dylematy (eks?)anorektyczki

Anoreksja, napadowe objadanie się, bulimia.

Re: dylematy (eks?)anorektyczki

Avatar użytkownika
przez scrat 25 mar 2010, 00:07
Nie wiem co ma wspólnego egoistyczne, szczeniackie zachowanie z nerwicą...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
2093
Dołączył(a)
17 lip 2007, 16:44
Lokalizacja
Warszawa

Re: dylematy (eks?)anorektyczki

przez VasqueS 25 mar 2010, 00:55
scrat, Z tym, że czasem się nie wszystko rozumie, jeśli nie popełniłeś błędu, nigdy w życiu to daj mi bana!
VasqueS
Offline

Re: dylematy (eks?)anorektyczki

Avatar użytkownika
przez scrat 25 mar 2010, 01:37
VasqueS napisał(a):scrat, Z tym, że czasem się nie wszystko rozumie

A czego tym razem nie rozumiesz?

jeśli nie popełniłeś błędu, nigdy w życiu to daj mi bana!

Nie widzę związku przyczynowo-skutkowego. Przybliżysz mi?
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
2093
Dołączył(a)
17 lip 2007, 16:44
Lokalizacja
Warszawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: dylematy (eks?)anorektyczki

przez Feith 25 mar 2010, 09:58
Widzę, że moje odejście wywołało zamieszanie, a nie to było moim zamiarem. Miałam nadzieję, że to trochę, hm, wyciszy sytuację. Jak przewidział scrat, jednak postanowiłam wrócić. Nasze sprawy z VasqueSem już sobie wyjaśniliśmy, myślę, że tę kwestię można uznać za zamkniętą. Gwoli ścisłości, faktycznie proponował, że to on zrezygnuje z forum, ale wolałam sama się ulotnić.

Przechodząc do właściwego tematu... Natasho, niestety muszę się z Tobą zgodzić. Kontrola wciąga. Kontrola kusi. I uzależnia...

Dawno nie pisałam. Obecnie sprawy mają się tak, że w dalszym ciągu uczęszczam na terapię, co już wiele mi dało. Nie wystarczy jednak zrozumieć pewne rzeczy, by od razu pokonać, no cóż, mimo wszystko chorobę. Uzgodniłam z mamą, że przynajmniej przez pewien czas będę piła tak zwane "nutridrinki", takie jakby odżywki, które dostawałam również na oddziale. Wypijam więc takie 300 kcal wieczorem i chyba nie chudnę. Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła obywać się bez tego...
Mój ojciec rozpił się już na dobre. Czekam tylko, aż jego schorzenia zaczną dawać o sobie znać. Przestał już zupełnie jeść, wychodzi pić rano i wraca w nocy. Dopóki nie straci sił na tyle, że nie będzie w stanie wstać z łóżka, raczej się nie powstrzyma. Jako ta zła, wyrodna córka, nie mogę patrzeć, jak się niszczy. Życzę mu, żeby szybko stoczył się na dno, bo inaczej się nie podniesie. Taki pobyt w szpitalu z wyniszczoną do reszty wątrobą, jak zwykle dobrze by mu zrobił.
Ale jest też optymistyczny akcent. Mimo tego wszystkiego, czuję się całkiem nieźle;)
Feith
Offline

Re: dylematy (eks?)anorektyczki

przez miki74 25 mar 2010, 10:09
Feith, witaj. Miło Cię widzieć z powrotem na forum. :smile:
miki74
Offline

