Jak wytłumaczyć się ze zmarnowanych lat i nerwicy lękowej?

Inne zaburzenia.

Jak wytłumaczyć się ze zmarnowanych lat i nerwicy lękowej?

przez monooso 27 kwi 2014, 21:52
hobbyturysta napisał(a):monooso, prace fizyczne , budowa, magazynier, kasjer np w tesco :) , mcdonald, pizzeria, no i praktyki staże , zacznij od pośredniaka

Do ciężkich prac fizycznych się nie nadaję ponieważ jestem bardzo słaby fizycznie. Poza tym nie mam siły i energii. Moja uboga dieta, brak ruchu oraz odwieczny stres zrobiły swoje. W takim razie prace na budowie kategorycznie odpadają. Zresztą nie pasuje mi środowisko osób tam pracujących. Jakiś czas temu siedziałem sobie na ławce w parku niedaleko jakiś robót i jak posłuchałem o czym oni rozmawiają i zobaczyłem jak się zachowują to uznałem, że zdecydowanie nie dla mnie taka robota.

Z tych samych powodów co powyżej odrzucam stanowisko magazyniera.

Stanowisko kasjera odrzucam także. Mam fobię społeczną i odczuwam lęk przed ludźmi. Zresztą te liczenie pieniędzy moimi trzęsącymi się rękoma, zliczanie cen tych wszystkich produktów, bycie obserwowanym przez całą kolejkę itp. Oo, nie, to na pewno nie dla mnie. Zresztą mężczyzna na kasie bardzo negatywnie mi się kojarzy. Jak sam takiego widzę to mam ochotę go pobić. Taka osoba jest dla mnie śmieciem. Wiem, że to głupie i zdaję sobie sprawę, nigdy bym czegoś takiego nie zrobił ale takie mam wdrukowane schematy. Nie jest tak, że sam tak uważam i gardzę takimi osobami tylko, że w taki sposób postrzega to mój umysł z automatu. Ja przynajmniej mam tego świadomość ale inni mogą już jej nie mieć.

McDonald's, pizzerie również nie z tych samych powodów co w przypadku kasjera.

Jestem zarejestrowany w Urzędzie Pracy od paru miesięcy. Nic nie proponują, każdy wie, że chodzi się tylko tam podpisać kartę aby mieć bezpłatne ubezpieczenie. OK, proponują jakieś oferty ale to są te same oferty, które mogę znaleźć na ich stronie przez Internet. Każdy ma dostęp do tych ofert. Są to można powiedzieć 'fikcyjne' oferty, na które jest MASA chętnych. Wizyta z urzędnikiem trwa przeważnie 3 minuty i to ze względu na sztuczne przedłużanie z jego strony. Gdyby nie był taki wolny to trwałaby krócej. Ostatnio wymieniłem tylko z nim 3 słowa: dzień dobry, nie, do widzenia. Praktyk oraz staży nigdy mi nikt nie zaproponował. Co do kursów to są ale mogę je nazwać pseudo kursami. Gdy na taki kurs się zapiszesz to musisz na jego chodzić bo jeżeli ominiesz chociaż 1 dzień to musisz płacić wartość całego kursu, który kosztuje setki, a niektóre nawet tysiące złotych. Słyszałem, że bardzo często na tych kursach nic pożytecznego się nie robi. Później taka osoba nie może się wypisać bo będzie musiała płacić za koszt kursu z własnej kieszeni. Są one organizowane tylko po to aby dać zarobić firmom, które takie kursy organizują. Ściągają one bezrobotnych i UP im za to płaci. To jest samo nakręcający się biznes. Słyszałem, że na wielu z nich osoba prowadząca kurs sobie siedzi nic nie robiąc, a reszta gra w gierki na komputerze (oczywiście również zależy to od kursu). Poza tym żadnych ciekawych kursów nie mają mi do zaoferowania, przeglądałem ofertę, zresztą mają takie wymagania, że gdybym chciał zrobić, np. kurs na spawacza to musiałbym mieć wykształcenie zawodowe. Z wykształceniem średnim już się nie kwalifikuję. Ostatnio widziałem taki kurs jak rzeźbienie w jedzeniu, hehe na co mi to?

