Co mi jest?

Inne zaburzenia.

Co mi jest?

przez pawel135 25 lip 2016, 15:16
Witajcie
Mam 22 lata. Jestem osobą dość małomówną i spokojną.
Nie wiem co mi jest, miewam takie uczucia przygnębienia, które czasem przychodzą z nienacka. Trudno mi jest o tym mówić, ale postaram się jakoś przedstawić mój problem.

Przykład z dzisiaj: wstaje rano i czuje się dobrze. Umówiłem się z kolegą dzień wcześniej, że wybierzemy się dziś na rower. Ochotę na rower mam i czasu jeszcze trochę też, więc do około godziny 11:30 spożytkowałem go na rozrywce jaką dla mnie jest granie na komputerze i pospacerowaniu też trochę koło domu. Gdy poszedłem zrobić sobie śniadanie nastąpiło właśnie to - ogarnęło mnie jakieś takie uczucie przygnębienia i niechęci do robienia czegokolwiek. Oczywiście nie śniadanie jest tego przyczyną. Odeszła mi ochota żeby spotkać się z kolegą, odeszła mi ochota na cokolwiek, również na rzeczy które sprawiają mi przyjemność. Nie miałem ochoty by ktokolwiek ze mną przebywał, czy kolega, czy moja dziewczyna, jedyne co mam ochotę w takiej sytuacji to być sam w milczeniu. Nasilają się także wtedy we mnie różne lęki, między innymi dotyczące mojej przyszłości, tego czy obronie pracę licencjacką i czy zawód którego się uczę jest w ogóle dla mnie. Czasem przez te lęki trochę się denerwuje. Ale główną rzeczą jest t o że nie mam ochoty wtedy z nikim gadać. Boje się z kimś umawiać, bo boje się że właśnie wtedy mnie to dopadnie. I co ja temu komuś powiem? Że się źle poczułem? I będę tak siedział przy nim zastygnięty nieodzywający się jakby niewiadomo co mi się stało? Przygnębienie to trwało około 20-25 minut po czym odeszło i na jego miejsce przyszedł dobry, optymistyczny nastrój, który po 5 minutach zmienił się znów w przygnębienie, ale lżejsze i po około kolejnych 5-10 minutach mój nastrój już się ustabilizował, przygnębienie odeszło, lęki także i można powiedzieć że czuje się w porządku.

Zawsze z moją dziewczyną pare dni wcześniej planowaliśmy spotkania, teraz jeżdżę do niej tylko gdy mam dobre samopoczucie. Mieliśmy tyle planów na wakacje, a ja boje się z nią gdzieś jechać, bo nie wiem jak w dany dzień będę się czuł. Czasem nie mam nastroju jak wstanę, czasem po godzinie - dwóch od wstania z łóżka, a czasem czuje się danego dnia wyśmienicie, nie mam żadnych lęków, wydaje mi się że mój problem minął i dziwie się co mi było. Ale mi to ciągle powraca.
Te przygnębienia różnie trwają, czasem kilkadziesiąt minut, kilka godzin, cały dzień. Przed wakacjami i na początku wakacji miałem gorszy okres i potrafiły utrzymywać się kilka dni, że już nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Ale teraz po miesiącu wakacji czuje się trochę lepiej.
Jeżeli mam to utrzymujące się przygnębienie to często odchodzi wieczorem. Bardzo dobrze czuje się wieczorami i nawet szkoda mi jest kłaść się spać, więc siedzę po nocach czasem do 1 lub 2 w nocy.

Czasem mam tak, że wstane jakoś rano lewą nogą i nie mam ochoty z moją dziewczyną się widzieć ani rozmawiać ani nic w ogóle robić.
Ostatnio miałem ciekawy przypadek, że czułem się średnio i w dodatku miałem jakieś ciągle chodzące mi po głowie lęki i ogólne poddenerwowanie.
Chciałem iść do kolegi, żeby się trochę rozerwać, odprężyć, choć cały czas denerwowałem się, że będę się u niego źle czuł. Okazało się że czułem się dobrze, odprężyłem się i ogólnie poczułem się lepiej. Po powrocie do domu jakoś lęki przyszły znowu ale poczułem ogólne zmęczenie i chęć położenia się. Zdrzemnąłem się na około półtorej godziny, ale obudziłem się jak nowo narodzony. Tak się wspaniale czułem, w takim dobrym nastroju, chętny do robienia różnych rzeczy, pogadany, przyjemne rzeczy sprawiały mi jeszcze większą przyjemność, zacząłem patrzeć optymistycznie na wszystko, wszelkie lęki odeszły. Taki stan dobrego samopoczucia utrzymywał mi się do wieczora i przez kolejne dwa dni, z tym że z każdym kolejnym dniem ten euforyczny nastrój mi powoli mijał i po trzech dniach znów wszystko zaczęło być po staremu. Przeszły mi wtedy trochę lęki ale przygnębienia nie.

