Zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia)

Anoreksja, napadowe objadanie się, bulimia.

Nerwica lękowa a zespół napadowego objadania się

przez zuzu 13 paź 2006, 15:09
Mam agorafobię z napdadami lęku. I nie wiem czy to jest metoda na mój lęk ale dodatkowo cierpie z powodu napadowego objadania się. Nie potrafię z tym wszystkim walczyć! Czy jest ktoś kto ma jednocześnie nerwice lękową i nałogo sie przejada???
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
13 paź 2006, 10:54

Avatar użytkownika
przez Lusi 13 paź 2006, 15:20
Ja tak miałam. Żarłam jak świnia. Nie ważne co, byle dużo. Na deser połykałam tabletki na przeczyszczenie, ale i tak potrafiłam przytyć 5 kilo w ciągu miesiąca. Potem popadłam w drugą skrajność - nie jadłam prawie nic. Schudłam niemożliwie. To było wiele lat temu i teraz wiem, że to był początek mojej przygody z nerwicą.
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
784
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 10:36
Lokalizacja
Gdańsk

przez zuzu 13 paź 2006, 15:32
A teraz jak jest?? Jesz dużo? Ja nie potrafię sie opanowac codziennie rano wstaje z nastawieniem ze od dzis sie zmieniam i nic z tego! Nie zjem śniadania a potem jestem głodna koło południa i coś podjem potem zzjem obiad i sie objem. Jem szybko nawet nie wiem kiedy sie obeżre! Potem chce mi się płakć. Ciągle jestem większa. Nie chce mi sie wychodzić z domu bo wydaje mi sie że jestem okropnie gruba! Zreszta ubrania ciągle są mniejsze. Kupuje nowe spodnie dzinsy i potem za kilka dni boje sie ich ubierac bo boje sie że okaże sie ze sa za małe.

[ Dodano: Pią Paź 13, 2006 3:35 pm ]
Jak sobie pomóc? od czego zacząć?
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
13 paź 2006, 10:54

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Neśka 13 paź 2006, 19:14
Jejuuu...ja właśnie przed momentem odeszłam od TV:( Coś o odchudzaniu było...

Ja każdy stres zajadam--jem więcej niż wszyscy u mnie w domu łącznie. Dawniej miałąm szybką przemianę materii i co wchłonęłam tak nie było większego śladu...

Ostatnio zgrubłam 8 kilo, mam wilekie fałdy tu i tam, zero "sprężystości" przy ciągle szczupłej budowie ciała. To mnie przybija każdego dnia, gdy patrzę w lustro... Ale o nawyku zapychania się miałam gadać.

Jem jak najęta, najbardziej ciągnie mnie do tego, co niezdrowe lub tuczące i do słodyczy. Jak już jem to tonami, mieszam ogórki kiszone z jajkiem, popijam mlekiem, walnę sobie czekoladę (co najmniej jedną), dowalę bułką z serem i płatkami z mlekiem. To taki rytuał... A potem zdycham, zadręczm się, mam doła, płaczę. Nie zwymiotuję, bo nie potrafię...
Następnego dnia robię to samo, choć mówię sobie, że od jutra z tym kończę...
Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą ! (św. Augustyn)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
157
Dołączył(a)
16 wrz 2006, 20:51

przez zuzu 13 paź 2006, 19:34
Tak wiem że już dużo się mówiło o bulimii i o anoreksji. Ale to moje objadanie się to jest coś zupelnie innego... jem i to co jem nie ma dla mnie smaku, nie ważne czy to jest smaczne czy nie . Jem machinalnie i bardzo szybko. Po prostu pochłaniam wszystko. Jem aż poczuje ból i wtedy czuje sie jeszcze gorzej. Czuje sie jeszcze gorsza. Nie prowokuje wymiotów ani nie połykam środków przeczyszczających. Nie lubie jeść w towarzystwie objadam sie jak inni nie widzą. Ukrywam sie z tym. Chciabym aby ktoś pozakładał mi lodówki i szafki na kłódki.. Nie wiem czy potrafie sama sobie pomóc.
Nie wiem czy to może być związane z nerwicą czy to jest po prostu coś niezależnego od siebie.

