Problem

Inne zaburzenia.

Problem

przez wade 05 kwi 2014, 10:41
Witam

sam nie wiem od czego zacząć opisywać mój problem... od zawsze za dużo myślałem, bałem się i do tej pory gdy mam 21 lat tak jest. Kiedyś sądziłem, że to przez moją nadwagę i brak pewności siebie, ale schudłem i dalej jest to samo...

Nie mogę wyrzucić z głowy myśli które sprawiają, że odechciewa mi się żyć, widzę jak dużo cierpienia i wokół jest, jak moja rodzina nie ma tego na co zasługuje, ale nie potrafię tego zmienić, nie wiem jak zmienić swoje podejście, nie mam ochoty wychodzić z domu, odchudzałem się rok i nie wychodziłem z domu, bo nie miałem do kogo, a teraz boje się wyjść i nie widzę sensu w tym by wyjść, za każdym razem widzę iż wszystko prowadzi do śmierci i cierpienia i, że po co cieszyć się z czegokolwiek skoro tak czy siak w końcu wydarzy się coś, co nas zaboli...

Mam rodzinę, ale wiem, że nie będą żyć wiecznie, a nie chce zmian, nie chce zostać sam czy patrzeć na to jak się starzeją i coś ich boli, mam wrażenie, że mam mentalność dziecka, piszę to wszystko nie składnie, bo to taki natłok myśli, że nie wiem nawet jak to opisać, nie wiem już nic, kiedyś już to miałem, doszedłem do wniosku, że żeby nie widzieć czyjegoś cierpienia i tego jak czas brnie do przodu, trzeba być obojętnym i trochę samolubnym, ale ile tak można... kiedyś myślałem, że chce schudnąć, ale schudłem, nie poznaje się w lustrze, a nie cieszy mnie to, kiedy nie chciało mi się odchudzać, wmawiałem sobie iż problem tkwi w tym iż się boje wychodzić i żyć, wiedząc iż to tylko wymówka by nie podjąć się odchudzania, a kiedy mi się udało, to nie cieszy mnie to i widzę iż problem nie tkwił tylko w byciu otyłym, ale także w tym, że się boje, bezpiecznie czuje się w domu, ale wykańcza mnie myśl, że tak nie może być cały czas, sam już nie wiem co robić.

Najgorsze jest to iż, próbowałem to przeanalizować i dochodzę do wniosku, że to jest jak z lenistwem, jedyna recepta, rusz tyłek, tylko, że ja nie chce, nie chce zmiany, kiedyś regularnie wychodziłem, ale dopiero gdy zacząłem przesiadywać w domu, zauważyłem, że byłem samolubny, a teraz gdy siedzę w domu i jest dobrze, to przytłacza mnie myśl iż tak wiecznie nie będzie i że nie ma wyjścia by to wszystko zmienić.

napisałem o tym tutaj, bo... nie chce wyjść przed rodziną na psychicznego, ani ich dobijać, bo potrafię kogoś zdołować, boje się tego iż mam rację i że inni o tym nie myślą i tylko dlatego nie załamują się.

jeśli ktoś potrafiłby mi pomóc, byłoby super, bo już sam nie wiem co robić.

-- 05 kwi 2014, 10:58 --

Zadaje sobie wiele pytań, czy życie prowadzi do cierpienia, samotności i tęsknoty? kiedyś żyłem tak iż myślałem, że nigdy nic się nie zmieni, czasem nawet przechodziłem obojętnie wobec kogoś kto jest samotny i cierpiący, po to by się nie przejmować i nie tracić nadziei, ale tak nie można żyć, rok temu uświadomiłem sobie jak o wielu ludziach, istotach które były w moim życiu i zmarły, zapomniałem, to było paskudne, zapomnieć o kimś, ja nie chciałbym być zapomniany i samotny, sam już nic nie wiem...

