Jak pomóc mężowi - stres wywołany (chyba) pracą...

Inne zaburzenia.

Jak pomóc mężowi - stres wywołany (chyba) pracą...

przez ewusku 10 paź 2015, 13:22
Witam,

jestem pierwszy raz na tym forum i bardzo proszę Was o pomoc. Mój mąż przez pracę (oraz przez swój charakter) traci zmysły, jest wiecznie zdenerwowany, rzuca telefonem, wszystko go wyprowadza z równowagi.

Może najpierw o jego pracy. Jest dla niego mega-stresująca, każdego dnia idzie tam jak na ścięcie, odbiera czasem i 200 telefonów dziennie, musi użerać się z pajacami, pilnować wielu rzeczy na raz. Jest strasznie obciążony obowiązkami. Niestety musi pracować również w domu, więc pierwszą rzeczą, którą robi w domu to włącza komputer i cały czas jest na telefonie. W weekendy, święta - to samo. Nie robi tego z własnej woli, po prostu firma pracuje 24 h na dobę i całą dobę są jakieś problemy do rozwiązania. Często musi odebrać telefon w nocy, włączać komputer. Jednocześnie jest cenionym pracownikiem, umie wszystko załatwić choćby miał stanąć na głowie. Wszyscy dzwonią właśnie do niego, a nie do innych pracowników, bo to on jest najskuteczniejszy w załatwianiu wszystkiego. Dobrze zarabia.

A teraz o jego charakterze - niestety jest perfekcjonistą w tym co robi i nie potrafi odpuścić, przejmuje się każdą drobnostką (choć z drugiej strony, jakby czegoś nie zrobił od razu to to i tak wróci do niego, więc woli wszystko załatwiać na świeżo). Nie raz z nerwów czymś rzuca, klnie, jest jak w amoku, nie daje sobie nic powiedzieć. Z mlekiem matki wyssał to, że zawsze się spieszy. Jest też często niezdecydowany, coś postanawia, później zmienia zdanie, często pod wpływem zdania innych ludzi. Ma zmienne nastroje, nawet bardzo. Jak powiedzmy jesteśmy na spacerze, na zakupach, to co minutę patrzy na telefon i boi się, kto znowu do niego zadzwoni i z jakim problemem, nie umie choć na chwilę "wyłączyć się", nie potrafi. Nie umie niczego olać. Tak jest również w sprawach dot. rodziny – to on wszystkim pomaga (matce, siostrze, cioci), wszystkich wysłuchuje, jest na każde zawołanie i wszystko załatwia. Jego rodzina jest ok, on sam sobie bierze na barki ich problemy i czasem mam wrażenie, że traktuje ich jakby oni sami nie potrafili nic załatwić, on musi uczestniczyć we wszystkim i czuje się odpowiedzialny za całą najbliższą rodzinę. W naszym domu ja mam we wszystkim ostatnie zdanie, bo on z reguły nie ogarnia spraw domowych. Wie, że ja mam silny charakter, umiem sobie radzić sama, jak trzeba to jestem pyskata i nie dam sobie w kaszę dmuchać, a do tego zupełnie inaczej niż on reaguję na stres – i on wie, że odpowiedzialnością za dom może obarczyć mnie, dlatego na tym polu odpuszcza. Ale podejrzewam, że gdybym miała inny charakter też sytuacją w domu by się nadmiernie przejmował.

Bardzo chciałby mieć dziecko, zegar biologiczny tyka, ale mamy z tym problemy (ja mam problemy z tarczycą, przeżyliśmy jedno poronienie), to też jest powodem frustracji.

Od miesięcy rozważa rzucenie tej pracy, ale gdy już nawet nadejdzie moment, że się "obrobi" to mąż nawet nie ma siły, żeby poszukać ogłoszeń o pracę czy pisać CV. Od miesięcy ma przygotowane wypowiedzenie w komputerze, w którym tylko zmienia daty, ale jeszcze nigdy go nie wydrukował.

Gdy uda mu się pójść na urlop raz czy dwa razy do roku na tydzień, to jest innym człowiekiem.

Pracuje w ten sposób już ładnych parę lat, a jego nerwica wygląda coraz gorzej. Zaczęło się od bólu głowy - bolała go bez przerwy kilka miesięcy i w końcu przestała. Potem o dziwo cierpiał na bóle kręgosłupa i jąder - chodził do lekarzy, brał jakieś antybiotyki, badał prostatę i nic... W końcu przeszło i rzuciło się na żołądek. Od wielu miesięcy miał zgagę. Robił gastroskopię - początek wrzodów. Wczoraj jednak była kulminacja i wymiotował z nerwów. Powiedziałam dość i postanowiłam na pierwszy rzut poszukać pomocy tutaj.

