Zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia)

Anoreksja, napadowe objadanie się, bulimia.

Zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia)

Avatar użytkownika
przez Helvetti 23 mar 2013, 20:28
znów zemdlałam dziś, cały dzień potem byłam taka nie do życia, dopiero teraz byłam w stanie się ruszyć.
got a date with suicide.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2478
Dołączył(a)
16 kwi 2009, 21:14
Lokalizacja
Warszawa.

Zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia)

Avatar użytkownika
przez moyraa 23 mar 2013, 20:36
Helvetti, wiesz, że Ty jedyna możesz wpłynąć na ten stan rzeczy, poprawić coś? Jeśli jest tak źle, to nie lepiej pójść do szpitala zamiast się męczyć?
Dusza czasem lubi umierać i zostawiać ciało samo. Trzeba czasu, aby ponownie wydała plony.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
438
Dołączył(a)
10 cze 2012, 14:07
Lokalizacja
Śląsk

Zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia)

Avatar użytkownika
przez Helvetti 23 mar 2013, 20:38
moyraa, właśnie jestem w szpitalu i nie zmienia się zbyt wiele...
got a date with suicide.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2478
Dołączył(a)
16 kwi 2009, 21:14
Lokalizacja
Warszawa.

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia)

Avatar użytkownika
przez moyraa 23 mar 2013, 20:44
Helvetti, a w jakim szpitalu jesteś? Też planuję iść, ale nie wiem jeszcze kiedy i czy to się w ogóle stanie.
Kurcze. Chciałabym jakoś pomóc, ale wiem, że kiedy dzieje się tak, a nie inaczej, to nie da się. Słowa to za mało.
Dusza czasem lubi umierać i zostawiać ciało samo. Trzeba czasu, aby ponownie wydała plony.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
438
Dołączył(a)
10 cze 2012, 14:07
Lokalizacja
Śląsk

Zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia)

Avatar użytkownika
przez Helvetti 23 mar 2013, 20:47
W Warszawie na ul. Nowowiejskiej. Byłam we czwartek na konsultacji na terapie w oddziale dziennym, ale sie nie zakwalifikowałam i musze jeszcze zostać w szpitalu.
Za mało, no ale z drugiej strony jednak czasem wystarczająco.

-- 23 mar 2013, 20:49 --

Wystarczająco, znaczy że nie da się czasem zrobić więcej
got a date with suicide.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2478
Dołączył(a)
16 kwi 2009, 21:14
Lokalizacja
Warszawa.

Zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia)

Avatar użytkownika
przez moyraa 23 mar 2013, 20:55
Helvetti, spróbuj być dobra dla siebie. Bo to przede wszystkim Ty się liczysz w swoim życiu. Z tego co mi się obiło "o uszy", to masz chłopaka. Pewnie też byłby szczęśliwy i dumny z Ciebie, jeśli choć raz uda Ci się przezwyciężyć chęć niszczenia siebie. Ale uwierz, że przede wszystkim Ty sama jesteś warta tego, aby być dla siebie nie wrogiem, a przyjaciółką. Jeden krok, drugi. Powoli. I chwal siebie za każdy drobny kroczek. Nie od razu Rzym zbudowano, ale takie nagradzanie da Ci siłę. Szczególnie, kiedy masz się z kim tym dzielić ;).

-- 23 mar 2013, 20:58 --

Zrozumiem, jeśli nie weźmiesz tego do siebie, bo strasznie trudno jest pójść w drugim kierunku. Wiem. "Nie potrafię tak. Nie zasługuję. Musze siebie niszczyć, to zbyt silne." itp. itd. Łatwo jest pisać, trudniej wcielić to samemu w życie. Ja w Ciebie wierzę i trzymam kciuki, żeby bylo choć trochę lepiej! :smile:
Dusza czasem lubi umierać i zostawiać ciało samo. Trzeba czasu, aby ponownie wydała plony.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
438
Dołączył(a)
10 cze 2012, 14:07
Lokalizacja
Śląsk

Zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia)

Avatar użytkownika
przez Helvetti 23 mar 2013, 21:13
moyraa, oj mam. To najcudowniejszy facet na świecie. Dla niego warto... choć trudno, ale warto.
got a date with suicide.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2478
Dołączył(a)
16 kwi 2009, 21:14
Lokalizacja
Warszawa.

Zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia)

Avatar użytkownika
przez NemesisDivine 23 mar 2013, 22:50
Zaczynam znowu nie ogarniać. Piszę o tym, chyba tylko po to, żeby w końcu to do mnie dotarło, tak prawdziwie. A może liczę podskórnie na to, ze ktoś napisze coś, co mnie "tknie"..
Znalazłam sobie nową wagę idealną, nowy pułap do trzymania się go, jako odpowiedniego i takiego, z którym czuję się ok. Wcześniej, przez długi czas, w sumie nawet przez kilka lat, było to 45... jakoś po powrocie z ośrodka zakotwiczyłam się przy myśli 40... i trzymam, plus minus 1,5kg... Wiem, że to złe, wiem, że wyglądam bardzo choro, wiem, wiem, wiem..i nie czuję tego..bo jest mi dobrze... Nie chcę chudnąć, ale nie mam nic przeciwko, kiedy na magicznej wadze pojawia się 39, 38..to nie niepokoi.. lampka załącza się, kiedy widzę 41.. szlag by to trafił..przecież tak długo mogło, a nawet powinno to być 45.. a teraz już to za dużo, to za dużo mnie.. zaczynam świrować...
Głupie to wszystko, bo jednocześnie czuję się teraz sama ze sobą bardziej stabilna i uporządkowana psychicznie, bardziej pewna..dlaczego więc fizycznie jest gorzej..
Człowiek jest podły, do wszystkiego przywyka Dostojewski
Avatar użytkownika
Offline
Posty
56
Dołączył(a)
17 mar 2013, 18:30
Lokalizacja
ZS / EL

Zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia)

Avatar użytkownika
przez bretta 24 mar 2013, 13:22
Helvetti, moyraa, dobrze mówi. Musisz próbować to robić dla siebie. A jeżeli nie umiesz dla siebie - rób dla chłopaka. Ja jeszcze nie umiem dla siebie, jeszcze nie potrafię docenić siebie i uwierzyć, że to czegoś warte, że ja jestem czegoś warta. Więc każdego dnia walczę, dla innych. Z nadzieją, że kiedyś dopatrzę się w tym jakiś korzyści dla mnie... Że siebie polubie (o pokochaniu nie myślę nawet)

NemesisDivine, Wiesz, że jest źle, nie tak jak powinno... Robisz coś z tym, poza napisaniem nam o problemie?
Kiedy myślę i nic nie wymyślę, to sobie myślę, po co ja tyle myślałem, żeby nic nie wymyślić. Przecież mogłem nic nie myśleć i tyle samo bym wymyślił.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2134
Dołączył(a)
13 mar 2011, 01:40
Lokalizacja
Katowice

Zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia)

Avatar użytkownika
przez moyraa 24 mar 2013, 18:03
Znowu zapchałam Armagedon w głowie... Nie jestem głodna, ale MUSZĘ, MUSZĘ, MUSZĘ TO zajeść! Musze sobie postawic jakiś głupi cel, aby pozbyć się emocji, pozbyć się tego wstrętnego czucia. A przechodzi, kiedy zaczynam czuć siebie (najem się aż do "niedobrze mi"...) fizycznie. Niech mi ktoś ręce zawiąże i daje papu jak dziecku - tyle, ile należy (tzn... mało) ...
Zbyt silne to wszystko. Na tyle, że nie potrafię już wytrzymać kilku dni bez zapychaczy :? . Nie wiem co byłoby w stanie zastąpić to cholerne obżarstwo, oprócz jednego. Czy jestem zajęta, czy nie - i tak ta potrzeba przychodzi. Muszę to w końcu zahamować! :why: Jak tak dalej pójdzie to z niedowagi dorobię się nadwagi... Chcę już do tego cholernego szpitala, bo mam serdecznie dosyć! Mam dosyć tego, że nie umiem się kontrolować, powiedzieć sobie "STOP!". Niech zrobią jakieś czary-mary (wiem, że to irracjonalne, niemożliwe...). :why:

