Uciążliwa fascynacja problemami innych

Inne zaburzenia.

Uciążliwa fascynacja problemami innych

Avatar użytkownika
przez Asembler 20 kwi 2015, 23:20
Problem ten u mnie występuje od dobrych kilku lat, ale w pełni uświadomiłem to sobie nie tak dawno. Występuje na:
1/ płaszczyźnie informacyjnej;
2/ płaszczyźnie doboru towarzystwa i spędzania czasu.

Podam od razu konkretne przykłady, bo te lepiej obrazują o co chodzi: Miewałem jakieś typowe problemy związane z dokumentami, rozliczeniami, niezrozumiałe zapisy w umowach, zwykłe rzeczy, z którymi większość ludzi ma styczność na co dzień. Wchodziłem na forum prawne, szukałem w kodeksie, pytałem znajomych mających w sprawach prawnych / skarbowych / księgowych kompetencje i doświadczenie. Rzeczy typu jeden egzemplarz umowy zamiast dwóch, zapisy o karach w umowie zlecenie, spóźniająca się (na szczęście tylko kilka dni) wypłata, zagubiona przesyłka pocztowa i tym podobne. Na forum uzyskałem satysfakcjonującą odpowiedź, w kodeksie znalazłem odpowiedni przepis, znajomy podzielił się swoimi doświadczeniami. Ok. Sprawa zamknięta być powinna. Ale niestety nie dla mnie. W internecie kończy(ło) się to śledzeniem 10 lub 20 podobnych spraw i wyszukiwaniem tylko nowych tematów i fraz z naciskiem na te poważniejsze od mojej, tych gdzie są największe kontrowersje, nie jasne rozwiązania, nie jasna wykładnia prawna, najtrudniej udowodnić swoje rację. Przykłady: likwidacja firmy widmo, która nie wypłaciła wynagrodzenia. Fałszowanie podpisów na umowach. Dochodzenie swoich praw z firmą nie mającą siedziby. Windykatorzy nadużywający swoich (praktycznie prawie żadnych) uprawnień. Skrajnie wysokie kary na umowach zlecenie naruszające zasady współżycia społecznego. I dziesiątki innych. W jakiś sposób związane tematycznie z moją sprawą, ale poważniejsze, a u mnie de facto kończyły się różne codzienne problematyczne sprawy szybko i pomyślnie. to nie czarnowidztwo, swojego byłem pewien, różne wątpliwości formalne, prawne, finansowe w życiu rozstrzygałem na swoją korzyść i naprawdę były to sprawy codzienne, nie tak poważne, ale oczywiście pomoc, której szukałem i znajdowałem przydawała się. To jakaś swoista fascynacja. Plus jest taki, że teraz potrafię sam uzbrojony w odpowiednią wiedzę nie jednemu pomóc i zagiąć nawet prawników ze sporym stażem. Traciłem / tracę jednak sporo czasu, nie mogę tak normalnie funkcjonować. Na przykład chciałem tylko potwierdzić coś dotyczącego zeznań przed Sądem w sprawach cywilnych. Potrafiło się kończyć 3 godzinnym grzebaniem od tematu po temacie po łańcuszku coraz głębiej do beznadziejnych z prawnego punktu widzenia spraw o pobicia na posterunku i wymuszone wyjaśnienia w sprawach kryminalnych. Nie jest to też ogólna fascynacja na przykład naukami prawniczymi. Widzę, że tematy są dobierane według klucza, brak dowodów, beznadzieja, pomocy, mam przesrane, wyrok jest niesprawiedliwy, oszukali mnie nic nie mogę zrobić itd. Łączy się to z punktem ....