Szkoda mu porzucić tej pracy, bo oprócz tego, że ma takie, a nie inne obowiązki, łączy się ona z dość prestiżowymi wyjazdami, ze spotkaniami z prezesami wielkich koncernów itp - to mu akurat odpowiada. No i oczywiście pieniądze. Jednak takie momenty zdarzają się może 3 razy do roku. Reszta to nerwówka.

Oczywiście odbija się to również na mnie, mam dość takiego życia. Mówię mu, że dla mnie ON jest najważniejszy, a nie jego pieniądze - i uwierzcie mi, że tak jest naprawdę. Kocham go najbardziej na świecie i umiałabym sobie odmówić nowych butów na rzecz jego zdrowia psychicznego (w moim domu rodzinnym nigdy nie przelewało się i jestem przyzwyczajona do jedzenia mielonki zamiast łososia). Ja też zarabiam, skromniej, ale jednak. Mamy trochę oszczędności. Moglibyśmy przeżyć z rok nawet jakby mąż nie pracował. Ale on boi się, że drugiej tak dobrze płatnej pracy nie znajdzie (niestety jesteśmy z Polski B). Boi się, że w innych firmach będzie tak samo albo gorzej (niestety taka rzeczywistość). Nie chce pracować na przysłowiowej kasie, zresztą podejrzewam, że nikt by go na kasie nie posadził, bo ma naprawdę duże kwalifikacje. Nie mamy jakichś szczególnych znajomości. Mąż, jeśli już miałby zmieniać pracę, to nie chciałby pracować w tej branży, w której jest obecnie - więc podejrzewam, że faktycznie czekałoby go długie i bolesne bezrobocie, a później praca co najwyżej początkującego przedstawiciela handlowego (nie ujmując oczywiście temu zawodowi) - chodzi mi o to, że zaczynałby całkiem od początku ścieżkę zawodową i nie jestem przekonana, czy wie na co by się porwał - przecież nowy zawód to też stres, mnóstwo nauki, początkowych wpadek, groźba, że jak się nie sprawdzisz to wylecisz, słabsze zarobki. I najważniejsze - nawet jakby się wciągnął w coś, to obawiam się, że w każdej innej pracy sytuacja potoczy się podobnie - bo przecież wszędzie są problemy, w każdej jednej firmie - i też ostatecznie skończyłoby się nerwicą.

Praca, pracą, ale on sam dla siebie jest największym wrogiem przez swój głupi charakter. Przez byle drobnostkę dostaje zawału. Nie umie niczego olać. Miałam już wiele pomysłów, jak mu pomóc, ale już sama też się wypaliłam i nie wiem co robić. Nie ma żadnego hobby, które by go odstresowało. Ostatnio powiedział, że gdyby jeszcze raz miał wybierać zawód to zostałby kucharzem (już jego ojciec zawsze miał zapędy do kucharzenia i on sam też lubi gotować i nieźle mu to wychodzi). Jak podchwyciłam temat i powiedziałam, że na nic nigdy nie jest za późno, choćby w formie hobby, to oczywiście machnął ręką. Faktem jest, że nie ma czasu, nie ma siły, a i tak w trakcie, dajmy na to godzinnych ćwiczeń na siłowni, może być tak, że będzie musiał odebrać 15 telefonów i na gwałt włączać komputer i nici z hobby. Więc nawet nie zabiera się za nic, bo wie, że jest to skazane na porażkę. Nie wiem, na ile on to wszystko faktycznie musi robić już, bo firma stanie, a na ile "musi", bo sam sobie taki system pracy wypracował. Zachęcam go, żeby spróbował coś zmienić w swojej firmie, zaproponować jakieś ulepszenia, zaproponować zatrudnienie kogoś, żeby trochę wszystkich odciążyć (nie tylko on tak pracuje) - to on macha ręką i mówi, że z jego kierownikiem nie ma szans. Kierownik jest napalony na pieniądze jak szczerbaty na suchary, zresztą sam ma przez to problemy - firma ma poważne podejrzenia o to, że jest alkoholikiem. Szef natomiast jest w porządku pod tym względem, że jest ogólnie dobrym człowiekiem, ale obojętnym, ma młodą żonę i chyba nie interesuje go po prostu rozwiązywanie problemów w firmie, mówi tylko "musicie się dogadywać" i koniec rozmowy. W firmie nie ma rotacji, jest stabilna, rozwijająca się - więc z jednej strony naprawdę szkoda tego porzucać.

