Brak chęci do życia, jest coraz gorzej.

Inne zaburzenia.

Brak chęci do życia, jest coraz gorzej.

przez szrama 05 maja 2015, 01:43
Cześć. Mam na myśli wiele wątków i nie wiem czy to co napiszę będzie miało jakikolwiek skład i sens. Tak czy inaczej jestem wdzięczny za przeczytanie tego. Mam wiele problemów, ale z tego co wnioskuję wszystkie odnoszą się do jednego źródła, braku sensu życia, zresztą sam nie wiem momentami co czuję i nie jestem w stanie tego określić. Nie umiem stwierdzić jaką jestem osobą, zmieniam się drastycznie nie do poznania pod wpływem sytuacji lub towarzystwa. Momentami uważam się za osobę najlepszą na świecie, a momentami uświadamiam sobie, że jestem w stanie zrobić okropne rzeczy. Niezależnie od tego jaki jestem na prawdę czego sam nie wiem, byłem i jestem osobą osamotnioną i bardzo wrażliwą jeśli chodzi o sprawy sercowe. Mój pierwszy zawód miłosny, spowodowany osobą, która nie była mnie godna miał miejsce wiele lat temu i zakończył się rozcięciem na twarzy na wylot. Nie chcę się zbytnio na ten temat rozpisywać. Nie jest ono specjalnie widoczne, niektórzy mówią, że wyglądam z nim mega i mogło by się bardziej wyróżniać na tle twarzy, ale przeszkadza mi i odbiera jakiekolwiek chęci do życia. Jednak nie o tym chciałem pisać, a właściwie to sam nie wiem do czego zmierzam, piszę pod wpływem emocji po części. Ponad dwa lata temu poznałem przez internet znajomą, która stała się moją przyjaciółką, wiedziała o mnie wszystko, a ja o niej również, w każdym tego słowa znaczeniu. Już na początku znajomości mówiła mi, że jestem dla niej ważny, a jej chłopak, którego wtedy miała jest osobą nieodpowiednią, ale ja nie chciałem jej wtedy rozwalać życia. Potem zacząłem do niej przyjeżdżać mimo, że mieszkała na drugim końcu Polski, potrafiliśmy rozmawiać przez telefon o pierdołach do samego rana. Pokochałem ją z całego serca, a ona po ponad dwóch latach stwierdziła, że nigdy nie będzie mnie kochać tak jak ja ją. Najgorsze jest to, że była to jedyna osoba, którą miałem. Byłem zawsze pod telefonem, przez całą noc gdy ona nie mogła spać lub miała myśli samobójcze i byłem gotowy zrobić dla niej wszystko. Im bardziej ją kochałem tym bardziej była inna, wystarczyło, że powiem coś nie tak, inaczej niż myśli lub po prostu prawdę, to pisała, że nie będzie się odzywać za moje dzisiejsze zachowanie i potrafiła tak ignorować mnie tygodniami, a ja poniżałem się i dzwoniłem, pisałem ciągle, chodź obiecałem sobie, że już nigdy do tego nie dopuszczę. Tak bardzo się przywiązałem, że przez to ignorowanie ściskało mnie w sercu i nie mogłem z nikim o tym porozmawiać ani już wytrzymać. Chodź wcześniej nie czułem się najlepiej dopiero wtedy najadłem się wszystkich nasennych jakie miałem licząc, że nie obudzę się więcej, czułem, że odlatuję, miałem wrażenie, że jestem w jakimś śnie i zaraz się z niego obudzę. To było coś okropnego i trwało chyba z 30 godzin, nigdy więcej nie chcę tego czuć bo to było nie do opisania, ale nic mi się nie stało niestety lub stety. Jest mi bez niej ciężko, nie ma jej już kilka miesięcy. Mimo to postarałem się wziąć za siebie. Staram się o dobrą pracę w za granicą, niedługo jadę na testy lub ewentualnie gorzej płatną w kraju jak nie wyjdzie. Staram się rzucić hazard, nie chcę na razie o nim pisać, ale po prostu czuję, że nie mam dla kogo i po co i czasem chce mi się znów to robić. Chciałem poczuć się lepiej i poznać taką osobę jak ja i znów zaczynam wplątywać się w błędne koło. Poznałem zupełnie przypadkowo przez gg osobę, rozmawiamy ze sobą już ponad miesiąc i znów zaczynam się przywiązywać jednocześnie nie mogąc zapomnieć o tamtej. Wiem w jakim mieście mieszka, mam jej zdjęcie i tak bardzo chciałbym jej pomóc, zaoferowałem jej swoją pomoc, że jeśli dostanę pracę to po prostu przyjadę i ją zabiorę stamtąd, ale boję się, że ona po prostu się boi z tego skorzystać i nie chce do tego przyznać. Ma chłopaka i wiem, że jest bita. Nie chce nikomu o tym powiedzieć i zawsze ma wytłumaczenie na te siniaki. Powiedziała mi, że jeśli zawiadomię policję to będzie jeszcze gorzej, a ona mi tego nie wybaczy. Chciałem poznać kogoś, kto mi pomoże, ale teraz jestem zmotywowany by działać i pomóc komuś. Nie mam nikogo i nie mam do stracenia niczego i jestem gotów to zrobić, ale nie będę się narzucał. Jak mam reagować na taką sytuację, przejść obok tego obojętnie i pozostawić ją samą sobie? Nie wiem co ten wątek ma na celu, ale czuję się fatalnie i po prostu nie daję rady sam ze sobą, potrzebują kogoś kto okaże mi wsparcie żebym mógł z tego wyjść, a poznałem kogoś komu pragnę wsparcia udzielić mimo, że nie umiem pomóc sam sobie, a muszę jeśli mam mysleć o kimś i tak fortuna kołem błędnym się toczy. Nie mam siły do samego siebie ani chęci do niczego i na nic. Przełamuję się i każdą czynność robię wbrew sobie bo mi się nic nie chce.
Offline
Posty
406
Dołączył(a)
30 kwi 2014, 03:49
Lokalizacja
lubuskie

Brak chęci do życia, jest coraz gorzej.

Avatar użytkownika
przez *Monika* 05 maja 2015, 02:25
szrama, Masz dobre serduszko, ale wybacz, że to napiszę... sam masz trudności, a przysparzasz sobie o wiele więcej problemów ingerując w życie innych. Nie masz wpływu na ich wybory. Powinieneś "wziąć się" za siebie, pójść na psychoterapię, wyjść z uzależnienia...
Mam wrażenie, że poprzez fakt, że żyjesz problemami innych, świadomie rezygnujesz z siebie. Sobie najtrudniej pomóc, ale to nie jest wytłumaczenie.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 12 gości

Przeskocz do