Nie chce byc szczesliwy

Inne zaburzenia.

Nie chce byc szczesliwy

przez oka22 30 gru 2015, 08:23
cześć
myśle że najważniejsze to mieć wsparcie w rodzinie
żeby nie być samemu jak sie wali
1 krok do tyłu a 2 do przodu =1 do przodu
Offline
Posty
262
Dołączył(a)
18 lis 2007, 23:38

Nie chce byc szczesliwy

Avatar użytkownika
przez wiejskifilozof 30 gru 2015, 10:51
Nie zmuszam,jak nie chcesz.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
16534
Dołączył(a)
15 sie 2009, 16:08

Nie chce byc szczesliwy

Avatar użytkownika
przez Olalala 30 gru 2015, 12:40
oka22 napisał(a):cześć
myśle że najważniejsze to mieć wsparcie w rodzinie
żeby nie być samemu jak sie wali


A mi się wydaje własnie, że ważne żeby mieć wsparcie w samym sobie.Znaleźć tą siłę. Bliscy mogą nie być dostępni na dany moment, mogą też przeżywać jakieś trudnosci, I co wtedy? Poza tym nikt nie przeżyje za nas życia, mimo szczerych chęci I dobrych rad. Przekonuję się o tym kolejny raz. I to nie to, że mam do kogoś o to pretensje. Takie są realia. Jesteś dorosły = bierzesz konsekwencje życia na swoje barki. Z perspektywy czasu widzę, że wychodzenie z wszelkich dołów zawdzięczam sobie, nikt tego za mnie nie odwalił i nigdy nie odwali. To jakaś utopia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
271
Dołączył(a)
10 wrz 2015, 19:58

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nie chce byc szczesliwy

Avatar użytkownika
przez black swan 31 gru 2015, 03:00
nvm napisał(a):A co, jeśli tym razem będę bardzo uważał, by już nie tworzyć sobie nowych rzeczy do realizacji? Co się wówczas stanie?
Może wpadniesz w depresję z powodu braku celowości życia? ;)
nvm napisał(a):Jeśli na podstawie swojego doświadczenia uważasz, że masz tendencję do niedoszacowywania negatywnych konsekwencji lekkomyślnych działań, czy warto brać na to ogólną poprawkę na zasadzie: "Nie wiem jeszcze dlaczego to jest ryzykowne, ale na ogół uświadamiam sobie takie rzeczy dopiero po fakcie, więc lepiej się z tym wstrzymam, żeby się w coś nie wpakować"? Czy brać jakąś poprawkę na takie sytuacje i jeśli tak, to w jaki sposób?
Hmm, równie dobrze można mówić o niedoszacowaniu pozytywnych konsekwencji spontanicznych działań. :D Niedoszacowanie to nie jest problem, nie da się dokładnie oszacować przyszłości. Co do brania poprawki w stylu, jaki zaprezentowałeś - ale jak, po co? Jeśli zanim coś zrobisz, nie jesteś w stanie chociaż mniej-więcej oszacować stopnia ryzyka niepowodzenia, to znaczy, że albo go nie ma, albo sam nie wiesz, co chcesz zrobić.
nvm napisał(a):Kiedy wybrać drogę znaną, a kiedy wybrać drogę rozwoju?
To zależy od tego, co wolisz. Od charakteru. Gdy chcę zrobić coś dla przyjemności - wybieram drogę rozwoju, gdy chcę szybko osiągnąć zamierzony cel - drogę znaną.

nvm napisał(a):I jak sobie z tym radzisz? Jakie jest na to Twoje rozwiązanie?
Heh, kto powiedział, że sobie radzę. Pozwalam sobie na jedno i drugie na przemian. Oczywiście nie może obyć się bez poczucia dezorientacji u obiektu, który został tą bliskością 'obdarzony'. No cóż.
Dark Velvet napisał(a):można jeszcze "być obok", być obecnym
Tzn? Żeby wrócić do jakiegoś swojego bezpiecznego stanu umysłowego, potrzebuję izolacji, oddechu, odsunięcia się, dystansu. Jak jednocześnie 'być obok'?

