Daddy issues - skłonność do mężczyzn z tzw. pozycją ;-) ?

Inne zaburzenia.

Daddy issues - skłonność do mężczyzn z tzw. pozycją ;-) ?

przez Nymphette 08 maja 2016, 04:44
O wszystkie dziewczęta rozkochane w " Lolicie", kreślonej piórem Nabokova bądź okiem kamery Lyne'a ( tudzież w najgorszym razie Kubricka ;-) ) , wdające się w romanse ( bądź pragnące to uczynić) ze swoimi nauczycielami, lekarzami, terapeutami, wszelkiej maści " przyjaciółmi rodziny" czy mecenasami sztuki i kariery - przeczytajcie ten wątek i dorzućcie kilka słów, rozwiejcie moje wątpliwości, podzielcie doświadczeniem, rozjaśnijcie mrok...Wysłuchajcie mojej historii - to też. Przebrnijcie przez moje zawiłe rozważania. ( zdaję sobie sprawę, że to może być trudne....) .... ale...s'il tu plait ;-)

Ok, to może teraz do rzeczy ;-)

Chciałabym dzisiaj poruszyć temat o tyleż towarzyszący ludzkości od lat i powszechny, o ileż - mam wrażenie - pomijany w publicznym dyskursie czy sprowadzany do żartu lub w najlepszym razie aluzji wypowiadanej spod uniesionych brwi. Chodzi mi o związki młodych dziewcząt ze starszymi mężczyznami, w szczególności zaś fascynację niektórych nastolatek osobami, które często mogłyby być ich ojcami lub - w bardziej ekstremalnych przypadkach - dziadkami. Temat ten jest w przedziwny sposób obecny i nieobecny jednocześnie w moim życiu ;-) , ale o tym za chwilę.
Osobiście niezwykle mnie takie historie fascynują. Piszę trochę, na razie głównie na portale pisarskie + do szuflady ( żadnej dłuższej formy, tj. powieści, nie umiem dokończyć, chciałabym więcej nad sobą pracować na serio, bo to już nie tyle zabawne, co żałosne...). Ostatnio z przerażeniem zauważyłam, że większość z nich opiera się na schemacie młoda dziewczyna + starszy mężczyzna :D . Mam już za sobą romans studentki z prawnikiem, pacjentki z psychologiem, ( historię zakompleksionej dziewczynki, z której rodzi się kobieta stwarzana przez chirurga plastycznego, mającego z nią naturalnie romans, mam na liście " must write) , nie brak też w moich pisarskich doświadczeniach fabuły dotyczącej wyalienowanej dziewczyny, która nie mając możliwości realizacji swoich perwersyjnych pragnień we własnym otoczeniu, postanawia szukać ich spełnienia jako dziewczyna do towarzystwa.

(DOBRA, TERAZ ZACZYNA SIĘ WŁAŚCIWY TEMAT XD DLA NIE LUBIĄCYCH PRZYDŁUGICH WSTĘPÓW - ZACZNIJCIE CZYTAĆ OD TEGO MOMENTU XD )

