Bezwiedne emocjonalne dystansowanie się

Inne zaburzenia.

Bezwiedne emocjonalne dystansowanie się

przez arabella 28 lis 2013, 23:37
Wybaczcie, jeśli piszę w złym dziale, ale nie do końca wiem gdzie mogę przyporządkować to, co chcę napisać. I w sumie nie wiem również, od czego zacząć i jak w ogóle zwerbalizować, to co od miesięcy kłębi mi się w głowie.

Myślę, że mój problem polega z grubsza na prawie całkowitym emocjonalnym dystansowaniu się od ludzi w moim otoczeniu oraz na tym, że jedyną emocją, którą jestem w stanie zidentyfikować, jeśli akurat ją odczuwam jest złość, albo jej pochodne. Irytacja, frustracja, czasami smutek. Przez reszte czasu, nie mam pojęcia o co mi chodzi, to coś jak ciągłe szumy, zakłucenia, które nie pozwalają mi na poprawne myślenie w tym zakresie. Nie robię tego celowo, to nie jest tak, że przeszłam przez jakieś traumatyczne wydarzenie, albo ktoś mnie zranił i w ten sposób próbuję sama siebie ochronić. Nie jestem nawet do końca pewna, kiedy zaczęłam się odcinać emocjonalnie, od tego co dzieje się w moim życiu. Pamiętam, że byłam bardzo pogodnym dzieckiem, tzw. "przylepą", może aż za bardzo, bo do 11 r.ż nie byłam w stanie zasnąć, nie trzymając matki za rękę, co, zadaję sobie doskonale teraz sprawę, nie było normalne. Ale chodzi mi o to, że zawsze byłam roześmiana, kochająca wszystkich i wszystko dookoła. I gdzieś w przedziale 14-17, trochę się pogubiłam, ale przez ostatnie 3 lata, sprawy się mocno pogorszyły. Teraz mam 21 lat, nie jestem w stanie zbudować żadnej trwałej i bliskiej relacji z drugą osobą. Posiadam co prawda znajomych, nawet teoretycznie przyjaciółkę, ale nie jesteśmy na tyle zżyte, żebym mogła jej powiedzieć cokolwiek z tej chaotycznej paplaniny, którą teraz tu odprawiam. Nie mam pojęcia kiedy się kogoś "kocha", jak to się czuje, kiedy się wie. Jestem prawie pewna, że żadnego chłopaka nigdy nie pokochałam, ale co martwi mnie bardziej, nie jestem pewna, czy kocham własną rodzinę. Pomijając fakt, że pogardzam swoim ojcem i tego jestem akurat stuprocentowo pewna, to nie jestem w stanie poczuć, czy kocham siostrę albo matkę. WIEM, że je kocham, ale nie czuję tego. Czy to ma w ogóle jakikolwiek sens? Notorycznie uciekam przed każdym facetem, który wyrazi przynajmniej odrobinę zainteresowania przeniesieniem znajomości na bardziej zażyły poziom, a potem zadręczam się, że nie jestem wystarczająco dobra, dla kogokolwiek, kto chciałby mnie pokochać, bo jestem emocjonalnie wybrakowana. Moje życie jest obecnie, od kilkunastu miesięcy z resztą, jednym wielkim bałaganem. Tak samo jak moja głowa. Jestem na studiach, których nie lubię, nie mam pojęcia co mam zrobić ze swoim życiem i czuję, że na przestrzeni ostatnich lat w ogóle nie zmieniłam się psychicznie, ani emocjonalnie. Myślałam, że gdy dorosnę, sposób w jaki będę na siebie patrzeć, w jaki będę prowadzić swoje życie będzie zupełnie inny, że poczuję się inaczej, będę odpowiedzialna za wszystkie decyzje, które podejmuję. Okazuje się natomiast, że w głowie kłębi mi się miliard myśli, których nawet ja, nie jestem w stanie w żaden sposób uporządkować ani zrozumieć.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
28 lis 2013, 23:24

Bezwiedne emocjonalne dystansowanie się

Avatar użytkownika
przez wysłowiona 29 lis 2013, 08:20
WIEM, że je kocham, ale nie czuję tego. Czy to ma w ogóle jakikolwiek sens?


Tak:) Podobnie jak sens ma stwierdzenie osoby z derealizacją, że wie, że wszystko wokół jest prawdziwe, ale tego do końca nie czuje, a także osoby z depersonalizacją, która nie czuje do końca tego, że jej ciało jest jej. I chociaż nie masz pewnie jeszcze podstaw, by twierdzić, że Twój przypadek jest analogiczny, to jeśli jednak zdecydujesz się na rozważanie jakiejś emocjonalnej "derealizacji", napiszę Ci tylko, że to nie są urojenia (to dobra wiadomość :) ).

Dlaczego myślę, że Twój przypadek nie jest analogiczny? Bo dużo ludzi ma ten problem, dużo osób o nim pisze. To w gruncie rzeczy dość typowe dla zaburzeń nastroju spłycenie emocjonalne (nie jestem do końca pewna, czy użyłam fachowej nazwy, ale wiesz chyba o co mi chodzi). A Ty się trochę pogubiłaś i wygląda na to, że możesz mieć tego typu problemy. Patrząc na objawy depresji, myślisz, że możesz mieć z nią coś wspólnego?
I prawdopodobnie żeby coś "poczuć", będziesz musiała się zaopiekować sobą, popracować nad swoimi problemami. Podobnie jak osoby z derealizacją muszą zająć się ogólnie lękami, nie tym pojedynczym problemem.

