o pogardzie do samej siebie

Anoreksja, napadowe objadanie się, bulimia.

Re: o pogardzie do samej siebie

Avatar użytkownika
przez brida 28 sty 2011, 14:28
Generalnie bardzo długo zakładałam, że problem jest tylko we mnie. No bo ludzie mają trudne życie i nie wariują, prawda? Ergo - ze mną musi być coś nie tak. Jestem słaba, nieprzystosowana, cholera wie co. Dopiero długa terapia zmieniła mój pogląd na sprawę. I będę się upierać, że dom rodzinny ma na to duży wpływ. Nie jest bezpośrednią przyczyną, bo to nie niczyja "wina", że mam problem ze sobą. Niektórzy są na pewne rzeczy bardziej podatni, inni mniej. Jedni są bardzo wrażliwi, inni nie. Ja jestem podatna i jestem wrażliwa. A że problem z zaburzeniami odżywiania i brakiem akceptacji swojej osoby jest złożony, temu nikt nie zaprzeczy.

Kiedyś wydawało mi się, że jeżeli znajdę przyczynę, wyzdrowieję. Kiedy zrozumiem co DOKŁADNIE wpłynęło na to, że stało się tak, a nie inaczej. Dzisiaj staram się żyć i nie babrać w przeszłości. Wcale nie jest łatwiej, ale jakby... normalniej?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
44
Dołączył(a)
26 sty 2011, 00:13

Re: o pogardzie do samej siebie

przez sowaa 28 sty 2011, 14:42
Z przeszłością nie ma się co siłować, ja tak twierdze. Może omijam jakiś ważny etap który mógłby mi pomóc w uporaniu się z zaburzeniami, ale myślę że nawet jeśli nie rozwiąże całej zagadki to chodzi mi jedynie o cel. Teraz patrze- 10 lat temu mając 13 lat zaczęłam pierwsze eksperymenty głodówkowe. Bardzo żałuje że tyle straciłam życia na tym, dalej je tracę tylko bardziej świadomie, bo teraz wiem że to nie jest normalne, tylko nie bardzo to cokolwiek zmienia.

Powiedz, czy nie masz obsesyjnego już myślenia o jedzeniu? O uciesze jaką może dać Ci upodlenie się żarciem?
Jak to jest?
Offline
Posty
38
Dołączył(a)
19 sie 2010, 13:29

Re: o pogardzie do samej siebie

przez Anna Maria 28 sty 2011, 17:14
Też mam ed z powodu domu.Tyle,że ja nie chcę się leczyć.Siedzę w tym 13,5 roku może to powoduje,że nie chce.To mój świat w którym czuje się bezpieczna i mam jakiś cel.Poza tym nie jestem przekonana czy kiedykolwiek mi się to uda-czuje jak bardzo mi to niszczyło moją "głowę", a to by była kolejna porażka.
Teraz utyłam,myślę o sobie coraz gorzej i pogłębiła mi się fobia społeczna,ale wciąż wierze że schudnę i zrobię wszystko by to znów osiągnąć.
Wiem,że .łatwo mi się odchudzać gdy w domu pojawia się większy problem alkoholowy.
Anna Maria
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: o pogardzie do samej siebie

przez Anna Maria 28 sty 2011, 17:17
Teraz znów przechodzę przez kompulsy.Miałam już tak po pierwszym epizodzie any.
Też jem sobie na złość.
Nie jest mi lekko :(
Anna Maria
Offline

Re: o pogardzie do samej siebie

Avatar użytkownika
przez brida 28 sty 2011, 17:38
Ja wyszłam z any jakiś rok temu, czyli teoretycznie nie mogę nawet mówić, że wyszłam, bo grożą mi ciągle nawroty... I miałam je, przez kilka miesięcy, utrzymywałam dietę 1200 kcal, byle tylko nie utyć bardziej. Oczywiście chudłam. Na wakacjach, kiedy poczułam się w końcu szczęśliwsza, lżejsza o wszystkie problemy, zaczęłam jeść normalnie i trochę przytyłam.

