przymus chodzenia, napady złości, irracjonalny lęk

Inne zaburzenia.

przymus chodzenia, napady złości, irracjonalny lęk

przez ania95000 26 sie 2013, 21:24
Witam. Chciałabym zasięgnąć Waszej opinii na temat moich problemów z nerwami. Zastanawiam się, czy wymagam leczenia farmakologicznego, czy też byłoby to w tym momencie zbyt drastycznym krokiem. Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że jestem jeszcze nastolatką (18 lat), więc nadmierna emocjonalność przynajmniej w niewielkim stopniu może mieć podłoże hormonalne. Znaczenie mogą mieć również uwarunkowania genetyczne, ponieważ zarówno mama jak i ojciec są osobami nerwowymi. Na mój obecny stan emocjonalny z pewnością wpłynęła też sytuacja rodzinna. W przeszłości moja mama miała problemy z alkoholem, a między rodzicami często dochodziło do kłótni. W późniejszym czasie ojciec ją zdradził, jednak mimo wszystko wciąż są razem i wydaje mi się, że starają się pracować nad ich związkiem.
Myślę, że dobrym rozwiązaniem będzie wypunktowanie moich problemów.

1) Pierwszym i zarazem najbardziej zastanawiającym mnie zachowaniem jest coś na wzór nadpobudliwości psycho-ruchowej. Już jako mała dziewczynka czułam przymus chodzenia. Potrafiłam krążyć po pokoju nawet przez trzy godziny, a i tak nie odczuwałam znużenia. Oprócz tego, myślę, że w sytuacjach, w których dochodziło do mnie wiele bodźców, machałam rękami (tak jak ptak czy motyl) i nerwowo bawiłam się palcami. O ile w szkole potrafiłam zapanować nad swoimi odruchami, to będąc w domu, chodzenie w kółko było moją ulubioną formą relaksu. Niestety z wiekiem problem nie miną. Z niecierpliwością oczekiwałam momentu, w którym mogłabym być sama, aby oddać się tej dziwnej formie odpoczynku. Mając 13 lat, dostałam swój pierwszy odtwarzacz MP3 co moim zdaniem pogłębiło problem. Słuchając muzyki, wpadam w taki jakby trans. Już nie tylko chodzę po obranej wcześniej trasie, ale całym ciałem oddaję się dźwiękom. Przykładowo, gdy piosenka jest smutna i nastrojowa, odczuwam ścisk w żołądku, siadam, kulę się i kiwam, jednak gdy rytm stanie się szybszy i energiczny skaczę lub macham rękami. Wszystkie te sytuacje mają miejsce tylko i wyłącznie kiedy jestem sama. Przy innych osobach potrafię opanować te potrzeby, jednak jeżeli okoliczności nie powalają mi na spełnienie ich przez dłuższy czas, czuję, że bardzo mi tego brakuje. Myślę, że zachowaniem mającym podobny charakter jest długie mycie zębów. Wprawdzie problem ten, praktycznie jest już nieobecny w moim życiu jednak może być pomocny w dokładnym naświetleniu sprawy. Mianowicie, jako 14-latka codziennie myłam zęby przez 2-3h non-stop. Dziwię się, że podczas takiego seansu nie zdarłam sobie szkliwa :) Obecnie, myję zęby (poza poranną i wieczorną toaletą) w sytuacjach, w których czuję przymus chodzenia. Szczotkowanie w takich chwilach trwa maksymalnie 5 minut i myślę, że w pewnym stopniu pozwala mi ograniczyć czas, w którym chodzę w kółko czy skaczę, jednak mimo wszystko nie udało mi się rozwiązać tego problemu w stu procentach. Zresztą, zastąpienie jednego złego nawyku drugim, wydaje mi się być złą drogą. Ważne jest też, że w innych sferach życia raczej nie jestem nadpobudliwa (w sensie ruchowym). Kiedy jestem w szkole bezproblemowo siedzę przez 45 minut na lekcji i potrafię skoncentrować się na omawianym temacie. Zamiłowania do WF-u nigdy nie miałam. W podstawówce moje zdolności sportowe były znacznie gorsze od innych dzieci. Później różnice te wyrównały się, przez pewien czas moja kondycja była bardzo dobra. Ćwiczyłam wówczas 2 godziny dziennie i oprócz tego przemierzałam ok.10 km, jednak nawet wysiłek fizyczny nie pomógł mi uwolnić się od mojego natręctwa.

