Nie chce byc szczesliwy

Inne zaburzenia.

Nie chce byc szczesliwy

Avatar użytkownika
przez nvm 24 lis 2015, 14:11
Dark Velvet napisał(a):Przyjemność z kontrolowania siebie tak dalece, że obywasz się bez czegoś, czego potrzebujesz?
Nie wiem. I nie podoba mi się dzisiaj sugerowanie, że czegoś konkretnego "potrzebuję". Co to w ogóle znaczy "potrzebować"? Nie móc żyć bez tego? Jeśli tak, to skoro żyję, to znaczy, że tego wcale nie potrzebowałem.
Może przyjemność z poczucia władzy nad sytuacją, nad samym sobą. Taka wysepka władzy w bezsilności. Ciemna strona mocy.
A może chęć ukarania swoim cierpieniem tych, którzy mnie ranią (co z tego, że nawet o moim cierpieniu nie wiedzą - zawsze jest szansa, że może jakoś się kiedyś dowiedzą w końcu).

Poza tym mechanizm rezygnacji daje wolność - na przykład boisz się utraty dziewczyny. A tu nagle ją tracisz - już nie musisz się bać. Co za ulga. Wchodzisz w przyjemną rezygnację. Jesteś już ponad to. Jesteś wolna. [W tle powinna lecieć teraz muzyka: Enya - Now we are free (Gladiator soundtrack)].

EDIT: Rzecz w tym, że bardzo źle znoszę wszelkiego rodzaju dezaprobatę. Załamuję się wówczas, poddaję się, rezygnuję i wszystkiego mi się odechciewa. Nawet z łóżka wstawać. A lęk przed dezaprobatą=krytyką=agresją=odrzuceniem powstrzymuje mnie zapewne nieraz przed pewnymi działaniami.
Avatar użytkownika
nvm
Offline
Posty
280
Dołączył(a)
21 lis 2015, 07:26

Nie chce byc szczesliwy

przez Druid 27 lis 2015, 19:42
 I nie podoba mi się dzisiaj sugerowanie, że czegoś konkretnego "potrzebuję"
Pisząc pytanie, myślałam o anorektyczce jako przykładzie takiej samokontroli; trochę też o średniowiecznym ascecie.
Druid
Offline

Nie chce byc szczesliwy

przez Druid 27 lis 2015, 20:10
ten fragment jakby specjalnie dla mnie:
Może przyjemność z poczucia władzy nad sytuacją, nad samym sobą. Taka wysepka władzy w bezsilności.
Druid
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nie chce byc szczesliwy

Avatar użytkownika
przez black swan 12 gru 2015, 22:38
Wątek całkiem interesujący. Też mnie czasem zastanawia, czemu niektóre rzeczy robię - rzeczy, które są jakby na przekór mojemu dobru. Można to nazwać masochizmem, ale ja w tym widzę bardziej coś na kształt ucieczki od możliwości spełnienia pewnych pragnień/życzeń z powodu wręcz panicznego strachu przed utratą szczęścia jakie mogłoby się zdobyć. Cofnijmy się do przeszłości - powiedzmy, że mamy już swoje szczęście (cokolwiek by to dla danej osoby nie było) i nagle, niespodziewanie, ono lega w gruzach, zostaje z dania na dzień zniszczone, zabrane, unicestwione. Jak nvm napisał, ze szczytu nagle do rowu. Szok i koszmar. Niedowierzanie, nieumiejętność ogarnięcia sytuacji i tego, co się właściwie stało i jak to w ogóle było możliwe. Potem powolne odnajdywanie się w nowej, czarnej rzeczywistości, próby powrócenia do poprzedniego 'miejsca', żeby było 'tak jak przedtem' i stanie naprzeciwko wielkiego, niezniszczalnego muru, który mówi 'nie da się'. Potem marne próby akceptacji aktualnego stanu i dalszego prowadzenia życia. Gdy w końcu gdzieś pojawia się jakiś promyk nadziei, szansy na takie szczęście jakie się utraciło, budzi się strach - skoro tamto mogło ulec zniszczeniu, to nowe mogłoby tak samo nagle, bez zapowiedzi legnąć w gruzach. I pojawia się szarpanie z własnymi pragnieniami - chcę zaznać szczęścia, ale nie chcę zaznać jego straty, a moje doświadczenia głęboko wryte w mózg mówią mi, że im większe szczęście, tym mocniej boli jego utrata. I walka ze sobą trwa w jak najlepsze. Wszystko się kończy, wszyscy odchodzą, nic nie trwa wiecznie. Utrata boli mocno. Im coś bardziej wartościowe, tym bardziej boli utrata. A że wszystko prędzej czy później zostanie utracone - lepiej się do tego nie przyzwyczajać. Gdy się złamiemy i podbiegniemy w podskokach do tego szczęścia, potem trzeba uciec daleko, wybudować wokół siebie mur i czekać, aż odzyska się kontrolę nad sobą i zaspokajaniem własnych potrzeb. Bo nie może przecież być tak, że nie ja decyduję o tym, kiedy dana moja potrzeba i w jakim stopniu zostanie zaspokojona. Trzeba odzyskać kontrolę, żadne szczęście nie będzie sprawować nade mną władzy.
No risk - no fun, no pain - no gain.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1493
Dołączył(a)
25 gru 2012, 23:05
Lokalizacja
północ