Dodam jeszcze, że przy szukaniu jakiejkolwiek pracy jest cholernie ciężko bo przegrywam ze studentami, którzy są przeważnie zatrudniani do takich prac ze względu na ulgi podatkowe dla pracodawcy.

Rebelia napisał(a):Po rejestracji w pośredniaku można czasem wyżebrać jakieś szkolenia + są oferty dostępne tylko dla osób zarejestrowanych w urzędzie pracy, bo czasem pracodawcy dostają dodatki na takie osoby. No i szkolenia są też organizowane nie z urzędu, ale przez firmy i też za osób z pośredniaka, więc hobbyturysta dobrze gada.

(a te szkolenia z cyklu bardziej praktycznych, wózki widłowe i takie tam, czyli coś co de facto przygotuje do konkretnej roboty)

Też zależy jak wysoko celujesz.

To tylko tak ładnie wygląda z zewnątrz. W rzeczywistości nie wygląda to tak kolorowo.

carlosbueno napisał(a):monooso, szanse są oczywiście na początku miałbyś problem ze znalezieniem pracy,ale jakieś niewolnicze znalazły by się na pewno, a w niektórych niewolniczych mógłbyś się sprawdzić i awansować i nie być już tym niewolnikiem. Za granicą też nie każda praca to obóz pracy, wielu młodych bez doświadczenia sobie tam nieźle radzi, jak znają lub naucza się języka obcego to już w ogóle mają lepsze perspektywy niż ci starzy wyjadacze ledwo dukający. To że nie ma porządnej pracy dla ludzi bez wyższego wykształcenia to w dużej mierze bzdury wymyślane prze szkołę i media.

Zgadzam się z Tobą. Dzisiaj wszyscy idą na studia, a później i tak są w dupie. Idą tam aby jakoś zabić ten czas bo jest wielkie bezrobocie. Później po studiach okazuje się, że dalej to samo. Jeżeli nie można znaleźć roboty w zawodzie, o czym tak wszyscy trąbią, to po co te całe studia? Chyba tylko po to aby obniżyć, zatuszować faktyczny procent bezrobocia w kraju. Później Donald może dumnie wypiąć pierś i powiedzieć, że bezrobocie maleje, a maleje tylko temu bo studentów przybywa. Jakie kraje proponujesz? Znam średnio angielski.
monooso
Offline

Jak wytłumaczyć się ze zmarnowanych lat i nerwicy lękowej?

Avatar użytkownika
przez cyklopka 28 kwi 2014, 12:15
Eh, może już skończycie z tą chemią mózgu, kiedyś przylazł na forum jakiś weganin i napisał, że jak żresz surowe warzywa, to masz taką równowagę w organizmie, że się nie przejmujesz takimi pierdołami jak rozwód, czy utrata pracy, tylko jesteś wesoły i wyluzowany jak małpa na drzewie. A jak ktoś się przejmuje, to pewnie struty mięsem jest, a nie że ma problemy.

carlosbueno napisał(a):Czyli wychodzi na to że nadopiekuńcza matka daje wysoką gwarancję nieudacznictwa życiowego. Może stworzyć nową kategorię DDNR(lub M) ;) skoro DDA tłumacza wszystko alkoholizmem rodziców to czemu nie ma być tak z DDNR które niejednokrotnie wyrządza większa krzywdę niż DDA, którzy często bardzo dobrze se radzą w życiu.

:yeah:

Najgorsze jest to, że moja matka nie jest nadopiekuńcza, bo jest po prostu matką, tylko przez to, że nią się przez większą część życia i dzieciństwa nikt nie zajmował i ona to sobie tak rekompensuje. To jest taki rodzaj nadopiekuńczości, że ktoś nie daje ci tego, czego ty potrzebujesz, tylko to czego on/a sam/a potrzebuje lub potrzebował/a w przeszłości.