-- 05 kwi 2014, 12:58 --

Ostatnio siostra doradziła mi bym żył z dnia na dzień, żył chwilą, bo jutra może nie być, ja niestety zawsze martwiłem się na zapas, myślałem o tym, że jeśli wszystko na jakiś czas jest ok, to nie ma czym się martwić, a najdrobniejszy zgrzyt, tak jak ostatnio zdrowie rodziców (tata jest po zawale, niby czuje się dobrze, ale czasem puchną mu nogi bo ma żylaki i odkłada wizyty u lekarza, mama też nie narzeka na nic i utrzymuje kondycję, ćwiczy, stara się jeść zdrowiej) sprawia, że zaczynam mieć najgorsze myśli. I dlatego myślę iż jutro i pojutrze i wiele dziesiątek lat, będą i niestety złe chwile i tak się zdarzą, tak jak śmierć, to mnie przygnębia i nie pozwala mi zapomnieć o tym, szczególnie, że gdy rodzice są już po 50 to zaczną narzekać na bóle itd.

Wiem, że jestem maminsynkiem i tchórzem, zdaje sobie z tego sprawę, ale sam nie wiem co zrobić by było inaczej, skoro wiem z czego to się bierze, ze strachu, troski i chęci dbania by wszystko było dobrze.

-- 05 kwi 2014, 17:06 --

Przepraszam, że tak dodaje coś co chwilę, ale mam taki natłok myśli, rzeczy których się boję... odpowiedzialność, nie mogę znieść myśli, że kiedyś ktoś może chcieć polegać na mnie, przeraża mnie to, nie jestem silną osobą i nigdy nie będę tak silny jak np. moja rodzina, która potrafi sobie radzić, ja nie potrafię, wiele rzeczy w życiu zawaliłem i boje się co by było gdybym ich stracił, szczególnie iż kiedyś do tego dojdzie, dobija mnie to, że zamartwiam moją rodzinę, bo nawet w sytuacjach w których oni żartują czy śmieją się, mnie do śmiechu nie jest i zaczynam nerwowo udawać, że się śmieję, co oni zauważają...
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
05 kwi 2014, 10:30

Problem

Avatar użytkownika
przez ekspert_abcZdrowie 09 kwi 2014, 13:27
wade, witaj na forum! Drogą wirtualną nie da się postawić diagnozy i stwierdzić, co Ci dolega. Wiele można u Ciebie podejrzewać - i depresję, i lęk społeczny, i zaniżoną samoocenę, i lęk przed odpowiedzialnością, dorosłym życiem, samodzielnością, zmianą. Najprawdopodobniej przyczyny problemów tkwią głęboko i nie da się ich ot tak przepracować, by nagle wszystko się zmieniło na lepsze jak za sprawą czarodziejskiej różdżki. Nikt też nie jest w stanie niczego zmienić, tylko Ty. Jeżeli czujesz się subiektywnie źle, niewygodnie Ci w Twoim dotychczasowym życiu, musisz przedsięwziąć kroki, by to zmienić. Nie wiem, jak wygląda Twoja sytuacja życiowa, czy uczysz się, studiujesz, pracujesz? Oprócz wizyty u specjalisty, która wydaje mi się konieczna w Twoim przypadku, radziłabym Ci tak po ludzku, żebyś poszukał dla siebie jakiejś pasji, która wyrwałaby Cie z tej stagnacji. Może skoro dbasz o sylwetkę, odchudzałeś się, to zacznij biegać, idź na basen, byś zaczął być aktywny fizycznie. Aktywność fizyczna, ruch sprzyja aktywności psychicznej, człowiek jest bardziej entuzjastycznie nastawiony do świata, ma większą motywację, by w ogóle chciało mu się chcieć. Może to będzie taki mały krok naprzód? Może wówczas coś drgnie i przestaniesz widzieć przyszłość tylko w czarnych barwach? Trzymam kciuki i życzę powodzenia!
Psycholog
Posty
7586
Dołączył(a)
22 sie 2011, 15:11