Nie chce byc szczesliwy

Avatar użytkownika
przez nvm 15 gru 2015, 17:07
Black Swan:

Tak, to właśnie ja. W dodatku u mnie chodziło o pierwszy i zarazem w pełni uszczęśliwiający, spełniający związek.
Ale, co więcej, ja nawet teraz mam opory z wysłaniem tego posta - pojawia się lęk, bo oznacza to rezygnację z kontroli nad sytuacją. Uzależnianie się od tego, co napiszą inni później w moim temacie, w odpowiedzi na tego posta. I część mnie mówi: "Debilu! Po kiego grzyba tego posta wysyłasz! W imię czego? W imię jakiej wartości?!". A prawda jest taka, że robię to tylko dla jednej, jedynej korzyści - rozluźnienie ciśnienia. Chcę wysłać tego posta i jeśli - kierując się lękiem - tego nie zrobię, to będę się "kisił we własnym smrodzie". Wysyłając go, rozluźniam się wewnętrznie w pewnym sensie, choć zarazem narażam się na lęki i stresy różne. Staję się bardziej "vulnerable", po polsku to będzie chyba: "podatny na uszkodzenia", ale wolę angielskie słowo. Lepiej będzie to przetłumaczyć na "niezabezpieczony przed atakiem". Otwieram się na ciosy.

Lepiej ochronić się przed stresem i zachować kontrolę, czy rozluźnić się wewnętrznie? Niestety, chyba muszę wybrać mniejsze zło i narazić się na stres i zrezygnować z kontroli...opóźniając to być może jednak i sabotując tak długo, jak tylko się da...(na jak długo sam sobie pozwolę)
Avatar użytkownika
nvm
Offline
Posty
280
Dołączył(a)
21 lis 2015, 07:26

Nie chce byc szczesliwy

Avatar użytkownika
przez black swan 16 gru 2015, 21:50
nvm, jakie ciosy, ludzie chcą rozwiązać przede wszystkim swoje własne problemy. To, co napiszą na to, co Ty napisałeś, tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia, jest to po prostu jakieś tam forum w otchłaniach internetu, któremu sam nadajesz znaczenie dla siebie.

Powracając do kontroli.. Znam to rozpaczliwe wręcz pragnienie kontroli nad tym, co się ze mną dzieje, co czuję, jakie mam nastawienie, jakie odczucia... Zastanawiam się czemu u niektórych osób jest ono tak silne, a niektórzy pomimo niezliczonych życiowych upadków nie czują tej potrzeby?
No risk - no fun, no pain - no gain.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1493
Dołączył(a)
25 gru 2012, 23:05
Lokalizacja
północ

Nie chce byc szczesliwy

Avatar użytkownika
przez nvm 18 gru 2015, 01:09
black swan napisał(a):jest to po prostu jakieś tam forum w otchłaniach internetu, któremu sam nadajesz znaczenie dla siebie.
Nie ja, tylko moja podświadomość. Ja jestem tylko jej ofiarą. Nie zwalaj niczego na mnie, nie rób ze mnie sprawcy. Nie obarczaj mnie winą.