nvm napisał(a):Co rozumiesz tutaj pod pojęciem "wolność"?
Wolność w kontekście do tego, co wcześniej napisałeś:
nvm napisał(a): Puszczenie kontroli, prawdziwe puszczenie kontroli, to coś, czego nie możemy kontrolować. To jest jak skok w przepaść i całe nasze życie się wówczas rozpadnie.
Tylko ja bym tego nie widziała, jako rozpadnięcie się życia, tylko odcięcie się od przeszłości i przyszłości, skupienie się na odczuciach płynących w danej chwili ze zmysłów i czerpania z tego przyjemności. Takie wyłączenie myślenia, jedynie czucie, zrobienie czegoś przyjemnego, jak gdyby liczyło się tylko tu i teraz, odcięcie się od całej reszty myśli.
No risk - no fun, no pain - no gain.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1493
Dołączył(a)
25 gru 2012, 23:05
Lokalizacja
północ

Nie chce byc szczesliwy

przez Druid 31 gru 2015, 10:57
black swan napisał(a):
Dark Velvet napisał(a):można jeszcze "być obok", być obecnym
Tzn? Żeby wrócić do jakiegoś swojego bezpiecznego stanu umysłowego, potrzebuję izolacji, oddechu, odsunięcia się, dystansu. Jak jednocześnie 'być obok'?
Może się kiedyś dowiem...
Druid
Offline

Nie chce byc szczesliwy

Avatar użytkownika
przez nvm 01 sty 2016, 00:41
detektywmonk napisał(a):Nie zmuszam,jak nie chcesz.
Dziękuję. Zbytek łaski.

black swan napisał(a):Może wpadniesz w depresję z powodu braku celowości życia? ;)
I tak zaangażowałem się ponownie w życie tylko po to, żeby się czymś zająć i poprawić sobie samopoczucie. Wiedziałem, że to wszystko już nie jest na poważnie, że to tylko złudzenie. Dopiero później się na nowo w tym zapomniałem, zatraciłem i na nowo uwierzyłem. W takiej sytuacji zawsze mógłbym znowu sobie stworzyć jakieś nowe fantazje, w coś się zaangażować ;]

black swan napisał(a):Hmm, równie dobrze można mówić o niedoszacowaniu pozytywnych konsekwencji spontanicznych działań. :D
Chodzi mi o to, że pierwszy odruch to: "O tak, to fajny pomysł" (przykład: zadzwonienie do byłej dziewczyny; nie mieliśmy kontaktu ze sobą przez lata). Dopiero później przychodzi refleksja, że później będę przez długi czas przez to żył w lęku, stresie, moje życie się zdestabilizuje, a więc nie warto. Wszystko może się rozsypać. I nie obchodzi mnie, co mogę na tym zyskać! [All I've got's what she didn't take (Linkin Park - In Pieces)]. Wolę brak straty niż zysk. Gdyby odżyła nasza znajomość, to byłby koniec względnie spokojnego życia, jakie obecnie mam. Za wysoka jest ta cena. Tym bardziej, że zawsze mogę przecież wrócić do tego pomysłu później, gdy będę do niego bardziej przekonany i/lub będę miał mniej do stracenia.
Na szczęście w tym przypadku miałem tą refleksję przed faktem, więc się w to bagno nie wpakowałem ;] Ale nieraz było tak, że dopiero po fakcie uświadomiłem sobie, że ta spontaniczna akcja, która wydawała mi się taka fajna, niesie za sobą ogromne i tragiczne konsekwencje.

black swan napisał(a):Jeśli zanim coś zrobisz, nie jesteś w stanie chociaż mniej-więcej oszacować stopnia ryzyka niepowodzenia, to znaczy, że albo go nie ma, albo sam nie wiesz, co chcesz zrobić.
Brzmi to, jakbyś była tego pewna. Dałabyś sobie rękę uciąć, że jest tak, jak napisałaś?