Ten temat mnie nieskończenie fascynuje. Podoba mi się pewna dekadencja cechująca takie relacje. Układ Mistrz-Uczennica. Na ogół z założenia tymczasowy, nie mający zwykle szans pozostać relacją trwałą. Trochę perwersyjny, trochę łamiący obyczaje. Chyba stąd płynie ta dekadencja, z tej tymczasowości i występowania na przekór społeczeństwu właśnie.
To działa na mnie niezwykle podniecająco, zarówno w sferze emocjonalnej, umysłowej, jak i fizycznej. Nie chodzi mi broń Boże tylko o wiek. W moim przypadku ta fascynacja osadza się w dużej mierze na stanowisku i inteligencji, jaką dysponuje dany osobnik. Mam skłonność do zauroczenia się mężczyznami elokwentnymi, przewyższającymi mnie swoimi umiejętnościami/pozycją, bądź zwyczajnie dobrymi w swoim fachu. Dobrze, jeśli są do tego przystojni, ale to nie reguła, bo ostatnio moja fascynacja rozszerzyła się na mężczyzn niekoniecznie wpisujących się w typowy kanon " przystojnego mężczyzny". Charakter też gra dla mnie pewną rolę, ale - co ciekawe- zauważyłam, że na różnych etapach życia szukałam w mężczyznach różnych cech. Gdy byłam szczególnie znudzona codziennością swojego życia, niespełna rok temu, prawie zakochałam się w znajomym prawniku ( zresztą starszym ode mnie tak bardzo, że przekraczało to wszelkie granice przyzwoitości...), znanym ze szczególnie chaotycznego a zarazem wesołego usposobienia i kontrolowanej miłości do kieliszka ;-), ogólnie podejścia do życia i pracy na tzw. "luzie" . Teraz, gdy potrzebuję opieki i wsparcia, zaczynam mieć emocjonalne jazdy związane z jednym z lekarzy, który mnie leczy, a co gorsza jest dość bliskim znajomym rodziców. Jako licealistka wodziłam wzrokiem za nauczycielem etyki, który próbował rozwinąć mój talent literacki i z którym miałam lekcje indywidualne. Najmłodszą osobą, która realnie jakoś bardziej mi się podobała, był chłopak przyjaciółki siostry, starszy ode mnie o tylko XD sześć lat, którego klipy muzyczne ( był reżyserem) podziwiałam jako siedemnastolatka i bardziej stąd ta fascynacja, zresztą odwzajemniona, finalnie jednak przerwana przeze mnie pod wpływem wyrzutów sumienia, zresztą do ... pełnej konsumpcji naszej relacji nie doszło :D , więc mam czyste sumienie ;-) . Bo ja z założenia z tych, co nie chcą nikogo nikomu odbijać. A że zakochuję się w 90 % w żonatych/zajętych mężczyznach, no to inna sprawa...
Jako osoba, dla której sztuka i literatura to sens życia, jestem rozmiłowana w dziełach i postaciach wielu twórców ( pisarzy, reżyserów, kompozytorów etc, ale też naukowców), część z nich jest dla mnie niezwykle pociągająca również pod względem fizycznym. No ale znowu mówimy tu w większości o osobach w wieku 30+ .... Ja mam lat 20, zresztą dość świeżo ukończone.
Najgorsze jest to, że ja właściwie nie realizuję tych swoich "szalonych" ( a może wcale nie ? ) pragnień. Może dlatego ten temat tak bardzo mnie interesuje, bo siedzę w nim jakieś 5 lat ( mając dokładnie 15 wiosen przeczytałam po raz pierwszy " Lolitę" i stwierdziłam, że MUSZĘ przeżyć coś takiego ), a w sumie nie poczyniłam nic konkretnego, by rozwinąć którąś z tych relacji i jakoś to " odczarować". Romans z byłym już ( wylali go z filmówki za ćpanie niedługo po tym, jak go poznałam :D ) reżyserem zerwałam, nim się zdołał rozwinąć, wspomniany nauczyciel, za którym szalały zresztą wszystkie dziewczyny ze szkoły, komplementował moje włosy/sukienki/ inne cechy fizyczne na każdej naszej lekcji i zostawał ze mną pogadać w sali po przerwie, a gdy zaproponował przyjście na jego spotkanie literackie poza szkołą , ja, wstydząc się ( z dzisiejszej perspektywy pieprzone what the fuck) iść sama, a wystawiona przez przyjaciółkę, nie poszłam... A miałam na punkcie faceta fioła, dodajmy.
Oczywiście można szukać w relacjach z ojcem. Podejść psychoanalitycznie. Ale to moim zdaniem nie wyczerpuje tematu. Ja naprawdę jestem dość bacznym obserwatorem otoczenia, widzę psychologiczne zależności, których inni nie dostrzegają, ludzie często do mnie zwracają się o radę, szczególnie w sprawach sercowych ( haha, co mnie bawi niepomiernie, szewc bez butów chodzi xd ), tutaj też tych zależności nie można uniknąć. W wieku 16 lat trafiłam do psychoterapeutki z psychosomatycznymi bólami brzucha. Od razu na pierwszej sesji powiedziałam, że niepokoi mnie " sytuacja z moim tatą". Na czym ona polegała ? W moim domu nie respektowano żadnych osobistych granic. Jest to dość zaskakujące, biorąc pod uwagę, że rodzice oboje z wyższym wykształceniem ( nie, żeby to gwarantowało jakieś szczególne wysublimowanie, znam wiele wspaniałych i niezwykle inteligentnych osób bez wyższego wykształcenia, no ale jakiegoś obycia się chyba wymaga od kogoś z " mgr " przed nazwiskiem ? fakt faktem, oboje po kierunku ścisłym, całkowicie niezainteresowani czymkolwiek z dziedziny kultury/sztuki) . W każdym razie, niezamykanie drzwi przed pójściem do toalety, bieganie przez ojca w majtkach z rozpiętymi guziczkami, spod których było wszystko widać - norma. Na zwrócenie uwagi zero krępacji/agresja. Dziwny stosunek do mnie od lat - poklepywanie niby żartem po tyłku, niestosowne komentarze pod adresem moich rosnących wówczas piersi, wchodzenie do łazienki ( nie mieliśmy latami klucza !!! w żadnej z łazienek) , nawet chyba kiedyś złapanie za biust. W pewnym wieku powiedziałam " dość", zaczęłam się bronić przed takimi zachowaniami, ( co ciekawe, dotyczyły tylko mnie, a nie starszej siostry), nauczyłam się odepchnąć, krzyknąć, zaprotestować. ( raz w życiu doszło między mną a ojcem do rękoczynów, oddałam mu wtedy, ale to było z powodów niezwiązanych z powyższym). Po intewrencji terapeutki, która