Rzecz w tym, że jeśli ktoś napisze jakieś absurdalne pierdoły o mnie, to na poziomie świadomym dostrzegam ich bzdurność. Ale jednak zawsze pozostaje niewielka szansa, że czegoś nie widzę, a to oni mają rację. A jeśli mają rację, to powinienem obniżyć swoje poczucie własnej wartości i czuć się gorzej. Inni ludzie mi zagrażają, zagrażają mojemu samopoczuciu, mojemu poczuciu własnej wartości. Bo mogą podawać różne nieweryfikowalne (łatwo) tezy na mój temat, a od ich prawdziwości bądź fałszywości zależy moje poczucie własnej wartości. I od wyobrażeń na temat tego, co mogę osiągnąć, do czego jestem zdolny, od swoich przewidywań na temat moich możliwości, itd.

black swan napisał(a):Powracając do kontroli.. Znam to rozpaczliwe wręcz pragnienie kontroli nad tym, co się ze mną dzieje, co czuję, jakie mam nastawienie, jakie odczucia... Zastanawiam się czemu u niektórych osób jest ono tak silne, a niektórzy pomimo niezliczonych życiowych upadków nie czują tej potrzeby?
Może to wynika z wczesnego dzieciństwa i genów? Dlaczego kontroli tak bardzo pragnął Anakin Skywalker? Kontrola daje mi coś, czego nie daje mi wolność. Jest w tym pewien rodzaj zadowolenia i spełnienia, którego chyba nie potrafię inaczej uzyskać. To jak ze składnikami odżywczymi - najem się kontrolą, to jestem gotów trochę odpuścić, bo ceną za kontrolę jest cierpienie. I jestem bardziej wolny. Najem się wolnością, ale brakuje mi kontroli, więc znowu się jej łapię. I tak dalej. Negocjuję z życiem, tak jak odstawiający alkohol alkoholik ("ok, raz na jakiś czas mogę się napić, ale nie za dużo").

Kontrola to nie jest żadna abstrakcja - to jest coś fizycznie odczuwalnego w ciele. W trzewiach, sercu, splocie słonecznym, chyba gdzieś w tych okolicach. Takie ściśnięcie. Podobno pojawia się po urodzeniu, gdy z bezpiecznego otoczenia wydostajemy się do groźnego świata, gdzie jest zimno, głośno i jest strasznie dużo bodźców. Kurczymy się wówczas w sobie i już nam tak zostaje. A później możemy to albo wzmacniać (wzmacniamy też tak nasze poczucie oddzielenia) albo rozluźniać.
Avatar użytkownika
nvm
Offline
Posty
280
Dołączył(a)
21 lis 2015, 07:26

Nie chce byc szczesliwy

Avatar użytkownika
przez nvm 18 gru 2015, 01:20
Kontrola daje nam poczucie bezpieczeństwa i satysfakcji, jakiegoś spełnienia, ale zarazem powoduje cierpienie. Na tym polega tragizm człowieka. Różnimy się pod tym względem chyba tylko nasileniem i szczegółami, co do tego jak się to objawia, jak sobie z tym radzimy i jakie rzeczy w nas wyzwalają różne regulacje tego schematu. Puszczenie kontroli, prawdziwe puszczenie kontroli, to coś, czego nie możemy kontrolować. To jest jak skok w przepaść i całe nasze życie się wówczas rozpadnie. Jeśli chcemy nasze życie ukierunkować tak jak nam się podoba, to nie możemy jej całkowicie odpuszczać. To jest coś za coś.