Czy możecie coś doradzić w takiej sytuacji? Czy widzicie, gdzie może leżeć sedno problemu? Zastanawiam się nad zaproponowaniem mężowi spotkań z psychologiem, bo na pewno trochę winy ponosi jego własny charakter (po przeczytaniu i analizie tego posta od początku stwierdzam, że punkt dot. rodziny jest tutaj ważny i potwierdzający ten fakt). Ale czy to coś zmieni przy takiej pracy? Warto? Dodam, że jest on wyjątkowo "odporny" na wszelkie próby podjęcia zmian charakteru. Mówię mu też, że musi w końcu odpocząć, bo się wykończy, ale co mu da tydzień czy dwa urlopu, jak po powrocie do pracy jest tak samo. Był na urlopie w sierpniu, potem miał tygodniowy wyjazd firmowo-integracyjny, gdzie też trochę pracował, ale też trochę pobalował, i dosłownie po miesiącu od tego wszystkiego dalej jest to samo, a nawet co dnia gorzej. To za głęboko w nim siedzi.

Jestem załamana i nie wiem jak mu pomóc. Najlepsze byłoby odejście z tej roboty, ale obawiam się, że w innej pracy będzie taka sama sytuacja. Rozważaliśmy kiedyś własny biznes, ale też wydaje mi się, że jeszcze bardziej bałby się o dopilnowanie wszystkiego, nie mamy w tym doświadczenia.

Przepraszam za długi wywód, ale naprawdę szukam pomocy i liczę na jakąś dobrą duszę. Dziękuję i pozdrawiam wszystkich.

Ewa
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
10 paź 2015, 11:25

Jak pomóc mężowi - stres wywołany (chyba) pracą...

Avatar użytkownika
przez warrior11 10 paź 2015, 14:09
Tutaj chyba nie ma lepszego rozwiązania jak zmiana pracy i poszukanie czegoś,co będzie mniej
stresujące.Jeżeli macie trochę kasy,możecie pomyśleć np. o agroturystyce,albo czymś podobnym.
Wolność kocham i rozumiem..wolności oddać nie umiem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
996
Dołączył(a)
19 gru 2013, 16:19

Jak pomóc mężowi - stres wywołany (chyba) pracą...

Avatar użytkownika
przez Łapa 10 paź 2015, 16:13
Ewusku zmienić przyzwyczajenia pracoholika to bardzo trudna rzecz, odciągnąć go od pracy. Z tego co piszesz wynika, że Twój mąż bierze sobie za dużo na głowę albo jest na niego za dużo zrzucane, wydaje mi się, że pomocny byłby psycholog, albo zrobienie sobie jednego dnia, albo chociażby kilku godzin w weekend w które by się odłączał od pracy...
ObrazekObrazekObrazekObrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1253
Dołączył(a)
21 kwi 2013, 23:55
Lokalizacja
Warszawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Jak pomóc mężowi - stres wywołany (chyba) pracą...

przez ewusku 11 paź 2015, 07:23
To nie jest tak, że te telefony dzwonią non-stop, czasem w weekend uda nam się te kilka godzin słodko poleżeć przed telewizorem, więc w weekend niby ta odrobina relaksu jest. Ale i wtedy on tylko "czeka" i sprawdza ten telefon ciągle. Ale wynika to z tego, że po prostu interesanci potrafią dzwonić po kilka razy, np jak bierze prysznic, po prostu są czasem tak namolni, że dzwonią do skutku. Każdy po tylu latach reagowałby tak samo chyba. A po weekendzie przychodzi poniedziałek i problem wraca jak bumerang.

Dopiero jak człowiek próbuje coś przelać na klawiaturę pewne rzeczy sobie uzmysławia. Po tym poście dopiero doszłam do wniosku, że psycholog pomoże dopiero wtedy jak - albo zmieni stanowisko w firmie, w której jest, pogada z szefem szczerze - albo jak zrezygnuje z tej pracy w ogóle. Tak żyć nie można i nie ma się nad czym zastanawiać i czego żałować.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
10 paź 2015, 11:25

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do