NemesisDivine, rozumiem Cię... Chciałabym napisać coś wspierającego, ale nie potrafię.
Dusza czasem lubi umierać i zostawiać ciało samo. Trzeba czasu, aby ponownie wydała plony.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
438
Dołączył(a)
10 cze 2012, 14:07
Lokalizacja
Śląsk

Zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia)

Avatar użytkownika
przez nube 24 mar 2013, 18:15
moyraa, a może przyczyna jest czysto fizjologiczna i za mało jesz na co dzień? Ograniczasz się? W jakich sytuacjach zajadasz emocje? Potrafisz je wyłapać?

Mnie dobija hashimoto, będące następstwem anoreksji, które baardzo odbiło się na mojej wadze. Czuję się z tym obrzydliwie, nie mogę znieść swojego widoku i cały czas płaczę. :roll:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
679
Dołączył(a)
22 kwi 2012, 17:17

Zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia)

Avatar użytkownika
przez moyraa 24 mar 2013, 18:44
nube, własnie nie. Fakt, był okres, że jadłam bardzo mało, ale to kilka miesięcy temu. A poza tym, to zdarzało się tak jeść po 1-2 dni i koniec. Im więcej jem, tym więcej mam napadów - już prędzej. Także fizjologia przyczyną nie jest. Nie czuję głodu z resztą, tylko ten głód psychiczny jest niepohamowany i nie umiem go zapełnić.
Narazie nawet nie umiem wyłapac w jakich sytuacjach. Teraz akurat siedzę bardzo dużo w domu, więc nie mam stresu z zewnątrz. A kiedy chodziłam do szkoły - najgorzej właśnie było kiedy wracałam do domu (nie wiem co konkretnie tak mnie stresowało. ale widocznie coś było), w szkole też ciągle chciałam zajadać emocje, myślałam dużo o jedzeniu. M.in. jednak dzieje się tak od lat w kontaktach z ludźmi. Zamiast skupiać się na rozmowie, na nich, to widziałam bardzo często tylko jedzenie (mam na myśli urodziny itp.). Mogłabym gdybać, ale nie mam już siły na to, by wymyślać kolejną interpretację :( . Gubię się w tym, niczego nie jestem pewna. Ciągle jakieś chyba, może, ale może jednak...

Musiałaś nieźle dać sobie w kość, że dorobiłaś się zaburzeń tarczycy... :(

-- 24 mar 2013, 18:54 --

Tak w skrócie - nie rozumiem już siebie, swojej psychiki, najchętniej uciekłabym od siebie. A nie da się... Nie chce mi się już nieustannie analizować. Jestem tym strasznie zmęczona...
Dusza czasem lubi umierać i zostawiać ciało samo. Trzeba czasu, aby ponownie wydała plony.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
438
Dołączył(a)
10 cze 2012, 14:07
Lokalizacja
Śląsk

Zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia)

Avatar użytkownika
przez nube 24 mar 2013, 19:57
moyraa, jesteś pewna, że to są kompulsy? Absolutnie, nie chcę negować Twoich odczuć, ale często po okresach głodzenia się każda większa ilość jedzenia może wydawać się napadem.
Jeśli jednak są to kompulsy, postaraj się wyłapać, kiedy najczęściej Ci się zdarzają, o czym wtedy myślisz i co czujesz, czy jesteś zła, zdenerwowana, smutna, zestresowana, itd. Albo może uciekasz przed jakimiś emocjami właśnie w jedzenie, nie chcąc ich do siebie dopuścić. Nie chcę spekulować, najlepiej to szczegółowo rozpracować na terapii. Jednak możliwe też, że masz w sobie za dużo wewnętrznej energii, której nie umiesz wykorzystać i wyładowujesz ją w ten sposób na sobie. Piszesz, że nie chodzisz obecnie do szkoły? Masz czym wypełnić dzień? Jesteś aktywna?

