Moje wszystkie problemy - podsumowanie

Inne zaburzenia.

Moje wszystkie problemy - podsumowanie

przez torres 16 lip 2014, 20:33
Postanowiłem opisać tutaj całokształt mojego zjebania psychicznego to może ktoś będzie w stanie coś mi doradzić. Pewnie nie bo się nie da ale /cenzura/, napiszę. Będę miał przynajmniej jakieś podsumowanie. Pozbyłem się nerwic, depresji i innych psychoz ale przez pewne sprawy nie umiem już się cieszyć życiem.

Nie odpowiada mi ten świat, poglądy większości ludzi i demoralizacja. Nie umiem żyć tutaj w szczęściu widząc co się dzieje. Druga sprawa to kwestia Boga i tego, że nie da się zyskać 100% pewności na to, że cały świat rzeczywiście nie jest iluzją a inni ludzie faktycznie żyją. Tak domyślnie zakładamy ale nie można być tego pewnym, a domyślnie to zakładaliśmy też, że Ziemia jest płaska i dopiero badania pokazały co innego. Tej kwestii jak i Boga nie da się zbadać.

Nie wiadomo co jest prawdą i jakie konsekwencje powodują różne rzeczy - zawsze są 2 strony, które twierdzą coś przeciwnego i obie mają przekonujące argumenty. Robiąc to co lubię raczej działałbym destrukcyjnie.

Wkurwia mnie polityka i robienie z ludzi niewolników. Możliwość inwigilacji. Sprzeczność poglądów, z czego każdego można "zmasakrować".

Za dużo widzę i dostrzegam wszędzie zagrożenia tam gdzie bezmyślni ludzie nie widzą nic złego ale dzięki temu mogą normalnie żyć. Przy okazji nie mam żadnego talentu i mój umysł jest stworzony raczej do umysłowej pracy, której nienawidzę.

Mój ojciec zawsze negował wszystko co mówiłem i krytykował mnie za wszystko. Do tej pory kłóciłem się z nim ale w końcu zacząłem rozumieć jego motywy i przestałem. Zobaczyłem, że wszyscy ludzie są tak jakby zaprogramowani i większość nie potrafi wyjść umysłem poza program a ci, którzy potrafią to z reguły ludzie raczej na marginesie życia niż na szczycie. Przez chwilę zacząłem rozumieć punkt widzenia każdej osoby i pogłębiłem tak empatię, że czułem się jakbym był w ich ciele. Przez to chwilowo starałem się nie kłócić z nikim i wtedy straciłem własne zdanie. To było okropne więc w relacjach z ludźmi wróciłem do starej postawy ale te relacje są wtedy sztuczne. Gdyby były prawdziwe to i tak nikt by mnie nie zrozumiał więc w pewnym sensie jestem tutaj sam na zawsze. W zależności od przyjętego punktu widzenia widzę ludzi tak jak ich sobie wyobrażam. Ale jaka jest prawda - tego nikt nigdy nie wie dlatego trzeba wierzyć. Ale wiara powoduje naiwność i zanik własnego zdania i tak można krążyć w kółko w nieskończoność.

No i tak, wszystko co lubię to coś obiektywnie złego. Lubię zajarać skuna i widzę, że inni jarają i jest w porządku. U mnie jest super dopóki ktoś nie powie, że to szkodzi, nie przedstawi swoich argumentów. Wtedy przestaję wiedzieć czy szkodzi czy nie i dobre samopoczucie, które miałem zamienia się w chujowe. Gdybym tylko o tym nie pomyślał to bym był szczęśliwy ale mój umysł przeanalizował już wszystko, każde upodobanie i pragnienie i wszystko odrzucił jako chujowe tak jak mi zresztą wszyscy zawsze mówili. Jednocześnie pozostałe sprawy ja odrzucam bo mi się nie podobają i nie będę robił nic na siłę. Muszę więc pozostać przy tym co jest ale mam świadomość, że to złe. Przez to nie mogę zrealizować mojego największego zawsze pragnienia - związku i miłości. Raz, że podobają mi się nieodpowiednie kobiety i z tym wątkiem nie da się nic zrobić (był o tym kiedyś wątek na forum i nikt nic nie wymyślił), dwa, że nie wiadomo co myśli druga osoba i to też opiera się na zaufaniu a w dzisiejszych czasach nie da się nikomu zaufać), trzy że nie będzie takiej kobiety w moim życiu z innego jeszcze powodu ale to jest pewne, że to największe pragnienie w moim życiu się nie spełni. Drugie pragnienie czyli posiadanie pasji, w której byłbym dobry też nie bo nie mam talentów. No i pozostaje wziąć się za zarobienie pieniędzy, mogę się zupełnie wyluzować i nie myśleć ale po jakimś czasie to wszystko wraca i zawsze to jest to samo. Po prostu to są nierozwiązane problemy nie do rozwiązania przez nikogo i takie zawsze wracają.

