Czy zakochanie moze być...chorobą? :/

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

przez Dziewczyna_18 19 gru 2007, 19:34
Instynkt, instynkt, instynkt... Nie. Instynkt to by był gdyby się szukało w drugiej osobie zaspokojenia swoich potrzeb i wyłącznie przyjemności. A przecież miłość taka dojrzała to też cierpienie, współcierpienie i na to trzeba być przygotowanym. I -co więcej- tego trzeba chcieć! Czy zwierzęta szukając partnera do kopulacji myślą o tym, jak go uszczęśliwić albo chcą przejąć na siebie część jego bólu :/ Raczej nie... I tym się różni miłość człowieka od zwierzęcia.
A zakochanie jest jej pierwszym etapem, trudno, także my mamy w sobie coś ze zwierząt, pewne mechanizmy w naszej naturze, jesteśmy częścią przyrody i jakby nie jakieś elementy z tego w nas pozostały. Tylko że, kolejna różnica, w świecie zwierząt, instynktownie wybiera się obiekt najładniejszy, najlepszy, największy, najsilniejszy, idealny. Nie słyszałam przypadku, żeby wilk związał się z wilczycą, albowiem spodobał mu się w niej jej uśmiech. Czy klacz wybrała sobie na partnera rumaka, który urzekł ją swoim spojrzeniem. ;) U ludzi tak się właśnie zdarza- gdy naprawdę zależy komuś na prawdziwym uczuciu nie będzie szukał ideałów, nie będzie nawet panował nad tym, a nagle zauroczy się kimś kto spojrzał właśnie tak czy się jakoś miło uśmiechnął. I to się dzieje mimowolnie.
Zresztą kolejnym etapem zakochania jest poznawanie drugiej osoby. I przekonywanie się jak daleka jest ona od ideału, a mimo wszystko akceptowanie jej. W świecie prymitywnych instynktów też tego nie ma.
Ludzie potrafią panować nad instynktami i umieją sprawić, że nie opanowują one ich całego życia. Wszystko zależy od silnej woli. Bo to, co się dzieje między ludźmi jest naprawdę inne od tego, co się dzieje w świecie zwierząt...
"Ze mną można tylko pójść na wrzosowisko i zapomnieć wszystko [...] Ze mną można tylko w oddali znikać cicho"

Jako że mimo upływu czasu mój login się nie zmienia, a ja się starzeję;)to dodam że jestem z rocznika89:P (Wiek jest czasem istotny:P)
Offline
Posty
72
Dołączył(a)
01 lis 2007, 23:09

Avatar użytkownika
przez Sorrow 19 gru 2007, 21:24
Dziewczyna_18 napisał(a):Instynkt, instynkt, instynkt... Nie. Instynkt to by był gdyby się szukało w drugiej osobie zaspokojenia swoich potrzeb i wyłącznie przyjemności. A przecież miłość taka dojrzała to też cierpienie, współcierpienie i na to trzeba być przygotowanym. I -co więcej- tego trzeba chcieć! Czy zwierzęta szukając partnera do kopulacji myślą o tym, jak go uszczęśliwić albo chcą przejąć na siebie część jego bólu :/ Raczej nie... I tym się różni miłość człowieka od zwierzęcia.

Co to ma do tego co mówiłem? Nie mówiłem o prawdziwej miłości, tylko o zauroczeniu.

Dziewczyna_18 napisał(a):U ludzi tak się właśnie zdarza- gdy naprawdę zależy komuś na prawdziwym uczuciu nie będzie szukał ideałów, nie będzie nawet panował nad tym, a nagle zauroczy się kimś kto spojrzał właśnie tak czy się jakoś miło uśmiechnął. I to się dzieje mimowolnie.
Zresztą kolejnym etapem zakochania jest poznawanie drugiej osoby. I przekonywanie się jak daleka jest ona od ideału, a mimo wszystko akceptowanie jej. W świecie prymitywnych instynktów też tego nie ma.
Ludzie potrafią panować nad instynktami i umieją sprawić, że nie opanowują one ich całego życia. Wszystko zależy od silnej woli. Bo to, co się dzieje między ludźmi jest naprawdę inne od tego, co się dzieje w świecie zwierząt...

