Skocz do zawartości
Nerwica.com

dylematy (eks?)anorektyczki


Gość Feith

Rekomendowane odpowiedzi

Witam! Dość długo nie udzielałam się na forum, lecz tym razem postanowiłam napisać, choć mój problem jest nieco z innej beczki... Są specjalne fora dla anorektyczek, ale zauważyłam, że wiele z tematów tam poruszanych może jedynie przeszkodzić osobie chorej w leczeniu, więc postanowiłam spróbować uzyskać radę tutaj.

Otóż w grudniu opuściłam szpital psychiatryczny po 3 miesiącach terapii. Trafiwszy tam ważyłam 41 kg przy wzroście 162. Odbyłam terapię, przełamałam się do jedzenia, utyłam do 46,5kg (miałam ważyć 48, ale mi odpuścili, ponieważ uznano mnie za ozdrowiałą). Ogólnie wyszłam pełna optymizmu. Nie powróciłam do starych nawyków, a raczej tak mi się wydawało. Schudłam, nie wiem dokładnie ile, ale co najmniej 1,5kg. Liczę kalorie. Myślę o jedzeniu. Planuję posiłki. Wychodzi na to, że nawet, kiedy się nie odchudzam, to i tak się odchudzam. Czuję, że w gruncie rzeczy nie jest o wiele lepiej. Ponownie zanikła mi miesiączka, o której powrót tak się starałam...

Ta choroba ma dość skomplikowane podłoże, wbrew pozorom. Dlatego też nie będę tu opowiadać całej historii swojego życia. Ojciec alkoholik, od czasu mojego powrotu do domu nie zagląda do kieliszka. Rodzice po rozwodzie, ale stosunki między nimi dobre, mieszkamy razem. Nikt w naszej rodzinie nie jest zdrowy, każdy ma dość poważne dolegliwości.

W gruncie rzeczy moja psychika chyba nie należy do szczególnie stabilnych. Mam za sobą nieliczne epizody samookaleczenia. Przez anoreksję popadłam w depresję, w tamtym okresie nie cieszyło mnie nic. Teraz niby jest dobrze, ale od czasu do czasu czuję się nieszczęśliwa bez określonego powodu.

Mój chłopak namawia mnie na terapię, ale ja nie jestem przekonana. W zaleceniach mam rodzinną, ale widzę, że rodzice mają zbyt wiele spraw na głowie, żeby poświęcić temu czas. Powinnam zapewne porozmawiać o indywidualnej, ale boję się reakcji mamy. Zapewne uznałaby to za przejaw nawrotu mojej choroby. A ja chciałabym po prostu poukładać sobie życie... chociaż nie jestem taka pewna, czy naprawdę chcę, żeby ktoś zaglądał w moją głowę. Nie wiem, po co to piszę, ponieważ odpowiedź równie dobrze mogę sobie dać sama. Chyba czuję po prostu potrzebę wyrzucenia tego z siebie, najlepiej przed kimś obcym, kto nie zna ani mnie, ani mojej sytuacji. Czasami mam wrażenie, że moje problemy są idiotyczne, a ja sama głupia i nienormalna. Jedzenie, też mi coś. Ale każdy, kto miał kiedyś ten problem wie, że to nie zwykła fanaberia.

 

Może więc nie będę pytać o konieczność terapii, której jestem świadoma, tylko o co innego:

- czy z tego da się tak ZUPEŁNIE wyjść? jak długo jeszcze mogę się z tym borykać?

- no i czy ktoś ma jakieś sprawdzone sposoby na oderwanie się od natrętnych myśli? (tak, tak, obsesje przy anoreksji też wystepują)

- trzecie, ostatnie - czy mogę coś zrobić, żeby poprawić akceptację swojego ciała?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Schudłam, nie wiem dokładnie ile, ale co najmniej 1,5kg. Liczę kalorie. Myślę o jedzeniu. Planuję posiłki. Wychodzi na to, że nawet, kiedy się nie odchudzam, to i tak się odchudzam.

