Nie umiem sobie z tym wszystkim poradzić

Inne zaburzenia.

Nie umiem sobie z tym wszystkim poradzić

przez AlinaU 18 gru 2015, 13:22
Witam serdecznie.
Czy ktoś mógłby mi pomóc poukładać myśli?
Nie mam już siły.
Od lat samotnie wychowuję syna (12lat). Bywa że jest mi w życiu bardzo ciężko zarówno finansowo jak i ogólnie psychicznie. Mieszkam w małym miasteczku, kątem u matki syllogomanki, pracuje na czarno, zarabiam grosze i godzę się codziennie z faktem że ta sytuacja chyba nigdy się nie zmieni. Jednak pomimo wszystko jakoś mierzę się z tym życiem (wegetacją) i powtarzam że dam radę. I daję.
Dawałam.

Synek dojrzewa. Jest asertywny a bywa i nie miły i niegrzeczny i nie posłuszny. W domu stosuję skuteczną dyscyplinę ale w szkole problemy. Nauczyciele narzekają, ze przeszkadza na lekcjach. Zawsze dużo mówił, zawsze starał się zwracać na siebie uwagę. Jedynak.
Kierują mnie do jakichś poradni psychologicznych a nawet i psychiatrów. Niczego to nie zmienia. Sami nie stosują się do zasad zrozumienia, obiektywizmu....miał siedzieć w pierwszej ławce daleko od okna - siedzi w ostatniej przy szybie...
Dzieciak się skarży, że traktują go niesprawiedliwie. Zawsze trzymałam stronę szkoły ale w tym roku wszystko się zmieniło. Po kolejnym wezwaniu do pedagog szkolnej zastałam syna w stanie w jakim w życiu go nie widziałam. Rozpłakany, roztrzęsiony...ledwie się wysławiał. Atak nerwicy, frustracji bezsilności. Nawet na mnie się skarżył że kota bardziej kocham od niego. Opadły mi ręce ale i zaczęłam go słuchać uważniej. Dotarło do mnie że to bidne dziecko nie ma wsparcia u nikogo.
Polecono psychiatrę. Nie poszłam. Podczas kolejnych incydentów zrozumiałam że problem leży w szkole, że syn ląduje na dywaniku czy zawinił czy też nie. Narodził się schemat postępowania względem mojego dziecka. Dokucza koledze - kolega zgłasza nauczycielowi - syn ląduje u pedagog. Dokucza kolega - syn zgłasza nauczycielce - nauczycielka nie reaguje - syn "oddaje" koledze - syn ląduje u pedagog..... Rozmawia kilkoro dzieci w klasie w czasie lekcji a w tym odzywa się mój syn - syn ląduje u pedagog. Tak było zawsze tylko nigdy wcześniej tego nie zauważałam. Może i nie chciałam bo co mi tu będzie gnojek się tłumaczył kiedy przecież nauczycielka by nie kłamała.