wezwała ich na rozmowę, założyli w końcu zamki w łazience, ale na tym się skończyła współpraca, terapeutka została nazwana K***ą, która rozbija rodzinę :D ( dobre sobie). Ja od lat nie czuję się w domu swobodnie, tamten okres wspominam jako koszmar. Czułam wtedy do niego taki bezmiar wstrętu, brzydziłam się go, nie pozwoliłam by mnie wjakikolwiek sposób dotykał, nawet przy podawaniu talerza z jedzeniem etc. Moja siostra wypiera w ogóle fakt, że takie sytuacje miały miejsce, co ciekawe, kształci się w jednym z kierunków związanych z psychologią i sama była w terapii, więc takie wyparcie jest dla mnie tym bardziej szokujące. Podobnie sprawa ma się z matką, ale tu już bardziej skomplikowana sytuacja, z jednej strony matka pilnuje do dziś ojca, by nie chodził w majtkach samych po domu, z drugiej w kłótni kiedyś zarzuciła mi ( !), że mi się to podobało czy co, że tak do tego wracam ( ! ). Wtedy poczułam, jak to jest być zdradzonym przez przedstawicielkę własnej płci. Ojciec nigdy nie odniósł się do moich zarzutów, ale my w ogóle mamy mały kontakt, on jest raczej nieobecny w domu, nigdy w życiu nie rozmawiałam z nim szczerze, normą jest dla niego zapominanie, ile ja czy siostra mamy lat xd itd. Terapię niestety przerwałam z powodu ciąży terapeutki, chciałabym wrócić na nią. Tematów damsko-męskich prawie nie poruszałyśmy, za to rodzinne właściwie bez przerwy.
Do czego zmierzam, oczywiście można by uznać, że moja fascynacja ma korzenie w dzieciństwie, bo i nadużycie, i zaburzona scena pierwotna, i nieobecny w gruncie rzeczy, pomimo tych nadużyć, ojciec , infantylna mama. OK. Ale ci mężczyźni, których ja wybieram...To na ogół totalne przeciwieństwo mojego ojca. Wygadani, szarmanccy, obowiązkowo, jak już pisałam, obyci z jakąś formą kultury czy sztuki. Za każdym razem przeciwieństwo z wyglądu. Tylko ten wiek...
Oczywiście to nie jest tak, że nie jest w stanie spodobać mi się chłopak w moim wieku. Jasne, gdy wdaję się w rozmowę z kimś młodym i w dodatku przystojnym, w jakiś sposób pociągającym, a w dodatku ta osoba mówi do mnie coś miłego, też potrafię się zarumienić i jest to dla mnie sytuacja przyjemna. Ale nigdy nie jestem w stanie naprawdę się zafascynować tak młodą osobą. To działa też naturalnie w drugą stronę, 80 % mężczyzn starszych ode mnie jest dla mnie nieatrakcyjna, po prostu skupiam się tu na tych pozostałych kilkunastu procentach...
Mam też wrażenie, że na przemian albo zamykam się na mężczyzn, albo nie umiem chronić swoich granic. Ale to akurat jest niewątpliwie związane z moimi doświadczeniami. Co ciekawe, zauważyłam również, że moje koleżanki traktują mnie często jako zagrożenie. Trochę to boli, bo nie jestem typem flirciary, wręcz przeciwnie. ( za to faktycznie często budzę zainteresowanie ich chłopaków, którzy kompletnie mi się nie podbają, help xd ) . Mogę powiedzieć, że jestem ładna ( teraz, po latach pracy nad własną chwiejną samooceną, przejdzie mi to przez usta ;-) ), mam szczupłą, ale kobiecą figurę, niebieskie oczy, jasne włosy, wydatne kości policzkowe. Nie mam w domu ani jednej pary spodni ( serio ;-) ), zawsze ubieram sukienki, spódniczki. Jestem rozkochana w swojej kobiecości. Coraz lepiej troszczę się o moje ciało, również ze względu na trapiące mnie psychosomatyczne i somatyczne problemy zdrowotne, którym chciałabym jednak poświęcić osobny wątek. Ale znowu jakąś Natalią Siwiec naprawdę nie jestem, wiele chciałabym w sobie poprawić, natomiast taką tendencję do rywalizowania ze mną, niezwykle nasiloną, wśród znajomych zauważam. Z drugiej strony...wiele razy słyszałam od mężczyzn, że jestem ładna. Tyle, że przy tym wszystkim wciąż nie stworzyłam żadnej stałej relacji, nie miałam jeszcze seksu. A co gorsza, interesują mnie tylko mężczyźni od 30 wzwyż, z którymi relacja od wejścia wiąże się z lekkim towarzyskim skandalem :D , to po pierwsze, i po drugie, nie mam ich za bardzo gdzie zapoznać.
Wiem, że nie tylko ja mam ten problem. W USA istnieje nawet pojęcie " Daddy issues". Chyba nie trzeba szukać daleko, połowa tekstów piosenek Lany del Rey obejmuje ten wątek ;-) . Polski internet na ogół milczy, jeśli chodzi o tą sferę, ale wystarczy zajrzeć na Filmweb, ile tam miłośniczek " American Beauty", " An education" czy " Fish Tank". I wielu innych tytułów ;-) Takie związki to nośny temat w literaturze i sztuce. Właśnie, jeśli znacie jakieś fajne tytuły, które o tym traktują - podrzućcie. Też mogę wypisać coś więcej, jeśli tylko chcecie, dajcie znać :-)
Moje pytania na koniec ; gdzie tkwi przyczyna, ta jedna, uchwytna przyczyna takich zauroczeń ? Jak wygląda taki związek ? Super, jeśli możecie się oprzeć o doświadczenia własne lub przyjaciół/ znajomych ... Potrzebuję historii, wielu historii. Dajcie mi je :-) Nie chciałabym tu aż tak się opierać na mojej historii, bardziej interesują mnie czyjeś, chociaż jeśli macie jakieś ciekawe rady/spostrzeżenia, to dawajcie ;-)
Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że pora wyjść z nory i się odważyć. Również na przełamanie obyczajów. Wyjść ze sfery fantazji. Przeżyć ten romans, z Mistrzem, w którego będę wpatrzona, przynajmniej jakiś czas. Który coś mi da, a ja dam jemu. Z którym mogę spokojnie sączyć wino w porządnym lokalu, zamiast wystawać pod przysłowiowym blokiem pod budką z piwem ;-). Przy którym mogę biegać w szpilkach, bo na wakacje pojedziemy raczej do jakiegoś fajnego hotelu, a nie na jakiś obskurny kemping. Który będzie nosił garnitur tak, jak lubię, i z którym będę mogła godzinami, bez końca rozmawiać. Ale - dość już o mnie. Rozwiejcie moje wątpliwości ;-) Czekam na odpowiedzi ;-)