W moim przypadku do tego dochodzi jeszcze kwestia alternatywnego rozluźnienia - depresyjnego, rezygnacyjnego. Odpuszczenie sobie wszystkiego. Takie pseudo-puszczenie kontroli. A może prawdziwe? Może prawdziwe, ale nie całkowite, bo wówczas cierpienie powodują lęki na temat przyszłości - albo na temat tego, co złego może się wydarzyć, albo na temat tego, czego nie uda mi się, czego nie zdążę wówczas zrealizować, osiągnąć, doświadczyć, a bym chciał. Ponieważ nie jestem gotów sobie odpuścić pewnych warunków na temat przyszłości, nie jestem gotów odpuścić sobie kontroli. Ale może jeśli zrealizuję te rzeczy, to znikną te ograniczenia. Im jednak bardziej je realizuję, tym mniejszą presję czuję, a więc i tym bardziej sobie to odpuszczam i spowalniam. Im bliżej celu jestem, tym bardziej wytracam prędkość i tym bardziej popadam w rezygnację i obojętność. Ciekawe. Mam tak w sumie od dawna. Od lat.
Avatar użytkownika
nvm
Offline
Posty
280
Dołączył(a)
21 lis 2015, 07:26

Nie chce byc szczesliwy

Avatar użytkownika
przez black swan 29 gru 2015, 23:04
nvm napisał(a):Nie ja, tylko moja podświadomość. Ja jestem tylko jej ofiarą. Nie zwalaj niczego na mnie, nie rób ze mnie sprawcy. Nie obarczaj mnie winą.
Z drugiej strony im więcej od Ciebie zależy, tym masz większą kontrolę. Także większą możliwość spieprzenia wszystkiego, no ale kto nie ryzykuje, ten nie zyskuje. No risk - no fun, no pain - no gain, jak to mówią. Na podświadomość można wpływać i ją kontrolować, poza tym ja tam uważam, że moja podświadomość jest integralną częścią mnie. Ostatnio staram się traktować samą siebie w całości jako integralność i akceptować każdy najmniejszy jej kawałek.
nvm napisał(a):A jeśli mają rację, to powinienem obniżyć swoje poczucie własnej wartości i czuć się gorzej. Inni ludzie mi zagrażają, zagrażają mojemu samopoczuciu, mojemu poczuciu własnej wartości. Bo mogą podawać różne nieweryfikowalne (łatwo) tezy na mój temat, a od ich prawdziwości bądź fałszywości zależy moje poczucie własnej wartości. I od wyobrażeń na temat tego, co mogę osiągnąć, do czego jestem zdolny, od swoich przewidywań na temat moich możliwości, itd.
What?! :mrgreen: Sama bym w życiu czegoś takiego nie wymyśliła. Stawiając się teraz w opisanej sytuacji - a co mnie to obchodzi? Ktoś sobie może mówić na mój temat to mu/jej się żywnie podoba. Może mieć rację, a może jej i nie mieć. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Dla mnie coś, co dla kogoś jest złe, może być dobre. Totalna względność. To ja żyję w swoim ciele i ze swoim mózgiem, inaczej, jestem nim, więc to ja mam się w nim/z nim czuć dobrze, a nie ludzie dookoła. Co mnie obchodzi ich zdanie? Ich zdanie jest jedynie i aż informacją, którą można wykorzystać w przyszłości jako jakąś tam daną w procesie analizy czegoś tam. Nie jest to coś, co ma prawo wpływać na moje lubienie siebie. Tylko i wyłącznie to, jak czuję się we własnej skórze ma prawo wpływać na moje lubienie siebie. "Poczucie własnej wartości" to też jest wg mnie termin z dupy. Bo niby wartości względem czego? Względem użyteczności społecznej dla świata? Zerowe. No i co? I mam to gdzieś. Dla mnie samej natomiast jestem warta dużo, bo praktycznie wszystko. Więc wolę dbać o siebie, żeby było mi dobrze będąc sobą. Wewnętrzna integracja jest naprawdę ważna. To ważne odkrycie.
nvm napisał(a):To jak ze składnikami odżywczymi - najem się kontrolą, to jestem gotów trochę odpuścić, bo ceną za kontrolę jest cierpienie. I jestem bardziej wolny. Najem się wolnością, ale brakuje mi kontroli, więc znowu się jej łapię. I tak dalej. Negocjuję z życiem, tak jak odstawiający alkohol alkoholik ("ok, raz na jakiś czas mogę się napić, ale nie za dużo").
Coś w tym opisie jest prawdziwego. Jak skakanie z jednej skrajności w drugą i tak w kółko. Bo to, żeby mieć siebie, swoje odczucia i emocje pod kontrolą jest sprzeczne z głębszą interakcją z zewnętrznym światem i innymi ludźmi. A już w ogóle w kontekście większej bliskości z konkretną osobą. To totalnie wymyka się spod kontroli. Wtedy to jest jak walka ze sobą. Pewna część chce totalnej, obezwładniającej bliskości pozbawiającej całkowicie jakiejkolwiek kontroli, wręcz zatracenia się, a inna część pragnie bezpieczeństwa w postaci sprawowania całkowitej, niepodzielnej władzy nad sobą.
nvm napisał(a):W moim przypadku do tego dochodzi jeszcze kwestia alternatywnego rozluźnienia - depresyjnego, rezygnacyjnego. Odpuszczenie sobie wszystkiego. Takie pseudo-puszczenie kontroli. A może prawdziwe?
Raczej nie jest to prawdziwe puszczenie kontroli, tylko jakaś rezygnacja z walki, zmęczenie ciągłym odbijaniem się od jednej ściany do drugiej, jak piłka ping-pongowa. Chwilowe poddanie się, zawieszenie broni. Daje jakiś tam odpoczynek, ale nie poczucie tego, co dałaby wolność.
nvm napisał(a): Ale może jeśli zrealizuję te rzeczy, to znikną te ograniczenia. Im jednak bardziej je realizuję, tym mniejszą presję czuję, a więc i tym bardziej sobie to odpuszczam i spowalniam. Im bliżej celu jestem, tym bardziej wytracam prędkość i tym bardziej popadam w rezygnację i obojętność. Ciekawe. Mam tak w sumie od dawna. Od lat.
Czujesz, że jesteś blisko celu, więc oszczędzasz więcej sił. To chyba jest dość powszechne u wszystkich. Jak mamy już tę świadomość, że coś jest blisko, w zasięgu, czujemy się już prawie jakbyśmy to mieli. Już sama zdolność do zrobienia/posiadania czegoś jest pewnego rodzaju osiągnięciem celu, którym było zrobienie/posiadanie tego. Jak zrealizujesz jedne rzeczy, to prawdopodobnie znajdziesz inne rzeczy do realizacji. I tak w kółko...
No risk - no fun, no pain - no gain.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1493
Dołączył(a)
25 gru 2012, 23:05
Lokalizacja
północ

