Mój przypadek (neurofunk)

Inne zaburzenia.

Mój przypadek (neurofunk)

Avatar użytkownika
przez neurofunk 20 cze 2015, 21:00
Witam.
Chcialbym stworzyc swoj wlasny temat i opisać trochę z czym się zmagam.
Chociaż tak naprawdę ciężko napisać coś obiektywnego nie wiedząc co do końca jest nie tak. Za każdym razem inne przemyślenia.


Mam 21 lat. W dzieciństwie byłem bardzo nadpobudliwy i antyspołeczny. Poza problemami w szkole itd. raczej żadnych objawów poza tym, że strasznie byłem nadwrażliwy na różne sprawy i brałem różne rzeczy do siebie mówiąc sobie, że pomszczę różne krzywdy. Wychowywałem się z bardzo nadopiekuńczą matką i brakiem ojca (rozwód). Więc cały czas nadmiar ambicji w nauce itp. szedł na moją stronę, nie powiem radziłem sobie z tym naciskiem dobrze, ale do momentu aż nastąpił pewien dziwny splot wydarzeń.

W gimnazjum miałem pierwsze objawy, głównie były to lęki i fobia społeczna, brałem Asentrę, to dziwne napięcie i lęki jakoś zostały stłumienie. Odstawiłem Asentrę po jakimś czasie i było ok.

Nadeszły czasy liceum i osobowość się kształtowała, w miarę ok się czułem, ale już miałem jakieś nerwicowe objawy + somatyzacja.
Aż do pewnego momentu. Pewnego razu zapaliłem marihuanę i to co przeżyłem pamiętam do dziś. 5 godzin na jakimś dziwnym napięciu, tętno w granicach 180, ciśnienie ~200 (drugiej wartości nie pamiętam). Wypiłem z 6 litrów wody, zjadłem kilka czekolad, bez skutku. Następne 2 tygodnie to była jakaś pieprzona męczarnia. Czułem się jak po przejściu burzy. W sumie myślałem, że wykituję, ale jakichś lęków nie czułem w trakcie tego całego "bad tripa". Jakiś taki nadmiar energii rozsadzający ciało. W sumie zanim zapaliłem tego dnia marihuanę byłem strasznie nerwowy spięty i momentami zalatywało to z mojej oceny dziś pod jakąś paranoję.

Potem zaczął się kolejny splot dziwnych wydarzeń. Moje mięśnie non stop twardniały i czułem się słabszy z dnia na dzień. Skurcze, parestezje, fascykulacje, straszna męczliwość, mocne pieczenie skóry przy wysiłku i przy poceniu się. Bardzo schudłem.

Szukałem odpowiedzi na pytania, ale to było błędne koło ponieważ dziwnie się nakręcałem i czuję, że funkcjonuje na ostatnim gwizdku.

Te problemy neurologiczne (prawdopodobnie na tle psychogennym albo zaburzeń neuroprzekaźników ponieważ w badaniach nie było żadnych odhyleń) trwają do dziś.

Nauczyłem się z tym żyć, pomyślałem, najwyżej umrę nie ma czym się przejmować, ale potem z kolei jeszcze inny objaw. Czułem jakieś dziwne pobudzenie.

Znalazłem dziewczynę, pomimo tego, że psychicznie czułem się dziwnie i lekko irracjonalny i przestraszony oraz nadwrażliwy, robiący problemu z niczego itd.
Związek trwał pół roku aż do momentu gdy spaliłem całą paczkę fajek.

Od tamtego momentu świat mi uciekł po prostu i mam wrażenie, że gonię za niemożliwym skazując przy tym samego siebie na cierpienia i pogarszając swój stan.

