Relacje w rodzinie a zaburzenia odżywiania

Anoreksja, napadowe objadanie się, bulimia.

Relacje w rodzinie a zaburzenia odżywiania

Avatar użytkownika
przez Artemizja 25 lis 2012, 13:54
Artykuły na ten temat:

Poziom akceptacji w rodzinach anorektycznych

W obliczu zagrożeń współczesnego świata przedstawiciele różnych nauk (pedagogika, psychologia, socjologia czy medycyna) coraz częściej kierują swoje zainteresowanie w kierunku rodziny. Ona, jako pierwsze, naturalne środowisko wychowawcze, ma największe szanse, aby już we wczesnym dzieciństwie, poprzez rozmowy, bajki i własne postawy rodziców zneutralizować nieco wpływy zewnętrzne i ugruntować w dziecku poszanowanie dla własnego wyglądu i własnej osobowości, nawet, gdy odbiega ona od modelu standardowego lub przez nich wymarzonego i tym samym ustrzec dziecko przed zaburzeniami, uzależnieniami i złym wpływem środowiska.

W ciągu ostatnich lat postać niebezpiecznej choroby społecznej przybierają zaburzenia odżywiania się. Szczególnie niebezpieczna jest anoreksja, która, według klasyfikacji Światowej Organizacji Zdrowia definiowana jest następująco(za: M. Pecyna) [1]:
"Anorexia nervosa to zaburzenia jedzenia, które charakteryzuje celowa utrata masy ciała wywołana świadomie i podtrzymywana przez pacjenta. Występuje najczęściej u dziewcząt w okresie pokwitania i u młodych kobiet. Zdarza się także u chłopców przed osiągnięciem dojrzałości i młodych mężczyzn oraz u dzieci przed okresem pokwitania i u dojrzałych kobiet aż do okresu menopauzy. Zazwyczaj stwierdza się niedożywienie różnego stopnia z wtórnymi zmianami hormonalnymi i metabolicznymi oraz zaburzenia funkcjonowania organizmu. Do objawów anoreksji należą ponadto: ograniczenia w diecie, wyczerpujące ćwiczenia fizyczne, prowokowanie wymiotów, systematyczne przyjmowanie leków o właściwościach przeczyszczających i tłumiących łaknienie oraz środków moczopędnych."

Początkowo zaburzenia jedzenia postrzegane były tylko w aspekcie medycznym, a problematyką tą zajmowali się głównie psychiatrzy i endokrynolodzy. Dzisiaj specjaliści są zgodni, że najlepsze efekty w leczeniu osób cierpiących na anoreksję przynosi psychoterapia, szeroko rozumiane poradnictwo rodzinne i prawidłowe oddziaływania wychowawcze.

Tematem moich badań są rodziny osób cierpiących na anoreksję, ponieważ analiza literatury oraz badań specjalistów zajmujących się anoreksją, a także własne obserwacje i doświadczenia pozwalają stwierdzić, że anoreksja jest chorobą, której podłoże stanowią nie tylko przesłanki czysto medyczne, ale także natury wychowawczej. Rozpatrując znaczenie czynników rodzinnych w etiologii zaburzeń odżywiania się należy podkreślić, że (chociaż ich znaczenie dla rozwoju choroby wydaje się oczywiste) ze względu na trudności w prowadzeniu badań empirycznych nadal zbyt mało jest danych, które mogłyby weryfikować istniejące już w literaturze koncepcje. Wynika to zapewne z medycznego podejścia do tych zaburzeń. Objęcie badaniami pedagogicznymi i psychologicznymi rodzin anorektycznych wydaje się jednak konieczne, ponieważ stwarza nowe możliwości zarówno w sposobie leczenia osób cierpiących na zaburzenia odżywiania, jak również w profilaktyce.

Na podstawie analizy wyników badań prowadzonych w domach rodzinnych dziewcząt cierpiących na anoreksję, oszacowałam poziom jednego z najważniejszych czynników procesu wychowania w rodzinie, jakim jest akceptacja, czyli „przyjęcie dziecka i kochanie takim, jakie jest (z pewnym wadami, niedostatkami i ograniczeniami” [2].

A. Wery [3], podkreślając znaczenie akceptacji w procesie wychowania w rodzinie, pisze, że dziecko akceptowane czuje miłość rodzicielską, ma bliski kontakt z rodzicami i możliwość udowadniania swojej miłości przez wspólne pieszczoty, zabawę i udział w życiu grupy rodzinnej. Ponadto rodzice uznają i szanują jego oryginalne cechy, pozwalają na działania, zdobywanie osobistych doświadczeń i korzystanie z dostosowanej do jego wieku swobody (co umożliwia osiągnięcie autonomii), jednocześnie umiejętnie prowadząc dziecko i pomagając mu w wypracowaniu Superego (niezbędnego do samokontroli i socjalizacji przyszłego człowieka dorosłego).

Poziom akceptacji w rodzinach anorektycznych w badanej populacji został określony na podstawie: obserwacji uczestniczących prowadzonych w domach rodzin anorektycznych i na oddziałach nerwic w Polsce, wypowiedzi dziewcząt cierpiących na anoreksję, analizy wyników ankiet dla osób cierpiących na anoreksję i analizy wyników uzyskanych w kwestionariuszu wywiadu dla ich rodziców. Badania objęły 30 rodzin.

Narzędzia badawcze (kwestionariusz wywiadu i ankieta) w części dotyczącej akceptacji określały częstotliwość takich zachowań rodziców wobec córki jak: przytulanie, zapewnianie o swojej miłości, chwalenie, krytykowanie, karanie odrzuceniem i porównywanie do innych.

Sześciostopniowa skala (od 0 do 5 punktów) pozwoliła na następujące określenie deklarowanego poziomu akceptacji w rodzinie:

0p. - poziom akceptacji bardzo niski
1p. - poziom akceptacji niski
2p. - poziom akceptacji raczej niski
3p. - poziom akceptacji raczej wysoki
4p. - poziom akceptacji wysoki
5p. - poziom akceptacji bardzo wysoki

We wszystkich badanych grupach (matki, ojcowie i dziewczęta cierpiące na anoreksję) średnia wynosi 2 punkty, a odchylenie standardowe 1. Uzyskany wynik minimalny to 0 punktów, a maksymalny 5 punktów. Zsumowanie punktów uzyskanych w poszczególnych rodzinach pozwoliło oszacować ogólny wynik poziomu akceptacji w badanej populacji, który uplasował się w drugim przedziale na skali 6-stopniowej, co oznacza, że poziom akceptacji w badanych rodzinach osób cierpiących na anoreksję jest niski. Potwierdzają to również moje obserwacje. Zauważyłam, że członkowie większości rodzin mają kłopoty z dotykiem, unikają kontaktów fizycznych. Dziewczęta z tych rodzin przyznają, że nie przypominają sobie, by w dzieciństwie miały dobry kontakt fizyczny z rodzicami, a przecież małe dziecko potrzebuje fizycznej bliskości osób dorosłych, aby poczuć się bezpieczne w zagrażającym, nieznanym świecie i aby w rodzinie uczyć się zarówno odbierania, jak i okazywania bliskości i czułości. Takie zaniedbanie może znacznie utrudniać bliskie kontakty z innymi ludźmi.

Ania przyznaje: „(...)Bardzo nie lubię gdy ktoś mnie dotyka. To mnie normalnie boli. Wstydzę się, jakby to było coś niedozwolonego, nawet, jak weźmie mnie za rękę. Przytulać to się w ogóle nie lubię. Robi mi się wtedy duszno i mam wrażenie, że zaraz zemdleje(...)”.

Podobne odczucia ma Kasia, którą na próżno usiłowałam przytulić, gdy rozpłakała się podczas opowiadania o swoim dzieciństwie. Na pytanie, dlaczego odrzuca taką formę wsparcia, odpowiedziała: „(...) Ja tego nie potrzebuje. Wcale mi to nie pomaga. Dotyk drugiego człowieka powoduje, że całe moje ciało sztywnieje, jakbym się bała, szykowała do obrony. Czasem nawet bym chciała się przytulić, ale nie umiem(...)”.