Czy mam obsesyjne myśli? Cóż, czasami mam. Kiedy oddalam się od domu, zaczynam się zastanawiać, co i kiedy zjem. Kiedy zaś w nim siedzę i tak obliczam sobie kalorie różnych produktów, tak ogólnikowo, ale nie wzbudza to we mnie takiej paniki jak dawniej. Myślę, że muszę przywyknąć do życia w cieniu any, bo być może pewne zachowania zostaną mi na zawsze. Ponieważ jednak jedzenie nie steruje już moim życiem, jestem zdrowa, miesiączkuję normalnie, mam nadzieję, że nigdy więcej nie będę musiała zawitać w szpitalu psychiatrycznym, w którym spędziłam kilka miesięcy.
Kto pojmie psychikę człowieka, który śmieje się wyłącznie dlatego, że może oddychać?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
44
Dołączył(a)
26 sty 2011, 00:13

Re: o pogardzie do samej siebie

przez sowaa 28 sty 2011, 20:42
Ja nie wiem co się dzis stało ze mną, myślę że może przez to forum bo dawno tu nie byłam, bo już było prawie spokojnie. Nagle oblałam się zimnym potem, doznałam duszności a jak miałam jechać autobusem to zastanawiałam się czy nie będzie za dużo ludzi miałam czekać na kolejny, doszłam więc do wniosku że pewnie jestem głodna i to od nie jedzenia. Ja ogólnie niestety jestem stale na diecie, zdrowej ale czasem nawet do 1200 kcal nie wyciągam, potem kompulsy. Niedawno miałam znów epizod wymiotowania, jak ja tego nienawidzę.
Jednak ja jak jestem w domu, to wtedy jem, jem i jem. A potem rzecz wiadoma, a jak jestem dwa dni pod rząd w domu to jem, czyszcze się i dalej. Z tym że ja sie praktycznie nie leczę, nie chodze na terapie nigdzie, dałam sobie z tym spokój, sama chce z tego wszystkiego wyjść.
Offline
Posty
38
Dołączył(a)
19 sie 2010, 13:29

Re: o pogardzie do samej siebie

przez sowaa 28 sty 2011, 20:44
,,praktycznie,, bo chodze do lekarza no ale, to jest takie tylko chodzenie..
Offline
Posty
38
Dołączył(a)
19 sie 2010, 13:29

Re: o pogardzie do samej siebie

Avatar użytkownika
przez milano3 28 sty 2011, 20:52
Mam do was dziewczyny pytanie. Jestem chłopakiem, aktualnie lecze się w szpitalu psychiatrycznym na zaburzenie osobowości typu borderline.
Od jakiegoś tygodnia mam ataki jedzenia, a później wymiotowania. Dzieje się tak około 2 razy dziennie.
Mam 180 cm wzrostu i ważę 56 kg. Czy to już zła waga, czy jeszcze norma ?
Najdłużej kochamy tych właśnie, co nas porzucają. Może dlatego, że czujemy w stosunku do nich coś w rodzaju wdzięczności.
Michał Choromański (1904 - 1972)


Pomocy, pomocy, pomocy !
Czuje zbliżające się życie,
Kiedy wszystko czego teraz pragnę to
...śmierć
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1238
Dołączył(a)
20 paź 2009, 20:10

Re: o pogardzie do samej siebie

Avatar użytkownika
przez brida 28 sty 2011, 21:00
sowaa, to, o czym mówisz jest naprawdę niepokojące... I nie chciałabym Ci nic narzucać, ale na Twoim miejscu nie rezygnowałabym z terapii. To pozornie nic nie daje, ale wiem, co się ze mną działo, kiedy ją przerwałam. Czasami po prostu nie da się poradzić sobie ze wszystkim samemu. I nie trzeba. Oczywiście wyjście z choroby to własna zasługa, a nie jakiegoś terapeuty, ale czasami to jest potrzebne, żeby zrobić następny krok. Jak długo się leczyłaś?

milano3, według mnie, wagę masz w normie. Zaniżoną, fakt, musisz być bardzo chudy, ale to wszystko zależy od wieku. Ile masz lat? Bardziej martwi mnie to, że mówisz o wymiotowaniu. Czemu to robisz? Nie chcesz tyć czy wyładowujesz stres? Miałeś takie ataki już wcześniej? To wszystko bardzo ważne.
Kto pojmie psychikę człowieka, który śmieje się wyłącznie dlatego, że może oddychać?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
44
Dołączył(a)
26 sty 2011, 00:13