Zacząłem palić totalnie nałogowo, z jednej strony papierosy przynosiły mi jakąś nieopisaną ulgę i poczucie, że czuje się świetnie, jakaś odskocznia od rzeczywistości, mogę robić co chcę i naprawdę czuję się świetnie. Ale potem to pozytywne napięcie przeradzało się w negatywne, brak możliwości poradzenia sobie z tym powodował, że robiłem głupie rzeczy. Tzn, może nie tyle głupie, ale czułem, że nie jestem sobą i jakaś śmieszna siła wypiera mój paranoiczny charakter i życie płynie jak powinno. Potem jak to wszystko zeszło nie mogłem funkcjonować bez papierosów. 10 papierosów zaraz po wstaniu żeby doprowadzić się do stanu używalności to codzienność. W głowie rodziły się kolejne paranoje, ale to wydawało się być rzeczywiste w przeciwieństwie do wszystkiego wcześniej.

Papieros -> napięcie -> alkohol/masturbacja/seks -> ujście i znowu jestem panem własnego życia. Ale gdy pojawiały się problemy wpadałem w paranoję i nie radziłem sobie totalnie z niczym.

Szczerze mówiąc to nie wiem co tak naprawdę opisać, dlatego postaram się uzupełniać ten wątek.

Dziewczyna mnie rzuciła, zachowywałem się irracjonalnie, ale cały czas czułem, że mogę wszystko odzyskać i zdobyć ją kiedy tylko zechcę. Jakaś marna iluzja bo potem w praktyce wszystko wyglądało inaczej.

Spędziłem 2 miesiące w jednym szpitalu (gorszym) i stwierdzono schizotypowe zaburzenia, faszerowali mnie lekami, które nic nie pomagały i zmarnowałem w sumie czas. Wyszedłem z tamtego szpitala ze sztywną lewą dłonią, która utrzymuje się do dziś. Potem odwiedziłem bardziej renomowany szpital na 2 tygodnie i stwierdzono coś pod nerwicę i zauważono, że jestem strasznie napięty.

Dzisiaj nie wiem jak to opisać, są dni, że kiedy zapalę papierosa pomimo tego, że czuję się zmeczony zyciem i fizycznie i psychicznie to czuje sie swietnie, taka irracjonalnosc.

Czesc moich objawow zahacza o afektywną dwubiegunową, część o jakieś psychozy, jeszcze inna część o schizofrenię bądź nerwicę. Przeanalizowałem setki schematów i sam nie wiem co już mam robić, żadne leki do tej pory poza antydepresantami mi nie pomogły. Czuje się non stop nie tak jak powinienem.

Możliwe, że dochodzą tu też jeszcze zaburzenia osobowości. Nieraz wpadałem w taki szał, że rozwalałem wszystko co staje mi na drodze, ale to chyba było ujście tego ciągle kumulującego się napięcia w mojej psychice i nie upuszczonych emocji (dziewczyna mnie zdradziła i zostawiła w najgorszym momencie).

Nie umiem sobie teraz poradzić i moje życie to jedna wielka karuzela. Raz się czuję jak Bóg a mam dni, że miesiąc leżę w łóżku nic nie jem i tylko ciągle przemyślam setki spraw.

Papierosów nie mogę rzucić, w liceum rzuciłem z dnia na dzień jak tylko zechciałem, tu próbowałem nawet mieć przerwy miesięczną i po miesiącu wróciłem do palenia czując, że tak naprawdę to co zrobiły papierosy w mojej głowie non stop zostało.

Czuję się różnie, skrajnie pobudzony i podniecony, czuję, że mogę wszystko a czasem energia uchodzi ze mnie i nie nadaję się do niczego. Mimo wszystko mam wrażenie, że ciągle się staczam i nikt nie umie mi pomóc a jak pomagają to tylko szkodzi.

Temat będę edytował i kontynuował, proszę o niekomentowanie dopóki nie opiszę całościowo problemu (a w tym momencie czuję się kiepsko, wspomnienia mi codziennie wracają i kopią po emocjach skrajnie więc jeszcze nie złożyłem tego do kupy).

Tak jakby to wyglądało na jakieś zaburzenia motywacyjne, nie wiem, staram się to wszystko notować i za każdym razem czuje się inaczej i nie wiem w co tak naprawdę ręce włożyć, a może tak ma być? Czas pokaże, chyba, że wcześniej od tego trybu życia dostanę zawału albo organizm padnie z wyczerpania.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
08 lut 2012, 21:08

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do