Nie będę wam opisywać całej historii, bo to nieetyczne opowiadać publicznie o innych pacjentach...

Ale co mi daje wiedza, że coś co miało miejsce 50 lat temu determinuje to czy teraz odnoszę sukces w życiu, czy jestem zjebem, który źle reaguje nawet na sytuacje, na które sam powinien mieć wpływ. Bo ja to wszystko widzę i rozumiem, tyle że nic się nie zmienia. Czasem mi się wydaje, że nerwicą się urodziłam. No ale co ja wam będę gadać...

A propos wolontariatu: faktycznie mam taki punkcik w CV, bo to była jedyna działalność, jaką umiałam pogodzić ze studiami. Teraz też wysłałam zgłoszenie do wolontariatu, ale nikt nie oddzwonił i nie wiem, czy mają coś źle z formularzem zgłoszeniowym/mailem, czy że mnie nikt nie potrzebuje nawet za darmo :cry:

-- 28 kwi 2014, 11:20 --

carlosbueno napisał(a):A może męczące pytania dawno niewidzianych znajomych typu gdzie pracujesz, mieszkasz, czy masz dzieci, partnera to zwykłe konwenanse bez żadnych podtekstów, bo przecież nie będą nasz pytać o naszą sytuacje psychiczną czy pogląd o sytuacje na świecie.

A ja bym tak chciała, żeby ktoś zapytał jakie lubię kwiaty, albo coś :cry: Co ich interesuje moja praca? Mnie ich praca w ogóle nie interesuje :roll:

-- 28 kwi 2014, 11:23 --

carlosbueno napisał(a):Powiedzmy szczerze dzisiejszy konsumpcjonistyczny i indywidualistyczny świat temu sprzyja bo wmawia się że kto więcej osiągnie, więcej zarobi i kupi to bardziej wartościowy człowiek i nawet te ostatnie kanonizacyjne igrzyska miłości tego nie zmienią.

Mnie brakuje tego poczucia wspólnoty rodzinnej, plemiennej, odpowiedzialności za pewną zbiorowość, zasad współżycia społecznego, tak jak było w dawnych czasach, albo jest jeszcze w krajach Trzeciego Świata.
A im bardziej mi tego brakuje, tym mam mniejszą ochotę pokazywać się na oczy ludziom, którzy kiedyś byli moją rodziną, środowiskiem.
Głosy w mojej głowie czyta Maciej Orłoś.
Avatar użytkownika
Offline
I Miss Forum
Posty
7956
Dołączył(a)
24 sty 2014, 19:33
Lokalizacja
the castle beyond the Goblin City

Jak wytłumaczyć się ze zmarnowanych lat i nerwicy lękowej?

Avatar użytkownika
przez mark123 28 kwi 2014, 13:26
monooso napisał(a): jesteś w miarę normalny.

Nie jestem; jestem mocno nienormalny.
Pociąg do bycia ofiarą toksycznego mężczyzny leży w naturze każdej kobiety, tyle że u niektórych kobiet ta natura jest mocno aktywna, a niektórych słabiej i te się jej przeciwstawiają.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10118
Dołączył(a)
11 lis 2012, 16:33
Lokalizacja
droga do otchłani zła

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Jak wytłumaczyć się ze zmarnowanych lat i nerwicy lękowej?

przez Blue blue ribbon 28 kwi 2014, 15:32
Eh, może już skończycie z tą chemią mózgu, kiedyś przylazł na forum jakiś weganin i napisał, że jak żresz surowe warzywa, to masz taką równowagę w organizmie, że się nie przejmujesz takimi pierdołami jak rozwód, czy utrata pracy, tylko jesteś wesoły i wyluzowany jak małpa na drzewie. A jak ktoś się przejmuje, to pewnie struty mięsem jest, a nie że ma problemy.

Ale prawdą jest, że zdrowe jedzenie i aktywność fizyczna mocno poprawiają stan naszej psychiki.