Poza tym rodziny te charakteryzuje nieumiejętność okazywania uczuć. Rodzice zazwyczaj niechętnie o nich mówią, są chłodni, stanowczy, skupiający uwagę na rzeczach konkretnych, związanych z funkcjonowaniem w świecie zewnętrznym (takich jak zakupy, obowiązek szkolny, wygląd).

Anita: „(...)Ojciec odszedł od nas, gdy miałam 6 lat. Założył drugą rodzinę. Mieszka na drugim końcu Polski. Nie bardzo za nim tęskniłam, bo i tak wiecznie go nie było w domu, a jak był to zajmował się kłóceniem z mamą. Teraz odwiedza mnie w każde wakacje, zaprasza, ale ja nie mam ochoty do niego jeździć. Jest dla mnie obcy. Co innego mama - to najbliższa mi osoba(...)”

Agnieszka: „(...) W ogóle w naszym domu rodzice jakby podzielili się rolami. Mama była od głaskania, nagradzania i pocieszania, a ojciec od zakazów, surowego wychowania i karania. Mama od dziecka oklejała nam ojca etykietkami i w końcu właśnie takim go wiedzieliśmy. Baliśmy się go, bo miał być zły, nerwowy, złośliwy, agresywny, egoistyczny, bez uczuć, tolerancji i zrozumienia. Tata pracował, a z mamą byliśmy całe dnie. Ona nas karmiła, tuliła, wysłuchiwała (wręcz ciągnęła za język, zawsze musiała wiedzieć wszystko). Wierzyliśmy jej. Teraz widzę, że nie zawsze mówiła prawdę. Po prostu chciała nas mieć tylko dla siebie. Ojciec zarabiał pieniądze, ale to ona była najlepszą matką. Wydawało jej się, że zastąpi nam nawet ojca. Szkoda mi taty. Wracał z pracy, też w niedzielę i święta, i traktowany był w domu jak gość. Zawsze obcy. Poza tym mama nigdy nas nie karała. Od ojca tego wymagała, bo mówiła, że to męska sprawa. Nawet podpuszczała go na nas, a potem tuliła, gdy on nie widział (...)”

Dagmara: „(...)Wiem, że moja rodzina nie jest taka, jak być powinna. Przede wszystkim dlatego, że tata pije, ale i tak daje mi więcej miłości niż mama. To nie jest zły człowiek. On jest po prostu bardzo nieszczęśliwy. A to wszystko moja wina, bo niby nie prosiłam się na świat, ale jednak pokrzyżowałam plany rodzicom. Znając moja mamę to dziwię się, że nie pozbyła się problemu i mnie nie usunęła. Ale nie. Dziwne. Za to usunęła mnie psychicznie. Niby jestem, ale tak jakby mnie nie było. To znaczy troszczy się, ale to tata potrafi mnie przytulić, nie ona. Ona nie potrafi nikogo i niczego kochać. To przez nią tata pije (...)”

Aż 9 rodzin zgodnie oceniło poziom akceptacji, a w pozostałych rodzinach wahania są jednopunktowe. Najwyższe - maksymalne wyniki uzyskali członkowie rodziny Marity deklarując bardzo wysoki poziom akceptacji w rodzinie. W rodzinie Majki i Emilki rodzice ocenili poziom akceptacji wobec córki jako wysoki, co potwierdziły dziewczęta, oceniając tę kategorię badawczą na tym samym poziomie. Te trzy rodziny znacznie różnią się od pozostałych w okazywaniu ciepła i akceptacji, co potwierdzają również moje obserwacje i przykłady wypowiedzi dziewcząt:

Emilia: „(...)Moja rodzina jest dobra. Mam wspaniałą mamę i tatę. Zawsze o mnie dbali. Jak byłam mała to się ze mną bawili - najczęściej to z mama bawiłam się lalkami w dom, a z tatą to grałam w piłkę, jeździłam na rowerze, albo się po prostu wygłupialiśmy. Takie tam łaskotki i inne. Lubiłam tez jeździć nad morze. Tata uczył mnie pływać a z mamą zbierałam bursztyny (...)”

Marita: „(...)Rodzina oszalała na moim punkcie. Rozpieszczali mnie bardzo wszyscy - i rodzice i kuzyni i ciotki i wujkowie. Uwielbiałam wszystkie rodzinne zjazdy, bo wszyscy się mną zachwycali, dostawałam masę prezentów. Cały świat kręcił się koło mnie. Dorośli, bliscy mi ludzie dbali o to, żebym nie była smutna, rozczarowana, czy nawet zmartwiona. To był raj, w którym ja grałam rolę księżniczki. Nie – ja nie grałam roli księżniczki. Ja byłam wtedy małą księżniczką(...)”

Najniższe poziomy akceptacji dziecka w rodzinie zanotowano w rodzinie Kasi, która samą siebie obwinia za brak miłości rodziców:
Kasia: „(...)Mama jest niezwykle silną kobietą. Nie kocha mnie. Mnie nie można pokochać. Tata zawsze się mnie wstydził. Mama jest lepsza, bo poświęciła się dla takiej ofermy jak ja(...)”

Warto też przytoczyć wypowiedzi innych dziewcząt, których rodziny również deklarują niski i bardzo niski poziom akceptacji, aby zrozumieć jak bardzo bolesny dla dziecka jest brak odczuwanej miłości rodziców.

Ania: „(...) Mama jest dobrą kobietą, ale nie umie kochać - no może poza wyjątkiem siebie. Może po prostu kocha tylko to, co idealne, a sama się za taką uważa. Mi nigdy nie powiedziała, że mnie kocha i chce. Ja nie jestem idealnym dzieckiem, które sobie wymarzyła. Taty też nie kocha, bo nie jest idealny.
- Czego ci brakowało w dzieciństwie?
- Czułości, bliskości i pochwał. Miałam mnóstwo zabawek, potem pomocy szkolnych, ale odczuwałam, ze tylko po to, żeby dorównać dzieciom ich znajomych.
- Nawet, gdy byłaś małym dzieckiem rodzice nie tulili cię, nie brali na kolana?
- Nie, to znaczy tata czasami, jak mama nie widziała. U psychologa tłumaczyli się, ze to dlatego, żebym wyrosła na pewna siebie, samodzielną dziewczynę (...)”

Karina:
„ - (...) Czego ci w takim razie brakowało, skoro miałaś niby wszystko?
- Ciepła, rozmów, zabaw, rodzinnych imprez, chyba miłości, ale takiej wiesz, co się ją czuje. Wiesz, co? Ja już nie chcę rozmawiać, bo ty pewnie myślisz tak jak wszyscy, ze jestem wstrętna i podła anorektyczka(...)”

Edyta: „(...) To był taki chłodny wychów, bez spoufalania się i zabaw - tylko gry i zabawy edukacyjne (...) Pewnie mnie po prostu nie kochali. Jak to zrozumiałam, to tak mi się porobiło w środku jakoś jakby we mnie wszystko zamarzło (...)”

Renata: „(...) Teraz myślę, że miałam bardzo smutne dzieciństwo. Praktycznie bez matki, z bardzo surowym i wymagającym ojcem, który traktował mnie nie jak córkę, ale jak zawodnika. Nie robił różnicy między mną, a innym dziećmi na zawodach. Było mi źle, ale nie wiedziałam, dlaczego. Wtedy to nie czułam tak, że mi brakowało ciepła, miłości. Wydawało mi się, że jest normalnie, bo skąd mogłam wiedzieć, że może być inaczej (...)”

Na podstawie wypowiedzi dziewcząt stwierdzono również, że w 7 przypadkach były one odrzucone przez ojców w okresie dojrzewania (Julka, Ania, Jola) lub jeszcze w dzieciństwie z powodu rozwodu rodziców (Kasia, Anita) czy też wycofania się z życia rodziny i nadmiernego zaangażowania się w pracę (Karolina, Asia). W dwóch przypadkach (Dagmara, Marta) stwierdzono nadużywanie alkoholu przez ojców, co oczywiście również uniemożliwiało prawdziwą bliskość z córką.