Moje życie jest obecnie, od kilkunastu miesięcy z resztą, jednym wielkim bałaganem.


To napraw to ;) Zorganizuj sobie życie, popracuj nad tą psychiką, która wydaje Ci się nie zmieniać. Uwierz, niektórzy ludzie zostają na poziomie 18 lat przez całe życie. Nie rozwijają się więcej, nie zmieniają niskopłatnej pracy, nie zmieniają niezbyt dobrego partnera. Czasami trzeba usiąść, postanowić i zaplanować, co dokładnie chcesz zmienić i znaleźć kogoś, kto wie jak to zrobić. Ja się męczyłam z lękami na początku studiów i bardziej myślałam o tym, jak ułożyć sobie życie, by nie zostawać samej w domu, a dopiero potem wpadłam na to, że zmiany powinny zachodzić gdzieś indziej. Tylko ludzi rzadko wpadają na to, że mogą sobie "przeprogramować" psychikę.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1006
Dołączył(a)
19 lip 2012, 08:59

Bezwiedne emocjonalne dystansowanie się

przez arabella 04 gru 2013, 18:30
Bardzo chciałabym to wszystko posprzątać, ale szczerze nie mam pojęcia jak to zrobić i od czego zacząć. Cały ten bałagan w moim życiu jest spowodowany bezpośrednio coraz większym bałaganem w mojej głowie, a im dłużej się zastanawiam jak mogę go ogarnąć tym bardziej mnie on przytłacza i przeraża. Czuję, że z dnia na dzień zalega mi w głowie tysiąc kolejnych myśli, których nie jestem w stanie uporządkować. Próbowałam nawet porozmawiać o tym ostatnio z moją przyjaciółką, ale nie do końca umiałam dobrze się wyrazić, a i ona chyba nie traktuje tej kwestii jako jakiegoś poważnego problemu, bo zbyła to tylko stwierdzeniem, że "niektórzy ludzie są normalni, a ty masz po prostu trochę na***ane w głowie. Nie ma co się przejmować". Sądzą więc, że zanim znowu będę chciała poruszyć ten temat z kimkolwiek z mojego środowiska minie dużo czasu.

Jeśli chodzi o depresję, to nie sądzę, żebym była już w tym punkcie, gdzie mogę stwierdzić, że na nią cierpię. Dwa lata temu, przez okres kilku miesięcy (mniej więcej od sierpnia 2011 do marca-kwietnia 2012) miałam problem z dość poważną depresją. Złożyło się na nią kilka czynników, głównie jednak świadomość, że jestem człowiekiem, który nie jest w stanie logicznie poprowadzić swojego życia. Skończyłam wtedy liceum, zdałam maturę sporo poniżej swoich oczekiwań, nie miałam pojęcia co chcę w życiu robić ani co osiągnąć. Rodzice nie brali nawet pod uwagę tego, że mogę zrobić sobie rok przerwy, pójść do pracy i w przeciągu tych miesięcy dojść do jakiś sensownych wniosków. W momencie, kiedy okazało się, że jestem zmuszona podjąć ważne decyzje, które będą rzutowały na dalsze kilka lat mojego życia czułam się skrajnie przerażona i zupełnie na to nieprzygotowana. Wybrałam więc uczelnie i kierunek, nie kierując się żadną składną logiką. I wszystko w zastraszającym tempie się spieprzyło. W grudniu byłam w tak kiepskiej psychicznej formie, że ledwo wstawałam z łóżka. Rzuciłam studia, a kolejne miesiące spędziłam w domu prawie z niego nie wychodząc. Październik-grudzień pamiętam tylko wybiórczo, ale chyba do końca życia zapamiętam to uczucie ogromnego smutku i bezsilności. Pomimo dość mocno nasilonych myśli samobójczych w tamtym okresie, nic sobie nawet nie próbowałam zrobić. Wiem, że nie ważne jak źle byłoby, to nie jest coś na co się odważę, ale pomimo wszystko, same myśli są zazwyczaj wystarczająco przerażające.

Co spowodowało, że w ogóle tu napisałam szukając pomocy, to właśnie strach przed powtórką z przeszłości. Znajduję się obecnie w podobnym emocjonalnym i psychicznym stanie jak kilka miesięcy przed tym kiedy miałam z depresją pierwszy raz problem. Chciałabym za wszelką cenę tego uniknąć. I myślę, że próba rozwiązania problemu wybrakowania emocjonalnego w kontaktach z innymi ludźmi mogłaby mi pomóc. Ale tak jak już wspominałam, o ile wiem jak naprawiać kwestie bardziej przyziemne, gdzie zazwyczaj obowiązuje jakiś logiczny plan działania, to nie mam już zupełnie pojęcia jak można, pisząc kolokwialnie, naprawić sobie głowę. W jaki sposób udało Ci się "przeprogramować psychikę"?
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
28 lis 2013, 23:24

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do