Najgorsze jest to, że moja matka nie jest nadopiekuńcza, bo jest po prostu matką, tylko przez to, że nią się przez większą część życia i dzieciństwa nikt nie zajmował i ona to sobie tak rekompensuje. To jest taki rodzaj nadopiekuńczości, że ktoś nie daje ci tego, czego ty potrzebujesz, tylko to czego on/a sam/a potrzebuje lub potrzebował/a w przeszłości.

Moja matka też tak ma.

Ale co mi daje wiedza, że coś co miało miejsce 50 lat temu determinuje to czy teraz odnoszę sukces w życiu, czy jestem zjebem, który źle reaguje nawet na sytuacje, na które sam powinien mieć wpływ. Bo ja to wszystko widzę i rozumiem, tyle że nic się nie zmienia. Czasem mi się wydaje, że nerwicą się urodziłam. No ale co ja wam będę gadać...

Jak zbadasz problem i wiesz mniej więcej jak przeszłe wydarzenia wpłynęły na Twoje życie i dlaczego, to możesz z pełną świadomością nad tym skutecznie pracować.

Mnie brakuje tego poczucia wspólnoty rodzinnej, plemiennej, odpowiedzialności za pewną zbiorowość, zasad współżycia społecznego, tak jak było w dawnych czasach, albo jest jeszcze w krajach Trzeciego Świata.

W sumie nadal tak jest, ja bardzo często odczuwam taką wieź w związku z moją liczną, bliską rodziną.

Im więcej siedzenia samotnie w czterech ścianach tym więcej głupich myśli. Jak nie mam czasu się zastanawiać to jestem szczęśliwa :lol:

Dziś przełamałam lęk samochodowy, prowadziłam pewnie przez miasto, ale dostałam kopa energii, coś się udało :mrgreen: Nawet nie zestresował się zbytnio na takim jednym nieciekawym skrzyżowaniu ;)
Posty
51
Dołączył(a)
30 lip 2013, 13:18

Jak wytłumaczyć się ze zmarnowanych lat i nerwicy lękowej?

Avatar użytkownika
przez carlosbueno 28 kwi 2014, 15:57
Jakie kraje proponujesz? Znam średnio angielski.

Tam gdzie jest mało Polaków, ale o takie ciężko. Z angielskim można do UK, Irlandii, Holandii, Skandynawii do Niemiec czy Francji raczej nie. Pracowałem krótko w Holandii i nie polecam, dużo większy wyzysk i tempo pracy niż w Anglii choć kasa trochę lepsza zwykle. Najwyższe stawki sa w Norwegii ale życie drogie i bez fachu, doświadczenia albo znajomości nie ma szans na prace raczej. Za to do Anglii, Holandii agencje często biorą wszystkich jak leci bez doświadczenia tylko z podstawowy angielski wystarczy, ale często są to niezbyt ciekawe prace ciężkie fizycznie, albo w niemiłej atmosferze, z małą ilością godzin itp. bo te lepsze wakaty są dawno pozajmowane.
Avatar użytkownika
Offline
Największy Forumowy Maruda
Posty
17029
Dołączył(a)
02 lip 2011, 16:27
Lokalizacja
Kaszebe

Jak wytłumaczyć się ze zmarnowanych lat i nerwicy lękowej?

przez Blue blue ribbon 28 kwi 2014, 16:51
ekstra, w ciągu 5 minut miałam 2 telefony z zaproszeniem na rozmowę o pracę na jutro :shock:
najpierw zadzwoniło call center, ale umowę o prace, później pewna firma poszukująca pracownika biurowego też um. o pracę.
Bardzo chce tą drugą robotę, ale nie mam pewności czy mnie wezmą, tą pierwszą pewnie dostanę, ale jak dostanę tą drugą, to po co mam tam iść do call center, tym bardziej, że jedna rozmowa w południe, druga wieczorem,a to oznacza cały dzień rozwalony, bo ja nie mieszkam w tym mieście, a dwa razy za autobus nie będę przecież płacić :roll: 6 godzin włóczenia się po mieście...taaa :hide:
Posty
51
Dołączył(a)
30 lip 2013, 13:18

Jak wytłumaczyć się ze zmarnowanych lat i nerwicy lękowej?

