Zycie, milosc

Inne zaburzenia.

Zycie, milosc

przez Szary121 23 sty 2014, 01:10
Witam, pisze ten temat dla wyzalenia sie, podzielenia sie swoja historia z innymi, zwyklego otwarcia sie przed kims aby ciezar ze mnie zszedl, nie oczekuje ze ktos mnie bedzie pocieszal lub pisal mile slowa, bo nie zalezy mi na tym tylko na zwyklym wysluchaniu.
Nazywam się Kamil mam 17 lat, całe moje życie od początku nie było jakoś piękne czy wyjątkowe, żyje w zwykłej rodzinie co prawda troche patologicznej, lecz na codzień nie jest aż tak źle.
Gdy bylem jeszcze maly nie mialem z niczym problemow zwykla codziennosc uczyniala mnie szczesliwym, gdy cos mnie zasmucilo lub ktos mi sprawil jakas przykrosc to po chwili to przechodzilo i nadal bylem szczesliwy- jak to u dziecka, chodzilem do szkoly podstawowej mialem wielu kolegow i robilem to co kazde inne dziecko, bawilem sie gralem w pilke chodzilem z kolegami po wsi, mijaly lata ja dorastalem, w pewnym momencie gdy mialem moze z 11-12 lat zaczely sie moje problemy, zyje troche w biednej rodzinie, mama jest bezrobotna lecz ciezko pracuje w domu moj ojciec pracuje na czarno na budowie, ma z tej pracy okolo 2 tysiecy jak mial zawsze, lecz do domu jak przyniosl 600zl to bylo dobrze, moja mama pomimo tego ze jest bardzo kochana i zrobi dla swoich dzieci wszystko to tez ma swoje wady, bardzo lubi sobie wypic tak jak tato, przy czym nie potrafi sie do tego przyznac, jest zalana do tego stopnia ze nie moze mowic lecz i tak zapewnia ze nic nie pila, i tak to sie ciaglo nigdy nie bylo na rachunki, chociaz pieniadze na to moglybyc lecz lepiej bylo je przepic, awantury w domu policja od czasu do czasu sie zdazala, i wracajac do wczesniejszego watku gdy bylem troszke starszym dzieckiem, w szkole moi koledzy zaczeli sie ode mnie odwracac, nigdy nie chodzilem jakos bogato ubrany choc nigdy mi na tym nie zalezalo, nie mialem fajnych zabawek ktore byly wtedy modne, lecz mialem garstke kumpli z ktorymi sie trzymalem, skonczyla sie szkola popdstawowa poszedlem do gimnazjum, nie wiem co sie ze mna stalo nagle opetal mnie jakis demon, stalem sie bardzo agresywny wulgarny chodz w srodku nadal bylem cichym i nie smialym chlopcem, nie wiem jak, lecz gdy spotykalem codziennie noywch kumpli w szkole bo po dolaczeniu do gimnazjum zebrali sie ludzie z roznych wiosek, dostawalem szalu, potrafilem zrobic z nimi najgorsze rzeczy, bylismy najgorszymi uczniami w szkole wagarowalismy robilismy doslownie co chielismy, mijaly dni, miesiace nadszedl koniec 1 klasy, mialem kilka zagrozen juz nie do poprawy, nic sie nie dalo zrobic, poszla moja mama do szkoly i wyjasnila sytuacje jaka panuje w domu i prosila zeby nauczyciele dali mi druga szanse i w nastepnym roku sie poprawie bede sie uczyl, nauczyciele sie zgodzili, minely wakacje poszedlem do drugiej klasy, robilem to samo co wczesniej tylko zmienilem sie pod jednym wzgledem, dowiedzialem sie co to jest zakochanie, uczucie, milosc, bylem mily dla dziewczyn mialem z nimi bardzo dobry kontakt, bylo jednak kilka problemow, nigdy na to nie zwracalem uwagi lecz wtedy zaczelo to przyciagac moja uwage, nie jestem przystojny, wygladam jak typowe dziecko z patologicznej rodziny, zaspana twarz zapadniete oczy rozne wypryski na twarzy piegi itp, zaczely sie pryszcze okres dorastania, wysypalo mnie z kazdej strony jak to tylko mozliwe najgorsze ze mialem, i mam nadal mase pryszczy pod skornych ktore sa na wierzchu jako wielkie czerwone bomble z ktorymi naprawde nic sie nie da zrobic, zakochalem sie w pewnej dziewczynie, pisalem do niej robilem wszystko tak jak uwazalem, w koncu zapytalem ja czy chce ze mna chodzic, odpowiedz byla prosta - nie, dlaczego? bo kolezanka uwaza mnie tylko za dobrego kolege lecz nic wiecej, mijaly kolejne dni zakochiwalem sie wiele razy, mam jeden problem, zawsze sie zakochuje w dziewczynach ktore sa naprawde piekne i wyjatkowe, a ja zwykly chlopak nie mam u takich dziewczyn najmniejszych szans..po pewnym czasie dostalem manii na punkcie jednej dziewczyny gdy mnie odrzucila dostalem depresjii, codziennie palakalem jedyne o czym myslalem to zakonczyc swoje zycie, codziennie sie to poglebialo ja caly czas tracilem na poczuciu wlasnej wartosci, i na czym tylko mozliwe, cielem sobie rece nogi, brzuch, po pewnym czasie probowalem sie kilku krotnie powiesic, lecz bylem zbyt slaby emocjonalnie zeby to