 

Znajdź sobie hobby które cię pochłonie, wtedy nie będziesz myślała o jedzeniu. Chodzi o to, że mózg nastawiany jest na działanie, jeśli przez długi czas coś robiłaś to twój umysł nauczył się w ten sposób działać, będziesz robiła to co umiesz najlepiej, szczególnie jeśli za tym stoją emocje, chyba, że... no właśnie znajdziesz inną rzecz, która cię pochłonie, która nauczy cię żyć w inny sposób i będzie ci porzynosić satysfakcje i zadowolenie. Pamiętaj musi minąć trochę czasu zanim się w coś wciągniesz, ale idź krok za krokiem, a zobaczysz będziesz funkcjonować na zupełnie innym poziomie.

 

Ta choroba ma dość skomplikowane podłoże, wbrew pozorom.

 

Napewno.

 

Mój chłopak namawia mnie na terapię, ale ja nie jestem przekonana. W zaleceniach mam rodzinną, ale widzę, że rodzice mają zbyt wiele spraw na głowie, żeby poświęcić temu czas. Powinnam zapewne porozmawiać o indywidualnej, ale boję się reakcji mamy. Zapewne uznałaby to za przejaw nawrotu mojej choroby. A ja chciałabym po prostu poukładać sobie życie...

 

Nerwica czasami wynika z tego, że nie potrafimy przyznać się do naszej bezradności, niemocy, własnych słabości, a nasza psychika próbuje walczyć z tym rzeczami w mało konstruktywny sposób. Myślę, że z anoreksją jest podobnie. Jeśli chcesz wyzdrowieć to należałoby się aby przyznała się do swoich słabości i powiedziała o nich najbliższym. Myślę, że Cię nie zjedzą ;-). Nawet jak mają dużo obowiązków, to mogą znaleźć czas na terapię rodzinną, obowiązki nie są wymówką, zawsze można z czegoś zrezygnować, odłożyć na bok na rzecz czegoś ważniejszego. Jeśli naprawdę nie mają czasu lub sami boją się terapii, to przynajmniej uzyskasz ich poparcie dla własnej terapii. Nie wstydź się swoich potrzeb, zacznij o nich mówić. Ja już głośno wypowiedziałem potrzebę pójścia do psychologa, powiedziałem o tym najblizszym znajomym i mnie nie zlinczowali, to samo zrobiłem z rodziną (bo matka nie chce iść na terapię, bo twierdzi, że nie ma możliwości, ale uzyskałem jej poparcie i ona się cieszy że chcę coś ze sobą zrobić).

 

chociaż nie jestem taka pewna, czy naprawdę chcę, żeby ktoś zaglądał w moją głowę.

 

Może tu nie chodzi o koś innego, ale sama się boisz co tam możesz zobaczysz? Jeśli tak to masz racje... (spodziewałaś się innej odpowiedzi?) To co tam zobaczysz może Ci się nie spodobać, ale uciekanie od rzeczy niechcianych nie rozwiązuje problemu, jedynym sposobem jest konfrontacja. Dlatego jeśli chcesz coś zrobić to zastosuj zasadą "mimo wszystko" mimo wszytko zapisz się na terapię.

 

Nie wiem, po co to piszę, ponieważ odpowiedź równie dobrze mogę sobie dać sama.

Bardzo dobrze, że szukasz wsparcia, nikt nie jest alfą i omegą, czasem właśnie trzeba się z kimś podzielić własnymi myślami. Znamy odpowiedzi , ale nie zawsze się do nich stosujemy i tu na scenę wchodzi motywacja.

 

Czasami mam wrażenie, że moje problemy są idiotyczne, a ja sama głupia i nienormalna.

Są ważne, twoje problemy są ważne i znaczące. Nie jesteś ani głupia ani nienormalna, są poprostu pewne rzeczy których potrzebujesz. :roll:

czy z tego da się tak ZUPEŁNIE wyjść? jak długo jeszcze mogę się z tym borykać?

 

Jak najbardziej, uwierz w to a się spełni! :D

no i czy ktoś ma jakieś sprawdzone sposoby na oderwanie się od natrętnych myśli?

 

Spróbuj zastosować rady z mojego posta i poczytaj forum, jest trochę tych sposobów :).

czy mogę coś zrobić, żeby poprawić akceptację swojego ciała?