Avatar użytkownika
przez monapayne 28 kwi 2014, 17:28
Łap to, łap, mamy kwiecień, może nie będzie tak źle ^^ chyba, że masz agorafobię... ; )
"Słowo trauma z greki oznacza ranę, a wie pan jak jest sen po niemiecku? Traum. Rany rodzą potwory"
was: robot
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1351
Dołączył(a)
24 lip 2013, 15:12

Jak wytłumaczyć się ze zmarnowanych lat i nerwicy lękowej?

Avatar użytkownika
przez carlosbueno 28 kwi 2014, 17:39
Blue blue ribbon, super. Grunt że się cieszysz, ja często byłem wręcz zły jak mi proponowano pracę bo burzyło to moje życie polegające na nic nie robieniu, no i stres okropny przede wszystkim.
Avatar użytkownika
Offline
Największy Forumowy Maruda
Posty
17029
Dołączył(a)
02 lip 2011, 16:27
Lokalizacja
Kaszebe

Jak wytłumaczyć się ze zmarnowanych lat i nerwicy lękowej?

przez Blue blue ribbon 28 kwi 2014, 17:50
robotnica napisał(a):Łap to, łap, mamy kwiecień, może nie będzie tak źle ^^ chyba, że masz agorafobię... ; )

Nie mam agorafobii, mam tylko fobię pt. od 9 do 20 poza domem nie-wiadomo-gdzie - co ja będę jadła?? :lol: :lol: I jak będę wyglądała na wieczornej rozmowie taka zrypana po całym dniu ;)
Aa no i nie chce mi się produkować na rozmowie w call center, za to zależy mi na tej drugiej.
Serio mam już dość łażenia i produkowania się :roll:

Już nawet zaczęłam sobie wmawiać, że ta druga rozmowa miała mnie uratować przed beznadziejną robotą w call center za mniej niż tysiaka :lol:
Choć jeszcze nie wiem, może tak jak radzi robotnica będę łapać obie okazje ;)

carlosbueno napisał(a):Blue blue ribbon, super. Grunt że się cieszysz, ja często byłem wręcz zły jak mi proponowano pracę bo burzyło to moje życie polegające na nic nie robieniu, no i stres okropny przede wszystkim.

nie no ja też się stresuję i tak trochę szkoda, że trzeba będzie wstawać do pracy i w ogóle, ale trzeba się ruszyć z tego miejsca jak najszybciej, obecna sytuacja nie daje szczęścia, tylko złudne poczucie bezpieczeństwa i wygodę.

Matko, w co ja się jutro ubiorę, jak sie uczesze... nie mam butów :zonk:
Posty
51
Dołączył(a)
30 lip 2013, 13:18

Jak wytłumaczyć się ze zmarnowanych lat i nerwicy lękowej?

Avatar użytkownika
przez carlosbueno 28 kwi 2014, 17:56
Blue blue ribbon, widzę że roznosi Cie energia i masz pozytywne nastawienie czyli całkiem dobrze z tobą. :mrgreen: Ja już dawno tak nie miałem, każda potencjalna praca to dla mnie była obawa że se nie poradzę, że mnie wyśmieją, oszukają itd, chyba za stary na pozytywne patrzenie na świat jestem, . ;)
Avatar użytkownika
Offline
Największy Forumowy Maruda
Posty
17029
Dołączył(a)
02 lip 2011, 16:27
Lokalizacja
Kaszebe

Jak wytłumaczyć się ze zmarnowanych lat i nerwicy lękowej?

