12 pm ]
Bethi i naszła mnie jeszcze jedna refleksja: abyś mogła sprawdzić czy warto wchodzić głebiej w relacje z mężczyznami, warto poobserwować, jak mężczyzna reaguje w miarę poznawania Ciebie - zakładając wczesniej, że już ta chęć się pojawiła. Zauroczenia mają do siebie to, iż druga strona postrzega nas zawsze w superlatywach, a warto jednak zobaczyć i nie obawiać się tego, jak zacznie reagować, gdy dostrzeże we mnie i negatywne cechy. Jeśli te negatywne cechy nie zdecydują o wycofaniu mężczyzny - warto pójść dalej. Ja czasami trochę prowokuję, ale w minimalnym stopniu, by upewnić się do intencji "zainteresowanego" mężczyzny. Jeśli to zainteresowanie nie mija, hmmm..., ide dalej i nadal mu się przyglądam, zapraszając go jednoczesnie do wspólnego dialogu.
"Często zauważałem tę wadę, iż zamiast starać się poznać drugiego, wysilamy się tylko, aby dać poznać siebie" (M. Montaigne)
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
08 lut 2008, 21:45

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 15 lut 2008, 00:28
bethi napisał(a):uważają, że kobieta należy im się z urzędu, nie interesują się nią bardziej, niż to absolutnie koniecznie...

Trudno się z tym nie zgodzić. to chyba taka pochodna słynnego i niemal mitycznego u mężczyzn "instynktu zdobywcy" - "kobieta zdobywana jest cenniejszą, niż kobieta zdobyta". Ale jest też "druga strona medalu" - kobieta, którą się zdobywa, póki jest zdobywana, stara się, później jako "zdobyta", również spuszcza nieco z tonu.
Wreszcie jest też natura tworząca takiego człowieka (niezależnie od płci), który maksymalne wysiłki może podejmować przez określony czas, a później musi siły zregenerować.
Do czego zmierzam ? Do tego, że klucz w takim życiowym uwodzeniu/zdobywaniu, jak zwykle leży w "złotym środku": jeśli partner/partnerka będzie przesadzać z tym, by być nie do zdobycia, zniechęci partnerkę/partnera. Jeśli zaś będzie zbyt łatwo można kogoś zdobyć, nie będzie cenionym/cenioną. I również domaganie się bycia zdobywaną/zdobywanym nieustannie ponad siły zdobywcy/zdobywczyni, również powstanie zniechęcenie.
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

przez celineczka3 15 lut 2008, 07:47
kincit napisał(a):Być może coś w tym jest, że kobiety wolą chamów, ale czy wolą ich do tego stopnia, aby ułożyć sobie z nimi życie? Nie sądzę.

I ja też sobie tego raczej nie wyobrażam :roll:

kincit napisał(a):Zdecydowanie wolę mężczyn z pewnymi zasadami i klasą o którą dziś trudno.

Dokładnie o to mi chodzi :smile:

człowiek nerwica napisał(a):Cytat:
celineczka3 napisał:
anand22 napisał:
Kobiety wolą takich "chamów" mimo iż marzą o spokojnym, czułym gościu, tylko jak taki się pojawi na ich drodze, to zostaje zakwalifikowany do grupy przyjaciół, a nie do grupy potencjalnych kandydatów na faceta.


Niestety musze przyznać Ci rację, przynajmniej jeśli chodzi o mnie...


Jakby to CN zobaczył to by z krzesła zleciał...

Faktycznie...zleciałem


Szukam, w zwiazku po prostu mężczyzny który bedzie stal twardo na ziemii, nie rozczulal sie za bardzo nad zyciem(wystarczy ze ja sie rozczulam:P:P)OCzywiscie znowu bez przesady>>empatia jak najbardziej wskazana ale wszystko ma swoje granice wytrzymalosci. I to mialam na mysli mowiac ze mam słabosc do ''chamów'',chociaz jak sie zastanowic to moze to za ostre sformułowanie w moim przypadku:P:P:P
celineczka3
Offline

Avatar użytkownika
przez pyzia1 15 lut 2008, 12:47
niektórzy traktują kobiety jak przedmiot codziennego użytku - przedmiot, a więc rzecz bez uczuć po który się sięgają gdy mają taką ochotę....
Wiecie, osobiście wolę aby facet mnie przeleciał i żeby było oczywiste, że chodzi wyłącznie o sex. Robi się ciężko w momencie, gdy po okresie zauroczenia, gdy robi się wszystko dla tej drugiej strony (na początku związku) człowiek czuje się wykorzystany i wściekły na siebie bo zaczął się angażować...