2/ Jakoś instynktownie ciągnie mnie do osób z problemami, z przegranymi zamiast z wygranymi na różnych płaszczyznach. Wolę na przykład spędzać czas i samo jakoś przez się tak się dzieje, że z takimi spędzam, które odniosły finansowe porażki, miały firmę, a skończyły w długach, a przez moich znajomych, znajomych-znajomych, znajomych-znajomych-znajomych przewijają się osoby sukcesu finansowego, z powodzeniem w biznesie wychodzący na swoim. Mógłbym pogłębiać relację z takimi osobami, a tak nie jest. Znam takich, którzy mieli długi, poszli na ugody, zapier*** w lepiej płatnym kraju tylko by spłacić długi, udało się, wyszli na swoje, a teraz są bogatsi jeszcze o poprzednie doświadczenia, a jednak "ciągnie mnie" do osób, które wpadły w pętle, same nie wiedzą już co komu pożyczyły i ile, nie zapłacone rachunki, a tu dochodzi komornik za stare mandaty etc, przykłady z życia. Znałem rówieśników, którzy świetnie radzili sobie na uczelni, nie byli może super inteligentni, oczytani i bystrzy, ale dzięki pewnemu cwaniactwu, potrafili zdobyć chociaż ogólną, przybliżoną listę pytań egzaminacyjnych, dzięki charyzmie potrafili przekonać na uczelni profesora do jeszcze jednego terminu poprawkowego, nie byli może dobrzy w rachunkach, nie mieli intuicji matematycznej, ale potrafili się zorganizować, zrobić listę zadań z danego przedmiotu w ciągu ostatnich 5 lat, przestudiować każde rozwiązanie i odpowiedź i niemalże nabytymi nawykami zaliczyć materiał na dobrą ocenę. A jednak wolałem gadać "o dupach" i pić piwo z gościem, który potrafił zaspać na ważne kolokwium, jak już się naprawdę wykuł materiały poprawkowego to przez zbieg okoliczności tylko do niego nie dotarła informacja o terminie poprawkowym, który został przeniesiony i jako jedyny nie zaliczył, a pytania były te same co na pierwszym terminie. Ci "ludzie sukcesu" nie wylewali za kołnierz i zdarzały się grube imprezy gdzie urywał się film, a jednak wolałem się trzymać z tym, który jak już raz się napił porządnie to akurat się przewrócił i zniszczył niechcący coś wartościowego prywaciarzowi i przez miesiąc bał się wyjść na zewnątrz w strachu przed naprawdę czyhającym ze strony stratnego właściciela obiciem. Jak tak patrzę to zawsze trzymałem się z tymi, którzy byli nawet bardziej inteligentni, bystrzy od tych co potocznie nazwałem "ludźmi sukcesu", ale ostatecznie z różnych powodów byli przegranymi, jeden miał załamanie nerwowe, drugi musiał samemu opiekować się małym dzieckiem, trzeci był zdolny, ale nie miał żadnych ambicji i tak dalej. Jak miałem na przykład 8 znajomych i 15 na 60 osób nie zdało roku to w tych 15 było pewnie 5 z 8 moich kumpli. Nie chce mi się mnożyć przykładów, ale to nie tylko uczenia, ale w każdym temacie jest tak samo. Finanse, praca, kariera, biznes ....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
228
Dołączył(a)
20 sty 2012, 15:47

Uciążliwa fascynacja problemami innych

Avatar użytkownika
przez Asembler 20 kwi 2015, 23:30
Chciałbym i rozum mój wie, że do tego powinienem dążyć, by było tak: znalazłem rozwiązanie swojego problemu, ok, super, jeżeli mnie to jakoś ciekawi bardziej to odnotować to i w wolnym czasie zajrzeć głębiej do przepisów, przy piwie pogadać o tych sprawach i wypytać o opinie innych. Trzymać się tych, którym się udaje, którzy odnoszą sukcesy, dobre wyniki w nauce albo w życiu zawodowym. Dzielić się doświadczeniami i opiniami z tymi rzetelnymi, solidnymi, porządnymi. Budować sieć znajomości w ludźmi, którzy mogą ciągnąć mnie do góry. A dzieje się TOTALNIE ODWROTNIE w każdym aspekcie. Zaczynając od zażalenia w związku z moim zdaniem niesłusznie przyznanym mandatem komunikacyjnym potrafię skończyć na wielogodzinnym kopaniu w internecie o windykacjach, komornikach, pobiciu przez kanara i tak dalej. To wręcz paraliżuje mi rozkład dnia. Wolę wpaść co słychać do kogoś komu może wkrótce zrobią jakieś ała w związku z długami na mieście, a spotkanie się ze znajomym, któremu powodzi się i kupił ostatnio nowy samochód w pewien sposób wręcz odstrasza mnie. Ech. Chciałbym by było inaczej. To nie jest raz, dwa, trzy. To jest ciągle.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
228
Dołączył(a)
20 sty 2012, 15:47

Uciążliwa fascynacja problemami innych

Avatar użytkownika
przez wiejskifilozof 21 kwi 2015, 12:35
Ja kiedyś fascynowałem się życiem celebrytów.Ale mi przeszło.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
16488
Dołączył(a)
15 sie 2009, 16:08

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Uciążliwa fascynacja problemami innych

Avatar użytkownika
przez Asembler 24 kwi 2015, 13:00
detektywmonk napisał(a):Ja kiedyś fascynowałem się życiem celebrytów.Ale mi przeszło.


To nie ma problemu. Jedni mają fioła na punkcie sportowców, rozklejają plakaty wyżelowanego piłkarza w pokoju, inni lubią życie celebrytów, kogoś fascynują mieszkania multimilionerów i miliarderów, a jeszcze kogoś innego seksualne ekscesy dawnych koronowanych władców. Tylko mnie ciągnie mocno i tracę dużo niepotrzebnego czasu na porażki, niepowodzenia, kłopoty innych, na ogół osób, które popadły w różnego rodzaju tarapaty z własnego niedopatrzenia czy głupoty. Jak u znajomych ogółem wydaje się ok, to wręcz wyszukuję sam "krytyczne przypadki", a jak w jakimś zagadnieniu doszło do pomyślnego rozwiązania, np firma, która ogłosiła upadłość i zostawiła pracowników bez wypłaty przegrała proces, a jeszcze ostatecznie wypłaciła zaległe należności to będę wyszukiwał inne przypadki, gdy finał był dla pracowników negatywny. Help.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
228
Dołączył(a)
20 sty 2012, 15:47

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 14 gości

Przeskocz do