Jeszcze odnośnie tego, że boję się umawiać z dziewczyną wcześniej na spotkania. Opowiem dlaczego jeżdżę do niej tylko gdy mam dobre samopoczucie.
Boje się, że nie będę miał ochoty gadać i tak jak pisałem wyżej, głupio mi siedzieć i tak nic się nie odzywając, jak kompletny muł. Zwłaszcza NA POCZĄTKU SPOTKANIA gdzie jednak jakiś kontakt z drugą osobą miło jest nawiązać. Potem można sobie leżeć w milczeniu, oglądać razem jakiś film. I miałem kilka razy sytuacje gdy dopadało mnie takie przygnębienie i niechęć do rozmawiania... I obecność mojej dziewczyny sprawiała, że zaczynałem się strasznie denerwować.... Nie wiedziałem co pomyśli, czułem dyskomfort, nie chciałem żeby zwracała na mnie uwagi tylko najlepiej się czymś zajęła, np. przeglądaniem internetu. Dostawałem wtedy jakiegoś chyba ataku lękowego. Zaczynało mi się wtedy robić strasznie niedobrze, blisko wymiotów i musiałem też wtedy lecieć do łazienki załatwiać potrzebę fizjologiczną wymagającą siedzenia. Stąd miałem okres gdzie miałem lęk przed spotkaniami z nią, bo bałem się że znowu się tak poczuje. Musiałem jeść tabletki uspokajające przed spotkaniami. teraz gdy spotykam się z nią tylko gdy mam dobre samopoczucie jest trochę lepiej. Gdy mam dobre samopoczucie nie mam lęków, nie boje się tego, że nie będziemy mieć o czym rozmawiać, albo mi się już nie będzie chciało gadać. Bo z natury jestem strasznie mało pogadaną osobą, co też mnie trochę dręczy i nie wiem dlaczego. Ale wolę milczeć i słuchać innych ludzi. Jest to w pewien sposób mój kompleks, bo wydaje mi się że jestem przez to nudny i niezabawny.