Problem

przez wade 09 kwi 2014, 20:03
Ja się boję wyjść, widzę świat jako coś smutnego co prowadzi jedynie do samotności, od prawie roku nie wychodziłem z domu, początkowo uprawiedliwiałem to tym iż muszę pilnować chorej babci, ale obecnie nie chcę wyjść nawet na chwilę, nie mam pracy, nie mam przyjaciół, tylko rodzinę i boje się, że gdy ich stracę, nie zostanie mi nic.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
05 kwi 2014, 10:30

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Problem

Avatar użytkownika
przez ekspert_abcZdrowie 10 kwi 2014, 11:24
wade, rozumiem, że jest Ci ciężko, jednak masz na pewno świadomość, że kontynuując swoje dotychczasowe zachowanie, nie poprawisz swojego położenia, nic się nie zmieni. Sam zauważyłeś wcześniej, że obawiasz się, że stracisz rodzinę, a towarzyszy Ci przeświadczenie, że tylko na nich możesz polegać. Musisz stać się bardziej samodzielny i uwierzyć, że możesz polegać także na sobie. Ale tak się nie stanie, gdy będziesz szukał dla siebie usprawiedliwień i ciągle siedział w domu. Zdaję sobie sprawę, że nic radykalnie się nie zmieni, że paraliżuje Cię strach, ale musisz dać sobie szansę. Jeżeli Twoje stany lękowe są aż tak bardzo ograniczające i paraliżujące, powinieneś udać się do lekarza psychiatry, który przepisze Ci leki, by choć trochę zredukować poziom tego lęku, byś nabrał odrobinę odwagi i przestał zamykać się w czterech ścianach. Nikt jednak do lekarza nie pójdzie za Ciebie. Może masz kogoś właśnie z rodziny, kto mógłby Ci towarzyszyć podczas wizyty u specjalisty (mama, rodzeństwo etc.)? Z kimś zawsze raźniej, ktoś bliski mógłby dodawać Ci otuchy. Zamykając się w swoim pokoju, ograniczając swój świat do świata wirtualnego i narzekając na siebie i otaczającą rzeczywistość niestety nic się nie zmieni i nikt za Ciebie niczego nie zmieni. Wiem, że być może to brzmi "brutalnie". Najbardziej chcielibyśmy, by wszystko wokół zmieniło się na lepsze bez naszej osobistej zmiany, bez naszego jakiegokolwiek wysiłku. Chcemy zmieniać wszystko i wszystkich wokół, nie zauważając, że zmiany najczęściej trzeba zaczynać od siebie samego. To jest bardzo trudne - wiem. Ale konieczne, jeżeli chcemy być bardziej zadowoleni ze swojego życia. Myślenie życzeniowe na nic się nie zda...
Psycholog
Posty
7586
Dołączył(a)
22 sie 2011, 15:11

Problem

przez wade 10 kwi 2014, 13:45
Nie chodzi tylko o wychodzenie... nie jestem szczęśliwy myśląc o sobie, chcę o tych którzy są dla mnie ważni, ale nie mogę się przekonać do czegokolwiek wiedząc iż mam liczyć na siebie i tym samym żyjąc dla siebie.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
05 kwi 2014, 10:30

Problem

Avatar użytkownika
przez ekspert_abcZdrowie 10 kwi 2014, 17:13
wade, domyślam się, że nie chodzi tylko o wychodzenie z domu. Twoje problemy są złożone i bardzo głębokie. Nie jesteś szczęśliwy, bo masz niską i niestabilną samoocenę, towarzyszą Ci lęki, niepewność, strach. Ale nie możesz żyć wyłącznie dla rodziny, rodziców. Przede wszystkim musisz żyć dla siebie, bo to Twoje życie, za które bierzesz odpowiedzialność. Mama, tata, brat czy siostra nie przeżyją życia za Ciebie, nie podejmą za Ciebie ważnych decyzji.. Nawet tej dotyczącej rozpoczęcia leczenia i próby konfrontacji z własnymi problemami.
Psycholog
Posty
7586
Dołączył(a)
22 sie 2011, 15:11

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do