[ Dodano: Pią Paź 13, 2006 7:35 pm ]
Neśka a czy Ty tyjesz???
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
13 paź 2006, 10:54

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 13 paź 2006, 21:42
Hej!!!
Ja również objadam się różnymi świństwami,zwłaszcza w czasie stresu :twisted:
Wystarczy powiedzieć,że z dnia na dzień straje się coraz grubszy :cry:
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

przez katarzynka 13 paź 2006, 22:03
Właśnie wcinam czekoladę...a to miał byc kolejny dzień, kiedy pomyślę dwa razy zanim włożę coś do ust :( Ja mam najczęściej takie ataki obżarstwa w nocy. W ciągu dnia jakoś potrafie sie upilnowac, ale potem jak zacznę to po mnie. A zaczyna się zazwyczaj dosc niewinnie - zjem sobie kilka kosteczek czekolady,zeby przyjemniej sie potem zasypiało. Kilka kosteczek zmienia się w cała tabliczkę, potem jest kilka ciasteczek, a potem jest mi tak słodko,że wcinam bułkę z serem czy z czymkolwiek niesłodkim, trochę chipsów i tak dopóki nie poczuję jak potwornie jestem beznadziejna :( nie wymoituję, bo nie potrafię...nie wiem dlaczego, ale czuję taki wstret do wymiotowania,że nie jestem w stanie tego zrobic - moze to i lepiej, bo boje sie pomyśleć co by było gdybym potrafiła to robić...
"ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy...."
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
05 paź 2006, 22:11
Lokalizacja
Kraków

Avatar użytkownika
przez Lusi 28 lis 2006, 16:17
Zuzu, ja z tego jakoś wyszłam. Już sie nie obżeram. Ale nie wytrzymuję jak ktoś przejawia nadmierne zainteresowanie tym co i ile jem. Nie znoszę jak mi ktoś na siłę dokłada na talerz tłumacząc, że żal żeby się zmarnowało. Jak ktoś stwierdza, że jestem za chuda i mówi że MUSZĘ jeść więcej, to jestem w stanie go pobić. W takich sytuacjach jeżę się i prycham jak wściekły kot. Oni nie wiedzą ile kosztowała mnie nauka normalnego jedzenia, żeby jednak coś zjeść ale zatrzymać się w odpowiednim momencie.
Chyba do końca życia jedząc będę myślała o tym że może robię coś złego.
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
784
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 10:36
Lokalizacja
Gdańsk

przez polak 30 lis 2006, 06:42
Zuzu, u mnie wszystko wygląda identycznie jak u Ciebie. Właśnie teraz leżę w łóżku po zjedzeniu chyba wszystkiego co mozliwe...
Ten problem pojawia się jak bumerang. Wstaje rano z nastawieniem, że ten dzień będzie inny, że w końcu nad tym zapanuje. Wypiję kawę, potem zjem lekki posiłek i tak około 17-18 zaczyna się... Myślę co tutaj podjeść. Pracuję na nocną zmianę, w pracy jest maszyna z batonikami, chipsami, itp, itd. Nie ma nocy, żebym nie przeszedł obok niej obojętnie. Zazwyczaj kończy się to tak, że zjem z dwa batony, do tego dołóżę puszkę coli i myślę tylko o powrocie do domu i otwarciu lodówki... Takie błędne koło.

Nie cierpię na żadną z nerwic, na tym forum pojawiłem się po to, żeby pomóc bliskiej mi osobie, która ma duże problemy emocjonalne. Wydaje mi się, że nie koniecznie objadanie się musi być objawem nerwicy patrząc na mój przypadek.

