Czy zakochanie moze być...chorobą? :/

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

przez A.t.r.u.s.i.a. 05 sty 2008, 21:57
God's Top 10 napisał(a):Czy potwierdzeniem miłości nie może być uśmiech, błysk w oku ukochanej osoby czy to po wspólnie przygotowanym i wspólnie zjedzonym posiłku, po spacerze, po przegadanych chwilach/godzinach, po tańcu czy po upojnej nocy, czy wręcz po dłuższym niewidzeniu ?
Czy takie potwierdzenia nie są równie wartościowe (albo i nawet bardziej), niż zapewnienia słowne ?



Oczywiście, że to też może być potwierdzeniem. Ale im związek dłuższy stażem, tym mniej tych "magicznych" chwil. Pojawia się szara rzeczywistość, szare życie, problemy..
A przecież to jedno słowo nie kosztuje zbyt wiele..
Czasem potrzebny jest wyraźny, czytelny przekaz..
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
03 sty 2008, 23:25

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 05 sty 2008, 21:57
Może byłoby "fair" postawienie sprawy w taki sposób: skoro osoba (abstrahując od płci) nie może doczekać się okazania jej miłości w sposób, jaki tego oczekuje, to czy ona sama okazuje miłość w sposób, który odpowiada partnerowi/partnerce ?

A to czy życie pełne będzie "magicznych chwil" zależy od obojga, a nie od wieku i "szarzyzny" życia (którą znowuż "pokolorować" mogą kochający się ludzie).
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 06 sty 2008, 09:58
A ja mam i "magiczne chwile" i potwierdzenia słowne (ciągle mi mówi, że mnie kocha)... i nic to nie daje... i tak ciągle żyje w strachu...
co jest ze mną nie tak do cholery :(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 06 sty 2008, 11:13
Może postaraj się odnaleźć odpowiedź na pytanie "co przekonałoby Cię o uczuciu Twojego faceta" ?
A szukaj tak długo, dopóki nie uzyskasz odpowiedzi innej, niż "nic" ;)
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

przez A.t.r.u.s.i.a. 06 sty 2008, 17:17
A ja bardziej skoncentrowałabym się na szukaniu powodów dlaczego musimy ciągle mieć te nieszczęsne potwierdzenia. Wszystko musi mieć swoje podłoże..
Nie wiem jak to wyglada w przypadku Bad Girl, ale wydaje mi się, że ja wyniosłam kiepskie doświadczenia z poprzedniego związku. W którymś momencie dostałam "kopa", którego zupełnie się nie spodziewałam. Paskudnie to przeżyłam i nie mogłam długo odreagować. Efekt jest taki,ze teraz będąc w jakimkolwiek związku musze mieć wyraźny przekaz, że jestem kochana. Jeżeli coś zaczyna szwankować, zaczynają się problemy z komunikacją, partner jest powściągliwy, krytyczny..to ja zwyczajnie uciekam. Ze strachu. Boję się, że w niedługim czasie zapewne usłyszę, ze nasz związek nie ma sensu i kierując się zasadą "dmuchając na zimne" sama kończę związek mimo tego,że kocham..
W sumie w swoim życiu kochałam tylko dwa razy. Drugi związek, który był dla mnie bardzo ważny, zjechałam totalnie pod tym względem. Nie umiem zapanować nad strachem. Taka irracjonalna pozycja obronna przed samodestrukcją.. Idealną pożywką dla takich stanów jest krytyka ze strony partnera..

Ps.Bad Girl, spełnienie marzeń. Dziś Twoje urodziny.
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
03 sty 2008, 23:25

przez snaefridur 06 sty 2008, 17:34
Potwierdzeń każdy potrzebuje.Nie jest prawdą,że uczucie drugiej osoby powinno być oczywiste ot tak...i dla kogoś,kto ma problemy emocjonalne rzadko kiedy jest.Słowa są tak samo ważne jak czyny.
Gorzej jeśli nic człowieka nie jest o uczuciu drugiej osoby przekonać,bądź przekonuje tylko na krótki czas.
Ja miałam na to swoją metodę.Robienie prób,stwarzanie problemów,bycie trudną.Jak zniesie-to kocha.Bez sensu,bo nikt nie będzie znosił złego traktowania w nieskończoność?Głupie i okrutne?Wiem.Nigdy tak naprawdę nie byłam gotowa do związku i długo jeszcze nie będe.
snaefridur
Offline

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 07 sty 2008, 00:33
A.t.r.u.s.i.a. napisał(a):dlaczego musimy ciągle mieć te nieszczęsne potwierdzenia.