zrobic, gdy mialem sznurek na szyi zaczynalem myslec o swojej mamie, doprowadzalo mnie to do potwornego placzu, mysl ze zraz to wszystko strace, a zarazem bol i rozpacz nad tym co bylo i jest, po wielorotych probach popelnienia samobojstwa dalem sobie spokoj, zaczalem zyc jak zwykly chlopak, tylko ze udawalem cos czego nie ma, bylem codziennie smutny zycie nie mialo dla mnie sensu, myslalem jedynie o dziewczynie, poznalem nowych kumpli, ktoregos razu poszedlem z nimi posiedziec kolega wyciagnal grama marihuany, namawial mnie do zapalenia, wtedy jeszcze nie wiedzialem jak to dziala, nie znalem skutkow palenia, balem sie potwornie, lecz zapalilem z tego powodu ze na niczym mi nie zalezalo, bardzo mi sie spodobalo, smialem sie w nieboglosy z zachwytu, i tak sie zaczelo, zaczelem palic coraz czesciej, raz w miesiacu pozniej kilka razy i po kilka razy w tygodniu i tak zostalo az do teraz, teraz pale z kolegami ktorych znam od dziecka i sa moimi przyjaciolmi, ale mniejsza o to, i wciagajac sie w to wszystko nie myslalem juz o dalszym zyciu jedyne czego chcialem to jak najszybciej umrzec, lecz nie moglem tego zrobic, zyje tak ciagle, wstaje rano patrze na swoj pokoj pierwsza mysl jest taka "zaraz szkola spotkam sie z kumplami bedzie fajnie" lecz kolejna mysl to "po co ja zyje, to nie ma sensu" humoru brak znow, caly czas mysle o smierci, ide do szkoly spotykam kolegow, jestem w 2 klasie lecz 2 razy w niej juz nie zdzlem, bo myslalem ze po co sie uczyc mam to w dupie i tak wkoncu sie powiesze, lecz nie moge sie przelamac, wychodzac na korytarz widze kolegow, ich spojrzenie budzi we mnie radosc, gdy na mnie patrza odrazu sie usmiechaja, potrafie ich rozsmieszyc do placzu, uwazaja mnie za najbardziej pozytywnego czlowieka na swiecie, czasem zartuja, ze w moj ostatni dzien zamiast plakac na lozu smierci, to ja sie bede smial bo dla mnie kazda chwila jest radosna. boli mnie to ze przy nich potrafie zyc pelnia zycia, robie to wszystko spontanicznie, to co mowie mysle w danej chwili, lecz gdy od nich odejde odrazu mysle jakim jestem zerem...przy nich potrafie sie otworzyc smiac sie, lecz gdy podejde do dziewczyn nawet tych z ktorymi mam kontakt od dawna staje sie ponury, bez humoru jedyne o czym potrafie z nimi rozmawiac to cos przygnebiajacego, nie dawno zakochalem sie poraz kolejny, w dziewczynie ktora jest w 1 klasie, jest ode mnie 3 lata mlodsza, lecz jest przepiekna, ma duze blekitne oczy krecone czarne wlosy, maly nosek, i piekne usta, gdy ja widze przechodza mnie ciarki pragne tylko jednego- przytulic ja, przytulenie jest to dla mnie najpeikniejsza forma okazania uczuc, lecz nie potrafie tego zrobic, bo ta dziewczyna nawet nie chce na mnie spojrzec, podobaja jej sie chlopacy z 3 klas, moi kumple, lecz ja jestem na 2 planie, zyje teraz szara codziennoscia mysle tylko o zebraniu 30zł aby kupic 1g i isc sie zjarfac, najlepsze jest to ze juz sie po tym nie smieje, gdy zapale odrazu mysle o tym jaki jestem slaby, brzydki, jedyne co moge zrobic to zaczac plakac. myslalem ostatnimi czasy nad zmienieniem siebie wyjsciem na prosta, o skonczeniu tego gimnazjum pojscie gdzies wyzej i zaczac nowe zycie, lecz nie potrafie sie przelamac, wiem ze ja sie nie zmienie, kolejne lata beda wygladaly tak samo spotkam dziewczyne nic z tego nie bedzie i ciagle bede sam, przygnebia mnie to coraz bardziej nie potrafie juz normalnie zyc, moje zycie teraz wyglada jak wegetacja, z dnia na dzien bez celu. Chce umrzec, mam dosc zycia.
przepraszam za bledy za zle zlozonie zdania, lecz pisalem to w ogromnym bolu i placzu, nie wiem czy napisalem wszystko co chialem czy zrobilem cos sensownego, lecz mam nadzieje ze ktos to przeczyta i zrozumie, ze naprawde wyglad czlowieka i start w zyciu sa niezmiernie wazne, bo ktos taki jak ja sie do niczego juz nie nadaje, nie z powodow wygladu czy pieniedzy, tylko z uczuc ze zniszczonego mózgu i serca przeszywajacego bólu i cierpienia.
Zapomnialbym dodac, czesto mysle ze swiat jest ustawiony pod moja osobe, ze to wszystko jest stworzone tak pod moj scenariusz, ze inni ludzie nie robia tego co chca robia to tak zebym ja to zauwazyl i zebym o tym jakos pomyslal zeby to na mnie wplynelo, ze to co codziennie robie to jest jakos utawione z gory, nie wiem jak to opisac, juz mniejsza o to...
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
23 sty 2014, 00:59