Pozdrawiam Was ciepło, Nymphette
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
04 maja 2016, 04:20

Daddy issues - skłonność do mężczyzn z tzw. pozycją ;-) ?

Avatar użytkownika
przez NN4V 08 maja 2016, 09:19
Hehe... fajna jesteś, wykreowałaś sobie rozbudowaną mitologię.
Jeśli chcesz rozmawiać na poruszony temat, najpierw przeczytaj (co najmniej):

David Buss - "Jak ludzei dobierają się w pary"
Bogdan Wojciszke - "Psychologia związku"
Richard Dawkins - "Samolubny gen"

Moja pani jest > 25 lat młodsza. Od 9 miesięcy tworzymy normalny, dobry związek. (Od 8 mieszkamy razem) Nie ma w tym nic nadzwyczajnego.
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4338
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Daddy issues - skłonność do mężczyzn z tzw. pozycją ;-) ?

przez mrau 08 maja 2016, 12:01
nie ma przyczyny; jestes kobieta i spoleczenstwo nauczylo cie brac i handlowac tym co dajesz, jegoz kolei nauczylo ze musi chciec jesli jest prawdziwym mezczyzna - cala magia;
ps twoja wypowiedz w watku o masturbacji tez troche to ujawnia
Offline
Posty
173
Dołączył(a)
18 sty 2014, 21:57

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Daddy issues - skłonność do mężczyzn z tzw. pozycją ;-) ?