Myślę, że wielu z Nas ma z tym problem. Z powodu złych doświadczeń wszystko przybiera takich rozmiarów, że gdy dochodzi do prostych kontaktów towarzyskich zaczynamy szaleć ze strachu, czy nie zainwestujemy ponownie błędnie swoich uczuć (właściwie bez względu na to, czy chodzi o przyjaciela czy partnera) i tak w kółko - aż zatracimy się zupełnie...


To niesamowite bethi jak potrafisz ubrać w słowa dokładnie to, co i ja czuję. Czy jest z takiej sytuacji wyjście? No nie wiem...Jeśli jest się z kimś w związku przez długi czas to nie da się zachować dystansu do tej drugiej osoby. Chyba, że się jej nie kocha ale po co wtedy z nią być? Zawsze w czasie trwania związku w prędzej czy później przychodzi taki moment, gdy trzeba uświadomić sobie, że ta osoba, ta najbliższa sercem i duszą nie jest wcale taka bliska, to właśnie ten moment, gdy stajemy się dla niej właśnie "przedmiotem codziennego użytku". Ciężko się z tym pogodzić.
Wszelkie przywiązanie jest koniec końców źródłem bólu.Szczęśliwi,którzy obywają się bez niego.Samotny nie opłakuje nikogo,nikt też nie płacze nad nim.Niech ten,kto nie chce cierpieć,kto czuje trwogę przed zgryzotą,uwalnia się od ludzi.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
745
Dołączył(a)
15 paź 2007, 10:28

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 15 lut 2008, 13:21
celineczko3, widzę, że Twoje oczekiwania co do partnera ewoluują. Sądzę, że to dobrze, bo wczesniej były nieco sprzeczne ze sobą. "Cham" ze swoje definicji nie dba o to, co czuja inni, dba tylko o siebie, zatem trudno oczekiwać od niego empatii ;)

pyzia1 napisał(a):Zawsze w czasie trwania związku w prędzej czy później przychodzi taki moment, gdy trzeba uświadomić sobie, że ta osoba, ta najbliższa sercem i duszą nie jest wcale taka bliska, to właśnie ten moment, gdy stajemy się dla niej właśnie "przedmiotem codziennego użytku". Ciężko się z tym pogodzić.

Brzmi to jak opis rozczarowania. Tak bywa, gdy po czasie wychodzą na jaw mniejsze lub większe wady ukochanego człowieka, pojawia się pewien zawód, rozczarowanie. Wtedy nie trudno o to, by przestać się starać, a gdy jedna "połowa związku" przestaje, druga również może przestać z czasem :?
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Avatar użytkownika
przez pyzia1 15 lut 2008, 14:09
God's Top 10 napisał(a):Brzmi to jak opis rozczarowania. Tak bywa, gdy po czasie wychodzą na jaw mniejsze lub większe wady ukochanego człowieka, pojawia się pewien zawód, rozczarowanie. Wtedy nie trudno o to, by przestać się starać, a gdy jedna "połowa związku" przestaje, druga również może przestać z czasem :?

Racja, to rozczarowanie ale chyba życiem wogóle. Nie chodzi tu o wady, po trzech latach wspólnego mieszkania zna się je już jak własne. Chodzi wciąż o tą cholerną naiwność. I zbyt duże oczekiwania, nie wiem właściwie skąd je wytrzasnęłam, chyba z durnych komedii o miłości dla małolatów :roll:
Wszelkie przywiązanie jest koniec końców źródłem bólu.Szczęśliwi,którzy obywają się bez niego.Samotny nie opłakuje nikogo,nikt też nie płacze nad nim.Niech ten,kto nie chce cierpieć,kto czuje trwogę przed zgryzotą,uwalnia się od ludzi.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
745
Dołączył(a)
15 paź 2007, 10:28

przez celineczka3 15 lut 2008, 15:42
God's Top 10 napisał(a):celineczko3, widzę, że Twoje oczekiwania co do partnera ewoluują. Sądzę, że to dobrze, bo wczesniej były nieco sprzeczne ze sobą. "Cham" ze swoje definicji nie dba o to, co czuja inni, dba tylko o siebie, zatem trudno oczekiwać od niego empatii

Oj tak... ewoluują, przyznaję-to było zbyt mocne sformułowanie :P
celineczka3
Offline

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 15 lut 2008, 17:04
pyzia1 napisał(a):Chodzi wciąż o tą cholerną naiwność. I zbyt duże oczekiwania, nie wiem właściwie skąd je wytrzasnęłam, chyba z durnych komedii o miłości dla małolatów

Jak to ktoś kiedyś powiedział (a ja powtarzam :lol: ): filmy o miłości kończą się tam, gdzie zaczyna się prawdziwe życie dwojga ludzi. I wiele w tym prawdy, mamieni jesteśmy cudownością miłości przez komedie romantyczne, na których widać najczęściej mnóstwo perypetii, które utrudniają zakochanym dotarcie do siebie. Ale i tak do siebie dotrą i "będą żyli długo i szczęśliwie"... :? Za to te filmy nie pokazują jak żmudną pracą jest dbanie o związek przez obie strony. :roll:
Nie lepiej oczekiwać nie więcej niż tyle, ile samemu jest się gotowym/gotową dać z siebie ?