black_swan napisał(a):To zależy od tego, co wolisz. Od charakteru.
Obawiam się, że moja osobowość jest rozdwojona (zobacz, jaki mam dzisiaj avatar :P).
black_swan napisał(a): Gdy chcę zrobić coś dla przyjemności - wybieram drogę rozwoju, gdy chcę szybko osiągnąć zamierzony cel - drogę znaną.
Rozwój nie tyle dla przyjemności, co dla osiągnięcia lepszej równowagi. Droga znana nie tyle dla szybkiego osiągnięcia celu, co dla zachowania obecnej równowagi. Boję się, że co za dużo naraz (rozwoju), to niezdrowo, że to na to jest potrzebna energia i że to trzeba robić stopniowo, stopniowo się z tym oswajać.

black_swan napisał(a):Heh, kto powiedział, że sobie radzę. Pozwalam sobie na jedno i drugie na przemian. Oczywiście nie może obyć się bez poczucia dezorientacji u obiektu, który został tą bliskością 'obdarzony'. No cóż.
Moja była też się mną bawiła, jak jojem. Od tamtego czasu mam uraz i nie wchodziłem w żadne nowe (poważniejsze) związki. Od tamtego czasu trzymam ludzi (szczególnie dziewczyny) na dystans. Wcześniej było inaczej - w tamtym związku właśnie byłem całkowicie otwarty i oddany. Bezbronny. Dałem jej kamień z wielkim Love. Ale dzięki niej zrozumiałem, że to głupota. Że nie warto nikogo tak blisko do siebie dopuszczać. Być może z wyjątkiem rodziny.

black_swan napisał(a):Tylko ja bym tego nie widziała, jako rozpadnięcie się życia, tylko odcięcie się od przeszłości i przyszłości, skupienie się na odczuciach płynących w danej chwili ze zmysłów i czerpania z tego przyjemności. Takie wyłączenie myślenia, jedynie czucie, zrobienie czegoś przyjemnego, jak gdyby liczyło się tylko tu i teraz, odcięcie się od całej reszty myśli.
Jeśli porzucasz kontrolę, to musisz się liczyć z tym, że z Twoim życiem może stać się wszystko. Jeśli nie jesteś gotowa stracić wszystkiego, to znaczy, że nie puściłaś kontroli w 100 procentach. Bo coś wówczas chcesz zachować, kontrolować. Czegoś wówczas nie puszczasz. Albo rybki, albo akwarium. Nie można mieć wszystkiego.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jak żyć? Jakich wyborów dokonywać? Którą częścią siebie kiedy się kierować? Po której stronie siebie kiedy się opowiadać? Mam bardzo poważne wątpliwości odnośnie swojego systemu dokonywania wyborów. Nie wiem, czy to jest normalne, czy może dla większości ludzi kolejne działania, które podejmują są oczywistą oczywistością, i może tylko ja tak mam...

A jeszcze odnośnie celów w życiu: Tylko jedna z moich (sub-?)osobowości stawia sobie jakieś cele. Druga (sub-?)osobowość żyje tu i teraz, jest jej wszystko jedno i nie obchodzi jej za bardzo, co się ze mną dzieje.
Avatar użytkownika
nvm
Offline
Posty
280
Dołączył(a)
21 lis 2015, 07:26

Nie chce byc szczesliwy

przez Druid 01 sty 2016, 02:52
Jeśli porzucasz kontrolę, to musisz się liczyć z tym, że z Twoim życiem może stać się wszystko. Jeśli nie jesteś gotowa stracić wszystkiego, to znaczy, że nie puściłaś kontroli w 100 procentach. Bo coś wówczas chcesz zachować, kontrolować. Czegoś wówczas nie puszczasz. Albo rybki, albo akwarium. Nie można mieć wszystkiego.
Wolałabym się nie wcinać w ten wątek, ale obawiam się, że z moim i czyimkolwiek życiem może się stać wszystko nawet wtedy, gdy iluzja posiadania 100% kontroli jest dobrze podkarmiona i mocno się trzyma. I, przepraszam, ale na co mie akwarium bez rybek?
Druid
Offline