Myślę, że takich potwierdzeń potrzebujemy głównie my, "nerwuski". Bo to właśnie my czujemy się w związkach niepewnie. Chyba zbyt czesto uważamy siebie za osoby "mniej wartościowe" w związkach.
A skoro tak, to remedium na to jest w uwierzeniu we własną wartość. ;)

Zaryzykuje i po raz kolejny dam dowód na to, że nie tylko nie jestem "z tej planety", ale i nawet nie "z tej galaktyki" :lol:
Co do trudnych chwil w związkach. Myślę, że z takimi trudnościami jest jak z bólem. Obecnie lansuje się "modę" na zwalczanie bólu (a ściślej skutków) - jak kogoś boli głowa, kręgosłup, ząb - jest do wyboru cała gama tabletek przeciwbólowych.
A zapomina się przy tym o znaczeniu, celu bólu, o jego istocie. Przecież gdyby nie ten ból, to wiele osoób nie miałoby własnego uzębienia, bo jak ząb nie boli, to nie trzeba się zmuszać do pójścia do dentysty. Gdyby nie ból pewnie wiele dzieci miałoby usmażone rączki, bo przecież nie można uwierzyć mamusi, ze żelazko jest gorące, tylko trzeba sprawdzić rączką. :roll:
Po prostu ból jest sygnałem organizmu "coś jest nie tak - trzeba działać".
I podobnie wg mnie jest z trudnościami w związkach - to świetne sygnały, gdy w całej rozciągłości okazuje się co "szwankuje" w związku, a zarazem okazje do poprawiania, udoskonalania związku.
Choć są i związki, gdzie na trudności reakcja jest podoba jak przy powszechnej reakcji na ból - usuwa się skutek (zażywa tabletkę) - zmienia partnera. Ale to nie moje metody :roll:
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 07 sty 2008, 10:56
A.t.r.u.s.i.a. w moim przypadku też tak było, że miałam dość przykre doświadczenia z poprzednich związków... albo inaczej bym to nazwała - "toksycznych układów".
A.t.r.u.s.i.a. napisał(a):Nie umiem zapanować nad strachem

Mam to samo. nie mogę znieśc chwil, kiedy nie ma go przy mnie... przychodzą do głowy wtedy takie myśli...
i nie mogę się ich pozbyć, choćby nie wiem co.
może potrzeba jeszcze więcej czasu, żeby się oswoić z sytuacją i przestać się bać.God's Top 10 masz racje! to właśnie tak działa... zmiana partnera to napewno nie jest rozwiązanie. po za tym, nasze obawy są potwierdzeniem tego, że potrafimy bardzo kochać i zależy nam na utrzymaniu związku.
no właśnie, może tutaj niska samoocena jest powodem tego, że boimy się odrzucenia.
ah... życie nerwusków nie jest proste....

Ps. dziekuje za życzenia :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

Avatar użytkownika
przez grown-up19 25 sty 2008, 22:36
Nie czytałem wszystkich postów tylko ten pierwszy i stwierdzam, że mam identyczny problem. IDENTYCZNY.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
171
Dołączył(a)
03 sty 2006, 23:03
Lokalizacja
Podkarpacie

Re: Czy zakochanie moze być...chorobą? :/

przez olek84 28 maja 2008, 20:59
czy to jest forum pt "czym jest miłość"???
wydawało mi się, że miało chodzić o to czy zakochanie we właściwej lub niewłaściwej osobie może się przerodzić w obsesję, kwalifikującą się do leczenia psychiatrycznego - bo tak się leczy zespół obsesyjno kompulsywny.
A co mnie nurtuje bardziej to to czy wtedy jest to miłość czy tylko obsesja i które z czego wynika. czy miłość przeradza się w obsesję, czy obsesja w rojoną miłość?
czy ktoś kompetentny jest w stanie odpowiedzieć na to pytanie? czy na tym forum są lekarze? czy chodzi o luźne wymienianie się spostrzeżeniami?
proszę o jakąś odpowiedź
pozdrawiam
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
28 maja 2008, 20:47

