Nerwica a związek (seks)

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Jak to powiedzieć, żeby zrozumiała.

przez matador 26 lis 2007, 21:11
Od 2,5 lat męczę się sam ze sobą. Mam nerwicę. Chciałbym iśc do psychologa i korzystać z jego porad, jednak mam problem. Tym razem chodzi o moja dziewczyne. Poprostu nie akceptuje tego. Śmieje się, że odczuwam potrzebe spotkań z psychologiem. Juz kiedys probwałem to ukryć jednak ona dowiedziela sie o tym i poporostu wyśmiala. Boli mnie to ze nie mam wsparcia. Za kazdym razem mowi mi ze to ona moze ze mna porozmawiac a nie ze ja bede sie spowiadal komus ze swoich problemow. Dla mnie to jest złe rozwiązanie poniewaz ja chciałbym moc nie krepowac sie w tym co mowie.
Poradzcie prosze. Czy moze dalej to ukrywać ? czy nie zapisywac sie na psychoterapię ? Co robić ?
P.S. wstyd mi ze potrzebuje pomocy.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
24 lis 2007, 12:03

przez Lena 26 lis 2007, 22:43
Niestety, ale Polina ma racje. Takiej bliskiej osoby tylko wspolczuc. Zamiast Cie wspierac, to jeszcze ma pretensje, ze chcesz zyc normalnie. Rozmowa z nia, to nie to samo, co z terapeuta/psychologiem. Sprobuj z nia porozmawiac jeszcze raz, przestawic swoj punkt widzenia, swoje uczucia, mysli. Jesli Cie kocha, to zrozumie to i sama Cie wysle na terapie, a jesli nie to... Nie chce Cie dolowac, bo wiem, ze to trudne, ale taka jest prawda.
Lena
Offline

przez Lena 27 lis 2007, 00:24
Dla mnie to nie ma zadnego usprawiedliwienia. Bliska osoba powinna wspierac w KAZDEJ sytuacji. Skoro czegos nie wie, to powinna zapytac, poczytac o tym... Wysmianie takiego stanu bliskiej osoby, to nic innego jak zwykle powiedzialabym nawet chamstwo (nie moge znalezc odpowiedniejszego slowa). U mnie bylo podobnie... tylko, ze z ojcem (na szczescie nie mieszkamy z nim)- nie jest mi zbyt bliski. On ciagle mnie wysmiewal, ze jestem leniwa wariatka. To bylo bardzo przykre, ale ludzie juz tacy sa. Zacofanie i brak odrobiny wyczucia nie zna granic.

Tak, jak juz pisalam- porozmawiaj z nia raz jeszcze. Jesli to nic nie da, to pomysl nad tym, czy chcesz zyc z kims takim.
Lena
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez pyzia1 27 lis 2007, 13:04
Lena napisał(a): U mnie bylo podobnie... tylko, ze z ojcem (.

Hehe, ulubione hasło mojego ojca to: znowu Ci odbija?Trzeba mu przyznać, że ostatnio stara się z nim ograniczać. Używa go za to w stosunku do matki...
matador, co do Twojej dziewczyny...nie chce mi się juz nic dodawać. Sam widzisz, że nie jest w porządku.
Wszelkie przywiązanie jest koniec końców źródłem bólu.Szczęśliwi,którzy obywają się bez niego.Samotny nie opłakuje nikogo,nikt też nie płacze nad nim.Niech ten,kto nie chce cierpieć,kto czuje trwogę przed zgryzotą,uwalnia się od ludzi.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
745
Dołączył(a)
15 paź 2007, 10:28

Avatar użytkownika
przez Mizer 27 lis 2007, 22:50
ojej
Ci tzw. "nieśmiali"
mądra dziewczyna sama podejdzie, juz sie tak nie denerwujcie.

miałam kolege, który był w ogóle fajny, zabawny, przystojny, inteligentny, bla bla bla bla

ale nie, on uważał, że jest brzydki lub spedalony, że nie umie podchodzić do dziewczyn, że głowa w dół, bo pewnie przez matke albo ojca bo nie umieli wychowac itd itd bla bla.

no debil, no

TAKą LASKE MA.
sama przyszła.
i to jakie powodzenie miała :P
moja przyjaciólka z resztą :D
Ciesz się każdym dniem bo nigdy nie wiadomo, kiedy na Twój dom może najechać ciężarówka z gnojem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
877
Dołączył(a)
08 cze 2006, 17:29

przez smutna48 29 lis 2007, 14:55
matador napisał(a):P.S. wstyd mi ze potrzebuje pomocy.