Początkiem roku zadzwonił mu w czasie lekcji telefon. Często dzieciom w klasie dzwoniły telefony. Nauczycielka kazała urządzenie oddać. Nie oddał ani jej ani dyrektorowi kłócąc się że nikomu w klasie telefonów się nie odbiera. Zawieszono go w prawach ucznia na miesiąc. Właściwie niewiele go ominęło bo od dawien dawna nie jest brany pod uwagę jeśli chodzi o wyjazdy, imprezy, wycieczki. Nawet klasowa wigilia ominie go w tym roku bo pani nie chce żeby przeszkadzał. I to są metody szkoły na zbudowaniu w dziecku poczucia wartości. Wiem wiem,nasuwa się Państwu pewnie obraz mamusi kwoki i całego złego świata krzywdzącego jej niewychowanego syneczka. Jeśli tak - zrozumiem. Bardzo łatwo jest w takiej sytuacji zdefiniować problem pod takim kątem.
Ostatnio na oczach klasy syn został poturbowany przez kolegę. Dostał pięścią w szyję, przez chwilę nie mógł oddychać. Pedagog chcąc chłopców pogodzić poprosiła żebym wpłynęła na syna i skłoniła go do przeproszenia kolegi. Pytam ZA CO? Odpowiedź: bo wina leży po obu stronach. Nie leży! Zawołałam świadka zdarzenia. Zeznał pod przysięgą że widział jak kolega rzucił się i uderzył bez właściwie powodu. Nie pomogło.... Ja swoje - ona swoje....grochem o ścianę. Syn zarzuca mi, że nie dostatecznie staję w jego obronie, że nigdy nie wyciąga się konsekwencji od dzieciaków które robią krzywdę jemu, innym rówieśnikom. Ale co ja mogę? Wyczerpałam możliwości rozmowy z pedagog.
Tydzień temu kolega zdzielił go zeszytem po głowie. Syn oddał kopniakiem w brzuch. Stwierdził że nie ma już siły inaczej reagować na zachowania kolegów i trudno mu się powstrzymać przed wymierzaniem sprawiedliwości w inny sposób skoro nikt dorosły nie chce mu pomóc.
Otrzymałam od pedagog smsa z zaproszeniem do szkoły. Nie przyszłam. Po raz pierwszy w życiu. Odpisałam że nie dam w takim terminie rady żeby skontaktowała mnie z rodzicami poszkodowanego w celu wyjaśnienia sprawy. Niedobrze mi się robi kiedy widzę tą kobietę.
Sprawa następnego dnia trafiła do sadu o przyznanie dziecku kuratora bo syn musi mieć niechybnie trudną sytuację rodzinną.
Przestraszyłam się, "przeprosiłam" z psychiatrą. Psychiatra uznała, że syn dojrzewa, że ma przypiętą metkę i niewiele da się zrobić dopóki będzie przebywał w tym środowisku. Zapisała jakieś pigułki mające na celu wyciszenie dziecka. Zasugerowała terapię psychologiczną, żeby zatkać wymagania szkoły.
Ok. Spróbować nie zaszkodzi.
Ale nie mogę pogodzić się z faktem, że prawdopodobnie w sądzie nie wygram. Nie sypiam po nocach. Nie jestem w stanie odbić tej piłeczki lekarskiej jaką przygniotła mnie bezradna pedagog szkolna. NIE ZGADZAM SIĘ na kuratora. Uważam, że taka łatwizna uzyskania wyroku na którą idą pracownicy tej marnej placówki kształcąco wychowawczej stanie się przyzwoleniem na dalsze niesprawiedliwe podejście do rozwiązywania problemów mojego dziecka. Odechciało mi się życia w tym społeczeństwie. Od kilku dni płaczę po kątach, nie mogę pracować, miewam napady lękowe do prawie omdlenia, knuję linię obrony i wszystko rozpada się w rękach i w głowie.
Czy jest jakiś sposób, żeby przeciągnąć taki wyrok w czasie? Przecież syn będzie chodził na terapie od stycznia. Przecież bierze leki. Przecież to szkoła nie potrafi go traktować odpowiednio mając na uwadze jego nadpobudliwość. Nie chcę, żeby jakiś sąd/kurator grzebał w życiu moim i syna już od 12go roku życia. Nie chcę żeby miał spaprane papiery już na starcie. Proszę o zrozumienie. Proszę o wsparcie. Czuję niemoc i lęk. Tracę grunt, sens życia i wiarę w sprawiedliwość. :( :( :( Czy naprawdę jestem głupią ślepą i złą matką?
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
18 gru 2015, 12:54

Nie umiem sobie z tym wszystkim poradzić

przez owsik 19 gru 2015, 01:47
Miałem nieco inną sytuacje w podstawówce , ale także ona wynikła z nie obiektywizmu szkoły. Mianowicie zaniżano mi oceny prawie z każdego przedmiotu. Nawet z takich w których naprawdę byłem świetny jak np, z historii czy geografii. Pierwsze co powinnaś zrobić przepisać syna z tej szkoły do jakieś innej, która ma w miarę dobrą opinie. Może być trudno, ale wierzę, że dasz radę. Syna musisz odpowiednio przygotować uświadomić go, że to bardzo istotna sprawa dla Ciebie i dla niego. Co do psycholog sama przyznałaś, że warto spróbować. Tym bardziej, że przy zmianie szkoły w takim wieku ciężko jest się dostosować do nowego środowiska. Poza tym to może też pomóc z tym kuratorem. Moim zdaniem dlatego najlepszą opcją w Twoim przypadku jest zmiana szkoły, bo twój syn został jakby napiętnowany. Niestety bardzo często się zdarza, że dani nauczyciele i dyrektorzy mają swoich pupilków wśród uczniów. Nierzadko Ci wybrani uczniowie mają bogatych rodziców i kiedy oni coś źle zrobią część winny tacy nauczyciele zwalają na jakiegoś kozła ofiarnego moim zdaniem Twój syn właśnie chyba jest przez tą szkołę traktowany jako taki kozioł ofiarny.
Offline
Posty
1591
Dołączył(a)
20 mar 2013, 22:10

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do