Nie chce byc szczesliwy

przez Druid 29 gru 2015, 23:36
nvm napisał(a):Kontrola daje nam poczucie bezpieczeństwa i satysfakcji, jakiegoś spełnienia, ale zarazem powoduje cierpienie.
Na czym polega to cierpienie? Kontrola wiąże się z odpowiedzialnością, to dobry trop?

edycja: i jak rozumieć "kontrolę"? Jako synonim mocy sprawczej, wiedzy niezbędnej przy podejmowaniu decyzji, realnego wpływu na innych ludzi?
Druid
Offline

Nie chce byc szczesliwy

przez Druid 30 gru 2015, 00:00
nvm napisał(a): To jak ze składnikami odżywczymi - najem się kontrolą, to jestem gotów trochę odpuścić, bo ceną za kontrolę jest cierpienie. I jestem bardziej wolny. Najem się wolnością, ale brakuje mi kontroli, więc znowu się jej łapię. I tak dalej. Negocjuję z życiem, tak jak odstawiający alkohol alkoholik ("ok, raz na jakiś czas mogę się napić, ale nie za dużo").
A jeśli zarówno kontrola jak i wolność, jakkolwiek je definiujesz, są jedynie substytutami składnika odżywczego?

black swan napisał(a): Pewna część chce totalnej, obezwładniającej bliskości pozbawiającej całkowicie jakiejkolwiek kontroli, wręcz zatracenia się, a inna część pragnie bezpieczeństwa w postaci sprawowania całkowitej, niepodzielnej władzy nad sobą. 
można jeszcze "być obok", być obecnym
Druid
Offline