Są okresy, że panuje nad tym. Potrafię miesiąc czasu chodzić na basen lub na siłownie, żeby zrzucic wszystkie te kilogramy i muszę przyznać, że mi sie to udaje. Jednak po jakimś czasie wraca wszystko tak jak to określiłem już wyżej jak bumerang.

Co zrobić, żeby ten problem minął, jak Ty Lusi go pokonałaś?
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
05 paź 2006, 03:39

Avatar użytkownika
przez Lusi 30 lis 2006, 11:44
Oj ciężko było sobie z tym poradzić i nie jestem do końca pewna czy pozbyłam się tego na zawsze. Czasem jeszcze mam takie jazdy, że zjadła bym wszystko co w lodówce i lodówkę razem z kablem. Ale zazwyczaj udaje mi się nad tym panować.
A jak sobie poradziłam? Wydaje mi się, że zaakceptowałam siebie. Zawsze wydawało mi się, że jestem gruba. Dużo się odchudzałam. A po okresach diety byłam tak wygłodzona, że rzucałam się na jedzenie jak głupia. I tak w kółko. Jak nic nie jadłam to byłam z siebie dumna. A jak się objadałam, to nienawidziłam siebie, byłam zła i nieszczęśliwa. No i wszystkie te żale i smutki usiłowałam zajeść.
Potem w moim życiu pojawiła się nerwica. Zaczęłam chodzić na terapię i powiedziałam pani psycholog o tym, że się obżeram. Bardzo ciężko było powiedzieć o tym komuś tak prosto w oczy, ale jak to zrobiłam, to zrobiło mi się zupełnie lekko na duszy. Jak dobrze było zrzucić ten ciężar. W czasie terapii zrozumiałam, że nie muszę się odchudzać, bo moim znajomym i przyjaciołom nie zależy na moim wyglądzie tylko na moim wnętrzu. Nie muszę też zajadać wszystkich stresów, bo wystarczy, że będę o tym szczerze rozmawiać z bliskimi, że kazdy problem będę starała się rozwiązywać na bierząco.
Nauczyłam się inaczej patrzeć na świat, ludzi i przede wszystkim na siebie. Teraz patrząc w lustro nie skupiam uwagi na tym co mi się we mnie nie podoba, tylko oglądam się całaściowo i zawsze bilans wychodzi na plus. Wiem, że nie jestem gruba, chociaz ciężko było w to uwierzyć. Zaprzyjażniłam się ze sobą i jestem zadowolona ze swojego wyglądu.
I nie przejmuję się tym, że czasem komuś mogę się nie podobać.
A odkąd polubiłam siebie, bardziej lubię innych i inni też mnie bardziej lubią. Jestem bardziej zadowolona z życia i nie muszę jeść żeby poprawić sobie humor.
Tak to wygląda. Nie wiem, czy w mojej wypowiedzi jest ład i czy napisałam wszystko co chciałam. Jeśli coś nie jest jasne to pytajcie.
Pozdrawiam.
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
784
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 10:36
Lokalizacja
Gdańsk