Re: dylematy (eks?)anorektyczki

przez Natascha 25 mar 2010, 16:22
Witaj feith! Super, że zdecydowałaś się wrócić!
Szczerze współczuję Ci mieszkania z alkoholikiem- znam ten ból. Wiem, że od samego słuchania pijackiego bełkotu robi się niedobrze, nie mówiąc już o innych ''atrakcjach'' jakie fundują alkoholicy. Co prawda nikt z moich rodziców, ale... zresztą nie chcę o nim pisać bo już nie żyje i niech mu ziemia będzie lekką.
Domyślam się, że w twoim domu za sprawą szanownego taty panuje kompletny chaos. Człowiek w takich warunkach czyje się bezradny wobec sytuacji. Szuka dla siebie jakiejś wolnej przestrzeni, którą mógłby w pełni kontrolować i tą przestrzenia staje się jedzenie. Liczenie kalorii, układanie diety to wszystko odwraca uwagę od problemów.
Ana na początku daje poczucie siły, dumy z tego, że się panuje nad własnym apetytem. Dopiero później kiedy zaczynasz ''chodzić po ścianach" i nie bardzo masz siłe żeby podnieść się z łózka, a za plecami ciągle słyszysz szepty zaczynasz zdawać sobie sprawę, że jesteś pułapce i nie bardzo wiesz jak się wydostać
Natascha
Offline

Re: dylematy (eks?)anorektyczki

przez Feith 28 mar 2010, 13:52
Natascha, odnajdywanie się w chaosie zawsze było moją domeną, dopóki nie pojawiła się ONA i nie nauczyła mnie myśleć tak jak ONA chce. Na szczęście w porę się opanowałam. Nie doszłam nigdy do etapu "chodzenia po ścianach", ale byłam emocjonalnym wrakiem. Byłam cały czas wściekła albo rozkojarzona. Nic dziwnego, że odcięłam się od ludzi.
Teraz z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jest dobrze. Z Aną się do siebie nie odzywamy, za to z ojcem próbujemy. I chociaż bywa różnie, to bardzo pomaga mi terapia i bliska osoba, na której zawsze mogę polegać;)
Feith
Offline

Re: dylematy (eks?)anorektyczki

przez Natascha 28 mar 2010, 19:14
Feith, dość niefortunnie opisałam to w 3 os. Pisałam głównie za siebie. Ja nie umiałam odnaleźć się w sytuacji, w której byłam i dlatego uciekłam w odchudzanie jak inni w dragi czy cokolwiek innego.
Cieszę się, że pomaga Ci terapia i masz bliską osobę. Ja wtedy nie miałam. Byłam w tym wszystkim sama i nie miałam komu się wyżalić. Po próbie gwałtu odeszłam od chłopaka- bo nie mogłam go znieść(chociaż to nie on mi to zrobił), unikałam towarzystw, odsunęłam się od znajomych. Resztę opisałam w temacie PTSD. Długo nie mogłam się fizycznie zbliżyć do żadnego mężczyzny i do tej pory nie potrafię zbliżyć się emocjonalnie.
Co do any to na poczatku dobrze się z nią czułam i musiałam się doprowadzić do poważnego osłabienia zanim zdałam sobie sprawę, że się krzywdzę. Nie dobiłam co prawda do wagi 30-parę kilo(jestem m/w. twojego wzrostu i z wagi 57 kg schudłam do 42), ale od 8 miesięcy nie miała okresu, miałam zaawansowana anemię i regularne bóle w klatce piersiowej.
W szpitalu spędziłam prawie rok. Bardzo bałam się tego leczenia. Pierwszy miesiąc był dla mnie bardzo trudny, ale potem było łatwiej i opłaciło się bo dziś ważę 50 kg i wyglądam jak normalna szczupła kobieta a nie chodzący trup.
Mam nadzieję, że uda Ci się pokonać problemy. 3mam kciuki za Ciebie i twojego tatę- żeby dobił do dna i zaczał się z niego konsekwentnie podnosić.
Natascha
Offline

Re: dylematy (eks?)anorektyczki

przez Feith 30 mar 2010, 22:09
Natascha, dziękuję;) Dałaś mi nadzieję, że z anoreksji da się wyjść. Czasami trudno mi sobie wyobrazić siebie, która je to, na co ma ochotę, nie myśli w kółko o jedzeniu. Mam problem z wizją swojej osoby za parę lat. Wiem, że nie zawsze żyłam z Aną, ale zapomniałam już, jak to jest... Cieszę się, widząc kogoś, komu się udało. Domyślam się, jak wiele musiałaś przejść.