Przeprowadzone analizy zmierzały do określenia poziomu akceptacji w rodzinach anorektycznych oraz porównania istotności różnic w tym zakresie między deklaracjami rodziców i deklaracjami dzieci cierpiących na anoreksję. Na podstawie rozkładu wyników można było stwierdzić, że różnice między poziomem akceptacji deklarowanym przez matki i ojców są bardzo nieduże. Zaznaczyły się jednak różnice między deklaracjami rodziców i badanych dziewcząt. Zarówno wyniki punktowe ojców, matek jak i córek są zróżnicowane. We wszystkich grupach zanotowano zarówno najniższe (0p.), jak i najwyższe wyniki (5p.). Najwięcej ojców (44,6%) deklarowało 1p (co oznacza niski poziom akceptacji). 20,6 % ojców zadeklarowało bardzo niski poziom akceptacji wobec córki (0 p.), 17,3% ojców poziom raczej niski (2 p.), a poziom raczej wysoki (3 p.) i wysoki (4 p.) po 6,6%. Tylko jeden ojciec zadeklarował 5p. (co oznacza bardzo wysoki poziom akceptacji w rodzinie).

Omawiając rozkład punktowy w badanej populacji matek należy zwrócić uwagę na fakt, że większość wyników uplasowało w okolicach dolnej granicy punktowej. Aż 20,6,3% matek deklarowało bardzo niski poziom akceptacji wobec córki, a 48,3% matek poziom niski i 13,3% poziom raczej niski. Raczej wysoki i wysoki poziom akceptacji wobec dziecka zadeklarowało po 6,6% matek. Bardzo wysoki poziom akceptacji zanotowano w tej grupie w pojedynczym przypadku, co stanowi 3,3%.

Dziewczęta cierpiące na anoreksję oceniły poziom wymagań w swoich rodzinach następująco: 40%, jako niski, 33,3% jako raczej niski. Równo po 10% dziewcząt uważa, że poziom akceptacji w ich rodzinach jest raczej wysoki i wysoki. W pojedynczych przypadkach (po 3,3%) zanotowano wyniki skrajne (poziom akceptacji bardzo niski i bardzo wysoki).
Wyrażanie akceptacji

Ze względu na specyfikę badanego zjawiska oraz nierównomierne rozłożenie punktów warto również szczegółowo omówić wyniki uzyskane na podstawie analizy odpowiedzi rodziców na następujące pytania:

Jak często Pan(i) mówił(a) córce, że ją kocha?
Jak często karał(a) Pan(i) córkę odrzuceniem?
Jak często krytykował(a) Pan(i) córkę?
Jak często chwalił(a) Pan(i) córkę?

Częstotliwość chwalenia córki przez rodziców

Zaledwie 2 matki, co stanowi 6,6% i 2 ojców (6,6%) przyznało, że bardzo często chwalili córkę. 5 matek (16,6%) i 3 ojców (10%) oceniło częstotliwość chwalenia córki jako częstą. 22matki (73,3%) i 16 (53,3%) ojców czyniło to czasami. W grupie matek nie zanotowano żadnej odpowiedzi nigdy, natomiast niepokojący jest fakt, że aż 8 ojców (26,6%) odpowiedziało, że nigdy nie chwalili swojej córki.
Częstotliwość krytykowania córki przez rodziców

16 matek (53,3%) i 11ojców (36,6%) przyznaje, że bardzo często krytykowali córkę. Częstą częstotliwość krytykowania córki deklaruje 7 matek (23,3%) i 6 ojców (20%). Odpowiedź czasami uzyskano od 4matek (13,3%) i 11 ojców (36,6%). Tylko dwie matki (6,6%) i jeden ojciec (3,3%) uznali, że nigdy nie krytykowali swojej córki.

Nierównomierne rozłożenie punktów w odpowiedziach na omówione powyżej pytania świadczy o tym, że dziewczęta były bardzo często krytykowane, a rzadko chwalone. Takie postępowanie rodziców sprzyjało budowaniu zaniżonej samooceny ich córek, które nabierały przekonania, że są gorsze od innych. Potwierdzenie takiego rozkładu wyników można odnaleźć w wypowiedziach dziewcząt:

Daria: „(...) Nikt mnie chwalił, bo i za co? Krytyka mi się należała. Jestem nikim. To ciągłe porównywanie do starszego rodzeństwa bardzo mnie denerwowało, ale nic nie mówiłam. Oni chcieli tylko mojego dobra. A ja nie chciałam przynieść im wstydu. Zdecydowałam się na medycynę i nie dostałam się z braku miejsc. Zabrakło mi 2 punkty. Co za wstyd. Głąb, w takiej rodzinie. Nie wiem, jak to się zaczęło, że przestałam jeść. Chyba na początku z nerwów, a potem, kiedy odczuwałam głód, to karałam sama siebie. Ja nie zasłużyłam sobie na jedzenie. Siedziałam w domu i sprzątałam, gotowałam, prałam, prasowałam, usługiwałam mojej mądrej rodzinie, chociaż tego ode mnie nie wymagali. Byłam nikim, a chciałam chociaż tak im okazać swą miłość, być potrzebną (...)”

Jola:
- „(...) Czy rodzice cię chwalili?
- Nie. Miałam zawsze jasno zaznaczone, co powinnam zrobić i czego ode mnie oczekują. Pochwały były wobec tego zbędne. Sprostanie ich oczekiwaniom było moim obowiązkiem. Przyzwyczaiłam się do tego, ale pragnęłam tych pochwał. Kiedyś nawet powiedziałam o tym rodzicom, ale usłyszałam, ze jestem bardzo złym dzieckiem, a oni nie zamierzają wychować próżniaka, pyszałka i bufona.
- Czy porównywali cię do innych?
- Tak, często stawiali mi za wzór dzieci ze szkoły, albo kuzynów czy znajomych. To było bolesne, bo bałam się, że oni mnie nie kochają, bo jestem do niczego. Czy można kochać takiego niedojdę jak ja?(...)”
Częstotliwość zapewniania córki przez rodziców o swej miłości

Dzieci intuicyjnie czują realia miłości rodzicielskiej, ale potrzebują również jej słownych zapewnień i zewnętrznych przejawów, takich jak akceptacja, zainteresowanie, wspólnie spędzany czas, przytulanie i pieszczoty.

Tylko 1 matka (co stanowi 3,3%) bardzo często zapewniała córkę o swojej miłości. 4 matki (13,3%) czyniły to często, a 14 matek (46,6%) czasami. 10 osób w tej grupie (33,3%) przyznało, że nigdy nie powiedziały córce, że ją kochają.

Jeszcze bardziej niepokojące wyniki uzyskano na podstawie analizy odpowiedzi ojców. Tylko 1 ojciec (co stanowi 3,3%) bardzo często zapewniał córkę o swojej miłości. 2 ojców (6,6%) czyniło to często, natomiast 11 osób (36,6%) czasami. Aż 15 ojców (50%) nigdy nie powiedziało córce, że jest ona przez nich kochana.

W sposób charakterystyczny dla większości dziewcząt w badanej grupie wypowiadają się na ten temat Iza i Ewa:

Iza: „(...)Bardzo kocham swoich rodziców, ale ich nie lubię. Oni nie potrafią kochać. Nawet samych siebie nie kochają. Pieniądze, tak jak i ja, są im potrzebne do spełniania marzeń. Myślę, że to samo czują do pieniędzy, co i do mnie. Nikt mi zresztą nie mówił o miłości. Gdy jeszcze wcześniej, jak byłam młodsza pytałam, czy mnie kochają to odpowiadali: „Jak byśmy cię nie kochali to nie kupowalibyśmy ci tego wszystkiego” (...) Oni byli przekonani, że zaspokajają każdą moją potrzebę, ale nie zadbali o te podstawowe - oparte na miłości. Brakowało mi ciepła, poczucia bezpieczeństwa, pewności, że jestem dla kogoś ważna. Nie miałam przy sobie bliskich osób - nie nawiązałam emocjonalnej więzi z matką i ojcem. W okresie dojrzewania zaczęłam odczuwać emocjonalną pustkę. To bolało. Bardzo bolało(...)”