Żaden terapeuta nie jest w stanie mi w niczym pomóc bo pojęcie tego o czym mówię jest dla nich za trudne. Filozofowie rozumieją ale nie traktują tego poważnie, a zwykli ludzie zupełnie nie są w stanie pojąć o co mi chodzi. Jedynie ci, którzy sami mają problemy psychiczne albo coś ćpają :D

Jedyne rozwiązanie jakie mi przychodzi do głowy to przestać się przejmować problemami i przestać mieć nadzieję, że mogłoby być dobrze skoro takiej możliwości dla mnie nie ma. Tylko, że przy takim braku motywacji praca i zarabianie pieniędzy jest tylko męką.
Offline
Posty
643
Dołączył(a)
20 sie 2013, 19:21

Moje wszystkie problemy - podsumowanie

Avatar użytkownika
przez cyklopka 16 lip 2014, 22:47
"Waszym problemem, Ziemianie, jest filozofia. Jesteście jedynym inteligentnym gatunkiem w znanym wszechświecie, który bez przerwy neguje otaczającą rzeczywistość".

Czy nie lepiej byłoby wziąć rzeczywistość za daną?
Głosy w mojej głowie czyta Maciej Orłoś.
Avatar użytkownika
Offline
I Miss Forum
Posty
7972
Dołączył(a)
24 sty 2014, 19:33
Lokalizacja
the castle beyond the Goblin City

Moje wszystkie problemy - podsumowanie

przez torres 16 lip 2014, 23:34
Nie bo to by było na siłę. Potrzebuję dowodów a tych się nie da otrzymać więc dupa zbita.
Offline
Posty
643
Dołączył(a)
20 sie 2013, 19:21

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Moje wszystkie problemy - podsumowanie

Avatar użytkownika
przez Łapa 17 lip 2014, 00:01
Torres, współczuje Ci, nie chciałbym z Tobą w życiu zamienić się jaźniami.
ObrazekObrazekObrazekObrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1253
Dołączył(a)
21 kwi 2013, 23:55
Lokalizacja
Warszawa

Moje wszystkie problemy - podsumowanie

przez torres 17 lip 2014, 01:55
No nie dziwię się :) Najgorsze jest to, że te problemy są nie do rozwiązania przez nikogo, leki też nie pomogą bo to jedynie rozkminy a nie realne zaburzenia.
Offline
Posty
643
Dołączył(a)
20 sie 2013, 19:21

Moje wszystkie problemy - podsumowanie

Avatar użytkownika
przez cyklopka 17 lip 2014, 15:41
No bo tak, żeby cokolwiek poznać w życiu doświadczeniami i argumentami - czy to naukowego, czy to w kwestii ludzi i przekonań, to jednak jest konieczne minimum, które trzeba założyć, żeby można było rozumować.

Czytujesz ostatnio jakieś książki filozoficzne?
Głosy w mojej głowie czyta Maciej Orłoś.
Avatar użytkownika
Offline
I Miss Forum
Posty
7972
Dołączył(a)
24 sty 2014, 19:33
Lokalizacja
the castle beyond the Goblin City