 

Sam miałem z tym problemy, ale sobie poradziłem. Uświadom sobie kilka rzeczy:

Odziedziczyłaś pewne geny, na które nie masz wpływu, nie masz wpływu na swój wygląd.

Stosuj afirmacje.

Naucz się relaksacji i naucz się dostrzegać swoje ciało poprzez odczucia z niego płynące, a nie widok (nie porównuj się do modelek).

Popraw to co możesz, a o resztę się nie martw. Kup sobie fajne ubranie, idź do spa, kosmetyczki, poflirtuj trochę ciałem.

Dostrzegaj pozytywy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wiesz co, twoje problemy wydają mi się dziwnie znajome.. ja tez miałam anoreksje ( na studiach), moja dolna waga to chyba 43 kg - schudłam z 56 w 3 miesiące chyba. wzrost 160.

 

nie leczyłam się w szpitalu ani na terapii (wtedy). okresu nie miałam chyba ponad rok, co skrzetnie ukrywałam. uświadomił mi to dopiero mój nowopoznany chłopak (bardzo mi wtedy pomogła jego obecnosc, choc on tez miał problemy z jedzeniem - studiował na awf-ie i stosował jakies dziwne diety!wydaje mi się że ten problem mógł go dotyczyc wczesniej, tak wywnioskowałam z jego opowiadan), który powiedział "Przecież ty jesteś chora skoro nie miesiączkujesz". To mnie troche otrzeźwiło i wjechało mi na ambicję (chciałam być kobietą, a to niewątpliwie jest atrybut kobiecości, nieważne jak kłopotliwy).

 

poza tym , bardzo zaangazowałam sie w ten związek, duzo razem spacerowalismy, chodizlismy na basen etc. to dało mi poczucie ze nie przytyje i ze prowadze zdrowy tryb zycia i poniewaz byłam wszczesliwei zakochan, odwróciło moja uwage bo czułam sie kochana.

 

mój tata tez był alkoholikiem i zmarł na skutek tej choroby . dopiero wtedy wyszły rózne problemy (fizycznie i psychicznie) i zaczełam terapie. jesli chodzi o anoreksję, to wydaje mi się że anorektykiem mozna być do końca zycia. nie fizycznie, ale psychicznie. ja zawsze kontroluje co jem i ile jem bo daje mi to poczucie kontroli nad soba i poczucie, ze jestem lepsza od tych którzy sie obzeraja....

 

druga sprawa sa wzorce jakie masz w otoczeniu - jesli masz chude przyjaciółki sama tez dązysz żeby tak wyglądac

 

kiedys przeczytałam ze anoreksja jest zwiazana z rodzajami miłosci - i była to miłość uboga, skąpa. może ktoś za mało nas kochał? albo same się za mało kochamy i jestesmy dla siebie za surowe?

 

mysle że powinnas pojsc na terapie nie w kierunku anoreksji bo to jest tylko "skuteczk uboczny" tego, co naprawde Ci dolega. no i ten okres - musisz jakos o niego powalczyc.

 

ja nie mogę zajśc bardzo długo w ciąze chociaz sie leczyłam bardzo intensywnie (wydaje mi sie, ze nigdy w nia nie zajde) i tez wiąze to z jakąs wewnetrzna blokada choc nie wiem przed czym... ale moze miec to zwiazek z moim ciałem.

 

[Dodane po edycji:]

 

ja tez odchudziałam sie wtedy, kiedy sie nie odchudzałam:) znalezienie hobby jest dobrym sposobem ale mysle ze trzeba rozwiazac powazniejsze problemy bo ta choroba nie wynika z braku rozrywek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję za rady, jakoś mi lżej, kiedy to wszystko z siebie wyrzuciłam;) Chyba nadszedł czas, żeby faktycznie poważnie porozmawiać z rodzicami... Co do hobby, to nie jest tak, że niczym się nie zajmuję. Staram się rozwijać swoje zainteresowania, czytam, próbuję coś pisać (kiedyś bardzo to lubiłam, sprawiało mi wiele satysfakcji, kiedy coś "stworzyłam") chodzę do kina, od czasu do czasu kupuję jakiś fajny ciuch, w którym chociaż przez chwilę czuję, że ładnie wyglądam... Ale co prawda, to prawda, ta choroba nie bierze się z braku rozrywek. Według mojej terapeutki to mechanizm obronny i z tym się akurat zgadzam. Lecz wydaje mi się, że do tej pory nie do końca dotarłam do fundamentów, że tak powiem... I dlatego terapia to chyba najlepsze rozwiązanie.