Ewa: „(...)Chciałabym powiedzieć, że moja rodzina jest cudowna, ale ja nie mam rodziny. Niby nie spadłam z kosmosu - mam matkę i ojca. Nie wychowałam się tez w domu dziecka. Mam rodziców i to jakich. Tata biznesmen i mama bizneswomen. Wychowałam się w pięknym domu z ogrodem, w którym zapamiętałam przeważnie pustkę, lęk i tęsknotę. Duży dom i duża pustka. Bez słów o miłości, i bez ciepła, bez namiastki miłości. Nawet na namiastkę nie było czasu. Oni rzadko byli w domu(...)Byłam dzieckiem, a nie człowiekiem. Byłam obok rodziny. To nie była chyba rodzina. Tylko interes. Ja przeszkadzałam, nie zarabiałam pieniędzy, nie pracowałam, jeszcze kosztowałam, zabierałam im cenny czas(...) Niektórzy ludzie nie powinni mieć dzieci, bo im tylko przeszkadzają. Kiedyś chciałam, żeby mnie kochali, a teraz już o to nie walczę, nie mam siły, może już tego nie chcę, nie potrzebuję(...)”
Częstotliwość karania przez córki przez rodziców odrzuceniem

Nieumiejętność okazywania miłości niepokoi jeszcze bardziej, jeżeli przyjrzymy się odpowiedziom osób badanych nt. częstotliwość karania córki odrzuceniem, które jest formą braku akceptacji. Oznacza odmawianie dziecku wartości, a czasem agresję granicząca z sadyzmem. Występuje ono w formie autorytaryzmu lub tyranii jako pragnienie całkowitego podporządkowania sobie dziecka i sprowadzenia go do stanu bezwolności, do stworzenia sytuacji, w której nie będzie ono przeszkadzać rodzicom. Odrzucenie może przybierać też formę pobłażliwości i przebiegać od zwykłego zaniedbania, poprzez obojętność do całkowitego porzucenia.

Wyniki badań pozwalają stwierdzić, że aż 8 matek (26,6%) i 7 ojców (23,3%) bardzo często karało swoje dziecko odrzuceniem. 9 matek (30%) i 3 ojców (10%) czyniło to często. 9 matek ((30%) i 16 ojców (53,3%) przyznało, że czasami zdarzało im się karać córkę odrzuceniem. 3 matki (10%) i 3 ojców (10%) nigdy nie stosowało takiej formy karania córki.

Prowadząc rozmowy z dziewczętami cierpiącymi na anoreksję stwierdziłam, że bardzo boleśnie odczuwały one odrzucenie ze strony najbliższych osób i nie potrafiły poradzić sobie wtedy z samotnością i cierpieniem. Świadczą o tym poniższe wypowiedzi:

Ania: „ (...) Nie bili mnie - no może dostałam kilka razy jak byłam mała, ale mieli bardziej wymyślne kary - przestawali mnie zauważać na kilka dni i zabraniali czegoś zupełnie, nie tłumacząc swoich decyzji. Najgorsze było to, że nie wiedziałam, o co im chodzi (...)”

Jola: „(...) Nie byłam szczęśliwym dzieckiem. Zawsze taka nieśmiała, zagubiona, z dystansem. Myślę, że to sprawa właśnie wychowania. Moi rodzice są tacy bardzo zasadniczy. Od dziecka wiedziałam, co mi wolno, a czego nie wolno. Nie bili mnie, nawet bardzo nie krzyczeli, ale mi wystarczyły ich karcące fukania, prychania, spojrzenia. Jak tylko zrobiłam coś nie po ich myśli, to przestawali się do mnie odzywać. Czułam się wtedy strasznie. Tak jakbym przestawała istnieć. Nikt ze mną nigdy nie rozmawiał o tym, co robię nie tak. Rodzice dawali mi sygnały, a ja musiałam się domyślać, o co chodzi. To było bardzo męczące (...)”

Większość dziewcząt, z którymi rozmawiałam, z niedowierzaniem przyjmowało pochwały i komplementy. Skłonne były do używania negatywnych określeń w stosunku do siebie. Jednocześnie oczekiwały akceptacji i aprobaty wobec swoich zachowań, wyglądu, postępów w leczeniu, nauce. Już jako dziewczynki czuły się one niepewnie najpierw w rodzinie, w której nie były akceptowane, a potem w przedszkolu i szkole. Z trudem nawiązywały kontakty z rówieśnikami, a pochwały i komplementy obcych ludzi uznawały za przesadzone i fałszywe. Wyjątek stanowiły oceny w nauce, ponieważ były one okupione solidną pracą, czyli zgodne z filozofią; „Jak sobie zapracuję to zasłużę na nagrodę i akceptację”. Taką postawę reprezentowała większość badanych przeze mnie osób cierpiących na anoreksję. Oto niektóre, charakterystyczne wypowiedzi:

Edyta: „(...) Trudno uwierzyć, że jest się ładnym, miłym, dobrym, jeśli nikt w rodzinie ci tego nie mówił. Ja to myślałam sobie tak - Boże, jaka muszę być strasznie brzydka, głupia i zła, jeśli nawet moi najbliżsi mnie nie chwalą. Było dla mnie wobec tego jasne, że tym bardziej nie pokocha mnie nikt obcy (...)”

Ewelina: „(...) Czułam się jak takie byle co. Źle mi z tym było, ale to moja wina, bo taka się już urodziłam i mimo starań rodziny nie umiałam się zmienić. Ludzie czasem mówili mi coś miłego, ale to tak z litości. Tylko oceny miałam naprawdę dobre. Tylko oceny. Nic więcej (...)”
Anoreksja jako sposób zabiegania o miłość

Lęk przed brakiem akceptacji i odrzuceniem przez rodzinę, znajomych, rówieśników towarzyszył dziewczętom od dzieciństwa. Wiele z osób cierpiących na anoreksję przyznaje, że choroba sprawiła, że nareszcie zyskały zainteresowanie, troskę, miłość. Mimo terapii nadal mówią: „Boję się, że jak wyzdrowieję to oni nie będą mnie kochać” . Anoreksja (w której potrafiły wytrwać, zwyciężając z głodem) dawała im poczucie własnej siły i wartości. Ich wychudzone ciało stało się symbolem zwycięstwa, więc czuły, że zapracowały i zasłużyły na uznanie, podziw, miłość. Bardzo otwarcie mówią o tym Magda i Julka:

Magda: „(...) Nareszcie byłam w czymś najlepsza. Nikt nie potrafił tak walczyć z głodem jak ja. Ani mama, ani ciocie, ani moja siostra, ani moje śliczne koleżanki. Po raz pierwszy odkąd pamiętam wyprostowałam się, podniosłam głowę i dumnie szłam przez miasto. Byłam kimś. Byłam silna. Czułam, że jestem ważna, szczupła i piękna. Po raz pierwszy. Jak brzydkie kaczątko, co zamieniło się w łabędzia (...)”.

Julka: „(...) Wpadłam w anoreksję....Ona dała mi bardzo dużo. Ojciec się zaczął znów o mnie troszczyć, jak o małą dziewczynkę. Byłam ważna, najważniejsza. Odwiedzali mnie w szpitalach, dzwonili, mówili wreszcie, że mnie kochają. Nadal trudno mi zaakceptować swój normalny wygląd. Boję się życia, ludzi. Boję się, że zawsze już będę musiała walczyć o miłość. Potrzebuje tego, żeby ktoś mnie kochał i boję się. Tak naprawdę tylko babcia mnie kochała i tata jak byłam mała – tęsknię do tego bezpieczeństwa i ciepła, ale babcia nie żyje, a ja niestety nie jestem już małą dziewczynką (...)”.

Miłość i akceptacja rodziców są warunkiem zaspokojenia niezbędnej dla prawidłowego rozwoju dziecka potrzeby bezpieczeństwa. Dzieci, które czują, że nie są kochane i akceptowane z pewnością nie są szczęśliwe. Już w dzieciństwie rodzi się u nich poczucie niższej wartości, które potem jest podstawą do budowania zaniżonej samooceny i poczucia, że nie zasługują na miłość. Czują się one mniej wartościowe od innych, a ich rozwój psychiczny jest utrudniony.