ej ej tylko nie wstyd nie szukanie pomocy wtedy kiedy sie jej potrzebuje wtedy kiedy jest ona nam potrzebna bo wszystko się wali cos złego się dzieje to jest dopiero głupota. Moze nie polegająca na tym że nie znajdzie sie rozwiązania własnego problemu bo pewnie się je znajdzie ale po co wybierać w zyciu te drogi dłuższe pod górę i bardziej kręte???? jak można szybciej. Twojej Dziewczyny nie rozumiem nie zrozumiem nigdy wiec nie bede się wypowiadać na jej temat bo nie chce Cię urazić trzymaj się walcz o siebie lecz się dla siebie a ją olej... [no coment]
"Myśl to energia. Możesz stworzyć bądź zniszczyć swój świat swoimi myślami."
Susan Taylor
Offline
Posty
1540
Dołączył(a)
16 kwi 2007, 14:22

przez Amy Lee 29 lis 2007, 23:27
Chciałam zawitać w gronie "osób w związkach".
Niecałe 3 tygodnie, a to dla mnie dużo, zwłaszcza że spotykamy się prawie codziennie. Bo ja nie jestem przyzwyczajona do związków, nie i już.
Trochę jakby dostać coś, o czym się marzyło i zupełnie nie wiedzieć z której strony ugryźć.
Ciekawe ile czasu mi zajmie przyzwyczajenie się, że nie jestem jedna, tylko jest nas dwoje, gramy w tej samej drużynie...?
Amy Lee
Offline

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 29 lis 2007, 23:36
Ciekawe ile czasu mi zajmie przyzwyczajenie się, że nie jestem jedna, tylko jest nas dwoje, gramy w tej samej drużynie...?

Spokojnie przyzwyczaisz się do tego i pewnie już niedługo nie będziesz musiała się przyzwyczajać bo już będziesz przyzwyczajona ;) <ale pokręciłem :D >
Swoją drogą też wreszcie chciałbym z kimś grać w tej samej drużynie...
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

przez Amy Lee 29 lis 2007, 23:53
Ja się przyzwyczaiłam do bycia nieszczęśliwie zakochaną w jakiejś wyidealizowanej osobie, z którą miałam mały kontakt. To mnie nakręcało, taka masochistyczna euforia. Trudno się przestawić na bycie z kimś prawdziwym, samodzielnie myślącym i czującym, nawet jeśli on spelnia moje oczekiwania.

człowiek nerwica napisał(a):Swoją drogą też wreszcie chciałbym z kimś grać w tej samej drużynie...

Mój kumpel stwierdził, że to sprawiedliwość dziejowa, że wszyscy jego znajomi, którym się do tej pory nie udawało sobie kogoś znaleźli.

Próbuję mojego chłopaka przyzwyczaić, że ja marudzę, mogę mieć małpi humor a za minutę być smutna bez powodu i będę się go codziennie pytać czy mnie nie rzuci w przyszłym tygodniu, nie wyjedzie ani nie umrze.
W każdym razie lubimy te same rzeczy, mamy wspólne pomysły, podobne marzenia, dzięki czemu nie muszę rezygnować z tego, co w życiu najbardziej lubię lecz mam w tym towarzysza.
Amy Lee
Offline

przez snaefridur 30 lis 2007, 01:57
Ja się przyzwyczaiłam do bycia nieszczęśliwie zakochaną w jakiejś wyidealizowanej osobie, z którą miałam mały kontakt. To mnie nakręcało, taka masochistyczna euforia. Trudno się przestawić na bycie z kimś prawdziwym, samodzielnie myślącym i czującym, nawet jeśli on spelnia moje oczekiwania.


Cholera,mam identycznie i chyba nigdy z tym sobie nie poradzę.Nigdy nie przeżywałam jakoś szczególnie rozstań z partnerami,z którymi miałam częsty,codzienny kontakt.Którzy byli jakoś namacalnie 'tu i teraz'.
Traktowałam to wręcz jako wybawienie,bo lubię mieć maksimum swojego czasu dla siebie i ciężko mi z tego zrezygnować.Zresztą szybko zaczynałam się nudzić.