No i co z tego? Prawdziwa miłość to podążanie wspólną drogą. Mnie do prawdziwej miłości potrzeba tylko:
1. Atrakcyjności fizycznej.
2. Wspólnej kultury.
3. Wspólnych norm moralnych.
4. Chęci obu stron.

Wiem czego chcę. Moim celem nie jest przeżycie super-duper-turbo-namiętności ani "prawdziwego uczucia", bo prawdziwa miłość nie jest jednym ani drugim, tylko zbudowanie trwałego związku i stworzenie domu dla dwojga.
Co do miłości pomimo dużych różnic - różnice kulturowe wewnątrz małych społeczności są nowością - dawniej w takich sytuacjach była jedna kultura/jedna wiara/jedna moralność i związki były bardziej trwałe.

Wiem, że związek muszę zbudować na takich solidnych fundamentach.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3353
Dołączył(a)
08 cze 2006, 15:38

przez Dziewczyna_18 19 gru 2007, 22:19
Sorrow:

No i co z tego? Prawdziwa miłość to podążanie wspólną drogą. Mnie do prawdziwej miłości potrzeba tylko:
1. Atrakcyjności fizycznej.
2. Wspólnej kultury.
3. Wspólnych norm moralnych.
4. Chęci obu stron.


Więc sądzę, że się jednak zrozumieliśmy, bo ja też dochodzę do takich wniosków. Widocznie źle zrozumiałam to, co mówiłeś ;) Tylko to co piszesz jest takie poważne;) , ja jestem niestety (?) niepoprawną romantyczką, którą nazywa to wszystko po prostu tą "drugą połówką". Ale sądzę, że konkluzja jest taka sama. :)

fiufiu:
Dla mnie milosc (nieszczesliwa oczywiscie) to wlasnie choroba, ktora powoli wykancza czlowieka, niszczy go od srodka.


Dokładnie...:(

Ale i tak sądzę, że pomimo wszystkich niepowodzeń, w końcu dogonienie tej jakże wymarzonej miłości jest warte starań, cierpliwości, trudu i wielokrotnych prób...Szkoda tylko, że to tak boli, gdy kolejne zauroczenie okazuje się TYLKO zauroczeniem i niczym więcej, albo nawet straszną pomyłką, złudzeniem, które nie dało nic prócz cierpienia.
Gdzie jest w końcu kres tych poszukiwań?
"Ze mną można tylko pójść na wrzosowisko i zapomnieć wszystko [...] Ze mną można tylko w oddali znikać cicho"

Jako że mimo upływu czasu mój login się nie zmienia, a ja się starzeję;)to dodam że jestem z rocznika89:P (Wiek jest czasem istotny:P)
Offline
Posty
72
Dołączył(a)
01 lis 2007, 23:09

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 19 gru 2007, 22:27
Myślę, że jako nerwicowcy sami zdajemy sobie sprawę z naszych słabości, wad (nawet w zbyt przejaskrawionym świetle). Dlatego u partnerów dla "równowagi" szukamy cech, których nam brak.
Stąd np. w wypadku nieśmiałości wynikającej z niższej samooceny, jako najlepszych partnerów postrzegamy osoby śmiałe, niekiedy wręcz wyzywające. Wtedy mamy nadzieję na "wyjście z cienia" w świetle płynącym od takich właśnie śmiałych osób.
A jak to bywa z kontrastami, by pielegnować takie związki, trzeba (od obojga) wielkiego nakładu sił i wyrozumiałości, by obie strony czuły się w takim związku dobrze.

Poza tym mamy chyba tendencje, do podświadomego oczekiwania, że właśnie partnerzy "wyzwolą" nas od naszych nerwic.