Re: o pogardzie do samej siebie

Avatar użytkownika
przez brida 28 sty 2011, 21:00
sowaa, to, o czym mówisz jest naprawdę niepokojące... I nie chciałabym Ci nic narzucać, ale na Twoim miejscu nie rezygnowałabym z terapii. To pozornie nic nie daje, ale wiem, co się ze mną działo, kiedy ją przerwałam. Czasami po prostu nie da się poradzić sobie ze wszystkim samemu. I nie trzeba. Oczywiście wyjście z choroby to własna zasługa, a nie jakiegoś terapeuty, ale czasami to jest potrzebne, żeby zrobić następny krok. Jak długo się leczyłaś?

milano3, według mnie, wagę masz w normie. Zaniżoną, fakt, musisz być bardzo chudy, ale to wszystko zależy od wieku. Ile masz lat? Bardziej martwi mnie to, że mówisz o wymiotowaniu. Czemu to robisz? Nie chcesz tyć czy wyładowujesz stres? Miałeś takie ataki już wcześniej? To wszystko bardzo ważne.
Kto pojmie psychikę człowieka, który śmieje się wyłącznie dlatego, że może oddychać?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
44
Dołączył(a)
26 sty 2011, 00:13

Re: o pogardzie do samej siebie

Avatar użytkownika
przez brida 28 sty 2011, 21:01
Hm, no pięknie, zrobił się spam. Przepraszam, to nie było zamierzone ;)
Kto pojmie psychikę człowieka, który śmieje się wyłącznie dlatego, że może oddychać?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
44
Dołączył(a)
26 sty 2011, 00:13

Re: o pogardzie do samej siebie

Avatar użytkownika
przez milano3 28 sty 2011, 21:03
brida tak wyładowywuje stres. Czasem nie jem w ogóle. Często wydaje mi się, że jestem wciąż zbyt gruby. BMI - 17.3
Mam 17 lat i nienawidzę siebie. Chciałem się już trzykrotnie zabić. Ostatnio w szpitalu zjadłem pół paczki chipsów w ciągu 3 może 4 minut i wszystko zwracałem. Boli mnie gardło. Mam już obniżoną temperaturę :(
Najdłużej kochamy tych właśnie, co nas porzucają. Może dlatego, że czujemy w stosunku do nich coś w rodzaju wdzięczności.
Michał Choromański (1904 - 1972)


Pomocy, pomocy, pomocy !
Czuje zbliżające się życie,
Kiedy wszystko czego teraz pragnę to
...śmierć
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1238
Dołączył(a)
20 paź 2009, 20:10

Re: o pogardzie do samej siebie

Avatar użytkownika
przez brida 28 sty 2011, 21:08
Nie masz tak tragicznego BMI jak na swój wiek, znam osobiście przypadek całkiem zdrowego 18-latka o BMI 16. Problem leży w tym, że jeśli będziesz tak dalej robił, naprawdę możesz popaść w bulimię, a wydaje mi się, że przy Borderline nie potrzeba Ci już dodatkowych kłopotów...
W którym szpitalu się leczysz, jest tam dobra opieka? Bo może warto by o tym pogadać ze specjalistą, na miejscu...
Kto pojmie psychikę człowieka, który śmieje się wyłącznie dlatego, że może oddychać?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
44
Dołączył(a)
26 sty 2011, 00:13

Re: o pogardzie do samej siebie

Avatar użytkownika
przez milano3 28 sty 2011, 21:09
Lecze się w klinice psychiatrii dla dzieci i młodzieży w Krakowie. Lekarze za bardzo się nie interesują. Nawet nie wiedzą, że tak często wymiotuje. :( W ciągu tygodnia schudłem 2 kg.
Najdłużej kochamy tych właśnie, co nas porzucają. Może dlatego, że czujemy w stosunku do nich coś w rodzaju wdzięczności.
Michał Choromański (1904 - 1972)


Pomocy, pomocy, pomocy !
Czuje zbliżające się życie,
Kiedy wszystko czego teraz pragnę to
...śmierć
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1238
Dołączył(a)
20 paź 2009, 20:10

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: nastazja2809 i 3 gości

Przeskocz do