 

Może tu nie chodzi o koś innego, ale sama się boisz co tam możesz zobaczysz? Jeśli tak to masz racje... (spodziewałaś się innej odpowiedzi?) To co tam zobaczysz może Ci się nie spodobać, ale uciekanie od rzeczy niechcianych nie rozwiązuje problemu, jedynym sposobem jest konfrontacja. Dlatego jeśli chcesz coś zrobić to zastosuj zasadą "mimo wszystko" mimo wszytko zapisz się na terapię.

 

No tak, parokrotnie doświadczyłam na własnej skórze, jak to jest, gdy dowiadujemy się o sobie czegoś, czego byśmy nie chcieli. Ale to chyba dobry proces, bo przeważnie właśnie w podświadomości leży źródło problemu. Ech, chyba będę musiała przełamać swoją niechęć do analizowania mojej osoby.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Feith, na pewno Twoje problemy nie są urojone, a Ty - głupia. Na Twoim miejscu poszedłbym na terapię indywidualną. Wydaje mi się, że chociaż objawy anoreksji być może masz już za sobą, to jednak jej przyczyny, podłoże psychiczne, pozostało niezmienione. I nad tym chyba warto popracować na psychoterapii. Twoja Mama wcale nie musi myśleć, że to nawrót choroby. Mnie się wydaje, że ta cała historia z anoreksją uczyniła Cię osobą bardziej świadomą swoich problemów psychicznych i chcesz się teraz wziąć za ich rozwiązywanie. To chyba jest dojrzałe podejście, którego nie należy się wstydzić? A poza tym nawet gdyby to był nawrót anoreksji, to chyba lepiej jest wziąć się za walkę z chorobą, niż nic nie robić?

 

Nie jestem specjalistą, ale znam przypadek z reala, że dziewczyna wyszła z anoreksji. Czytałem też wypowiedzi innych dziewczyn, że epizod anoreksji mają już za sobą. Więc - głowa do góry, nie jest tak źle ;)

 

Powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mój tata tez był alkoholikiem i zmarł na skutek tej choroby . dopiero wtedy wyszły rózne problemy (fizycznie i psychicznie) i zaczełam terapie.

Mój ojciec nieraz był już bliski śmierci (ma jeszcze cukrzycę, problemy z płucami, a styl życia, który prowadził do zdrowych nie należy), natomiast mój wujek zmarł z tego samego powodu. Myślę, że zarówno w moim, jak i w Twoim przypadku, uzależnienie rodzica pozostawiło jednak piętno na psychice.

 

jesli chodzi o anoreksję, to wydaje mi się że anorektykiem mozna być do końca zycia. nie fizycznie, ale psychicznie. ja zawsze kontroluje co jem i ile jem bo daje mi to poczucie kontroli nad soba i poczucie, ze jestem lepsza od tych którzy sie obzeraja....

 

Ja prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie takiego swobodnego odżywiania, jak jeszcze jakiś rok temu... Ciasto, frytki, czekolada... Tęsknię za tym, ale nie wydaje mi się, bym była zdolna zjeść taką bombę kaloryczną. Obawiam się, że skłonność do kontroli już mi pozostanie.

 

druga sprawa sa wzorce jakie masz w otoczeniu - jesli masz chude przyjaciółki sama tez dązysz żeby tak wyglądac

W mojej szkole jest wiele chudych dziewczyn, a mnie weszło w nawyk przyrównywanie się do tych najchudszych, nie przeciętnych. Choć widzę, że największym powodzeniem cieszą się te o kobiecych kształtach, sama patrzę z zazdrością na patyczaki. Nie rozumiem swojego podejścia, lecz nie potrafię się go wyzbyć.