A ja faktycznie sobie nieźle dowaliłam, w końcu 9 lat chorowania zrobiło swoje i tarczyca mi kompletnie padła. Mogę nie jeść nic, ćwiczyć do upadłego a i tak tyję... Gdybym wiedziała, że tak to się skończy, nigdy nie zaczęłabym się odchudzać. Mądry Polak po szkodzie. :roll: Niedługo idę do nowego endokrynologa i jeśli on mi nie pomoże, to ja już nie wiem. :(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
679
Dołączył(a)
22 kwi 2012, 17:17

Zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia)

Avatar użytkownika
przez moyraa 24 mar 2013, 20:19
nube, moim zdaniem są to kompulsy. Mogę jeść bez końca. Aż zrobi mi się niedobrze. Często jem wtedy nadal, aż już nie mogę i czuję się fizycznie fatalnie. Dzisiaj np. 2 bardzo duże gałki lodów, 2 małe babeczki, jakieś 3/4 dużej pizzy, batonik, lilastarsy. A potem wiadomo jaki kierunek... Myślę wtedy tylko o tym, aby jeść, jeść, jeść. Dopiero, kiedy zwrócę - przestaję o tym myśleć.
Na pewno jest to forma radzenia sobie z emocjami, bo "dzięki" temu ustępują i robi się w głowie większy porządek.
To racja. Nie chcę chyba niczego do siebie dopuścić. Zdaje się, że ostatnio wracam znowu do stanów z okresu wakacji, kiedy zaczęłam chodzić do pierwszej psycholog. Może ma to związek z ranami z przeszłości? Z tym, że bólu nie dopuszczam (nawet na terapii mówię o, niby, bolesnych sprawach z uśmiechem na twarzy), właściwie w ogóle o tym nie myślę i zapełniam wszystko jedzeniem? Sama nie wiem. Nie wiem już jak to jest żyć jak zdrowy, normalny człowiek, więc nie mam do czego porównywać.
Nie mam motywacji do niczego, a to prawda, że gdzieś chyba mam dużo energii... Jako dziecko ciągle coś robiłam, zajmowałam się coraz to nowymi hobby, byłam zajęta. A teraz nie ogarniam co, jak, dlaczego nie mogę. Do tego stany depresyjne (depresją bym tego jeszcze nie nazwała chyba, bo nie jest tak, że ciągle czuję przygnębienie. raczej nie raz kilka emocji w jednym i trudno mi określić, połapać się w tym), często niemożność cieszenia się ze zwyczajnych rzeczy (wszystko wydaje się nudne, mdłe, "nie tym" i chcę coś zrobić, ale nie mam pojęcia co) też nie ułatwia sprawy. Łatwo jest w głowie cieszyć się sporą ilością rzeczy, a w realnym życiu... Jest jak jest. Może czas zmusić się (no bo zacząć najtrudniej) do malowania. Tylko, że... Tutaj znowu "ale". Czym bym się nie zajęła - frustruje mnie to prędzej, czy później albo nie potrafię się zaangażować. Albo, albo, albo...
Ale obojętnie jak będzie - w najbliższym czasie zapisuję się na lekcje śpiewu, bo od lat przyjaciółki mnie namawiają. Sama i wierzę, i nie wierzę w swój głos, ale lubię to (chyba... wiem. to brzmi tragicznie - jak można nie wiedzieć, czy lubi się śpiewanie, czy nie?).
Nawet jak to piszę, to z nerwów serce mi skacze, bo nie wiem co napisać, jak ująć, skąd to wszystko, jak wytłumaczyć i się wkurzam. Na swoją głowę przede wszystkim, bo nie umiem ogarnąć tego. Przerasta mnie to. Rozpisałam się, ale nie wiem czy cokolwiek sensownego z tego wynika.

Kurczę. Aż tak źle? Współczuję Ci :(.
Co do zdrowia, lekarzy itp. - napiszę Ci na priv.
Dusza czasem lubi umierać i zostawiać ciało samo. Trzeba czasu, aby ponownie wydała plony.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
438
Dołączył(a)
10 cze 2012, 14:07
Lokalizacja
Śląsk

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do