Nie chce byc szczesliwy

Avatar użytkownika
przez nvm 01 sty 2016, 04:03
Dark Velvet napisał(a):Wolałabym się nie wcinać w ten wątek, ale obawiam się, że z moim i czyimkolwiek życiem może się stać wszystko nawet wtedy, gdy iluzja posiadania 100% kontroli jest dobrze podkarmiona i mocno się trzyma.
Teoretycznie może i tak. Ale - nie wiem jak to wygląda u Ciebie - lecz moje doświadczenie mówi mi coś innego :P Moje doświadczenie mówi mi, że gdy trzymam się stałych schematów, moje życie wygląda na ogół podobnie :P A gdy zaczynam coś w nich zmieniać, moje życie również się zmienia. I im bardziej otwieram się na zmiany, tym więcej jest tych zmian. Możemy oczywiście teoretycznie gdybać, ze w każdej chwili może nas meteoryt walnąć, ale obawiam się, że moja praktyka jest mniej więcej taka, jak napisałem :P
Dark Velvet napisał(a): I, przepraszam, ale na co mie akwarium bez rybek?
Hehe :D To piękne powiedzonko ukazuje właśnie w ten sposób ludzki tragizm wyboru xD
Avatar użytkownika
nvm
Offline
Posty
280
Dołączył(a)
21 lis 2015, 07:26

Nie chce byc szczesliwy

przez Druid 01 sty 2016, 14:51
nvm napisał(a):Możemy oczywiście teoretycznie gdybać, ze w każdej chwili może nas meteoryt walnąć, ale obawiam się, że moja praktyka jest mniej więcej taka, jak napisałem :P
Miałam na myśli raczej nagłą chorobę, wypadek lub wewnętrzny konflikt odbierający sen.
Druid
Offline

Nie chce byc szczesliwy

Avatar użytkownika
przez nvm 02 sty 2016, 01:22
Dark Velvet napisał(a):
nvm napisał(a):Możemy oczywiście teoretycznie gdybać, ze w każdej chwili może nas meteoryt walnąć, ale obawiam się, że moja praktyka jest mniej więcej taka, jak napisałem :P
Miałam na myśli raczej nagłą chorobę, wypadek lub wewnętrzny konflikt odbierający sen.
Meteoryt to przykład, który chyba najtrudniej obalić, z którym najtrudniej dyskutować.
W moim doświadczeniu nagłe choroby i wypadki zdarzają się (dzięki Bogu!) bardzo rzadko. I potem (dzięki Bogu!) mijają (nie licząc czyjejś śmierci). Największe i najbardziej wywołujące cierpienie, gwałtowne i nagłe zmiany w moim życiu dokonywały się wtedy, gdy byłem na nie otwarty. Odkąd się utwardziłem i stałem się bardzo zachowawczy, takie zagrożenia w dużej mierze mnie (dzięki Bogu!) omijają. Unikam zagrożeń i nadmiernego ryzyka.
A co do wewnętrznego konfliktu, to jest to u mnie w dużej mierze trwały stan, czyli część aktualnej "równowagi", a więc trudno to liczyć jako zaburzenie kontroli.
Avatar użytkownika
nvm
Offline
Posty
280
Dołączył(a)
21 lis 2015, 07:26

Nie chce byc szczesliwy

przez akwen 31 sty 2016, 10:07
nvm napisał(a):Wysyłam ten wątek jeszcze raz, bo nie chciał się załadować - być może z powodu polskich znaków w temacie. Pojawiał się błąd (502 Bade Gateway):

Pisze ten wątek szybko, zanim minie moja chwilowa względna jasność umysłu i zmienię zdanie.
Nie chcę być szczęśliwy. Sabotuję wszelkie moje działania, które mogłyby zmierzać w tym kierunku.
Chcę się za coś ukarać. Jestem masochistą. Coś takiego. Jest to autoagresja, ale nie fizyczna. Czasem aktywna, a czasem pasywna. Na przykład mam ochotę coś zrobić i wówczas szukam wymówek, żeby tego nie zrobić. Żeby zamiast tego zrobić coś gorszego. Albo jakoś to opóźnić chociaż. Dlaczego? Nie mam pojęcia.