Terapeutka twierdzi, że wszystko u mnie jest na dobrej drodze, jak to ujęła; "widzi wolę życia". No i nie mam zaburzonego postrzegania swojego ciała. Teraz, wraz z nadejściem wiosny, zdarzają mi się jednak chwilowe napady. Zaczęłam odchudzanie równo rok temu. Wspomnienia wracają... Przed chwilą poczułam, że muszę teraz, zaraz, natychmiast się zważyć. 45,2kg w pełnym ubraniu i po wypiciu znacznej ilości wody, więc pewnie koło 44 tak naprawdę. I parę gramów więcej niż jakiś czas temu... Po raz pierwszy od kilku miesięcy nie mogłam się powstrzymać przed brzuszkami. Tylko 20, ale jednak poddałam się temu. Mam nadzieję, że następnym razem będę silniejsza.

Tym oto sposobem optymizm ostatnich dni gwałtownie mnie opuścił. Kiedyś słyszałam w głowie "jesteś słaba, bo nie umiesz się pohamować, po co to zjadłaś?!", teraz Ana podszeptuje swoje, ale słaba czuję się dopiero, kiedy jej ulegnę. Po czymś kalorycznym też nie czuję się dobrze:/

Dość moich narzekań! Pogoda jest, dobrze jest, znowu mi się układa, znowu doszukuję się wyimaginowanych problemów.
Feith
Offline

Re: dylematy (eks?)anorektyczki

przez Natascha 31 mar 2010, 00:12
Uda Ci się! Zobaczysz! To po prostu musi trochę potrwać.
Wiesz co sobie pomyślałam kiedy znalazłam się w szpitalu?
-Co ja tutaj robię z tymi wszystkimi wariatkami? Przecież nie jestem taka chuda jak one.
Później okazało się, że one myślały dokładnie to samo o mnie.
Pierwszy miesiąc zupełnie nie mogłam się przyzwyczaić. Bałam się, że będę się dławić jedzeniem, a jak już coś zjem to natychmiast utyję do monstrualnych rozmiarów. Sam szpital na początku by dla mnie uciążliwy. Denerwowało mnie, że nie mogę zamknąć się w kiblu, łaźience, że ktoś patrzy kiedy jem i kontroluje ile zjadam. Ale z drugiej strony bardzo chciałam wyzdrowieć. Miałam też szczęście trafić na dobrych specjalistów.
Kiedy już przyzwyczaiłam się do szpitalnych zasad i swobodniej korzystałam z terapii, powoli zaczęłam trochę lepiej się czuć.
Tobie też terapia pomoże. Po prostu się jej trzymaj! :smile:

[Dodane po edycji:]

scrat napisał(a): Zrozumiałem chyba na tyle żeby akceptować, nie zmuszać do jedzenia itd. Czy to dobrze, nie wiem.


Moim zdaniem źle robisz. Anoreksji niewolno akceptować, ani przymykać na nią oka. Jest nałogiem podobnie jak narkomania czy alkoholizm. Nałogowcy lubią swój nałóg i do puki niczego przez niego nie tracą nie widzą problemu, tymbardziej potrzeby leczenia.
W tej chwili nieświadomie wspierasz jej nałóg. Jeśli Ci na niej zależy ''potrząśnij nią'' zamiast ''głaskać po główce''. Powiedz jej wprost, że krzywdzi Cię swoją chorobą bo nie możesz patrzeć jak się niszczy, że im jest chudsza tym mniej Ci się podoba. Zagroź nawet, że odejdziesz jeśli nie zacznie się leczyć.

Zrób to dla niej- bo nie widzi błędnego koła, w którym tkwi. Nie chcesz chyba spokojnie i akceptująco przyglądać się jak rujnuje sobie zdrowie?

Prawdopodobnie w końcu sama się przebudzi, ale im później to nastąpi, tym boleśniejsze będzie to przebudzenie(będzie ją dobijał fakt, że włożyła tyle wysiłku- własciwie tylko po to by zrujnować sobie życie). Zaawansowaną anoreksję bardzo trudno wyleczyć. Oszczędź jej tego. Pomóż jej się ''obudzić" w porę
Natascha
Offline