Być może powinienem był napisać na początku od kiedy borykam się z takimi problemami.
Wszystko zaczęło się w połowie kwietnia. Miałem dłuższą przerwę w zajęciach na uczelni i siedziałem w domu. Studiuję pielęgniarstwo i teraz będę na ostatnim roku. Po tym wolnym okresie zaczynałem praktyki na oddziale paliatywnym. Jak niektórzy pewnie wiedzą, bardzo nieprzyjemne miejsce. Przyszliśmy grupą na praktyki. Na takim oddziale głownym zajęciem jest pielęgnacja pacjentów, a więc od godziny 7 po przyjściu, na dzień dobry, prawie dwugodzinna toaleta (ze względu na ilość chorych), która do przyjemnych rzeczy nie należy, a ja nielubię tej czynności najbardziej. Robiłem ją z wielką niechęcią, zacząłem się zastanawiać co ja w ogóle robię na takim kierunku. Zacząłem sobie uświadamiać, że do końca studiów został mi tylko rok i trzeba będzie pójść do takiej pracy. Rozmyśłałem o tym w ogóle zapominając, że przecież są oddziały gdzie ilość takich chorych osób z potrzebą wykonywania toalety jest mała. Zacząłem też rozmyślać o tym, jak zmieni się moje życie jak pójdę do pracy. Zaczął mnie ogarniąć lęk, że nie będę miał wtedy czasu na różne inne rzeczy, jak np.. spotkania z dziewczyną albo na pszczoły które są moim hobby (od 2 lat prowadzę niedużą pasiekę) a jeśli będę to nie będę miał sił po pracy. I lęk, że jak nie będę mógł znaleźć pracy na normalnym oddziale to będę musiał iść na taki paliatywny, lub zol (zakłąd opiekuńczo leczniczy podobnie wyglądający) lub jakieś hospicjym. Tak się to we mnie skumulowało, że dostałem jakiegoś napadu lękowego. Zacząłem się tak strasznie denerwować, zrobiło mi się niedobrze, ale bałem się iść do łazienki z obawy, że ciężko mi będzie potem z niej wyjść. Zacząłem czuć niechęć do wszystkiego. Po około 2 godzinach mi ten stan przeszedł ale nadal czułem takie lekkie poddenerwowanie i wewnętrzne napięcie. Taki stan wewnętrznego zdenerwowania trwał u mnie tydzień - półtora tygodnia po czym zaczął trochę przemijać. Ale zaczęło to zależeć od tego z jakim samopoczuciem się obudzę. Gdy obudziłem się rano(zwykle z nerwami) udawalo mi się czasem na chwilke zdrzemnąć i wtedy czulem się świetnie, bez lęków i nerwów. Ale te uczucia nerwów z przygnębieniem, a może same nerwy które potem zamieniły się w przygnębienie... nie pamiętam już, towarzyszyły mi jeszcze przez kilka tygodni. Pamiętam, że gdy w połowie czerwca zacząłem wakacje miewałem silne i częste uczucia przygnębienia. Nie potrafiłem się cieszyć z tego że zacząłem wakacje i zaliczyłem sesje. Byłem tak przygnębiony, że nie chciało mi się nic robić i trwało to przez kilak dni i nie chciało mi przejść. Już nawet wtedy nie myslalem dlaczego jestem przygnębiony, byłem przygnębiony i az nie wiedziałem dlaczego, dlaczego mi to nie chce przejść, mimo że poukladalem sobie trochę w glowie. Powiedzialem sobie wewnętrznie ze nie będę pracowal na takich oddziałach i ze będzie wszystko co będzie.
A teraz? Czuje się lepiej ale borykam się z takimi napadowymi uczuciami przygnębienia i lękami o przyszłość albo z brakiem chęci do rozmawiania z kimkolwiek. Niełatwo było mi o tym wszystkim opowiedzieć. Nie tak łatwo jak o przeziębieniu gdy idzie się do lekarza i mówi, że boli gardło, kaszle i mam katar. Może ktoś potrafi zdiagnozować co mi jest, lub co się ze mną dzieje?
Pozdrawiam
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
25 lip 2016, 13:16

Co mi jest?

Avatar użytkownika
przez ekspert_abcZdrowie 26 lip 2016, 09:28
Witaj pawel135!

Przez Internet nikt diagnozy nie postawi. Konieczna jest konsultacja bezpośrednio u lekarza. Twoje objawy, o jakich wspomniałeś w poście, mogą jednak wskazywać na zaburzenia lękowe (nerwicę) lub mieszane zaburzenia depresyjno-lękowe. Świadczy o tym chociażby przygnębienie, pesymizm, czarnowidztwo, lęki o przyszłość, zmienne nastroje i objawy somatyczne lęku, jak nudności, duszność itp. Napisałeś, że w chwilach gorszego samopoczucia, np. przed spotkaniem z dziewczyną, bierzesz tabletki uspokajające. Co to są za tabletki? Uważam, że lepiej byłoby, gdybyś poznał źródło swoich lęków i rozpoczął pracę nad sobą, np. na terapii, by wzmocnić swoją odporność psychiczną.

Pozdrawiam!
Psycholog
Posty
7586
Dołączył(a)
22 sie 2011, 15:11

Co mi jest?

przez pawel135 26 lip 2016, 15:36
Jem wtedy na przykład tabletkę hydroxyzyny, albo bellergotu, wiec to nie sa jakies mocne leki. Bardzo dziękuję za odpowiedź, będę miał na uwadze, żeby wybrać się z tym do kogoś.
Pozdrawiam
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
25 lip 2016, 13:16

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Co mi jest?

Avatar użytkownika
przez ekspert_abcZdrowie 27 lip 2016, 17:17
Doraźne dawkowanie sobie hydroksyzyny albo Bellergotu nie jest zbyt dobrym podejściem. Albo idź do psychiatry i wprowadź systematyczną farmakoterapię, albo rozpocznij psychoterapię. Nie eksperymentuj, że od czasu do czasu coś tam sobie łykniesz dla złagodzenia stanów lękowych. Mam nadzieję, że specjalista trafi z lekami i otrzymasz odpowiednią pomoc. Powodzenia!
Psycholog
Posty
7586
Dołączył(a)
22 sie 2011, 15:11

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do