Niektórzy ludzie tak mają, że swoje doczesne szczęście traktują na opak.

Prawdziwe szczęście polega na wyrzeczeniu się wszelkich pragnień.

Gdy pani wychyli swoją piękną i cudowną pupę, to się jej współczuje, zamiast okazać zainteresowanie bardzo pięknym i cudownym tematem. Wszyscy którzy urodzili się mają pecha. Piękne panie i ich pupy też. Grunt to myśleć w szerszej perspektywie i mieć wszelkie swe pragnienia na wodzy.

Nie bić się o resztki, nawet o główne danie, to nie ma sensu. Wszyscy się biją i mają z tego ledwie urywki przyjemności, ulotne chwile zapomnienia.

Kochać wszystkich bezwarunkowo, to jest szczęście. Takie moje zdanie pisane pod wpływem, tyle.
Offline
Posty
398
Dołączył(a)
27 sty 2016, 23:34

Nie chce byc szczesliwy

Avatar użytkownika
przez nvm 31 sty 2016, 22:18
akwen napisał(a):Prawdziwe szczęście polega na wyrzeczeniu się wszelkich pragnień. [...] Kochać wszystkich bezwarunkowo, to jest szczęście. Takie moje zdanie pisane pod wpływem, tyle.
Buddysta?
A co do pragnień, to się nie zgadzam. Tych najgłębszych się nie da wyzbyć, a przynajmniej ja nie potrafię. Dla mnie to tak, jakbym stawiał opór Bogu (jeśli nie uznajesz Boga, to: głosowi serca/wyższemu ja/czemuś większemu ode mnie). Uwierz mi, próbowałem i to właśnie wtedy cierpiałem najbardziej. Gdybyś napisał o przywiązaniu, to co innego. Jest różnica między pragnieniem ("ekscytuje mnie ten pomysł, jestem do niego zainspirowany"), a postawą "potrzebuję tego! muszę to mieć i dopiero wtedy zaznam spokoju!"). To drugie mam już dawno za sobą. Chyba, że pozostały jakieś subtelne, wysublimowane resztki.

Pisane również pod wpływem, ale drobnych niedogodności żołądkowych, w związku z czym pozwoliłem sobie na pewne mocne tezy.
Avatar użytkownika
nvm
Offline
Posty
280
Dołączył(a)
21 lis 2015, 07:26

Nie chce byc szczesliwy

przez akwen 01 lut 2016, 00:09
nvm napisał(a): Buddysta?
A co do pragnień, to się nie zgadzam. Tych najgłębszych się nie da wyzbyć, a przynajmniej ja nie potrafię. Dla mnie to tak, jakbym stawiał opór Bogu (jeśli nie uznajesz Boga, to: głosowi serca/wyższemu ja/czemuś większemu ode mnie). Uwierz mi, próbowałem i to właśnie wtedy cierpiałem najbardziej. Gdybyś napisał o przywiązaniu, to co innego. Jest różnica między pragnieniem ("ekscytuje mnie ten pomysł, jestem do niego zainspirowany"), a postawą "potrzebuję tego! muszę to mieć i dopiero wtedy zaznam spokoju!"). To drugie mam już dawno za sobą. Chyba, że pozostały jakieś subtelne, wysublimowane resztki.

Pisane również pod wpływem, ale drobnych niedogodności żołądkowych, w związku z czym pozwoliłem sobie na pewne mocne tezy.


Po kolei

1. Czy buddysta? Może tak, a może nie.
2. Nikt z grubsza normalny nie potrafi wyrzec się wszelkich swoich pragnień w całkowitym stopniu. Grunt to krok po kroku nad nimi pracować i się zmieniać, nawet w minimalnym stopniu - to już się liczy i daje lepsze nadzieje na przyszłość.