źródło:http://psychologia.net.pl/artykul.php?level=93

Anoreksja jako reakcja dziecka na niewłaściwe wychowanie w rodzinie

Wychowaniem człowieka zajmuje się wiele dyscyplin naukowych, dlatego też zapewne istnieje wiele definicji tego pojęcia. A Gurycka podkreśla, że ważnym zadaniem wychowania jest przygotowanie człowieka do samodzielnego życia w społeczeństwie, tak aby potrafił on dokonywać słusznych wyborów, kierować swoim życiem i brać za nie odpowiedzialność [7]. Jest to możliwe tylko wówczas, gdy przyjmiemy założenie o dwupodmiotowości wychowania, co ma odzwierciedlenie w poglądach A.Tchorzewskiego, który mówi o dynamicznych relacjach między wychowawcą a wychowankiem, a za cel nadrzędny procesu wychowania uznaje „wychowanie ku podmiotowości” [17]. Chociaż proces wychowania obejmuje całe życie człowieka i podlega oddziaływaniom różnych środowisk oraz czynników, to niewątpliwe najważniejsze, podstawowe procesy wychowawcze dokonują się w rodzinie, która (jak wielokrotnie podkreśla H. Cudak) jest niezbędna do prawidłowego rozwoju każdego dziecka. Powszechna deklaracja Praw Człowieka głosi, że „rodzina jest naturalną i fundamentalną jednostką społeczeństwa i podlega ochronie ze strony społeczeństwa i państwa”.

Dla ogólnego funkcjonowania rodziny (zwłaszcza dla jej działalności wychowawczej) istotnym elementem jest życie emocjonalne, które „przenika całokształt sytuacji i stosunków zachodzących w rodzinie i przez to nadaje swoistej dynamiki wszystkim funkcjom spełnianym przez rodzinę, w tym również funkcjom wychowawczym” [10]. Tylko normalne stosunki rodzinne zapewniają dziecku prawidłowy rozwój emocjonalny. Oczywiście funkcje rodziny stopniowo przejmują, uzupełniają czy też poszerzają inne instytucje (szkoła) oraz media i grupy rówieśnicze. Jednak rola rodziny jest zawsze bardzo ważna i zajmuje kluczowe miejsce w wychowaniu zarówno dziecka, jak i młodego człowieka.

Niestety, coraz częściej mamy do czynienia z przypadkami „ukrytej patologii rodzinnej”. Zewnętrzny obraz rodziny nie budzi zastrzeżeń, ale tak naprawdę brakuje w niej ciepła, szczerości, poczucia bezpieczeństwa i akceptacji. Dzieci wychowywane w takich rodzinach są zalęknione, osaczone, nie wierzą we własne możliwości (nazywa się je niekiedy sierotami emocjonalnymi) [13]. Czasami podświadomie szukają wyjścia z sytuacji, dokonują niewłaściwych wyborów lub stają się ofiarami różnych chorób (na przykład zaburzeń odżywiania się).

Anoreksja nervosa jest jednym z wielu zagrożeń współczesnego świata i chociaż nie pojawiła się nagle (znane są opisy przypadków głodzących się kobiet w XVI wieku) to jednak obecnie przybiera ona szybko formę groźnej choroby społecznej. Dotyczy przeważnie dziewcząt i młodych kobiet, które stopniowo coraz bardziej ograniczają ilość spożywanych pokarmów, mimo widocznego wychudzenia nadal nie aprobują swojej wagi i wciąż się odchudzają. Cechą charakterystyczną zaburzeń odżywiania się jest obsesyjne zainteresowanie wagą ciała i wartością kaloryczną pokarmów.

Początkowo zaburzenia jedzenia postrzegane były tylko w aspekcie medycznym, a problematyką tą zajmowali się głównie psychiatrzy i endokrynolodzy. Anoreksji nie można oddzielić od medycyny, ponieważ jej objawy (głodówki, diety, wymioty, stosowanie środków przeczyszczających i moczopędnych) doprowadzają w konsekwencji do poważnych powikłań medycznych, a nawet do śmierci. Lekarze jednak, ratując życie i zdrowie pacjenta, pomagają tyko doraźnie, ponieważ źródło problemów z jedzeniem leży głęboko w psychice. Specjaliści od lat pracujący z pacjentami cierpiącymi na anoreksję zwracają szczególną uwagę na rolę czynników rodzinnych.

Rodziny osób z zaburzeniami jedzenia są w literaturze opisywane najczęściej jako dośrodkowe, o małym stopniu empatii i zaburzonych relacjach wewnątrzrodzinnych. Zależności między stopniem zagrożenia anoreksją i bulimią a czynnikami ryzyka w środowisku rodzinnym potwierdzają badania przeprowadzone przez A. Maciarz [13], według której wraz ze wzrostem zagrożenia zaburzeniami jedzenia wzrasta również wskaźnik ryzyka środowiska rodzinnego) [14].

Dokładanie opisał rodzinę anorektyczną po raz pierwszy w 1970 roku doktor S. Minuchina (wraz z L. Rosmanem i L. Bakerem) [9]. Założył on, że po pierwsze specyficzny rodzaj rodzinnej organizacji ma ścisły związek z pojawieniem się i podtrzymywaniem objawu, a po drugie - objaw jest znaczącym czynnikiem w utrzymywaniu homeostazy rodzinnej. Poza tym wyróżnił cechy charakterystyczne dla tych rodzin. Są to: uwikłanie, zmieszanie, nadopiekuńczość, sztywność, nieumiejętność rozwiązywania konfliktów i włączanie dziecka w konflikt rodziców.

M. Jablow, opierając się na koncepcji S. Minuchina i na własnym doświadczeniu w pracy z chorymi na jadłowstręt psychiczny w następujący sposób charakteryzuje skomplikowane relacje w tych rodzinach:

Usidlenie dla rodziny oznacza to, że wszyscy się o siebie aż za bardzo troszczą, są ze sobą silnie związani, odpowiedzialni i lojalni. Jednocześnie jednak czują się bardzo samotni, ponieważ wzajemna pomoc i oddanie wynika nie z bliskości, ale raczej z poczucia obowiązku. Poza tym ulegają zatarciu granice pomiędzy członkami rodziny, co sprawia, ze zostaje zahamowany autonomiczny rozwój jednostki.
Nadopiekuńczość nie wiąże się tylko z troską o chore dziecko, ale widoczna jest na długo przed pojawieniem się objawów choroby. Wynika z przeświadczenia o wrogim, zagrażającym świecie, przed którym należy się wzajemnie chronić. Dzieci w takich rodzinach nie mają szansy na samodzielne stawianie czoła kłopotom i przeciwnościom losu. Dlatego poza rodziną czują się wyobcowane, bezradne i zagubione.
Sztywność polega na braku umiejętności adaptacji i godzenia się ze zmianami. Rodziny te bowiem bardzo źle znoszą zmiany, przyjmują je jako zagrożenie ze strony świata zewnętrznego. Posiadają własne ścisłe i niepodważalne zasady, które pomagają im wierzyć w słuszność ich postępowania.
Unikanie konfliktów związane jest z naczelnym celem, jakim jest rodzinna harmonia. Ujawnienie problemu, rozmowa o konfliktach jest zagrożeniem, a więc lepiej tego unikać. Rodziny te ignorują istnienie problemów, rozmywają je i umniejszają, w myśl zasady, że „jeżeli się o czymś nie mówi, to tego po prostu nie ma”.
Wciąganie dzieci w konflikt małżeński wydaje się tylko konsekwencją pozostałych cech, ponieważ rodzice nie potrafią rozwiązać otwarcie swych kłopotów małżeńskich, często rozpoczynają grę, w której szukają sojusznika. Dzieci występują więc w rolach sprzymierzeńców lub mediatorów. Pojawienie się objawów choroby skupia cała uwagę rodziny i sprzeczki małżeńskie odchodzą na dalszy plan. To podtrzymuje objawy anorektyczne, ponieważ podświadomie dziecko czuje się odpowiedzialne za rodzinną harmonię [8].

