Nerwica a związek (seks)

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Avatar użytkownika
przez Olka 04 kwi 2006, 08:53
Iwo na czym polega to zmuszanie sie do związków, bo ja nie bardzo rozumiem......
"...by czuć upadek z wysoka spaść trzeba. Być na dnie by móc sięgnąć nieba......"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
639
Dołączył(a)
23 wrz 2005, 17:49
Lokalizacja
Świdnik

Avatar użytkownika
przez Olka 04 kwi 2006, 09:34
Tak, ja tez myśle ze partner chorej osoby w pewnym sensie równiez cierpi. Pamietam taki okres w moim zyciu gdzie nie byłam w stanie pojsc na piwo, na dykoteke, do znajomych ........bo wszedzie mogłam spotkac jakis znajomych ludzi, a tego sie strasznie bałam. Kiedys chciałam sie przełamac i zmusiłam sie do pojscia do knajpy, poszlismy we dwójke i skonczyło sie na tym, ze wypiłam poł piwa i zaczeło mnie telepac! Rozryczałam sie jak małe dziecko na mysl o tym jak zaraz z pełnej knajpy ludzi zabierze mnie karetka. Połknęłam tabletke i zaraz znow zaczełam panikowac co wyjdzie z tej mieszanki leku z alkoholem! Po tej sytuacji zdecydowanie zniecheciłam sie do wszelkiego typu wypadów......tragedia!
Nie byłam w stanie spedzic swiat z jego rodzina, udac sie na jakies spotkanie z naszymi znajomymi- to juz była porazka na całej lini.......żle sie czuc przy ludziach ktorych znałam od lat! W pewnym momencie nawet moja rodzina stała sie żródłem moich lęków nie wspomne juz o matce mojego chłopaka, ktora przepadała za mna! Ta moja niemoc i bezsilność, to ze nie mogłam robic tego co chciałam sprawiały ze moje samopoczucie stale sie pogarszało, schodziło ze mnie potwietrze jak z dziurawego balonika! Z szalonej tryskającej energia i radoscia osoby stałam sie jednym wielkim smutasem! Przychodziły mi nawet takie mysli do głowy, ze musze sie rozstac, bo zameczy sie facet ze mna! Mysle ze moj zwiazek przetrwał tylko dlatebo ze bylismy ze soba bardzo zwiazani emocjonalnie i mielismy spory staż, zreszta Łukaszek był ciepłym i wrazliwym człowiekiem.......cholernym optymistą ktory mnie czasem tym uczuciem zarazał! Wydaje mi sie ze inny facet mogłby nie wytrwac przy mnie w tych chwilach, trudno zreszta byłoby sie dziwic........
"...by czuć upadek z wysoka spaść trzeba. Być na dnie by móc sięgnąć nieba......"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
639
Dołączył(a)
23 wrz 2005, 17:49
Lokalizacja
Świdnik

Avatar użytkownika
przez Olka 04 kwi 2006, 09:52
Jezu nie ma to jak świerza miłostka.......cudownie!!!!! Telimenko jezeli jestes tak tym zestresowana ze trudno Ci jest sie skupic podczas rozmowy, ja na Twoim miejscu powiedziałabym o swoich problemach, to ze ktos wie zmniejsza u mnie poziom lęku. To takie przedstawianie sie od "dupy strony" moze i jest troche ryzykowne, ale ja bym tak własnie zrobiła.
Bardzo sie ciesze Telimenko i zycze miłości z wzajemnością, nie ma nic piękniejszego:)
"...by czuć upadek z wysoka spaść trzeba. Być na dnie by móc sięgnąć nieba......"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
639
Dołączył(a)
23 wrz 2005, 17:49
Lokalizacja
Świdnik

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez kowboj 04 kwi 2006, 09:53
Może na tym że w dzisiejszym świecie odczuwamy imperatyw bycia w jakimkolwiek związku. Ja tak to postrzegam. Sami się nakręcamy, żeby tylko kogoś mieć. Może to też potęguję nerwicę?
i am isolation
Avatar użytkownika
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
02 kwi 2006, 09:55