 

kiedys przeczytałam ze anoreksja jest zwiazana z rodzajami miłosci - i była to miłość uboga, skąpa. może ktoś za mało nas kochał? albo same się za mało kochamy i jestesmy dla siebie za surowe?

 

Moja terapeutka uznała, że według siebie nie zasługuję na miłość. To zabolało, ale miała rację. Czasami nawet w miłość swojego chłopaka trudno mi uwierzyć...

 

mysle że powinnas pojsc na terapie nie w kierunku anoreksji bo to jest tylko "skuteczk uboczny" tego, co naprawde Ci dolega. no i ten okres - musisz jakos o niego powalczyc.

 

Postaram się;) Zależy mi na powrocie do zdrowia, w każdym tego słowa znaczeniu.

 

ja nie mogę zajśc bardzo długo w ciąze chociaz sie leczyłam bardzo intensywnie (wydaje mi sie, ze nigdy w nia nie zajde) i tez wiąze to z jakąs wewnetrzna blokada choc nie wiem przed czym... ale moze miec to zwiazek z moim ciałem.

 

Mam nadzieję, że w przyszłości będę mogła mieć dzieci, ale boję się, że może być tak jak w Twoim wypadku... Póki co jednak nie będę się martwić na zapas. A Tobie życzę powodzenia, wierzę, że Ci się uda, skoro dałaś radę zwalczyć anoreksję;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ja myślę, że bardzo dobrze byś zrobiła gdybyś poszła na ter.rodzinną. Zresztą miałaś to w zalecaniach - a wierzę, że się znają ;) Więc dlaczego uciekasz od ter.rodzinnej ?

Indywidualną możesz również mieć równolegle do rodzinnej.

Ale tak często się zdarza, że ed jest wyrazem chorego rodzinnego systemu ... i jak coś się nie zmieni w twojej rodzinie to będzie ci ciężko. Od tego są ci terapeuci rodzinni, żeby umiejętnie doprowadzać do zmian w rodzinie - a w efekcie końcowym, ty już nie będziesz potrzebowała chorować.

 

 

Pamiętaj, że z ed można wyleczyć się w 100 % !!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem, czy ucieczka to właściwe określenie. Ja chętnie uczestniczyłabym w terapii rodzinnej, rzecz w tym, że musiałabym angażować w to rodziców, którzy i bez tego mają trochę na głowie. Nie chcę żeby znowu wszystko kręciło się wokół mojej osoby, co nieraz mi wypominano. Choć z drugiej strony, moja terapeutka nie bez przyczyny mi to doradzała. Ale ja po prostu wiem, że to nie wypali. Ojciec nie zechce w tym uczestniczyć, tak jak nie chciał, kiedy jeszcze przebywałam na oddziale. A z samą mamą będzie takie poczucie niekompletności...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Znam temat, Feith. Z perspektywy chłopaka anorektyczki (która twierdzi że anorektyczką nie jest, no ale mniejsza z tym).

 

To bardzo dobrze że dostrzegasz problem a nie udajesz że nie istnieje, nie wmawiasz sobie że to tylko dieta... Że nazywasz zaburzenie po imieniu. Chociaż chyba każda anorektyczka przechodzi taki okres zaprzeczenia i przychodzi moment, kiedy już dłużej nie można udawać, że wszystko jest pod kontrolą, co?

 

Od 4 lat próbuję zrozumieć zaburzenia odżywiania, wydaje mi się, że w pewnym stopniu zrozumiałem, chociaż tak naprawdę nikt kto tego nie przeżył, nie zrozumie... Zrozumiałem chyba na tyle żeby akceptować, nie zmuszać do jedzenia itd. Czy to dobrze, nie wiem.

 

Nie potrafię ci pomóc. Ale wiedz, że trzymam kciuki żeby ci się udało.