Badania przeprowadzone przeze mnie w ramach pracy doktorskiej „Wychowanie w rodzinie a anoreksja nervosa” w 30 rodzinach anorektycznych potwierdzają, że są to rodziny o tendencjach dośrodkowych. Badane przeze mnie dziewczęta cierpiące na anoreksję początkowo bardzo niechętnie mówiły o swojej rodzinie, ale nasilające się przy tym objawy choroby potwierdzały, że dotykamy spraw ważnych i bolesnych. Wstępna analiza wyników badań pozwala przypuszczać, że w rodzinach anorektycznych procesy wychowawcze nie przebiegają prawidłowo.

Podstawowym warunkiem powodzenia w wychowaniu jest poznanie dziecka -możliwe tylko wtedy, gdy rodzice mają z nim kontakt emocjonalny, interesują się jego problemami i pomagają zrozumieć otaczający świat. W rodzinach anorektycznych wzajemny kontakt jej członków często jest oschły. Rodzice ograniczają się do komunikatów dotyczących spraw bytowych (zakupy, jedzenie, szkoła) i nie interesują się problemami i przeżyciami dziecka. W większości badanych przeze mnie rodzin zwraca uwagę brak naturalnej bliskości, szczerej komunikacji, pochwał i radości ze wspólnie spędzanego czasu. Pozornie silne więzi rodzinne wydają się być jedynie ucieczką przed światem, który wywołuje w członkach rodziny lęk. Charakterystyczne są wypowiedzi 18-letniej Dominiki i jej rodziców:
„...Mieszkamy z dziadkami, więc nie mam wcale obowiązków, bo babcia o wszystko dba, sprząta, gotuje, pierze. Mama robi karierę i prawie mieszka w szkole, tata ciągłe dłubie przy samochodzie, a dziadek albo chodzi na ryby, albo czyści te swoje wędki. Każdy coś robi. Ja mam się uczyć. (...) W domu nie było kłótni, ale ciągle taka napięta atmosfera. Wszystkich ona chyba męczyła, bo przecież każdy na swój sposób z tego domu uciekał. Nie było czułości, spontanicznej radości, nawet żalu, czy łez. Wszystko tak jak być powinno, ale tak dziwnie. Nie umiem tego nazwać, a może nie wiem sama. Może się czepiam. W domach moich koleżanek są awantury, picie. W porównaniu z nimi mieszkam w raju. Jestem niewdzięczną córką. Przecież nic nie musiałam robić. Nawet wszystkie decyzje podejmowała za mnie mama, bo ona wiedziała najlepiej, co jest dla mnie dobre...”

Rodzice Dominiki zgodnie przyznają, że nie rozmawiali z córką o jej troskach i problemach, ani nie omawiali nigdy wspólnie spraw rodzinnych. Uważają, że wychowanie w ich rodzinie mogło przyczynić się do choroby córki i są skłonni uczestniczyć w psychoterapii.

Dziecko do prawidłowego rozwoju potrzebuje rozumnej swobody dostosowanej do jego wieku. Brak zaufania i ograniczanie możliwości dziecka hamuje jego rozwój. Rodzice osób cierpiących na anoreksję przyznawali, że podejmowali decyzje dotyczące córki bez porozumienia z nią i kierowali jej życiem. Anoreksja często jest pierwszym przejawem buntu posłusznej, ale nieszczęśliwej i podporządkowanej dotychczas córeczki. Poniżej prezentuję fragment wywiadu z 20-letnią Marzeną i wybrane odpowiedzi jej rodziców:
„...Mama zawsze wolała sama wszystko zrobić (...) Nawet ubrania mama kupowała sama, albo decydowała, co mamy kupić. W ogóle miałam wrażenie, że jestem okropna, brzydka, gruba i dlatego mama nigdy mnie nie chwali. Ja nie miałam żadnych stałych obowiązków. Mama mówiła, że to bez sensu, bo ona i tak musi wszystko po nas poprawiać. (...)Teraz tak sobie myślę, że anoreksja to mój bunt; nie mogłam już znieść tej bezsilności (...) dzięki odchudzaniu wreszcie poczułam, że jestem coś warta. (...)Chociaż raz w życiu robiłam coś dobrze. (...)Znów byłam ważna, zaczęli mnie słuchać, bo bali się moich anorektycznych zachowań. To było takie dziwne, jakbym przez jedzenie (a właściwie niejedzenie) wyrażała siebie...”

Rodzice Marzeny odpowiedzieli, że córka nie miała stałych obowiązków w domu, a oni zawsze mieli odczucie, że znają ją tak dobrze, że wiedzą, czego pragnie i dlatego często podejmowali decyzje dotyczące życia córki bez porozumienia z nią. Obydwoje również twierdzą, że wychowanie Marzeny mogło przyczynić się do wystąpienia objawów anoreksji i dlatego uczestniczą w terapii rodzinnej. Słowa ojca Marzeny: „Dzieci powinny być wychowywane w ciepłej atmosferze, ale też z rozumną swobodą, która pomaga osiągnąć samodzielność” świadczą o dojrzałym i wielostronnym spojrzeniu na chorobę córki i własną rodzinę.

W procesie wychowania ważny jest klimat domu rodzinnego, który powinien kojarzyć się dziecku z ciepłem i dawać poczucie bezpieczeństwa. Dzieci wyczuwają wszystkie nieporozumienia między rodzicami, nawet wtedy, gdy nie potrafią wyartykułować swoich lęków. Dlatego ważne są szczere rozmowy o rodzinnych problemach, ponieważ w innym wypadku dzieci wyrastają w poczuciu winy i ciągłego zagrożenia. Członkowie rodzin anorektycznych przeważnie nie potrafią rozmawiać o problemach i zaprzeczają istnieniu konfliktów. Z wielu wypowiedzi poruszających te kwestie wybrałam fragmenty wywiadu z 19-letnią Jolą i niektóre odpowiedzi jej rodziców:
„...Nie byłam szczęśliwym dzieckiem. (...) Myślę, że to sprawa właśnie wychowania. Moi rodzice są tacy bardzo zasadniczy. Od dziecka wiedziałam, co mi wolno, a czego nie wolno. Nie bili mnie, nawet bardzo nie krzyczeli, ale mi wystarczyły ich karcące fukania, prychania, spojrzenia. Jak tylko zrobiłam coś nie po ich myśli, to przestawali się do mnie odzywać. Czułam się wtedy strasznie. Tak jakbym przestawała istnieć. (...) Ale taki już był mój dom. SPOKOJNY! Jakby wymarły. Nie słyszałam, żeby rodzice się kłócili, ale mieli za to ciche dni. Na zewnątrz rodzice jeszcze zachowywali się w miarę normalnie. (...) W domu schodzili ze sceny i przestawali żyć, bo co to za życie bez okazywania uczuć, emocji, bez gniewu i śmiechu. Mama już bardzo dawno powiedziała mi, że człowiek powinien umieć panować nad emocjami. Tylko, że w przypadku mojego domu to nie było panowanie nad emocjami, ale umieranie uczuć...”

Rodzice Joli uważają, że więzi uczuciowe w ich rodzinie są bardzo silne, ale jednocześnie przyznają, że nigdy nie omawiali wspólnie spraw rodzinnych, ani nie rozwiązywali razem problemów. Zawsze przywiązywali wagę do kontrolowania własnych impulsów, emocji i tylko czasami żartowali. Ojciec nie widzi powiązań między wychowaniem w rodzinie a chorobą córki. Matka za błędy wychowawcze obwinia męża. Obydwoje nie zgadzają się na udział w terapii.