Może dlatego takie "obsesje" się u nas pojawiają ? Wtedy może swoją zaborczością bronimy "naszych leków na całe to zło", "naszych jedynych dróg ratunku" ?
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Avatar użytkownika
przez Sorrow 19 gru 2007, 22:43
Dziewczyna_18 napisał(a):Szkoda tylko, że to tak boli, gdy kolejne zauroczenie okazuje się TYLKO zauroczeniem i niczym więcej, albo nawet straszną pomyłką, złudzeniem, które nie dało nic prócz cierpienia.
Gdzie jest w końcu kres tych poszukiwań?

Heh :) .
Najśmieszniejsze jest to, że prawie zawsze wiem, że zauroczenie to tylko zauroczenie a ono nie chce przejść przez długi czas, co mnie bardzo męczy i irytuje XD . Dlatego, według mnie zauroczenie, to stan chorobopodobny ;) .

God's Top 10 napisał(a):Myślę, że jako nerwicowcy sami zdajemy sobie sprawę z naszych słabości, wad (nawet w zbyt przejaskrawionym świetle). Dlatego u partnerów dla "równowagi" szukamy cech, których nam brak.
Stąd np. w wypadku nieśmiałości wynikającej z niższej samooceny, jako najlepszych partnerów postrzegamy osoby śmiałe, niekiedy wręcz wyzywające. Wtedy mamy nadzieję na "wyjście z cienia" w świetle płynącym od takich właśnie śmiałych osób.
A jak to bywa z kontrastami, by pielegnować takie związki, trzeba (od obojga) wielkiego nakładu sił i wyrozumiałości, by obie strony czuły się w takim związku dobrze.

Poza tym mamy chyba tendencje, do podświadomego oczekiwania, że właśnie partnerzy "wyzwolą" nas od naszych nerwic.

Może dlatego takie "obsesje" się u nas pojawiają ? Wtedy może swoją zaborczością bronimy "naszych leków na całe to zło", "naszych jedynych dróg ratunku" ?

Z tego co słyszałem, to generalnie rzecz biorąc ludzie szukają swego przeciwieństwa jak są młodzi, potem jak dojrzewają już szukają kogoś podobnego do siebie.

Ja akurat nigdy nie miałem takich pociągów do szukania przeciwieństw.
W ogóle na przykład nie czuję takiej desperacji, że koniecznie muszę kogoś mieć już teraz, albo nawet w najbliższym czasie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3353
Dołączył(a)
08 cze 2006, 15:38

przez Mafju88 20 gru 2007, 17:33
moim zdaniem miłość to poprostu uczucie, które w pewnym momencie zostaje wyzwolone. Cos w stylu np. ze kolega kolege obdarza jakims tam uczuciem ( NIE MILOSCIA) tylko poprostu go lubi. I co to tez choroba? tak samo sie dzieje z miloscia z czasem do niej dorastamy i trzeba poprostu przygotowac na jej przyjecie a nie szukac w niej choroby i tym bardziej lekarstwa. Ja kiedys zakochalem sie naprawde i wiem ze to cudowne. Jak tak maja choroby wygladac to niebyloby lekarzy ;) Oczywiscie dolek po stracie ukochanej osoby to juz cos innego ;)
Offline
Posty
647
Dołączył(a)
20 gru 2007, 11:51

przez Dziewczyna_18 21 gru 2007, 21:53
Z tego co słyszałem, to generalnie rzecz biorąc ludzie szukają swego przeciwieństwa jak są młodzi, potem jak dojrzewają już szukają kogoś podobnego do siebie.

Ja akurat nigdy nie miałem takich pociągów do szukania przeciwieństw.

No ja mam tak samo. Przeciwieństwa mnie właśnie mało interesują. Chyba wybrałam kogoś podobnego do siebie.. :)
Może dlatego takie "obsesje" się u nas pojawiają ? Wtedy może swoją zaborczością bronimy "naszych leków na całe to zło", "naszych jedynych dróg ratunku" ?