Avatar użytkownika
przez iwo4 04 kwi 2006, 10:25
Hmmm... po rozpoczetej psychoterapii mam pewne przemyslenia co do tego faktu.... mysle ze wynika to wszystko z dziecinstwa... rodzice nie okazywali mi za bardzo uczuc... w zasadzie mozna powiedziec ze dosc duze braki emocjonalne z tego okresu, co skutkuje tym, ze jak spotkam kogos, komu na mnie zalezy i kto mnie kocha to bardzo ciezko jest mi sie od tego odwrocic... dochodzi potem do sytuacji, ze sama sobie potrafie wmowic ze cos czuje... od tego zaczela sie zreszta moja nerwica
Witajcie wsród "wybranych"...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
193
Dołączył(a)
24 mar 2006, 23:21
Lokalizacja
Kraków

i dalej apropos związków...

przez Clara 04 kwi 2006, 16:41
Witam wszystkich!Jestem tutaj nowa i nawet nie wiem napewno czy mam nerwicę czy nie.Lekarze są dość rozbieżni w swoich opiniach a ja czuje sie gorzej gorzej.Ale właśnie to wszystko zaczęło się od rozpadu związku,trwającego 8 lat.Potem od razu weszłam w następny i on trwa do dziś ale mam właśnie takie wrażenie,że wpływa na mnie bardzo źle.No bo czy to jest normalne bać sie i denerwować przed spotkaniem ze swoim facetem?Mam tę świadomość ale tak bardzo boję się być sama- przede wszystkim tego,że nie poprawi się a będzie jeszcze gorzej,że nie potrafię zerwać tego związku.Cały czas mam wrażenie,że przesadzam i czepiam się bez powodu a winna jestesm tylko sama sobie.Napiszcie jak to jest?Czy Wy też macie takie wątpliwości?
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
04 kwi 2006, 16:02
Lokalizacja
Gdynia

Jak pokonuje swoje leki!

Avatar użytkownika
przez dzasti13 04 kwi 2006, 18:12
witaj klara na forum!
WIesz w tej chorobie, jest tak ba sama tak mialam i czasem jeszcze zdyrzy mi sie Poczucie winny ze wszystko ja psuje ,czyli niska samaocena, niewiem czemu u ciebie wystepuje starch przez spotkaniem z wlasnym chlopakiem, moze ty go wogole niekochasz tylko jestes z nim bo niepotrafisz sama byc!A po tak dugim zwiazku ktory mialas niemoglas byc sama czy tak! :?
chce pomagac ludziom z nerwica lekowa i wymieniac sie spostrzerzeniami i wlasnymi doswiadczeniami.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
345
Dołączył(a)
15 lut 2006, 17:29
Lokalizacja
z frankfurtu nad menem

Avatar użytkownika
przez iwo4 04 kwi 2006, 21:17
Witaj Clara!... u mnie byla taka sytuacja, ze po kilkuletnim zwiazku od razu zaczelam sie spotykac z kims innym... niby wszystko bylo super, bo przeciez facet byl wspanialy... a ja tak bardzo chcialam byc zakochana i szczesliwa... zaczelam sama sobie wmawiac ze jestem zakochana, ze jest cudownie... mialam potworny lek przed tym ze to nie to i przed zerwaniem ... koszmar... do takiej sytuacji doprowadzilam dwukrotnie:(...oczywiscie po bardzo trudnej decyzji udalo mi sie jakos to wszystko zakonczyc... po tym wszystkim uswiadamialm sobie ze wcale nic do nich nie czulam... nie musze mowic ze doprowadzilo to do pogorszenia mojego stanu psychicznego.... nie chce Ci bron Boze nic sugerowac... po prostu naprawde zastanow sie czy cos do niego czujesz
Witajcie wsród "wybranych"...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
193
Dołączył(a)
24 mar 2006, 23:21
Lokalizacja
Kraków