 

Powodzenia...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję, scrat, zaburzenia odżywiania niełatwo zrozumieć, prawdę mówiąc ja sama uważam je za irracjonalne, ale tak jest chyba z każdym schorzeniem na tle psychicznym... Co do zmuszania do jedzenia, w moim przypadku jest tak, że w najgorszym okresie potrzebowałam, żeby ktoś nie dał mi wyboru. I choć byłam wściekła, kiedy stawano mi na drodze w odchudzaniu, dzisiaj bardzo za to bliskim dziękuję. Gdyby nie przymus, nie wiadomo, jak by się to skończyło. Ale mimo wszystko to nie jest droga do wyzdrowienia, bo to, że ktoś każe mi jeść, nie zmieni mojego nastawienia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzisiaj rozmawiałam poważnie z mamą i obiecała mi, że jutro już naprawdę pójdziemy załatwić tą terapię. Mam nadzieję, że tym razem o tym nie zapomni, teraz będę uparta. Wiem, że tego potrzebuję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Feith, jak tak przeczytałam Twojego posta pierwszego to aż mi się scyzoryk w kieszeni... ile masz lat? zresztą nieważne - możesz sama zgłosić się po pomoc!!! nie czekaj na rodziców ja pitole tyle przeszłaś a mam nie widzi???? że znowu coś nie tak że trzeba nad tym stale pracować! masakra... zresztą Feith, moi rodzice umyli ręce choć stosunki obecnie mamy dobre - byłam sama i musiałam walczyć sama właściwie rodzice nigdy nawet nie poświęcili chwili na rozmowę... jakbym czekała na ich pomoc to by mnie już niebyło! i nie pisze tego bo mam żal do nich czy co - absolutnie - pisze, bo tak naprawdę samemu trzeba się sobą zająć nikt nie zrobi tego za Ciebie choć rozumie że wsparcie i obecność rodzica byłoby miłe - ale nie marnuj sobie czasu czekając na nich - kiedyś będziesz na tyle silna aby im wybaczyć a wtedy oni się otworzą na Twój problem - nie na odwrót... oni sobie zapewne zdają sprawę że dają ciała i to ich pogrąża odgradza od Twojego problemu bo nie mają pojęcia co zrobić, bo ich przerasta, bo boją się bardziej od Ciebie o Ciebie, bo są słabi - nieważne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cóż... Mama zasadniczo uważa, że to dobrze, że chcę kontynuować leczenie. Widzę, że stara się czuwać nad sytuacją, ale skoro widzi, że jem normalnie, choć mniej niż przeciętny człowiek, myśli, że wszystko w porządku. Nie potrafię jej wytłumaczyć, że liczę kalorie, planuję posiłki, że psychicznie czuję się coraz gorzej. Nie zrozumiałaby. Daję jej do zrozumienia, że nie jest jeszcze za dobrze, może do tej pory nie byłam dość stanowcza. Nie chcę nic załatwiać po swojemu, między innymi za to moim rodzicom oberwało się od mojej terapeutki. Kategorycznie zabroniła im nawet umawiać się na spotkania z psychologiem za moim pośrednictwem. Według niej nie powinnam brać na siebie odpowiedzialności osoby dorosłej. Co do wieku, może nie jest taki znów istotny, ale faktem jest, że póki co jestem jeszcze w gimnazjum.

Z drugiej strony, kiedy popadłam w chorobę, sama poszłam i oświadczyłam, że chcę się zgłosić do specjalisty. Mało tego, musiałam przy tym obstawać przez długi czas. Myślę, że moi rodzice podświadomie nie chcieli dostrzec problemu. Tym razem nie będę jednak czekać, aż pogrążę się na dobre. Jak dobrze pójdzie, od przyszłego tygodnia zacznę już terapię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie potrafię jej wytłumaczyć, że liczę kalorie, planuję posiłki, że psychicznie czuję się coraz gorzej.

Dziwi mnie (ale też cieszy) że ty dostrzegasz ten problem. Z tego co zauważyłem dużo dziewczyn z podobnymi zaburzeniami raczej uważa że to ich decyzja, a nie zaburzenie, że to proana, motylki itd. a nie anoreksja.

 

Myślę, że moi rodzice podświadomie nie chcieli dostrzec problemu.

Podobnie jak u mojej koleżanki, ona udaje że je, rodzice udają że w to wierza...