Jeśli chodzi o uczucie do kogoś,kto albo jest daleko,albo mnie nie chce (a często jedno i drugie) i generalnie nie warto zaprzątać sobie głowy,to potrafię cierpieć miesiącami i latami i ciężko mi się z takiej pętli wyrwać.
Zdecydowanie nie umiem stworzyć normalnego związku z drugim człowiekiem.

Mnie na dzień dzisiejszy przeraża sama myśl,że mogłabym z kimś być :? .
snaefridur
Offline

przez Amy Lee 06 gru 2007, 19:06
Nie wiem, po co ja w ogóle zaczełam pisać w tym temacie.
Już po wszystkim.
Amy Lee
Offline

Lekarstwa a problemy z potencją - co robić?

przez MK-ULTRA 06 gru 2007, 23:47
Witam wszystkich ;] Jestem tu nowy (tzn. nowy w sensie aktywnego uczestnictwa w forum-wcześniej przeglądałem je bez wypowiadania się).
Mam ogromny problem, na który nie widzę na razie żadnego sensownego rozwiązania.
Zacznę od tego, że problemy ze sobą zacząłem mieć w III klasie maturalnej. Strasznie się wyalienowałem, ogarnęła mnie niesamowita fobia społeczna itp itd. Ale to jeszcze nic. Kiedy poszedłem na studia, dopiero się zaczęło. Przez moją nieśmiałość i fobię społeczną nie mogłem na studiach normalnie funkcjonować. Nowi ludzie, nowe otoczenie- to wszystko mnie tak przygnębiło że po prostu bałem się jeździć do szkoły. Nie chcę za bardzo się na ten temat rozpisywać bo nie o to mi w tym poście chodzi. W każdym razie po przekopaniu niezliczonej ilości stron www doszedłem do wniosku że mam depresję i postanowiłem wybrać się do psychiatry żeby wypisał mi receptę na jakiś lek który mi pomoże. Było to jakoś na początku 2006 roku. Lekarz zdiagnozował u mnie nerwicę lękowo-depresyjną.Na początku przepisał mi Moklar, po miesiącu nie zauważyłem żadnych zmian więc wybrałem się ponownie z wizytą. Lekarz przepisał mi Velafax. Velafax okazał się strzałem w dziesiątkę- powoli zacząłem być innym człowiekiem, zacząłem normalnie żyć, mieć mnóstwo zainteresowań w które byłem strasznie zaangażowany, życie zaczęło mnie cieszyć, po prostu czerpałem z życia pełnymi garściami ciesząc się że znalazłem lek który wyleczył mnie z tego okropnego stanu. W ostatniego sylwestra poznałem wspaniałą dziewczynę, w marcu poszedłem do pracy a w szkole miałem najwyższą średnią na roku. Jednak Velafax okazał się nie byc lekiem idealnym- wywoływał u mnie ogromny spadek libido i problemy z potencją. W końcu więc postanowiłem go odstawić, myśląc że jestem już wyleczony i go nie potrzebuję. I co sie okazało? Lek odstawiłem w lipcu tego roku, po jakimś niecałym 1,5 roku brania. Ponad dwa miesiące temu zaczęło się- nawrót objawów lękowych i depresyjnych. Czuję się okropnie, nie che mi się żyć i nie widzę w niczym sensu (zresztą nie muszę pisać jak toj est bo większa część użytkowników tego forum doskonale to zna). Postanowiłem pójść miesiąc temu do psychiatry żeby coś z tym zrobić. Powiedziałem mu dlaczego odstawiłem Velafax, więc przepisał mi Moklar. Moklar jednak NIC mi nie pomaga. Wybieram się do lekarza w najbliższy wtorek, ale nie wiem co mi poradzi. Jeżeli Velafax to jedyny lek który może mi pomóc, to czy oznacza to że jestem skazany na problemy z seksem? Czy są inne leki o działaniu takim jak Velafax, tylko bez tego paskudnego efektu ubocznego? Już nie wiem co mam o tym myśleć...Mam wspaniałą, wyrozumiałą dziewczynę ale i tak nie wyobrażam sobie męczenia się w łóżku przez te tabletki..
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
06 gru 2007, 23:16

przez Lena 07 gru 2007, 00:16
Proponuje poszukac w subforum o lekach. Tam na pewno znajdziesz informacje na ten temat. A tak na marginesie -moj byly po Velafaxie mial ogromne potrzeby ;) .
Lena
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do