Ech, czasem to nie jedyna droga ratunku, ale po prostu osamotnienie, brak kogoś szczególnie drogiego naszemu sercu sprawia, że czujemy się znacznie gorzej. Dodatkowe źródło przybicia...A jak się wie, że dla kogoś się jest kimś wyjątkowym i ta osoba dla nas też- świat jakoś jaśnieje. Chociaż trochę.

Tak zauroczenie ma cechy nerwicy obsesyjno-kompulsywnej. Znalazłam to w necie. ;p http://www.laboratoria.net/pl/modules.p ... e&sid=1340
masakra :)

tak samo sie dzieje z miloscia z czasem do niej dorastamy i trzeba poprostu przygotowac na jej przyjecie a nie szukac w niej choroby i tym bardziej lekarstwa.

Właśnie staram się dojrzeć do dojrzałego postrzegania miłości. To też trudne. :)

Hmm, osoby takie jak my cierpią chyba na nadświadomość. Wydaje mi się, że wszystko odczuwamy bardzo jaskrawo, wyraźnie i boleśnie świadomie. Także jeśli chodzi o miłość. To może być źródłem wielu cierpień :/
"Ze mną można tylko pójść na wrzosowisko i zapomnieć wszystko [...] Ze mną można tylko w oddali znikać cicho"

Jako że mimo upływu czasu mój login się nie zmienia, a ja się starzeję;)to dodam że jestem z rocznika89:P (Wiek jest czasem istotny:P)
Offline
Posty
72
Dołączył(a)
01 lis 2007, 23:09

przez Mafju88 21 gru 2007, 21:57
Dziewczyna_18 napisał(a):Hmm, osoby takie jak my cierpią chyba na nadświadomość. Wydaje mi się, że wszystko odczuwamy bardzo jaskrawo, wyraźnie i boleśnie świadomie. Także jeśli chodzi o miłość. To może być źródłem wielu cierpień :/

Dokladnie :) ja niestety od zawsze bylem gotowy na staly zwiazek nastawialem sie na niego i nic :( tylko bardzo boli jak sie rozstaje z dziewczyna... dalem sobie chwilowo spokoj i poczekam az trafie na jakas dojrzala dziewczyne :)
I'll be where the eagles flying higher and higher
Offline
Posty
647
Dołączył(a)
20 gru 2007, 11:51

przez Dziewczyna_18 21 gru 2007, 23:19
No właśnie tego próbuje się nauczyć- że nie od naszych myśli i przewidywań zależy,czy uda nam się stworzyć związek, ale od dojrzałości obojga z nas. Obu stron. I możemy się zakochiwać w taki sam sposób zawsze, ale jeśli trafimy na kogoś, kto nie potrafi kochać , a umie tylko się fascynować, nie uda się. Nie nasza w tym wina. Nie naszych myśli... Ale w końcu znajdzie się KTOś :)
"Ze mną można tylko pójść na wrzosowisko i zapomnieć wszystko [...] Ze mną można tylko w oddali znikać cicho"

Jako że mimo upływu czasu mój login się nie zmienia, a ja się starzeję;)to dodam że jestem z rocznika89:P (Wiek jest czasem istotny:P)
Offline
Posty
72
Dołączył(a)
01 lis 2007, 23:09

Avatar użytkownika
przez makanti 21 gru 2007, 23:25
Ja tam już nie wierzę w coś takiego jak miłość. Jest coś podobnego i nazywa się zauroczenie...
...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
189
Dołączył(a)
04 lis 2007, 08:46
Lokalizacja
<---+--->