Re: Czy zakochanie moze być...chorobą? :/

przez aga25 11 cze 2008, 11:33
Hej! Miłość to nie choroba tylko wielki dar, którym możesz się dzielić z osobą, która odwzajemnia twoje uczucia. Miłość to jednak nie magia ale codzienne życie, umiejętność budowania zdrowych, pozytywnych relacji. Chore jest tylko pojmowanie miłości a zwłaszcza zawłaszczanie jej dla siebie. Każdy dorosły człowiek jest odpowiedzialny za siebie. Jeśli facet bądź kobieta zakochuje się w osobie, która nie odwzajemnia jej uczucia i trwa w takim uczuciu to tak naprawdę nie chce kochać, boi się odwzajemnionej miłości i właśnie dlatego szuka osób, które nie są w stanie dać jej tego szczęścia jakim jest miłość odwzajemniona. Niestety w moim przypadku jest tak, że jestem "molestowana" przez jednego faceta, (z którym nie chcę mieć nic wspólnego na dodatek spotkałam go może ze 2 razy) telefonami, smsami typu "Co tam u Ciebie kochanie" wkurza mnie to bardzo bo nie ma prawa mnie tak nazywać bo ja nie chcę żeby mnie tak nazywał. Tacy ludzie jak on żyją wyobrażeniami dzięki temu uciekają od samych siebie, swojego własnego ja, swojej przeszłości, swoich kompleksów.
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

Re: Czy zakochanie moze być...chorobą? :/

przez raven 12 cze 2008, 11:53
Mam do was pytanie. Czym jest obsesja? Czy myślenie o kimś prawie każdego dnia jest już obsesją? Bo ja tak mam. Kiedyś w liceum zakochałem sie w jednej dziewczynie. Wtedy byłem bardzo nieśmiały i nic z tego nie wyszło z mojej winy. Od tego czasu minęły już prawie 4 lata a ja ciągle o niej myśle. Zdarzają się dni ze wcale o niej nie myśle, ale chyba o wiele więcej jest takich dni kiedy ona mi sie przypomina. Czasem nawet mam tak że ide sobie pospacerować z nadzieją ze może ją spotkam. Czy to jest normalne?
Zakochałem się tylko raz w życiu, własnie wtedy w liceum. Później miałem mało okazji aby poznać inne dziewczyny, studia gdzie na roku sami faceci:/ a ja w dodatku nie jestem typem imprezowicza, żadko wychodze na imprezy i przez to nie udało mi sie poznać zbyt wielu dziewczyn.
Offline
Posty
173
Dołączył(a)
09 lut 2007, 20:07

Re: Czy zakochanie moze być...chorobą? :/

przez olek84 12 cze 2008, 14:07
moim zdaniem miłość zawsze ma w sobie coś z obsesji, jest w tym pasja, potrzeba wyłączności i nadzieja przeplatana lękiem. Wydaje mi się, że chore jest to w momencie, kiedy nie można przez to normalnie funkcjonować, kiedy myśli i całe życie kręci się wokół jednej tylko rzeczy lub osoby, kiedy nic innego nie sprawia przyjemności i wykańcza psychicznie. Ale tego typu rozpoznanie należy do lekarza psychiatry:/
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
28 maja 2008, 20:47

Re: Czy zakochanie moze być...chorobą? :/

Avatar użytkownika
przez midaa 16 cze 2008, 11:33
raven napisał(a):. Od tego czasu minęły już prawie 4 lata a ja ciągle o niej myśle. Zdarzają się dni ze wcale o niej nie myśle, ale chyba o wiele więcej jest takich dni kiedy ona mi sie przypomina. Czasem nawet mam tak że ide sobie pospacerować z nadzieją ze może ją spotkam. Czy to jest normalne?


Skąd ja to znam.Ja miałam to samo w LO.Byłam po uszy zakochana w pewnym chłopaku.
Teraz minęło 10 lat,a mi to co jakiś czas powraca.Dodam,że jestem w stałym-szczęśliwym związku,ale od myśli o tamtym nie mogę się uwolnić.Istna masakra, przerabiałam to już na różne sposoby...
Czasami się zastanawiam ile czasu musi minąć... mam wrażenie,że to nigdy się nie skończy...
To już jest chyba jakaś choroba :roll: Szukam aktualnych informacji na necie o tej osobie, jakiś zdjęć ect. :(
Nie dzieje się to cały czas- to są takie okresy... :?
MICHAEL JACKSON 1958-2009 [*] Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
135
Dołączył(a)
13 gru 2007, 12:52

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do