Zycie, milosc

przez vifi 04 lut 2014, 03:18
Szary121, nie chodzi tylko o to że dziewczyny są "piękne i wyjątkowe", ale też o to co ty myślisz o sobie. Nie każda dziewczyna odwzajemni nasze uczucia, ale coś podejrzanie szybko oceniłeś, że dla tej pięknej dziewczyny o dużych błękitnych oczach jesteś w drugim rzędzie, a twoi koledzy ją interesują. Skoro przy kolegach jesteś wygadany, z dużym poczuciem humoru, a przy dziewczynach smutny trudno jest o jakiś kontakt. W dodatku ta rozpacz po odrzuceniu jest trochę bliska dziecku, które nie może żyć bez miłości rodziców.
Jest też problem z tą maryśką i szkołą. O tych myślach samobójczych powinieneś porozmawiać z psychologiem, on może też Ci pomóc zerwać z nałogiem. Mimo twojego otoczenia chyba jest możliwe zdanie do następnej klasy i jakieś skończenie tego gimnazjum. Powinieneś to zrobić przede wszystkim dla siebie, ale dla twojej przyszłej dziewczyny też. Być może zauważyłeś to dopiero z liną w ręku, ale nie żyjesz tylko dla siebie. Postaraj się skończyć szkołę, wyrobić sobie później jakiś zawód czy pracę. Jeszcze znajdziesz dziewczynę, jak na ironię, być może zaraz po tym jak przestaniesz tego tak bardzo pragnąć. Nie możesz uzależniać swojego sensu życia od dziewczyny. Lecz się i głowa do góry.
Offline
Posty
1424
Dołączył(a)
20 lis 2011, 21:02
Lokalizacja
Warszawa

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 19 gości

Przeskocz do