Co do Siły Sprawczej, wiesz - czasami szuka się pomocy u Siły Sprawczej, prosi, wręcz błaga o pomoc, a samemu ma się złe intencje i zachowuje się mu na przekór, więc nic dziwnego, że takie modlitwy zwyczajnie nie zostaną wysłuchane. Jeśli Twoje modlitwy miały intencje szkodzące jakiejś osobie, jeśli robiłeś jednocześnie źle, nawet nie czynem, wystarczyły złe myśli, to takie modlitwy zwyczajnie nie były skuteczne.

3. Jeśli ktoś myśli, że zostanie zaspokojony jak coś dostanie, to się myli. Jego pragnienie będzie rosnąć, aż w końcu zje jego samego.

Każdy ma jakieś pragnienia, grunt to je powoli ograniczać do rozsądnego poziomu, który im jest niezbędny.

Czyli zamiast zaliczać każdą, która popadnie i wyrazi na to zgodę, znaleźć sobie jedną, z która ma się bardzo wiele wspólnego i z nią harcować, a potem ew. optymalnie także zapylić ten kwiatek.
Offline
Posty
398
Dołączył(a)
27 sty 2016, 23:34

Nie chce byc szczesliwy

Avatar użytkownika
przez nvm 01 lut 2016, 00:29
akwen napisał(a):1. Czy buddysta? Może tak, a może nie.
Nie wstydź się :P Boisz się, że inni będą zbyt pochopnie odrzucać to, co piszesz, bo "Aaa... to znowu tylko ten buddysta"?

akwen napisał(a):2. Nikt z grubsza normalny nie potrafi wyrzec się wszelkich swoich pragnień w całkowitym stopniu. Grunt to krok po kroku nad nimi pracować i się zmieniać, nawet w minimalnym stopniu - to już się liczy i daje lepsze nadzieje na przyszłość.
Piszesz tak jakby pragnienia były czymś złym, a nie sensem naszego istnienia...Jeśli masz pragnienie pozbycia się pragnień, to spoko - Twoje prawo. Ale różni ludzie mają różne pragnienia. Pragnienie zrobienia czegoś dobrego, to też pragnienie - je też zamierzasz ograniczać? A co z pragnieniem, by pójść na spacer?

akwen napisał(a):Co do Siły Sprawczej, wiesz - czasami szuka się pomocy u Siły Sprawczej, prosi, wręcz błaga o pomoc, a samemu ma się złe intencje i zachowuje się mu na przekór, więc nic dziwnego, że takie modlitwy zwyczajnie nie zostaną wysłuchane. Jeśli Twoje modlitwy miały intencje szkodzące jakiejś osobie, jeśli robiłeś jednocześnie źle, nawet nie czynem, wystarczyły złe myśli, to takie modlitwy zwyczajnie nie były skuteczne.
Bardzo mądre słowa. Tylko czemu kierujesz je do mnie? W oczach Twych jestem taki zły? :P

akwen napisał(a):3. Jeśli ktoś myśli, że zostanie zaspokojony jak coś dostanie, to się myli. Jego pragnienie będzie rosnąć, aż w końcu zje jego samego.
Nieprawda. Wiem z doświadczenia. Podobno inni ludzie mają w tej kwestii inne doświadczenia, ale ja wiem ze swojego. Gdy moje największe marzenie zostało spełnione czułem się tak, jakbym wygrał już swoje życie i miał odtąd już tylko spijać śmietankę.

akwen napisał(a):Każdy ma jakieś pragnienia, grunt to je powoli ograniczać do rozsądnego poziomu, który im jest niezbędny.
Moim problemem jest właśnie to, że ja się nauczyłem swoje pragnienia ignorować, zamiast je realizować.

akwen napisał(a):Czyli zamiast zaliczać każdą, która popadnie i wyrazi na to zgodę, znaleźć sobie jedną, z która ma się bardzo wiele wspólnego i z nią harcować, a potem ew. optymalnie także zapylić ten kwiatek.
Ło matko. Niesamowite, że w taki sposób mnie postrzegasz xD Nie jestem tylko pewien, na czym się opierasz :P
Avatar użytkownika
nvm
Offline
Posty
280
Dołączył(a)
21 lis 2015, 07:26

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości

Przeskocz do