Nie chce byc szczesliwy

Avatar użytkownika
przez nvm 30 gru 2015, 03:03
black swan napisał(a):Jak zrealizujesz jedne rzeczy, to prawdopodobnie znajdziesz inne rzeczy do realizacji. I tak w kółko...
A co, jeśli tym razem będę bardzo uważał, by już nie tworzyć sobie nowych rzeczy do realizacji? Co się wówczas stanie?
Avatar użytkownika
nvm
Offline
Posty
280
Dołączył(a)
21 lis 2015, 07:26

Nie chce byc szczesliwy

Avatar użytkownika
przez nvm 30 gru 2015, 04:02
Lepiej się podrapać, czy oswoić się ze swędzeniem?
Lepiej realizować swoje pragnienia, czy je sobie odpuszczać?
Lepiej jest działać, czy zatrzymać się i trwać w zatrzymaniu?
Gdy leżysz, lepiej jest skłonić się swoją decyzją do wstania, czy czekać, aż wstanie nastąpi samoczynnie, ignorując do tego czasu wszelkie związane z takim oczekiwaniem dyskomforty?
Lepiej jest zrobić coś ekscytującego, ale ryzykownego, od razu, czy odłożyć to na później?
Kiedy wybrać drogę znaną, a kiedy wybrać drogę rozwoju?
Jeśli na podstawie swojego doświadczenia uważasz, że masz tendencję do niedoszacowywania negatywnych konsekwencji lekkomyślnych działań, czy warto brać na to ogólną poprawkę na zasadzie: "Nie wiem jeszcze dlaczego to jest ryzykowne, ale na ogół uświadamiam sobie takie rzeczy dopiero po fakcie, więc lepiej się z tym wstrzymam, żeby się w coś nie wpakować"? Czy brać jakąś poprawkę na takie sytuacje i jeśli tak, to w jaki sposób?

Jak do tych wszystkich pytań ma się kwestia energii, wypoczynku i wyspania?

Edit - odnośnie postów Dark Velvet:

Dark Velvet napisał(a): A jeśli zarówno kontrola jak i wolność, jakkolwiek je definiujesz, są jedynie substytutami składnika odżywczego?
A jest tak? Co jest tym składnikiem odżywczym?

Dark Velvet napisał(a):edycja: i jak rozumieć "kontrolę"? Jako synonim mocy sprawczej, wiedzy niezbędnej przy podejmowaniu decyzji, realnego wpływu na innych ludzi?
Jako trzymanie samego siebie w ryzach bezpieczeństwa i utrzymywania status-quo.
Avatar użytkownika
nvm
Offline
Posty
280
Dołączył(a)
21 lis 2015, 07:26

Nie chce byc szczesliwy

Avatar użytkownika
przez nvm 30 gru 2015, 04:13
Black Swan napisał(a):"Poczucie własnej wartości" to też jest wg mnie termin z dupy. Bo niby wartości względem czego? Względem użyteczności społecznej dla świata? Zerowe. No i co? I mam to gdzieś. Dla mnie samej natomiast jestem warta dużo, bo praktycznie wszystko.
Szczerze mówiąc, nie wiem dokładnie jak to "poczucie własnej wartości" działa. Moja hipoteza jest następująca: mamy pewne kryteria - jeśli je spełniamy, to się cenimy i się lubimy. Podobnie możemy oceniać zresztą innych ludzi. Albo: jeśli ludzie, których zdanie cenimy, nas lubią (lub wiemy, że lubiliby nas, gdybyśmy się o to postarali), to wówczas również możemy siebie lubić.

Black Swan napisał(a):Pewna część chce totalnej, obezwładniającej bliskości pozbawiającej całkowicie jakiejkolwiek kontroli, wręcz zatracenia się, a inna część pragnie bezpieczeństwa w postaci sprawowania całkowitej, niepodzielnej władzy nad sobą.
I jak sobie z tym radzisz? Jakie jest na to Twoje rozwiązanie?

Black Swan napisał(a):Daje jakiś tam odpoczynek, ale nie poczucie tego, co dałaby wolność.
Co rozumiesz tutaj pod pojęciem "wolność"?
Avatar użytkownika
nvm
Offline
Posty
280
Dołączył(a)
21 lis 2015, 07:26

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 14 gości

Przeskocz do