depresja-anoreksja-bulinia-depresja

przez znerwicowana Kasieńka 18 sty 2007, 11:36
Siema mam na imię Kasia, mam zaledwie 16 lat i spory bagaż doświadczeń związanych z tą okropną chorobą która nęka nas wszystkick. Wszystko zaczęło się od tego że miałam ciężkie dzieciństwo. Moja mama wyładowywała się na mnie obarczając mnie winą za jej nieszczęśliwe małżeństwo. Jako pięcioletnia dziewczynka miałam pierwsze symptomy nerwicy tj. ucisk gardła duszności i lęk przed śmiercią. jakoś sobie z tym radziłam. Następnie poszłam do gimnazjum. trudno było mi przyzwyczaić się do nowej szkoły i nauczycieli, w których szukałam matczynego ciepła. Niestety nie było tak łatwo. Pewnego nieszczęsnego dnia, po napisaniu klasówki poczułam że robi mi się słabo. Nikomu nie powiedziałam, bo jakoś wydawało mi się że to wstyd. Na szczęście za chwilę zadzwonił dzwonek na przerwę i szybko wybiegłam z klasy. Czułam się otępiona, kręciło mi się w głowie i się bałam, bałam, że zaraz wydarzy się coś złego. Dwa mięsiące nie wychodziłam z łóża, wciąż kręciło mi się w głowi. Ciocia powiedziała mojej mamie że potrzeba mi psychiatry. Pani doktor pomogła mi, powróciłam do normalnego żcia. Następnego roku postanowiłam się odchudzać, dieta którą podsunęła mi koleżanka była typową głodówka, którą stosowałam przez trzy miesiące. Schudłam 25 kilo i wyglądałam jak szkielet. Wtedy wydawało mi się że jestem piękna, ale dziś gdy patrzę na zdjęcia z tamtego okresu, to wiem,że tak nie było. Ledwo uszłam śmierci. Pani doktor uznała, że to anoreksja. Pomoc otoczenia sprawiła że przytyłam i poprawiły się wyniki badań. Niestety zaczęła się bulimia. Jadłam do momentu aż dostawałam kolki, a później miałam wyrzuty sumienia i głodowałam. Wzięłam się za siebie i radziłam z tym. Wszyscy mówią mi że jestem ładna, szczupła, doskonale się uczę(mam średnią powyżej 5.0), a ja czuję siębrzydka i nikomy niepotrzebna. Kiedy opanowałam zaburzenia odżywiania, powrócił lęk przed śmiercią i depersonzacja. Chcę zostać lekarzem i jestem na dobrej drodze ale, potrzebuję wspacia. POMÓŻCIE,PISZCIE
Posty
1
Dołączył(a)
05 sty 2007, 18:33

przez sisi1234 18 sty 2007, 12:04
Znerwicowana Kasienko, musisz byc niezwykla osoba, skoro przy takich stresach, i przejsciach zwiazanych z choroba, masz fantastyczne wyniki w nauce. Pogratulowac,pozazdroscic i brac przyklad. Ja niestety wciaz mam takie problemy z koncentracja, ze... pisz z nami,rozmowa pomaga. Tymczasem sciskam Cie cieplo niezwykla dziewczyno
Offline
Posty
110
Dołączył(a)
10 sty 2007, 15:19

Re: Zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia)

Avatar użytkownika
przez kari77 18 sty 2007, 15:20
snaefridur napisał(a):Zastanawiam się ilu forumowiczów ma ten podobny problem co ja.Chorowałam na anoreksję,teraz cierpię na bulimię.Wydawało mi się,że nerwica i te właśnie zaburzenia lubią chodzić ze sobą w parze,ale nie znalazłam na forum podobnego tematu.


...nie potrafię... nazwać rzeczy po imieniu, bo jadłowstręt u mnie... jest na zasadzie "pojawiam się i znikam".
ech.
...coraz mniej we mnie leukocytów światła *
Avatar użytkownika
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
14 wrz 2006, 15:48
Lokalizacja
małopolskie

przez kamcia 19 sty 2007, 17:37
:D dzięki że tu weszłam ja nie mogę jeśc, no może trochę nie chcę. Od września zaczęła się moja depresja i jedzenie straciło smak. Wszystko co biorę do ust jest takie jałowe, takie niedobre.Załamana jestenm tym bardziej że nawet fajki mi już nie smakują. Najgorsze że kiedyś przeczytałam że to jedne z objawów raka płuc i od tego zaczęł się moje jazdy z lękami. Teraz myślę że czeka mnie szpital bo sama nie pociągnę tak długo.
Pozdrawiam gorąco
Kamila
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
18 sty 2007, 04:26
Lokalizacja
radom

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

Przeskocz do