Avatar użytkownika
przez kotek em 08 maja 2016, 13:20
Nymphette napisał(a): Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że pora wyjść z nory i się odważyć. Również na przełamanie obyczajów. Wyjść ze sfery fantazji. Przeżyć ten romans, z Mistrzem, w którego będę wpatrzona, przynajmniej jakiś czas. Który coś mi da, a ja dam jemu.


Idealistka marzycielka :D. Ale Twój wiek Cię usprawiedliwia ;).
Sporo starszy facet zwykle=żonaty/zajęty...Na krótką metę może być ciekawie, ale warto w swoich fantazjach zastanowić się nad konsekwencjami takich relacji dla Ciebie 8).
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4145
Dołączył(a)
28 wrz 2014, 01:29

Daddy issues - skłonność do mężczyzn z tzw. pozycją ;-) ?

Avatar użytkownika
przez NN4V 08 maja 2016, 13:24
mrau napisał(a):nie ma przyczyny; jestes kobieta i spoleczenstwo nauczylo cie brac i handlowac tym co dajesz, jegoz kolei nauczylo ze musi chciec jesli jest prawdziwym mezczyzna - cala magia;...

Nie masz wiedzy i dorabiasz sobie teorie frustrata. To żałosne jest. Nic dziwnego, że nikt (nie wiem, czy kobieta, czy facet) Cię nie chce za partnera.
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4338
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Daddy issues - skłonność do mężczyzn z tzw. pozycją ;-) ?

przez mrau 08 maja 2016, 13:28
no teraz to akurat ty paplasz, kto powiedzial ze nikogo nie mam? i kto powiedzial ze poza emocjonalna potrzeba druga osoba ma jakiekolwiek znaczenie?
Offline
Posty
173
Dołączył(a)
18 sty 2014, 21:57

Daddy issues - skłonność do mężczyzn z tzw. pozycją ;-) ?

przez wielbłądzica 08 maja 2016, 14:30
w tych klimatach to ja znam historie o niedojrzałych emocjonalnie, nadętych staruszkach którzy podrywają niedojrzałe emocjonalnie panny. a zakończenie bywało smutne niestety dla niedoświadczonej strony, która targała się na swoje życie.
mam uprzedzenie. taki staruszek to dla mnie to emocjonalna pijawka, która nie może się zdecydować czy chce być tatusiem czy partnerem.
chociaż ciekawa jest też historia młodej anny dymnej.
Offline
Posty
453
Dołączył(a)
04 mar 2009, 02:27

Daddy issues - skłonność do mężczyzn z tzw. pozycją ;-) ?

Avatar użytkownika
przez bittersweet 08 maja 2016, 14:46
Nymphette, niewątpliwie Twoje skłonnosci to jakies zaszłości z dzieciństwa, podejrzewam ze to tylko symptom. Na Twoim miejscu kontynuowała bym terapie. Poza tym nie widze za bardzo przeciwskazan do kontakow ze starszymi facetami, oprócz tego ze ci panowie najczesciej maja już rodzine. I wtedy przestaje być przyjemnie.
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

Daddy issues - skłonność do mężczyzn z tzw. pozycją ;-) ?

przez Nymphette 08 maja 2016, 18:48
NN4V napisał(a):Hehe... fajna jesteś, wykreowałaś sobie rozbudowaną mitologię.
Jeśli chcesz rozmawiać na poruszony temat, najpierw przeczytaj (co najmniej):

David Buss - "Jak ludzei dobierają się w pary"
Bogdan Wojciszke - "Psychologia związku"
Richard Dawkins - "Samolubny gen"

Moja pani jest > 25 lat młodsza. Od 9 miesięcy tworzymy normalny, dobry związek. (Od 8 mieszkamy razem) Nie ma w tym nic nadzwyczajnego.


Dzięki za te tytuły, bardzo mnie fascynuje mechanizm doboru wśród ludzi, a w internecie wbrew pozorom ciężko znaleźć jakieś informacje na ten temat, ujęte nie poprzez stereotypy, a nauki psychologiczne raczej :-) Pozwolę sobie zadać jeszcze jedno pytanie - jak poznałeś swoją partnerkę , w jakich okolicznościach ? Więcej młodsza niż 25 lat, to jest ile ? Ty Ją pierwszy poderwałeś ;-), czy Ona Ciebie ? Jak wygląda sprawa ze znajomymi i środowiskiem ? Jej rodzice, jak reagują ? A Twoi ? Jeśli masz porównanie, to np. seks z nią jest gorszy ( no bo większa szansa na brak doświadczenia ;-) ) czy lepszy niż z poprzednimi Twoimi partnerkami ? Jak również inne obszary związku, jak tu wypadają ?
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
04 maja 2016, 04:20