przez Blue blue ribbon 28 kwi 2014, 18:07
carlosbueno napisał(a):Blue blue ribbon, widzę że roznosi Cie energia i masz pozytywne nastawienie czyli całkiem dobrze z tobą. :mrgreen: Ja już dawno tak nie miałem, każda potencjalna praca to dla mnie była obawa że se nie poradzę, że mnie wyśmieją, oszukają itd, chyba za stary na pozytywne patrzenie na świat jestem, . ;)

Już nie szukaj wymówek, że jesteś za stary :P

Byłam kiedyś na etapie myślenia o samobójstwie. Nie zrobiłabym tego, bo szkoda mi matki i bliskich, nie zasłużyli sobie na to.
Chodzi o to, że jak wyobraziłam sobie, że w sumie mogę sobie umrzeć to nagle opuszczał mnie strach przed życiem. Skoro i tak umrę to czego ja się tak boję? Wyobrażenie śmierci dodało mi odwagi, zabiję się, więc w sumie co mi zależy zrobić rzeczy, których wcześniej się obawiałam, niby co w nich takiego strasznego, cokolwiek się wydarzy - nie ważne.
A później przypadkiem natknęłam się na wypowiedź Jobsa:
„Świadomość tego, że pewnego dnia będę martwy jest jednym z najważniejszych narzędzi, jakie pomogły mi w podjęciu największych decyzji mojego życia.
Prawie wszystko – zewnętrzne oczekiwania wobec ciebie, duma, strach przed wstydem lub porażką – wszystkie te rzeczy są niczym wobec śmierci. Tylko życie jest naprawdę ważne.
Pamiętanie o tym, że kiedyś umrzesz jest najlepszym sposobem jaki znam na uniknięcie myślenia o tym, że masz cokolwiek do stracenia. Już teraz jesteś nagi. Nie ma powodu, dla którego nie powinieneś żyć tak, jak nakazuje ci serce.” - Steve Jobs
Zawsze mi to pomaga.
Posty
51
Dołączył(a)
30 lip 2013, 13:18

Jak wytłumaczyć się ze zmarnowanych lat i nerwicy lękowej?

Avatar użytkownika
przez natrętek 30 kwi 2014, 12:01
To może ja napiszę Wam co mnie spotkało w moim ostatnim miejscu zatrudnienia i przekazać Wam, że nawet najlepsze wykształcenie z towarzyszącymi objawami nie gwarantuje dobrej pracy i szeroko pojętego ogarnięcia życiowego.

Zacznę od tego, że mój ojciec w latach mojej młodości był bardzo krytyczny wobec mnie, zawsze mówił a raczej agresywnie krzyczał, żebym się za coś nie brał bo to zepsuję i że on to lepiej zrobi, natomiast matka, która miała zdiagnozowany przed kilkudziesięciu latami zespół paranoidalny była matką nadopiekuńczą, która mnie wyręczała z większości czynności. Jakie są skutki takiej postawy rodziców nie muszę opisywać, bo szczegółowo to zrobiliście w swoich wypowiedziach.

