Nie umiem się wygrzebać z siebie i ze wszystkiego wokół

Inne zaburzenia.

Nie umiem się wygrzebać z siebie i ze wszystkiego wokół

przez grizzle 10 lut 2014, 08:46
Witam. Nigdy nie przypuszczałem, że będę o tym pisał na forum ale tak jak w tytule, nie umiem się wygrzebać a czas leci. Gdybym to pisał wczoraj to pewnie wyszedłby z tego misz masz ale jak zwykle to wkurzenie i zły nastrój (lekko powiedziane) przechodzi więc lepiej nawet że poczekałem.

Po kolei...nawet teraz czuję się głupio i nie wiem od czego zacząć. Nie wiem po prostu jak zacząć żyć a nie wegetować. Z zewnątrz czeka na mnie brak pieniędzy, jeden rodzic (do czego w sumie się już przyzwyczaiłem od lat, chyba, że to ma jakiś głębszy wpływ) z którym trudno mi się dogadać, nie, bez nałogów na szczęście, dom którym już rzygam bez masy podstaw, szkoła której mam także dość i niszczy wszelki dobry humor, głównie chodzi o kierunek który mnie nie obchodzi. Brak znajomych kompletny, dochodzi do tego, że w wakacje wychodzę raz na miesiąc i jestem blady, lekarz myśli że to coś z ciała nie wiedząc nawet ile już siedzę na czterech literach w domu, tak normalnie łapię brązowy odcień.

Z wewnątrz z kolei niedostatki ciała, konkretnie problemy z sercem które, podejrzewam, biorą się właśnie z tych sytuacji wszystkich. Z resztą zaczęły się w wieku 14 lat po wydarzeniach dość intensywnych jak na takiego w sumie młodego człowieka. Dość powiedzieć, że przedtem godzinami biegałem za piłką, teraz nie zrobię 5 minut. Do tego rozdwojenie w głowie...masa rzeczy mnie trzyma i to czuję, widzę. Gdy widzę normalne sytuacje jak dwaj ludzie którzy się ściskają czy normalne kontakty, życzliwość to oglądam to jakbym był kosmitą i poznawał ludzkie życie. Trudno mi powiedzieć dziękuję, czuję się wtedy dziwnie. Kiedyś jeden człowiek na wózku poprosił bym pomógł mu podjechać na wzniesienie...powiedziałem że nie mam czasu, śpiesze się...oczywiście przyspieszyłem kroku i tak już do końca szedłem, czułem się jak szmata, ktoś bez wartości. Wszelkie momenty motywacji, dobrego humoru itd. po pewnym czasie (najczęściej w obrębie 1 dnia) znikają. Z drugiej strony dużo już się dowiedziałem na temat umysłu, świadomy, nieświadomy, osobowości, nlp, techniki, psychologia etc. i dużo widzę u siebie. Co się odpala i kiedy, wiem np. że mam problem z wypowiadaniem się na głos wśród tych których nie znam dobrze, przyspiesza mi puls itd., czuję żeby nie mówić a z drugiej chcę i na końcu nie mówię bo od takiego...hmm...zdenerwowania nie chcę kolejnych ceregieli i odczuć w klatce piersiowej. Strach po prostu. Nie wychodzę, zwłaszcza dalej także z tego powodu.

Co najgorsze nic już nie działa. Coraz bardziej jestem jak skała, wszelkie historie czy wykłady czy cokolwiek przestają mnie ruszać żeby coś zrobić. A przecież wiem, że można to odwrócić wszystko, wiem że praca da efekty. Jakiś czas medytowałem i...pomaga, potwierdzam. Jednak i z tego zrezygnowałem w końcu. Nie jestem w stanie niczego pociągnąć do końca, nawet jak mi pomaga. Chęci szybko mijają gdy stykam się z codziennością mimo, że wiem o bezsensowności takiego działania.

Nie wiem już czy to banalne lenistwo czy to co w głowie siedzi czy jedno i drugie pomieszane. Szkoła? Całkiem olewam mimo że problemów gdybym chciał to bym pewnie nie miał. Gdy muszę wyjść na dwór to czuję mieszanke strachu i niechęci nawet jeśli przedtem chciałem to zrobić. Wszystko mnie po prostu gdzieś tam wkurza, ta monotonia wszystkiego, nawet przedmioty w domu bo wiem że po przebudzeniu wszystko będzie tak samo. Począwszy od mojej sytuacji po ułożenie mebli itd. Chciałbym wyjechać nawet na krótki okres i nic nie widzieć, ludzi, miejsc itd. ale nie mam jak. Psychoterapie? Też nie ma jak. Alkohol, narkotyki? Na szczęście także nie ma jak, brak pieniędzy na to. Zresztą o tym myślałem bardzo sporadycznie, wiem że nic to nie da a i tak nie ciągnie mnie. Samobójstwo? Aż śmiać mi się chce bo jestem za wielkim tchórzem na to. Nie ma pasji żeby odreagować, zaniast tego jem albo muzyki słucham mocniejszej mimo że normalnie raczej do chillowych klimatów mi bliżej.
Najlepsze że z zewnątrz to oczywiście w miarę normalnie wygląda, nikt by nie powiedział że mam taki problem. Ludzie myślą, że to tylko lenistwo albo w domu że mam dość matki, konkretnej osoby...nie, tu chodzi o ogół. O cały obraz. Płeć przeciwna jest i zdradza zainteresowanie ale tu także - nie mogę, to bezsens. Jestem gościem nie posiadającym prawie niczego. Każda taka sytuacja jest kolejnym symbolem bezradności.
Jakieś światło? Jak kogoś lepiej poznam w miarę i się dogaduję to nie ma problemu. Jak się wkręce to często słów brakuje i muszę "wyciągać" odpowiednie. Tyle że samemu nie zainicjuje nic. Nie potrafię choćbym świadomie bardzo chciał.

Nie wiem co to jest, nie wiem jak sobie poradzić, wiem tyle że marnuje mój jedyny czas na tej ziemi, który nie wróci. Nie potrafię nic zmienić, na horyzoncie wisi dług w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych, oczywiście nie mój. Tylko słyszę że muszę to i tamto bo nie ma wyjścia. To też mnie denerwuje. A nawet nie wiem co bym chciał robić w życiu, nie wiem nawet co umiem dobrze robić. Czuję że źle się to skończy wszystko a mam dopiero 20 lat. Wszystko wiem ale lenistwo + to co siedzi od lat (może i jest napędem lenistwa) ściąga mnie w dół.

Piszę to i chociaż wygląda to całkiem normalnie, wszystko logiczne, zdaję sobie sprawę etc. to w głowie wszystko mam rozwalone czasami, strasznie się potrafie wkurzać, przede wszystkim pod koniec kolejnego dnia który nic nie wniósł. Impulsywny też często jestem.
Jak ruszyć samemu? Co zrobić? Bo ja już nie mam pomysłu.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
10 lut 2014, 07:28

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do