Daddy issues - skłonność do mężczyzn z tzw. pozycją ;-) ?

przez Nymphette 08 maja 2016, 18:51
mrau napisał(a):nie ma przyczyny; jestes kobieta i spoleczenstwo nauczylo cie brac i handlowac tym co dajesz, jegoz kolei nauczylo ze musi chciec jesli jest prawdziwym mezczyzna - cala magia;
ps twoja wypowiedz w watku o masturbacji tez troche to ujawnia

ale co do tego ma moja wypowiedź w tamtym wątku, bo nie widzę zależności :mrgreen: ? bez złośliwości pytam, serio mnie zaciekawiłaś :-) Mogłabyś trochę rozwinąć swoją wypowiedź dotyczącą wpływu społeczeństwa ? :-)
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
04 maja 2016, 04:20

Daddy issues - skłonność do mężczyzn z tzw. pozycją ;-) ?

przez Nymphette 08 maja 2016, 18:52
wielbłądzica napisał(a):w tych klimatach to ja znam historie o niedojrzałych emocjonalnie, nadętych staruszkach którzy podrywają niedojrzałe emocjonalnie panny. a zakończenie bywało smutne niestety dla niedoświadczonej strony, która targała się na swoje życie.
mam uprzedzenie. taki staruszek to dla mnie to emocjonalna pijawka, która nie może się zdecydować czy chce być tatusiem czy partnerem.
chociaż ciekawa jest też historia młodej anny dymnej.


Przykro mi :-( Mam nadzieję, że osobę, o której piszesz, udało się odratować ? Możesz napisać coś więcej o tej historii, oczywiście anonimowo ?
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
04 maja 2016, 04:20

Daddy issues - skłonność do mężczyzn z tzw. pozycją ;-) ?

przez Nymphette 08 maja 2016, 18:54
bittersweet napisał(a):Nymphette, niewątpliwie Twoje skłonnosci to jakies zaszłości z dzieciństwa, podejrzewam ze to tylko symptom. Na Twoim miejscu kontynuowała bym terapie. Poza tym nie widze za bardzo przeciwskazan do kontakow ze starszymi facetami, oprócz tego ze ci panowie najczesciej maja już rodzine. I wtedy przestaje być przyjemnie.

właśnie chciałabym podjąć ponownie :-) pewnie proponujecie psychoanalityczną ? :-) waham się właśnie między terapią opartą na teoriach Loevena ( mam sporo objawów psychosomatycznych) a psychodynamiczną...Wcześniej chodziłam na Gestalt i mam mieszane uczucia...
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
04 maja 2016, 04:20

Daddy issues - skłonność do mężczyzn z tzw. pozycją ;-) ?

przez mrau 08 maja 2016, 20:28
Nymphette napisał(a):ale co do tego ma moja wypowiedź w tamtym wątku, bo nie widzę zależności ? bez złośliwości pytam, serio mnie zaciekawiłaś :-) Mogłabyś trochę rozwinąć swoją wypowiedź dotyczącą wpływu społeczeństwa ? :-)


w swojej wypowiedzi w 2gim watku wyrazasz postawe osoby oczekujacej na akcje innej osoby, czyli wyrazesz ze cos ci sie nalezy a tamten powinien ci to dac; tutaj przeplata sie to z dzialaniem spoleczenstwa - mezczyzna ktory nie daje lub nie chce dawac jest niepelnowartosciowy a przynajmniej tak powinno sie uwazac;
o ile duza czesc kobiet uwaza ze spolecznestwo tylko od nich bierze i nic nie dostaja wzamian, to jednak moim zdaniem uklad jest odwrotny; i zanim zacznie mi tu jakas kolejna feministka plakac - nigdy nie mowilem ze temu sa winne kobiety;
Offline
Posty
173
Dołączył(a)
18 sty 2014, 21:57

Daddy issues - skłonność do mężczyzn z tzw. pozycją ;-) ?

przez Nymphette 08 maja 2016, 22:21
mrau napisał(a):
Nymphette napisał(a):ale co do tego ma moja wypowiedź w tamtym wątku, bo nie widzę zależności ? bez złośliwości pytam, serio mnie zaciekawiłaś :-) Mogłabyś trochę rozwinąć swoją wypowiedź dotyczącą wpływu społeczeństwa ? :-)


w swojej wypowiedzi w 2gim watku wyrazasz postawe osoby oczekujacej na akcje innej osoby, czyli wyrazesz ze cos ci sie nalezy a tamten powinien ci to dac; tutaj przeplata sie to z dzialaniem spoleczenstwa - mezczyzna ktory nie daje lub nie chce dawac jest niepelnowartosciowy a przynajmniej tak powinno sie uwazac;
o ile duza czesc kobiet uwaza ze spolecznestwo tylko od nich bierze i nic nie dostaja wzamian, to jednak moim zdaniem uklad jest odwrotny; i zanim zacznie mi tu jakas kolejna feministka plakac - nigdy nie mowilem ze temu sa winne kobiety;