Przechodząc do tego jak wyglądała ucieczka z mojego poprzedniego miejsca pracy, to sprawa wyglądała tak, że przez przeszło 2 lata pracowałem w fabryce jako szeregowy pracownik produkcyjny. Pracę tę podjąłem z myślą, że w żadnej innej sobie nie poradzę, bo miałem okazję pracować w wyuczonym zawodzie (biuro projektowe) i z tej pracy mnie zwolnili po niespełna 2 latach, a z pozostałych uciekałem po jednym bądź kilku dniach. Żeby Wam nakreślić swój obraz dodam, że mam zarówno średnie jak i wyższe wykształcenie techniczne, a więc moim zdaniem jedyny profil wyższego wykształcenia po którym bez znajomości najłatwiej jest znaleźć pracę. Wracając do tej fabryki z końcem sierpnia ubiegłego roku mnie zwolnili z powodu spadku zamówień. Po przeszło pół roku odezwali się z agencji pracy tymczasowej za pośrednictwem której pracowałem w tej fabryce, czy nie chciałbym wrócić, a że przez pół roku raczej słabo było u mnie z poszukiwaniem pracy to się zgodziłem, żeby wrócić. Udało mi się wytrzymać 7 dni, a owego feralnego dnia 7-mego miało miejsce następujące zdarzenie. Jak niemal codzień rano wstałem z napięciem i poszedłem do pracy. Dzień zapowiadał się na wyjątkowo upalny. Zająłem swoje miejsce pracy i rozpocząłem przebieranie rękami, jak to w fabryce. Akurat na stanowisku gdzie pracowałem była 2 osobowa obsada. Tak więc, pzez 8 godzin jest się narażonym na ekspozycję względem drugiej osoby. W tym dniu napięcie było tak silne, że nie miałem żadnej chęci by rozmawiać. Po kilku godzianach mileczenia, kolega z którym pracowałem powiedział coś w stylu: "Mów że coś". Odpowiedziałem coś zdawkowo i od tego momentu w mojej głowie zaczęło się piekło. Napięcie osiągnęło apogeum, kiedy to mam wrażenie, że wchodzę w stan derealizacji, choć nie jestem tak do końca przekonany, że właśnie tak wygląda derealizacja. W tym stanie mam całkowicie zaburzoną koncentrację, pamięć i logiczne myślenie (wrażenie, że nie wiem ile jest 2x2) co jak się domyślacie skutkuje tym, że po prostu dalej milczę będąc narażony cały czas na ekspozycję względem tego kolegi z którym pracowałem. U mnie dodatkowo załączają się funkcję wegetatywne zaburzeń lękowych, m.in. uczucie kuli w gardle, drżenie rąk i najbardziej demaskujące mój stan silne pocenie na twarzy, a że był to upalny dzień to było to naprawdę silne pocenie. Nie wiem jak to mogły odebrać osoby z zewnątrz, wykonywałem lekką pracę fizyczną w pozycji siedzącej a w momencie kiedy kolega powiedział "Mów że coś" to na czole wystąpił tak silny pot, że po chwili dosłownie kapało mi z twarzy i miałem mokre włosyna końcówkach. Po chwili przyszedł kolega z inego działu i zaproponował nam, żebyśmy się napili wody przy dystrybutorze, ale ja odmówiłem, ze względu na swój stan psychosomatyczny, więc poszli we dwójkę. I jak się słusznie domyśliłem ten z którym pracowałem musiał mu powiedzieć o moim dziwnym zachowaniu, że nic nie mówię i nagle wystąpiły na mojej twarzy ogromne, kapiące poty, bo jak wrócili to ten drugi kolega z innego działu spytał się mnie, czy coś się stało, albo czy może ktoś mi coś powiedział (chodziło mu o moje zachowanie i silne spocenie). Ja próbując zamaskować swój stan powiedziałem, że nikt mi nic nie powiedział i że wszystko w porządku. No ale dalej pracując z tym kolegą głupio mi było tak dalej nic nie mówić, i jak trochę ochłonąłem to powiedziałęm mu, że przeżywam czasem takie silne stany napięciowe oraz to, że mam problemy adaptacyjne w nowym otoczeniu, choć nie wiedział co to znaczy i musiałem mu wyjaśnić pojęcie adaptacji. Z reguły nie tłumaczę się osobom z pracy ze swoich przykrych stanów, ale atmosfera jaka się wytworzyła tamtego feralnego dnia mnie do tego zmusiła. Po tym zajściu już wiedziałem, że na drugi dzień już nie pójdę do pracy, gdyż ten stan napięciowy przerodził się w bardzo nieprzyjemny dla mnie stan napięciowo - derealizacyjno - apatyczny, który niestety tak szybko nie mija, choć i tak teraz obyło się to bez większych szkód dla mnie, bo trwał zaledwie tydzień, no ale w pracy się nie pojawiłem i w konsekwencji ją straciłem.
Czy macie jakieś pomysły, gdzie z takimi objawami można pracować, by stany o których pisałem się nie nasilały ? Ja już nie potrafię znaleźć pomysłu na siebie, a dodam, że podobnie jak carlosbueno jestem po 30-stce.
Gdy nie ma możliwości się zmienić, trzeba nauczyć się żyć ze swoją osobowością.
4w5/ISFJ
Avatar użytkownika
Offline
Posty
708
Dołączył(a)
31 paź 2009, 14:46
Lokalizacja
Kraków

Jak wytłumaczyć się ze zmarnowanych lat i nerwicy lękowej?