Avatar użytkownika
przez Olka 05 kwi 2006, 07:45
Clara to ze sie boisz i denerwujesz przed spotkaniem ze swoim facetem nie jest normalne. Ale nie znaczy to ze ten zwiazek na Ciebie źle wpływa, podałas mało szczegółow wiec nie wiem czy jest Ci dobrze z tym facetem. Jezeli kochacie sie a Ty odczuwasz taki dyskomfort podczas tych spotkan to oznacza ze Ty masz problem. Mozna sie bac nawet bardzo bliskich włacznie z rodzina.......a to juz jest choroba i nie mozna wtedy stwierdzic ze to rodzina na Ciebie źle wpływa.......
"...by czuć upadek z wysoka spaść trzeba. Być na dnie by móc sięgnąć nieba......"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
639
Dołączył(a)
23 wrz 2005, 17:49
Lokalizacja
Świdnik

przez Clara 05 kwi 2006, 13:27
Dziękuję za posty.Dzasti wydaje mi sie ,że masz rację ja chyba weszłam w ten związek żeby zapomniec o tamtym,żeby było łatwiej ale zrobiłam to podświadomie.Spotykając się z nim czułam sie szczesliwa,zakochanaiowana i bezpieczna.Byłam spokojna i czułam sie dobrze ale mimo wszystko czułam ,ze cos z nim jest nietak.Wiecie on miał i ma takie dziwne reakcje trudno mi to wyjaśnic ale Olu mam jednak wrazenie ,ze on ma na mnie zły wpływ.Dziwne reakcje i zachowanie mojego chłopaka potwierdzaja równiez osoby postronne więc to nie moja wyobraznia chyba...Juz sie w tym wszystkim pogubilam.Jestem pewna,ze on mnie kocha,na swoj sposob to wyraza ale ja nie czuje satysfakcji,poczucia bezpieczenstwa tak jak kiedys.Mielismy bardzo wiele powaznych awantur z rekoczynem wlacznie,czesto sie klocimy a potem ja bardzo zle sie czuje,nie moge wcale spac.Poza tym mam takie wrazenie,ze on prowadzi ze mna jakas dziwna gre.Tak jakby chcial ze mna walczyc,rywalizowac.Ja mialm juz wielu facetow wiec mam porownanie i nigdy dotad nikt tak sie nie zachowywal.Poza tym jest malo odpowiedzialny i b.zazdrosny.Ciagle mnie o cos oskarza i niby nie mowi wprost ale rzuca jakies takie kasliwe uwagi i aluzje.Komletnie nie czuje sie z nim bezpiecznie a dla mnie zawsze wazne bylo zeby facet stanowil jakies oparcie.Doszlo do tego,ze mimi,ze go nie zdradzam ciagle czuje sie winna jak np.zostane godzine dluzej niz powiedzialam u koleznki.
Poza tym on jest bardzo chwiejny emocjanalnie,miewa humory,nigdy nie moge byc pewna jak sie zachowa i jak mnie potraktuje.Jednak jest tez dobrze miedyz nami,mamy wspolne zaiteresowania i potrafimy milo spedzac z esoba czas ale mam wrazenie ze jest tak coraz rzadziej i nie rozumiemy sie.Probowalam z nim otym rozmawiac-on wtedy mowi z eprzesadzam i ze on mnie bardzo kocha.A jednak z innymi ludzmi moje relacje sa zupelnie normalne. Wiecie ,juz stracilam troche zdolnosc przypatrzenia sie temu z dystansem.Nie wiem co robic tymczasem czuje sie coraz gorzej,zaczelam chodzic do psychiatry ,przyjmowac leki...Moje zycie jest coraz smutniejsze,pelne obaw.A jezeli to on jest przyczyna tych wszystkich dolegliwosci?
Strasznie sie rozpisalam ale dzieki temu bedziecie miec pelniejszy obraz sytuacji.Prosze Was doradzcie mi...Juz nie wiem co robic.A psychlog kaze "uporzadkowac zycie"- gdyby to bylo takie proste...
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
04 kwi 2006, 16:02
Lokalizacja
Gdynia