----------
Zagubiony148 wcześniej napisał(a):Jakby to CN zobaczył to by z krzesła zleciał...

Dobra, przyznam się po fakcie, najwyżej będzie kupa śmiechu. CN rozszyfrowałem jako... Chuck Norris :lol: :lol: :lol:
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

przez celineczka3 15 lut 2008, 18:41
God's Top 10 napisał(a):Jak to ktoś kiedyś powiedział (a ja powtarzam ): filmy o miłości kończą się tam, gdzie zaczyna się prawdziwe życie dwojga ludzi. I wiele w tym prawdy, mamieni jesteśmy cudownością miłości przez komedie romantyczne, na których widać najczęściej mnóstwo perypetii, które utrudniają zakochanym dotarcie do siebie. Ale i tak do siebie dotrą i "będą żyli długo i szczęśliwie"... Za to te filmy nie pokazują jak żmudną pracą jest dbanie o związek przez obie strony.

Święte słowa :smile:


God's Top 10 napisał(a):Zagubiony148 wcześniej napisał:
Jakby to CN zobaczył to by z krzesła zleciał...

Dobra, przyznam się po fakcie, najwyżej będzie kupa śmiechu. CN rozszyfrowałem jako... Chuck Norris



:lol:
celineczka3
Offline

przez Pstryk 17 lut 2008, 16:50
God's Top 10 a mi się wydaję, że pyzia1 jednak miała coś nieco głębszego na myśli. Jak wiesz, ja mam identyczny problem z przekonaniem, że mam zbyt wysokie oczekiwania wobec partnerów. W życiu nie oglądałam tych 'krwawych historii miłosnych' - to dla mnie zbyt okrutna tematyka :lol: . Zatem jak widzisz, przyczyna może tkwić w sposobie oceniania siebie - zbyt surowym. Ja to wiem, a mimo wszystko podążam tym błędnym tropem, ponieważ nie znam innej drogi, natomiast jestem tego świadoma dlatego być może po chwilach załamania potrafię logicznie wyjaśnić takie a nie inne moje postępowanie wobec partnera, jednak nic mnie nie usprawiedliwi wobec czynów, które spowodowane są tym tokiem myślenia, a które niestety doświadcza mój partner. I nie pomaga mi to również w poprawie samopoczucia :? Błędne koło...

kincit, masz świętą rację w związku z okazaniem partnerowi wad. Pójdę dalej - uważam, że to jedyny sposób, aby stworzyć związek oparty nie tylko na przyjemnościach (jak w moim opisie ;)). Szkoda, że tak mało czasu poświęcamy na stworzenie realnego związku a bardziej pędzimy ślepo do szczęścia - takie mamy czasy, a My im ulegamy.

pyziu1 mam wrażenie, że w Twoje małżeństwo wkrada się rutyna. Kochasz męża - wiem to - dlatego nie czekaj, aż on to zauważy - sama podejmij kroki, aby ją przepędzić. Nie pozwól odebrać sobie szczęścia, a powoli to się dzieje, ponieważ zaczynasz negować swoje szczęście :!:
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 17 lut 2008, 20:04
bethi napisał(a):mi się wydaję, że pyzia1 jednak miała coś nieco głębszego na myśli. Jak wiesz, ja mam identyczny problem z przekonaniem, że mam zbyt wysokie oczekiwania wobec partnerów

Całkiem możliwe, że pyzi1 chodziło o coś głębszego, nie jestem anandem, by upierać się, że tylko ja mam rację :lol:
A czy to problem identyczny, nie wiem, nie znam detali ;)
Chyba wiele zależy od sprecyzowania tych "oczekiwań". Czy oczekuje się zbyt wiele od siebie, by jako "proch" sprostać partnerowi/partnerce jawiącemu/jawiącej się jako "ideał" ? Czy też oczekuje się zbyt wiele od partnera/partnerki, by on/a był/a w stanie sprostać "zranionej, nerwicowej duszyczce" ?
Jak by nie było, te oczekiwania wiążą się z rywalizacją, porówywaniem się z partnerem/partnerką - czy ja zasługuję na niego/nią lub czy on/a jest na tyle "doskonały/a", by mnie nie zranić ?
Zapytam przekornie: warto budować takie oczekiwania, by rywalizować/eliminować kogokolwiek, a tym samym negować tą mądrą radę (zacytuję tutaj bethi ;) ):
bethi napisał(a):Nie pozwól odebrać sobie szczęścia, a powoli to się dzieje, ponieważ zaczynasz negować swoje szczęście :!:
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do