Avatar użytkownika
przez mark123 30 kwi 2014, 13:13
cyklopka napisał(a):
carlosbueno napisał(a):Czyli wychodzi na to że nadopiekuńcza matka daje wysoką gwarancję nieudacznictwa życiowego. Może stworzyć nową kategorię DDNR(lub M) ;) skoro DDA tłumacza wszystko alkoholizmem rodziców to czemu nie ma być tak z DDNR które niejednokrotnie wyrządza większa krzywdę niż DDA, którzy często bardzo dobrze se radzą w życiu.

:yeah:

Myślę, że nie zawsze powinno się tłumaczyć problemy z życiowością wychowaniem przez nadopiekuńczą matkę; zależy od stylu nadopiekuńczości. Jeżeli jest to nadopiekuńczość w stylu "rozkazującym", no to można, a jeżeli jest to nadopiekuńczość w stylu wyręczanie na życzenie dziecka, to wtedy, gdy dziecko jest w wieku szkoły podstawowej wina raczej już czasem zaczyna leżeć po obu stronach, zarówno rodzica jak i dziecka, bo dziecko samo w sobie może mieć już trochę wpływ na swoją życiowość w dorosłości.

-- 30 kwi 2014, 13:37 --

mark123 napisał(a):w stylu "rozkazującym"

Edycja treści

w stylu "zabraniającym/zakazującym"
Pociąg do bycia ofiarą toksycznego mężczyzny leży w naturze każdej kobiety, tyle że u niektórych kobiet ta natura jest mocno aktywna, a niektórych słabiej i te się jej przeciwstawiają.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10118
Dołączył(a)
11 lis 2012, 16:33
Lokalizacja
droga do otchłani zła

Jak wytłumaczyć się ze zmarnowanych lat i nerwicy lękowej?

przez Blue blue ribbon 30 kwi 2014, 15:14
Te wczorajsze rozmowy o prace były beznadziejne :lol: Dobrze, że dzień był piękny to przesiedziałam w parku czas między spotkaniami. Miło było, nawet poznałam kilka osób.
Już wiem, że nie nadaję się do call center, już jestem trochę zblazowana łażeniem na te rozmowy i nie chciało mi się produkować przed rekruterką, a ta oczywiście scenki sprzedażowej sobie zażyczyła, już mam po dziurki w nosie tych scenek i nie chce mi się zmyślać, więc tylko westchnęłam i zapadła długa cisza :lol: no ale, żeby nie było głupio to coś zaczęłam gadać, myślałam tylko o tym, żeby wyjść i więcej tam nie wrócić. :roll: Też miałam poczucie derealizacji, rekruterka wydała mi się nakręconą kukłą, a z każdą minutą czułam coraz większe oddalenie od tego, co się dzieje, było mi wszystko jedno.
Chyba mnie by mnie wzięli ale mam to gdzieś, nawet nie odbieram telefonów, jakoś mi wstyd powiedzieć, że nagle zmieniłam zdanie i nie chce, boję się rozwalenia psychiki, ja chce jakąś zwykła pracę magazynową, bez klientów


Druga rozmowa to zwykli naciągacze, to nie była ta firma, o której myślałam :-| Nie warto było czekać. Nawet rozmowy do końca nie przeprowadziłam, wyczułam, że coś nie halo i kręcą, takie to było nie jasne wszystko, że po prostu powiedziałam 'nie' i wyszłam .
Posty
51
Dołączył(a)
30 lip 2013, 13:18

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 15 gości

Przeskocz do