 

Od 3 dni cisza .. daj znać jak sprawy się mają.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sprawy mają się następująco: dzisiaj wybieram się do szpitala, w którym się leczyłam, żeby umówić się z psychologiem w tamtejszej poradni. Na wszelki wypadek mam namiary na kilku psychoterapeutów, ale najpierw spróbuję tam, gdzie znają już mnie i mój problem. W końcu przez 12 tygodni trochę mnie poznali...

Psychicznie wróciłam do okresu, którego nie wspominam zbyt miło. Ostatnio chodziłam w jakimś otępieniu, całkowicie nieobecna i obojętna. Wypalona z wszelkich uczuć. W dodatku wszystko mnie drażniło, co dało się trochę we znaki najbliższym. A podobno przy anoreksji nie występuje obniżony nastrój... Chyba, że jedno nie ma nic wspólnego z drugim. Liczę na to, że szczere rozmowy z terapeutą postawią mnie na "emocjonalne nogi", bo od jakiegoś czasu jestem nie do życia. Jem, a mimo to kiepsko sypiam, pobolewa mnie głowa. Ale pilnuję się, by nie schodzić poniżej 1600kcal. Za tą granicą zaczęłoby się odchudzanie. Teoretycznie i tak to za mało, ale w miarę trzymam wagę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Byłam dzisiaj na pierwszej terapii, prywatnej, nie w poradni. Początki to zawsze wywlekanie historii całego życia, więc ciężko określić, jak to będzie przebiegało dalej, ale jestem pełna dobrej myśli;) Mam wrażenie, że jakby mi lżej...

Co do jedzenia, na pewno nie odżywiam się całkiem prawidłowo, ale czy gorzej niż ktoś jadący na fastfoodach - nie wiem. Trochę wyżej to byłoby wielkie osiągnięcie, no ale zdarza się 1800, więc kto wie... Na razie chcę przestać chudnąć. O przytyciu wolę nie myśleć, choć kiedyś będę musiała.

 

Ach, pani terapeutka uważa, że boję się normalności. Oraz że byłam w swoim życiu bardzo samotna. Szybko wyciąga wnioski.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam po dłuższej nieobecności na forum!

Może nie powinnam zaczynać od narzekania, ale niestety sprawy nie mają się za ciekawie. Mój ojciec wrócił do picia, to trwa już od tygodnia i z każdym dniem się pogłębia. Mniej więcej od tego czasu ja sama zaczynam coraz bardziej skupiać się na kaloriach. Łapię się na tym, że jest ich jakby mniej i nieświadomie do tego chyba dążę. Wiem, że nie wytrwam długo w takich warunkach, a nawet gdy nie uczestniczę bezpośrednio w domowych awanturach, wszystko się we mnie gotuje. Jedyną alternatywą jest wyprowadzka z domu do mieszkania babci, ale tak się zaczęła moja choroba. Nie chcę uciekać. Poza tym, nie jesteśmy z mamą przygotowane do tak radykalnych zmian, bo to wiązało by się z licznymi komplikacjami. Chwilowo tkwimy więc w stanie zawieszenia i obserwujemy dalszy rozwój wypadków.

Nie ukrywam, że w tym momencie najchętniej wróciłabym do szpitala. Jak na ironię, tam czułam się bezpiecznie, mimo tych wszystkich wciskanych we mnie kalorii. Nie jest to obiektywnie dobre rozwiązanie. Całe życie jako pacjentka psychiatryka? Czasami sądzę, że tylko tam się nadaję... W szkole, owszem, nie mam żadnych problemów, kontakt z rówieśnikami w porządku, ale nie czuję się tam swobodnie. Tęsknię za oddziałem, ale przede wszystkim boję się nawrotu anoreksji. Ograniczam pieczywo, przeliczam kalorie, zapycham się warzywami. Przyjaciółka martwi się o mnie bardzo, lecz okazuje to w charakterystyczny dla niej sposób, czyli naskakiwanie na mnie. A ja pragnę zaszyć się gdzieś w kącie z jogurtem i kazać im wszystkim dać mi święty spokój.

Dochodzę do wniosku, że jednak nie jestem normalna. Nigdy nie byłam, ale dopiero anoreksja to wykazała i potwierdziła.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×