Nie mniej ważna od miłości jest w procesie wychowania akceptacja, ponieważ jej brak rodzi kompleksy i wpływa na zaniżenie samooceny dziecka. Dziewczęta cierpiące na anoreksję przyznają, że w domu rodzinnym często były krytykowane (przy jednoczesnym braku pochwal i komplementów), zawstydzane i porównywane do innych. Świadczą o tym wypowiedzi 16-letniej Natalii i jej rodziców:
„... Ciągle słyszałam, że mam być grzeczna. To było jak pacierz. Rano mama zaprowadzała mnie do przedszkola i mówiła zawsze: „Bądź grzeczna, słuchaj pani, nie przynieś mi wstydu”. Po podwieczorku mnie odbierała i pytała: „Czy byłaś grzeczna, słuchałaś pani, nie przyniosłaś mi wstydu?” (...) Podobnie było z ojcem. (...) Nie wiem, ale inne dzieci były spontaniczne, wygłupiały się, krzyczały, biły między sobą. Nie miały takich zahamowań jak ja. (...) Ja nie potrafiłam zawieść rodziców, nie chciałam sprawiać im przykrości, chciałam, żeby byli ze mnie dumni. (...) Zawsze znaleźli lepszych ode mnie. (...) To był ich ulubiony temat. Głupio mi było, że inni są lepsi, ładniejsi, mądrzejsi ode mnie. (...) Ja kuliłam się jakoś tak w sobie i było mi przykro. Czułam się winna, że nie sprostałam oczekiwaniom rodziców. To tak, jakby ich odczucia były ważniejsze od moich...”

Rodzice Natalii przyznają, że nigdy nie mówili córce, że ją kochają, a przytulali ją tylko czasami, gdy była mała. Poza tym Natalia często była krytykowana i porównywana do innych. Nagradzano ją materialnie (pieniądze i prezenty), a kiedy zasłużyła na karę rodzice odtrącali ją i zamykali w pokoju.

Leczenie anoreksji jest bardzo trudne i w wielu przypadkach kończy się niepowodzeniem. Lekarze i terapeuci zwracają uwagę na fakt, że często choroba staje się bronią dziecka w walce o miłość, akceptację, zrozumienie lub rodzinną harmonię. Zmienia się bowiem pozycja osoby chorej w rodzinie, a ona sama ma poczucie kontroli nad swoim ciałem, rodzicami i światem. Podświadomie boi się z tego zrezygnować (bo zawsze za tym tęskniła), a rodzice w trosce o życie dziecka pozwalają sobą manipulować. Takie postępowanie niesie wiele cierpienia, rodzi poczucie winy i frustracje. Są to ważne czynniki, które utrudniają leczenie. Świadczą o tym poniższe wypowiedzi 17-letniej Anity i jej matki:
„ ...Co anoreksja zmieniła w moim życiu, w moim domu?” Myślę, że mama bardziej się teraz mną zajmuje, troszczy. Przypomniałam sobie, że w dzieciństwie lubiłam być chora, bo wtedy mama opiekowała się mną, jak dzieckiem, czytała bajki, tuliła. Teraz też tak trochę jest. Mamy problemy odeszły na bok, bo najważniejsze jest moje życie i zdrowie. To egoistyczne z mojej strony, ale widocznie już jestem taka podła. Nawet ojciec odwiedzał mnie w szpitalu (w maju miałam coś w rodzaju zapaści). I miły był jak nigdy. Otwierałam oczy i widziałam przy swoim łóżku mamę, tatę. Przez moment łudziłam się, ze tak jest naprawdę. Dwoje ludzi połączonych miłością do chorego dziecka. Może tak podświadomie czułam, że dzięki chorobie uda mi się cos zmienić w naszej rodzinie.”

Ojciec Anity nie zgodził się na badania. Matka Anity przyznała, że dzięki anoreksji córka uzyskała przywileje (troska, mniej wymagań) i zmieniła się jej pozycja w rodzinie na centralną. Uważa, że do choroby córki przyczyniło się odejście męża. Sama zgadza się na terapię rodzinną, ale martwi się tym, że córka jest wrogo nastawiona do leczenia.

Rozpatrując znaczenie czynników rodzinnych w etiologii zaburzeń odżywiania się
należy podkreślić, że (chociaż ich znaczenie dla rozwoju choroby wydaje się oczywiste) ze względu na trudności w prowadzeniu badań empirycznych nadal zbyt mało jest danych, które mogłyby weryfikować istniejące już w literaturze koncepcje. Wynika to zapewne z medycznego podejścia do tych zaburzeń. Objęcie badaniami pedagogicznymi i psychologicznymi rodzin anorektycznych wydaje się jednak konieczne, ponieważ stwarza nowe możliwości zarówno w sposobie leczenie osób cierpiących na zaburzenia odżywiania, jak również w profilaktyce.

źródło:http://psychologia.net.pl/artykul.php?level=121

Wpływ środowiska na powstawanie zaburzeń odżywiania

Odchudzanie a relacja między matką a córką

Więź, która łączy matkę i córkę jest wyjątkowa: bardzo bliska i niezwykle silna. Prawdopodobnie jest on inna niż więź, która łączy matkę z synem - bardziej intymna (Bratkiewicz, 2007). Na taki stan rzeczy wpływ może mieć różnica płci, która sprawia, że mały chłopiec zdając sobie sprawę ze swojej odrębności, przez co nie identyfikuje się w pełni z matką, tak jak robi to córka. Dla dziewczynki matka bardzo często pozostaje punktem odniesienia w dzieciństwie, a bywa również, że i w życiu dorosłym. Mała córeczka pragnie jak najbardziej być podobna do swojej mamy, przymierza jej stroje przed lustrem, naśladuje gesty, zachowania, słowa. W tym czasie matka staje się najwspanialszą osobą, ideałem. Kolejnym etapem, który przypada na okres adolescencji, jest silna potrzeba zaznaczenia swojej indywidualności, która może przejawiać się zanegowaniem wizerunku matki i swojego podobieństwa do niej (Bratkiewicz, 2007).

Dzięki matce, mała dziewczynka, a później kobieta, uczy się nazywać i rozpoznawać swoje uczucia. Może się jednak zdarzyć, że matka przytłacza swoją córkę komunikatami, zwierza się z z problemów, opowiada o smutku, frustracji czy złości. Tego typu informacje pozbawiają dziecko niezbędnego poczucia bezpieczeństwa i ograniczają możliwość autonomicznego funkcjonowania dorastającej osoby (Bartkiewicz, 2007). Konsekwencją takich zachowań są niejasne role między członkami rodziny i zbyt silna intensywność interakcji rodzinnych, co można zaobserwować w rodzinach pacjentek z anoreksją. Zmiany, które dotyczą jednej osoby, wiążą się ze zmianami innych osób w rodzinie, a nawet całego rodzinnego systemu. Granice definiujące autonomię są zatarte, skutkiem czego funkcjonowanie w zindywidualizowany sposób jest bardzo ograniczone. Intensywne bycie razem zachodzi kosztem prywatności - członkowie rodziny wkraczają we własne uczucia z przekonaniem, iż wiedzą lepiej, co jest dobre dla innych (Minuchin i inni, 1978).

Zagrożeniem dla rozwoju własnej odrębności może być również rezygnacji matki z własnego życia na rzecz życia córki. Taka matka poświęca dziecku cały swój czas, przeżywa bardzo jego sukcesy i porażki, początkowo nie oczekując niczego w zamian. Jednakże rezygnacja z własnego życia jest zbyt dużym poświęceniem i z czasem taka matka może zacząć oczekiwać wdzięczności i rewanżu, polegającego na dopasowaniu i podporządkowaniu (Bartkiewicz, 2007). Stierlin (1974) i Bevears (1977) wykazali, że jest to charakterystyczne zachowanie w rodzinach anorektycznych, które nazwali "rodzinami dośrodkowymi". Wskazują oni na silne wiązanie przy bardzo ograniczonej autonomii i trudnościach w określeniu własnej tożsamości. Zwracają uwagę na występującą w takich rodzinach tendencję do rezygnowania z siebie, z własnych potrzeb, na rzecz innych członków rodzinny (Stierlin, 1978).