przez Rafal89 05 sty 2008, 00:08
Ja kiedyś miałem bardzo ciężkie kontakty z dziewczynami- mianowicie w ich obecnosći stresowałem sie i tym podobe. Teraz jest lepiej. zauważyłem jednak następującą rzecz- od kilku lat praktycznie od mojego pierwszego zakochania które potem przerodziło sie w coś w rodzaju niegroźnej obsesji, cały czas jakąs dziewczynę traktuje jako swoja "muzę" . teraz dręczy mnie natrecwo dotyczące mojej koleżanki z klasy. świetna dziewczyna porządna i tak dalej, ale cos(nerwica) mi mówi ze ja jestem jej przeznaczony i ze powinienem cos zrobic bo ją strace (ona ma chłopaka którym sie bardzo przejmuje). Ja nie chce o niej myśleć i ja chce ją stracić. Poprzednie moje natręctwo związane z "muzą" trwało dwa lata, w między czasie miałem jeszcze inne muzy ale nerwica mówiła - ta jest tobie przeznaczona. Teraz chce byc wolny duchowo i czekać na te jedyną. Mam nadzieje że sie uda.
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
04 sty 2008, 23:43

Avatar użytkownika
przez anonim 05 sty 2008, 00:45
Czy gdy się myśli o kimś niemalże bez przerwy, wyobraża sobie go, marzy o nim, tworzy różne scenariusze wspólnych chwil, myśli jak go uszczęśliwić, szuka go w tłumie, zastanawia się nad jego życiem, tęskni non stop, ciągle patrzy czy jest na gadu, czy to jest zwyczajne? Normalne?
Nie kontroluję go, nie piszę bez przerwy smsów,nie wydzwaniam, nie chodzę za nim, nawet go nie znam za dobrze, bardzo dobrze zdaję sobie sprawę, że idealizuję jego osobę, jestem wszystkiego świadoma, co z tego, skoro wydaje mi się, że to kolejna CHORA rzecz w moim życiu??? Można zachorować na zakochanie... ? Czy może szukam oznak psychicznej obsesji nawet tam, gdzie ich nie ma...? Może to jest mój problem?


Ja powoli wychodzę z tej choroby...Takie zachowanie nie ma sensu, bo ta osoba żyje sobie swoim życiem i ma Cię w d*pie, a ty dla niej możesz poświęcić bardzo wiele i cierpisz gdy okaże się, że sobie kogoś znajdzie :/ to jest chyba najgorsze. Trzeba się z tego wyleczyć i im szybciej tym lepiej. Ja siedziałem w takim uczuciu jakieś 4 lata i mało co przez to nie zwariowałem no i nic z tego nie wyszło :/ Tak jak Rafałowi wydawało mi się, że to jest ta jedyna, która jest mi przeznaczona, a potem zawód na całej linii....Dobrze Ci radzę wylecz się z tego, bo jedyne co z tego wyjdzie to wielki zawód :/
"MUSZĘ LECZYĆ SIĘ NA BÓL I STRACH
GDZIE JEST CZŁOWIEK KTÓRY Z SIEBIE SAM POKAŻE MI JAK
KTO POKAŻE MI JAK ?"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
583
Dołączył(a)
08 paź 2006, 20:10

Avatar użytkownika
przez K. 05 sty 2008, 00:51
Dokładnie, lepiej wcześniej sobie uświadomić to, że tych jedynych naprawdę może być jeszcze wiele.
Często tak jest, że wydaje się człowiekowi, że to już ta osoba na całe życie.
Nawet jeśli, to ludzie się zmieniają i po wielu latach może nadejść czas rozstania.

A więc naprawdę czym wcześniej, tym lepiej.
Bo jeśli ktoś nie odwzajemnia uczucia, to po co się męczyć ?
“I'm tough, ambitious, and I know exactly what I want. If that makes me a bit*ch, okay.”
Avatar użytkownika
K.
Offline
Posty
443
Dołączył(a)
03 sty 2008, 22:37

Avatar użytkownika
przez anonim 05 sty 2008, 00:57
Bo jeśli ktoś nie odwzajemnia uczucia, to po co się męczyć ?


Wtedy ciągle masz nadzieję, że może jednak kiedyś, ta nadzieja zamienia się w obsesje.
"MUSZĘ LECZYĆ SIĘ NA BÓL I STRACH
GDZIE JEST CZŁOWIEK KTÓRY Z SIEBIE SAM POKAŻE MI JAK
KTO POKAŻE MI JAK ?"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
583
Dołączył(a)
08 paź 2006, 20:10

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do