Ależ ja jestem w stanie po części się z Tobą zgodzić :-) Osobiście uważam, że skrajne feministki swoimi działaniami zrobiły nam, kobietom tzw. " krecią robotę". Nie przeskoczymy pewnych różnic biologicznych, płciowych. My, kobiety, mamy doskonale rozwinięte neurony lustrzane, z łatwością odczytujemy emocje ( choć i to nie zawsze), wyczucie barw, instynkt macierzyński. Mężczyźni, dla odmiany, są silniejsi fizycznie, mają doskonałą orientację w terenie etc. Oczywiście, to nie jest żelazna reguła, są pewne odchylenia standardowe ( czyli znam harde kobitki o typowo ścisłych umysłach i wrażliwych na odczucia innych mężczyzn humanistów), powiedziałabym jednak, że przynajmniej 80 % społeczeństwa w dużym stopniu podlega prawidłom płci. I to jest fajne, że jesteśmy różni :-) Chodzi o to, aby się w jak najbardziej efektywny sposób uzupełniać :-) Osobiście bardzo lubię swoją kobiecość, przeszkadza mi czasem jej brak u kobiet w moim otoczeniu ( mam na myśli niechęć do swszelkich kobiecych strojów, usilną manifestację własnej niezależności etc. ), ale oczywiście szanuję ich wybór.

Dla mnie naturalnym jest, że jeśli para decyduje się na dziecko, to raczej kobieta winna wziąć urlop macierzyński, bo niemowlę najbardziej potrzebuje w pierwszych miesiącach życia matki, kontaktu z nią, karmienia piersią i jest to uwarunkowane biologicznie. Za to mężczyzna w tym czasie powinien zrobić wszystko, by jak najlepiej zarobić na swoją rodzinę. Oczywiście nie jestem w tym względzie ekstremistką, nie pochwalam żadnych skrajnych poglądów, mamy XXI wiek, toteż uważam, że jest OK, gdy kobieta nie chce decydować się na dziecko ( sama nie wiem, czy się zdecyduję, bo choć umiem nawiązać z dzieckiem kontakt i zaopiekować się nim, nie jestem pewna, czy jestem skłonna do poświęceń dla maleństwa - a uważam, że posiadanie dziecka jakimś poświęceniem jest z założenia i warto być na nie gotowym, jeśli ktoś nie jest w stanie się na nie zdobyć, to może lepiej zrezygnować z prokreacji, bo w przeciwnym razie tworzy się ludzi, którzy muszą potem szukać pomocy na takim forum ;-) ), jak również nie mam nic przeciwko temu, by znajoma para dzieliła się obowiązkami na zasadzie, że pan domu zostaje w nim z dziećmi i zajmuje się gotowaniem i sprzątaniem, a kobieta robi karierę. Jeśli są z tym szczęśliwi ( choć małe na to szanse, bo to na ogół układ sprzeczny z tymi właśnie uwarunkowaniami biologicznymi, ale jak pisałam - są wyjątki), to mnie nic do tego i cieszę się ich szczęściem :-)

Natomiast osobiście nie mam żadnego problemu z tym, by pełnić typowo kobiecą rolę w społeczeństwie i co więcej - lubię to. Lubię ubierać sukienki, lubię otaczać się kwiatami ( moja ostatnia miłość :-) ), lubię nosić szpilki, lubię być delikatna, jeśli tylko okoliczności mi na to przyzwalają, lubię śpiewać sopranem, bo w takich rejestrach czuję, że jestem najbardziej w zgodzie ze swoją naturą, nawet polubiłam ostatnio pieczenie wszelkich ciast i ciasteczek. Nie miałabym problemu z byciem panią domu, co więcej z chęcią dbałabym w nim o wystrój wnętrz, ciepłe ciasto na stole i własną osobę. Nie razi mnie określenie " być wizytówką swojego męża". Co nie znaczy, że zamierzam być kurą domową. Bo nie wyobrażam sobie nie spełniać swoich pasji/swojego zawodu, ale jeśli miałabym tylko taką możliwość, pewnie chętnie ograniczyłabym swój wymiar godzin w pracy, jakakolwiek ona nie będzie, do połowy etatu, jeśli mój hipotetyczny mąż mógłby mi to zapewnić. To byłby jakiś rodzaj transakcji, nie bójmy się użyć tego słowa, na zasadzie, że on ma fajny obiad na stole i miłą atmosferę w domu, a ja mniej się muszę troszczyć o swój byt i mogę się skupić bardziej na samorealizacji, niż walce o każdą złotówkę. Uważam bowiem, że nawet dla kobiety sytuacja, w której nie rozwija się ona w żadnym obszarze poza domem, jest toksyczna. Każdy z nas, podług słynnej piramidy Maslowa, potrzebuje rozwoju potrzeby samorealizacji.