Córka do prawidłowego rozwoju swojej osoby i stworzenia właściwego obrazu siebie potrzebuje obrazu matki, ale również uwagi i zwrotnych informacji na swój temat. Dziecko jest zdolne do budowania swoich relacji ze światem tylko wtedy, gdy otrzymuje jasne sygnały od matki, takie jak: "akceptuję twój wybór" czy też "kocham cię, choć nie podoba mi się to, co robisz" (Bartkiewicz, 2007). Więź psychiczna między matką a córką odnosi się również do sfery wartości i norm dotyczących różnych dziedzin życia. Opinia matki zdaje się mieć ogromną wagę, bywa, że nieuświadomioną. Nakłada to pewną odpowiedzialność na matkę, gdyż jej postawa ma wpływ także na dorosłe życie córki: na jej zapatrywania na relacje między mężczyzną a kobietą, miłość, seks, a również wygląd kobiecego ciała - co może wpłynąć na podejmowanie odchudzania w przypadku niezadowolenia z wygładu własnej osoby (Bartkiewicz, 2007). Jak wynika z badań nad etiologią zaburzeń jedzenia, przyczyną powstania chorób, takich jak anoreksja czy bulimia, mogą być bardzo restrykcyjne normy prezentowane przez matkę chorej, odnoszące się do wyglądu fizycznego. Krytyczna i przesadnie oceniająca matka wywiera na dziecko dużo większy wpływ niż ojciec, który prezentuje te same cechy. Uzasadnienie tego można znaleźć we wczesnym okresie życia córki, w którym, jak wcześniej wspomniałam, matka pełni najważniejszą rolę, jako centralny punkt świata. Dziecko spędza z matką najwięcej czasu, obserwuje jej sposób, uczy się świata przez osobę matki (Bartkiewicz, 2007).

źródło:http://psychologia.net.pl/artykul.php?level=581
Lepiej być diablicą,niż w aureoli usychać z nudów.

Niektórym ludziom nigdy nie dogodzisz.Lepiej się z tym pogódź-mniejsze ryzyko choroby wrzodowej i psychicznej.
Avatar użytkownika
Offline
Administrator
Posty
44131
Dołączył(a)
26 lip 2011, 00:38
Lokalizacja
Z PODZIEMNEGO ŚWIATA

Relacje w rodzinie a zaburzenia odżywiania

Avatar użytkownika
przez Snejana 02 gru 2012, 02:51
dzięki za to, Lilith, ;)
w koncu dobrnęłam do końca tego artykułu, smucą mnie niektore wypowiedzi, a najbardziej to, że mogłabym dołożyć tam swoją, podobną.
"I czemu głupi człowiek czepia się tak uparcie popełnionej omyłki, czemu poraniony, pokaleczony, świadomy, że idzie złą drogą brnie wciąż dalej, ciągle się łudząc, że to może nie była omyłka?"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8006
Dołączył(a)
27 lut 2012, 17:19
Lokalizacja
Kraków/Myślenice

Relacje w rodzinie a zaburzenia odżywiania

Avatar użytkownika
przez Artemizja 08 cze 2013, 02:57
Snejana, myślę, że nie Ty jedna...
Obawiam się, że relacje w rodzinie mają sporo wspólnego z zaburzeniami odżywiania. Rodzina nieświadomie może przyczyniać się do rozwoju problemów z jedzeniem. Jeśli nie akceptuje dziecka, robi jakieś uwagi, nawet pół-żartem pół-serio, to ono zaczyna szukać winy w sobie, bardzo często w wyglądzie i tak to się zaczyna...
Lepiej być diablicą,niż w aureoli usychać z nudów.

Niektórym ludziom nigdy nie dogodzisz.Lepiej się z tym pogódź-mniejsze ryzyko choroby wrzodowej i psychicznej.
Avatar użytkownika
Offline
Administrator
Posty
44131
Dołączył(a)
26 lip 2011, 00:38
Lokalizacja
Z PODZIEMNEGO ŚWIATA

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Relacje w rodzinie a zaburzenia odżywiania

przez eura28 24 sie 2013, 02:27
Ja zaczęłam się interesować odchudzaniem po tym, jak mnie przezywano w podstawówce. Ale jestem więcej niż pewna, że gdybym miała dobre relacje z rodzicami, to nie skończyłoby się to takim bagnem, w jakim obecnie mam wątpliwą przyjemność siedzieć. Czasem myślę, że byłam na to skazana z góry - nadopiekuńcza matka perfekcjonistka i ojciec otwarcie nieakceptujący i odrzucający mnie.
Offline
Posty
113
Dołączył(a)
15 sie 2013, 23:11

Relacje w rodzinie a zaburzenia odżywiania

Avatar użytkownika
przez Artemizja 24 sie 2013, 10:35
eura28, obecnie nadal mieszkasz z rodzicami? Próbowałaś przepracować relację z Nimi na terapii?
Lepiej być diablicą,niż w aureoli usychać z nudów.

Niektórym ludziom nigdy nie dogodzisz.Lepiej się z tym pogódź-mniejsze ryzyko choroby wrzodowej i psychicznej.
Avatar użytkownika
Offline
Administrator
Posty
44131
Dołączył(a)
26 lip 2011, 00:38
Lokalizacja
Z PODZIEMNEGO ŚWIATA

Relacje w rodzinie a zaburzenia odżywiania

przez eura28 24 sie 2013, 15:31
Niestety tak, bo został mi rok nauki w liceum. Ale planuję gdzieś wyjechać na studia (żeby być z dala od nich) i wtedy wziąć się za terapię.
Offline
Posty
113
Dołączył(a)
15 sie 2013, 23:11

Relacje w rodzinie a zaburzenia odżywiania

Avatar użytkownika
przez Artemizja 24 sie 2013, 16:22
eura28, myślę, że to dobry plan. Przede wszystkim trzeba, żebyś stanęła psychicznie na nogi, rozprawiła się z tym, co się w Tobie dzieje.
Lepiej być diablicą,niż w aureoli usychać z nudów.

Niektórym ludziom nigdy nie dogodzisz.Lepiej się z tym pogódź-mniejsze ryzyko choroby wrzodowej i psychicznej.
Avatar użytkownika
Offline
Administrator
Posty
44131
Dołączył(a)
26 lip 2011, 00:38
Lokalizacja
Z PODZIEMNEGO ŚWIATA

Relacje w rodzinie a zaburzenia odżywiania

Avatar użytkownika
przez marimorena 25 sie 2013, 01:15
eura28, nie stawiaj tylko na to, szukaj bardziej w sobie. też mi się wydawało że jak wyjadę będzie lepiej ale przed sobą nie uciekniesz -.-
Avatar użytkownika
Offline
Posty
722
Dołączył(a)
30 cze 2013, 22:16
Lokalizacja
Kraków

Relacje w rodzinie a zaburzenia odżywiania

przez Markardia 11 lis 2013, 23:01
Snejana napisał(a):dzięki za to, Lilith, ;)
w koncu dobrnęłam do końca tego artykułu, smucą mnie niektore wypowiedzi, a najbardziej to, że mogłabym dołożyć tam swoją, podobną.
nie ma co sie smucic wazne ze to sobie sie uswiadamia.to pierwszy krok.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
11 lis 2013, 22:59

Relacje w rodzinie a zaburzenia odżywiania

Avatar użytkownika
przez Artemizja 14 lis 2013, 11:42
Markardia, uświadomienie sobie jest chyba najbardziej bolesnym etapem...
Ciężko jest przyznać przed samą sobą, że bliscy mieli udział w tym, co niszczy...
Lepiej być diablicą,niż w aureoli usychać z nudów.

Niektórym ludziom nigdy nie dogodzisz.Lepiej się z tym pogódź-mniejsze ryzyko choroby wrzodowej i psychicznej.
Avatar użytkownika
Offline
Administrator
Posty
44131
Dołączył(a)
26 lip 2011, 00:38
Lokalizacja
Z PODZIEMNEGO ŚWIATA

Relacje w rodzinie a zaburzenia odżywiania

przez Anna Maria 26 lis 2013, 13:53
U mnie główną przyczyną jest alkohol w domu. Tak sądzę. Bezradność wobec tego. Szukam czegoś na co mam wpływ czyli na niejedzenie.
Anna Maria
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

Przeskocz do