przez aaaricia 05 kwi 2006, 13:38
...no i ja się mogę tu wpisać...jesteśmy razem od 5 lat...5 cudownych lat...
ostatnio mój Misiol czuje sie gorzej, mówi o rozstaniu ze mną, chce uciec...ale ja mam jeszcze dużo siły i będę o niego walczyć...
pozdrowienia!!
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 08:29

Avatar użytkownika
przez Olka 05 kwi 2006, 13:53
Clara, teraz juz mi wyjaśniłas w takim razie nie zrozumiałam Cie dobrze piszac poprzedni post. Wszystko na to wskazuje, ze jednak ten chłopak ma na Ciebie fatalny wpływ- mysle ze wystarczajaco duzo podałas argumentów. Partner powinien poprawiac Ci samopoczucie, a nie na odwrót. Jezeli nie czujesz sie dobrze w tym zwiazku, to mysle ze nie ma sensu ciągnąc go w nieskonczonosc! Wiem, ze nie jest łatwo sie rozstac, sama niedawno to przerabiałam- makabra! On powienien okazywac Ci miłość tak jak Ty tego potrzebujesz, sama świadomość ze Cie kocha nie jest wystarczająca. Mi by się bardzo nie podobała ta jego zazdrość i te kąśliwe uwagi........Jezeli wszyscy do okoła potwierdzaja jego dziwne zachowanie, znaczy ze tak faktycznie jest. Wiesz czasem ludzie z boku potrafią dostrzec to, czego Ty w zwiazku nie jestes w stanie. Bardzo dobrze, że patrzysz na ten zwiazek realnie, bez kalpek na oczach. Jeżeli nie masz poczucia bezpieczeństwa i nie mozesz byc pewna jego reakcji to znaczy, ze ten facet szczescia Ci nie da.
Odpowiedz sobie na pytanie- czy chciałabys spedzic z nim reszte zycia?
"...by czuć upadek z wysoka spaść trzeba. Być na dnie by móc sięgnąć nieba......"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
639
Dołączył(a)
23 wrz 2005, 17:49
Lokalizacja
Świdnik

Avatar użytkownika
przez Olka 05 kwi 2006, 14:09
Aaaricia cudownie, że masz siłe na to, by podnosic kogos na duchu:) Wiesz mi na przykład problem partnera dodaje siły, wiem, ze wtedy musze zrobic wszystko by zadbac o jego dobre samopoczucie i nastrój......... smutasek wtedy nigdy mi sie nie udziela. Wycałuj swojego Misiaczka i żyjcie sobie razem szczęśliwie:)
"...by czuć upadek z wysoka spaść trzeba. Być na dnie by móc sięgnąć nieba......"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
639
Dołączył(a)
23 wrz 2005, 17:49
Lokalizacja
Świdnik

przez beata0281 06 kwi 2006, 16:31
cześć .mi co prawda się nie udało i rozstałam się ze swoim partnerem, ( to on był chory), ale ciężko mi było go zrozumiec już do końca. W pewnym momoęcie bardzo się zmienił zrezygnował z wizyt u psychologa i łykał tylko leki.Popadał często w dołki emocjonalne w których nic go nie obchodziło. Po lekturze jaką mam z forum wiem ,że wielu z was ma się lepiej , ale walczy o to, chce czegoś więcej. On nie chciał nawet słyszeć ze może być lepiej. Cieszę się bardzo że macie partnerów którzy potrafią to wszystko z wami przezwycięzyć
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
10 sty 2006, 11:05
Lokalizacja

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do