Moje wszystkie problemy - podsumowanie

przez torres 17 lip 2014, 16:02
No właśnie a nie można nic zakładać nie wiedząc. Na tej podstawie musiałem podważyć każdy mój argument. Zaczęło się od tego, że analizując świat zawsze dopatrywałem się głupot i absurdów w oficjalnych wersjach. Krytykowałem poglądy religijne i polityczne bo widziałem jakie to wszystko jest głupie. Jednak własny ojciec mnie zaszczuł do tego stopnia, że zacząłem analizować swoje zachowania i upodobania a do tego doszedł zjebany gust co do płci przeciwnej i analizy skąd się wziął i chęć zmiany. Okazało się, że nie wiadomo skąd się to wzięło, nie da się tego zmienić i muszę się z tym pogodzić ale to sprzeczne z moimi poglądami więc muszę się pozbyć dawnych poglądów. Nie mogę krytykować np gejów bo oni również mają problem i to dużo gorszy. No ale racjonalne argumenty wskazują, że nie można tego tolerować ze względu na dobro ogółu społeczeństwa. W takim razie nie mogą mi się podobać dziewczyny z nadwagą bo to również szkodliwe dla społeczeństwa i modelki plus size, które to reprezentują są na równi z tymi zdemoralizowanymi lewakami. To jest sprzeczność między racjonalizmem, poglądami a upodobaniem, na które nie mam wpływu. W końcu i te dziewczyny przestały mi się podobać do tego stopnia jak kiedyś ale tęsknię za czasem kiedy tak było. Teraz mój mózg analizuje wszystko z osobna i ocenia "nie powinna mi się podobać bo..." i zawsze się coś znajdzie. Zamiast czuć zajebistość to czuję smutek a na dodatek od jakiegoś czasu nie patrzę na dziewczyny jak dawniej na całokształt tylko mózg analizuje "to tylko program w umyśle, że podobają mi się takie a nie inne dziewczyny, reaguję jak jakiś robot i co w ogóle ludziom może się podobać w wyglądzie innych ludzi". Wszystko mi się tak automatycznie rozwala. Każdy pogląd, każde upodobanie, każde pragnienie.

Tak, ostatnio czytałem pełno książek o tematyce religijnej, filozoficznej i psychomanipulacyjnej o fizyce kwantowej i to mi rozjebało mózg. Chyba bez odwrotu i jedynie jak siedzę z ludźmi i temat schodzi na inne tory, pijemy piwo i palimy bata to zapominam o wszystkim i jest super. Wystarczy jedna myśl żeby wszystko zniszczyć. I to rozkminianie solipsyzmu. Skoro nie mam dowodu, że nie jestem tu sam jedyną świadomością (a nikt nie ma) to nie ma sensu żyć i angażować się w cokolwiek.
Offline
Posty
643
Dołączył(a)
20 sie 2013, 19:21

Moje wszystkie problemy - podsumowanie

Avatar użytkownika
przez cyklopka 17 lip 2014, 16:22
torres napisał(a):leki też nie pomogą bo to jedynie rozkminy a nie realne zaburzenia.

Psychologiczne raczej nie, ale może neurologiczne.

Mnie kiedyś pokrzepiła książka do filozofii, ale nie taka rozjebująca wszystko, tylko zwykły podręcznik dla młodzieży. Jakoś to było delikatnie podane.

torres napisał(a):Skoro nie mam dowodu, że nie jestem tu sam jedyną świadomością (a nikt nie ma) to nie ma sensu żyć i angażować się w cokolwiek.


Na to pomaga tylko egzystencjalizm. Że robi się swoje, to co się samemu uznaje za dobre, nie oceniając czy to ma sens ani nie oczekując za to nagrody w tym czy innym życiu. Ale prawdopodobnie chyba też trzeba założyć, że się istnieje ;)
Głosy w mojej głowie czyta Maciej Orłoś.
Avatar użytkownika
Offline
I Miss Forum
Posty
7972
Dołączył(a)
24 sty 2014, 19:33
Lokalizacja
the castle beyond the Goblin City

Moje wszystkie problemy - podsumowanie

przez torres 17 lip 2014, 16:36
Neurologicznie wszystko jest w porządku. To jest jedynie kwestia myśli.

Nie mogę postępować nie oceniając czy coś ma sens czy nie. Takie życie jest bez sensu, żeby coś robić trzeba ocenić, że to ma sens a niestety nic go dla mnie nie ma. To, że ja istnieję to tego nie trzeba akurat zakładać bo to jedyny pewnik, który można stwierdzić i też źródło problemów, którego dobrze by było się pozbyć. Nikt jednak nie wie co będzie po śmierci i jakie konsekwencje pośmiertne będzie miało moje życie dlatego najlepiej nie żyć. Ale samobójstwo tez pewnie ma zły wpływ na życie po śmierci jeśli takie istnieje. Wniosek jest taki, że jedynym dla mnie wyjściem jest dożyć to życie do końca i liczyć na to, że po śmierci wszystko znika i się nie istnieje (co wg mnie jest tylko czystą abstrakcją bo nie ma czegoś takiego jak nic).
Offline
Posty
643
Dołączył(a)
20 sie 2013, 19:21