Moim zdaniem feministki o tyle zaszkodziły kobietom, że w tych swoich, niektórych doprawdy idiotycznych protestach wywalczyły finalnie dla innych kobiet.... Większą tyrkę. Posłały kobiety do pracy, no i świetnie, tyle tylko, że finalnie osiągnęły to, że przeciętna kobieta ciężko pracuje na etacie po osiem godzin, po czym styrana wraca do domu, gdzie jeszcze gotuje obiad, zajmuje się dziećmi, odrabia z nimi lekcje, sprząta, pierze i prasuje. Zapieprz po 20 h na dobę. Przecież to jakiś koszmar, nie dziwota, że potem powstają matki-frustratki, które wyżywają się na wszystkich dookoła. Typowy obraz kobiety komunistycznej, zap******cej od rana do nocy i wściekłej na cały świat. To kto tu, przepraszam, bardziej się rozwija ? Kobieta pracująca na pół etatu, mająca czas by zająć się dzieckiem i np. machnąć ładny obrazek do galerii, bo jest przykładowo obdarzona talentem malarskim, który dodatkowo rozwija, czy kobieta, która w ferworze całodobowego tyrania o pasji to sobie może pomyśleć dwa tygodnie w roku w czasie wakacji ? A szklany sufit i tak nieruszony, płace zaś - nierówne. ( to jest obszar, w którym akurat feministką się czuję, płaca powinna być adekwatna do wykonywanego zajęcia, bez względu na płeć, powinna być uzależniona od efektów pracy. Bardzo wspieram również wszelkie inicjatywy dbające o wypłacalność alimentów w sytuacji, gdy dzieci zostają przy matce, bo niby dlaczegóżby nie, skoro to na niej w danej sytuacji spoczywa ciężar opieki nad nimi ? a że jest druga strona medalu, czyli ułamek wyrachowanych kobiet chcących naciągnąć faceta na te alimenty, to inna sprawa, nie ma miejsca w tym poście, by nad nią się rozwodzić).

Niektórzy mężczyźni też czują się niekomfortowo w obliczu dzisiejszych norm. Polański wspominał niedawno, że już boi się dać kwiaty kobiecie, w obawie, że ta uzna to za obrazę. Ludzie, to jest paranoja przecież ! Dlaczego odbieramy same sobie przywileje ? To faktycznie świadczyłoby o głupocie babeczek :D Oczywiście słowa reżysera wywołały oburzenie w lewicowej Francji. A ja nie mogę się powstrzymać od refleksji, że to prawica stawia kobietę w o wiele bardziej komfortowej sytuacji, niż lewica.

Inni faceci wykorzystują sytuację, pracując tyle samo co żona, a potem będąc przez nią obsługiwanym 24/24 h.

Gdzie te dawne gesty, niedomówienia ? Coraz więcej facetów chełpi się, że nie podchodzą sami do kobiety, czekają aż ona sama ich poderwie. Seriously ? No to gratulacje, 50 lat temu byś usłyszał, żeś ciota i słusznie.

Kwiaty daje się paniom coraz rzadziej, z przepuszczaniem w drzwiach i podawaniem płaszcza też bywa różnie. Zanikają fajne, pełne uroku obyczaje.

Nie odnajduję się w tych czasach. Może jestem przedpotopowa, ale doskonale odnajduję się w rzeczywistości początku dwudziestego wieku. Ostatnio w tramwaju jakiś mężczyzna podszedł do mnie, oddając swój bilet, bo już wysiadał, a widział, że zamierzam kupować u motorniczego. Mały gest, a cieszy. Najpierw się po prostu uśmiechnęłam, ale po chwili dotarła do mnie ze smutkiem nietypowość tej sytuacji, która kiedyś byłaby normą. Bo chcę być przepuszczana w drzwiach, dostawać cholerne kwiaty i być typową kobietą, nie kłócić się z naturą !

Więc tak, w tych względach jestem absolutnie tradycjonalistką.
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
04 maja 2016, 04:20

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do