Re: dylematy (eks?)anorektyczki

przez Feith 31 mar 2010, 19:11
Kiedy ja wylądowałam w szpitalu byłam chwilowo jedyną anorektyczką na oddziale. Byłam najchudsza, a dziewczyna, która już kończyła leczenie, pochłaniała przy mnie niesamowite wręcz ilości jedzenia, żeby jak najszybciej wyjść, wspierała mnie w przełamywaniu barier i dzięki temu szybko przestawiłam się na "tuczenie'. Było ciężko, ale uspokajało mnie, że przybieram na wadze wolno. Podczas gdy inni chcieli jak najszybciej wyjść, ja cieszyłam się, że nabieram ciała w swoim tempie. Później spotkałam chore, który kości wystawały spod kilku warstw ubrań, które koczowały przy kaloryferze, łapiąc choć odrobinę ciepła. Dziewczynę, która modliła się o tasiemca. Też czułam, że nie jestem taka jak one. Ale w tym okresie dogadałam się z niedoszłymi samobójczyniami, a jeden chłopak skutecznie podniósł moją samoocenę, więc zaczęłam żyć w zgodzie ze swoim ciałem. Potem było już tylko lepiej. Poznałam swojego obecnego chłopaka, on mi najbardziej pomógł. Dopiero zakończenie leczenia rzuciło mnie niejako na głęboką wodę.

[Dodane po edycji:]

Moim zdaniem źle robisz.


To zależy. Według mnie od tego czy dziewczyna jest świadoma swojego problemu i czy jej życiu bądź zdrowiu zagraża niebezpieczeństwo. Jeśli walczy z anoreksją, leczy się, może faktycznie nie trzeba koniecznie wciskać w nią jedzenia, wywoływać presji. To już jest dla niej trudne. Jeśli jednak nie przyjmuje do wiadomości, że jest chora, albo mimo to nie potrafi się zmusić do jedzenia, zbytnia delikatność może jej tylko zaszkodzić. Wtedy trzeba przyprzeć ją trochę do muru. Będzie zła, rozgoryczona, ale to doceni. Wiem po sobie. Gdy mama zmuszała mnie do jedzenia, w pierwszej chwili miałam ochotę ją uderzyć, a w następnej zarzucić ręce na szyję i dziękować. To skomplikowane, ale warto czasem anorektyczką pokierować. Ona potrzebuje kontroli, a sama się w niej gubi. Nieraz trzeba jej jakąś kontrolę narzucić...
Feith
Offline

Re: dylematy (eks?)anorektyczki

przez Natascha 31 mar 2010, 21:18
Co ja tutaj robię z tymi wszystkimi wariatkami? Przecież nie jestem taka chuda jak one. - myślałam tak bo chociaż byłam bardzo chuda nie widziałam tego.
Widziałam chudość innych dziewczyn, a patrząc na siebie myślałam, że ciągle mam za dużo tu i ówdzie.
Natascha
Offline

Re: dylematy (eks?)anorektyczki

przez Feith 31 mar 2010, 21:47
Najgorsze co usłyszałam: "Anoreksja? Nie wyglądasz jak anorektyczka...". Oczywiście zaraz później dziewczyny zaczęły się poprawiać, że nie wyglądam tak źle, no ale to kości, ta szyja... Ja wiedziałam swoje. Nie wyglądasz jak anorektyczka? Ty gruba świnio! Nawet na anoreksję porządnie nie potrafisz zachorować!

Później myśli zmieniły tor, ale gdy przybierałam na wadze, boleśnie świadoma, że już nie jestem najchudsza, kiedy usłyszałam, że koleżanka nie-anorektyczka ma bardziej płaski brzuch, nie mogłam przestać go oglądać. No tak, racja, zapuściłam się... Nieważne, że był tylko wzdęty.

Do dziś zdarzają mi się takie chwile. Ale teraz staram się je ignorować. Na szczęście ktoś z bliskich co jakiś czas przywołuje mnie na ziemię. Nie jestem szkieletem, wyglądam jak szczupła dziewczyna w swoim wieku. Gdyby nie brak okresu, z powodzeniem mogłabym tak wyglądać.
Feith
Offline

Re: dylematy (eks?)anorektyczki

przez Natascha 31 mar 2010, 21:56
A co u Ciebie było bodźcem, że zdecydowałaś się leczyć?
Natascha
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości

Przeskocz do