Moje wszystkie problemy - podsumowanie

Avatar użytkownika
przez wysłowiona 17 lip 2014, 18:12
Żaden terapeuta nie jest w stanie mi w niczym pomóc bo pojęcie tego o czym mówię jest dla nich za trudne. Filozofowie rozumieją ale nie traktują tego poważnie, a zwykli ludzie zupełnie nie są w stanie pojąć o co mi chodzi. Jedynie ci, którzy sami mają problemy psychiczne albo coś ćpają


Jestem trochę filozofem z wykształcenia, trochę jestem "wrażliwa", więc z założenia Cię rozumiem ;) Kwestia solipsyzmu jest zwyczajnie nierozstrzygalna, kwestia Boga także. Możemy jedynie brać to na zdrowy rozsądek. Jakie jest rozwiązanie? Uznać, że jeśli już tu jesteś, tą kupą materii ze świadomością nie wiadomo po co i dlaczego, możesz przyjąć zasady gry. Nie rozwiążesz problemów, możesz mieć depresję przez całe życie, ale nie rozwiążesz problemów filozoficznych. Ale możesz wybrać, że będziesz się cieszył. Ja dokładnie rozumiem, co przeżywasz, bo raz na jakiś czas nie mogę zasnąć pół nocy myśląc o tym, że życie najzwyczajniej w świecie nie ma sensu jakby tego nie ugryźć. Ale ostatecznie stwierdzam, że nie mogę nic na to poradzić. Jeśli będę się nad tym zastanawiać, to zwiększę tylko ilość cierpienia we wszechświecie ;)

PS. Naprawdę wiele osób Cię rozumie, po prostu nie obracasz się w takich kręgach. Może to Ci pomoże, nie jesteś samotny. Choćby Leibniz pytał "Dlaczego istnieje raczej coś niż nic?" ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1006
Dołączył(a)
19 lip 2012, 08:59

Moje wszystkie problemy - podsumowanie

przez torres 17 lip 2014, 18:19
Mogę przyjąć zasady gry gdybym wiedział na 100%, że inni to też świadomi ludzie a nie tylko mądre mózgi i ciała wykonujące ich polecenia ale niemające świadomości. A tego się nie da rozstrzygnąć czy świadomość jest tylko jedna, czy jest w każdym ciele (czy są też ludzie bez duszy i świadomości), czy kiedy umrę to znikam na zawsze, czy może mam swoją karmę albo losowo wcielam się w wiewiórkę? To wszystko jest za bardzo skomplikowane i raczej ciężko wymyślić coś pozytywnego na ten temat. Wygląda na to, że na zawsze będę już taki wyprany z uczuć. Depresja to nie jest ale raczej brak emocji a z tych pozytywnych jedynie spełnianie hedonistycznych zachcianek. Chyba właśnie oduczyłem się kochać na zawsze :(
Offline
Posty
643
Dołączył(a)
20 sie 2013, 19:21

Moje wszystkie problemy - podsumowanie

Avatar użytkownika
przez wysłowiona 17 lip 2014, 19:09
To może zabrzmi brutalnie, ale wydaje mi się, że trochę sobie wmawiasz to, że nie możesz wrócić (czy tam przestawić się) do stanu szczęścia i spokoju. Możesz, to jest tylko i wyłącznie Twój wybór. Może być trudny, ale to Twój wybór. Mam takie pytanie, czemu bycie nieszczęśliwym do końca życia jest według Ciebie lepszym wyborem niż epikurejskie szczęście?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1006
Dołączył(a)
19 lip 2012, 08:59

Moje wszystkie problemy - podsumowanie

przez torres 17 lip 2014, 22:15
Prawda nie zależy ode mnie więc nie mam wyboru. A oszukiwać się nie umiem.
Offline
Posty
643
Dołączył(a)
20 sie 2013, 19:21

Moje wszystkie problemy - podsumowanie

Avatar użytkownika
przez wysłowiona 18 lip 2014, 10:19
Oszukujesz się w jakichś tysiącu innych spraw, poważnie;p
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1006
Dołączył(a)
19 lip 2012, 08:59

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do