2) Drugim problemem są napady złości. Wpadam w tzw. wir emocjonalny. Rozdrażni mnie błahostka, jednak nie potrafię zignorować tego faktu, "nakręcam się", zaczyna denerwować mnie jeszcze więcej mało istotnych szczegółów. Wybucham. Rzucam wszystkim, co znajduje się na mojej drodze, nie zwracam uwagi na wartość materialną przedmiotów, wyzywam innych i nie są to pojedyncze słowa wypowiedziane świadomie, tylko jest to długi ciąg przekleństw skierowany pod czyimś adresem. Często szarpię osoby, które są przy mnie podczas takiego napadu histerii, czasami grożę, że popełnię samobójstwo. Często dochodzi też do autoagresji (drapanie się, bicie, wbijanie w skórę np. wsuwek do włosów). Po takim wybuchu czuję się wyczerpana, płaczę z bezsilności i nie potrafię zapanować nad łzami. Taka furia trwa zazwyczaj od pół godziny do trzech godzin. Myślę, że interesujący jest fakt, iż w przypadku, gdy stosunkowo szybko uspokoję się, potrafię później normalnie funkcjonować, wykonywać codzienne obowiązki, skupić się na trudnych zadaniach itp. W ogóle nie czuję się rozbita. Ataki te zdarzają się coraz rzadziej. Parę lat temu dochodziło do nich średnio raz w miesiącu, aktualnie wybucham mniej więcej raz na pół roku. Niemniej jednak chcę rozwiązać również ten problem. Chciałabym też zaznaczyć, że wybucham jedynie przy zaufanych osobach. W większym gronie zawsze jestem miła, raczej nie potrafię wyrazić swojego zdania, nie pokazuję swoich emocji. Możliwe, że właśnie to jest przyczyną tych ataków i dlatego też zastanawiam się czy w tym przypadku terapia, nie byłaby lepszym rozwiązaniem od leczenia farmakologicznego.

3) Podejrzewam też, że mogę mieć nerwicę żołądka. Codziennie przed wyjściem do szkoły, przeżywam gehennę w postaci irracjonalnego lęku, ścisku żołądka i spłycenia oddechu. By wyeliminować te objawy, biorę gorący prysznic i to zazwyczaj okazuje się być zbawieniem, niemniej jednak to nieprzyjemne uczucie w żołądku często towarzyszy mi podczas imprez czy w czasie, w którym przebywam w określonych grupach. Kiedyś zastanawiałam się czy przypadłości te nie "dopadają" mnie wśród ludzi, z którymi nie jestem dobrze zintegrowana. Myślenie to opierałam na obserwacji moich relacji z innymi w poszczególnych etapach edukacji. W podstawówce i w liceum nie zżyłam się dobrze z klasą i wtedy właśnie najbardziej odczuwałam ten ścisk, z kolei w gimnazjum moje relacje z innymi były bardzo dobre i wtedy też wszystkie symptomy opisane w tym podpunkcie ustąpiły. Jednak myślenie to okazało się być błędnym. Podczas różnych kursów, na które uczęszczałam w tym roku zawarłam wiele znajomości. Relacje z osobami, które na nich poznałam nie ograniczały się jedynie do rozmów na zajęciach. Były też wspólne wypady na pizze, imprezy itp. Jestem raczej lubiana w tych grupach, lecz mimo to, w środku wciąż odczuwam ten irracjonalny lęk, będąc na zajęciach.

Byłabym wdzięczna, gdyby ktoś powiedział mi w jaki sposób radzić sobie z nadmiernym wyrażaniem uczuć i z somatycznymi objawami moich lęków. Liczę tez na jakąś odpowiedź na pytanie-czy psychiatra jest w tym przypadku niezbędny. Z góry dziękuję za wszystkie opinie i praktyczne porady :)
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
26 sie 2013, 21:12

przymus chodzenia, napady złości, irracjonalny lęk

przez pauuula 27 sie 2013, 23:42
witam
nie wiem za dużo na ten temat natomiast tyle na ile mogę ci doradzić to napewno żę jak najszybciej powinnaś iść do lekarza. Ja mam chłopaka zktórego powodu jestem na forum ponieważ z tego co tu się dowiedziałam prawdopodobnie ma NN. On też czasami ma wybuchy złości bez powodu...ale jak czytam o twoich wybuchach to jestem poprostu pezrażona poniważ on krzyczy ale zazwyczaj szybko się uspokaja.
Mój chłopak też jeszcze nie był u lekarza (bo z tego co napisałaś wnioskuje że jeszcze nie byłaś) i jestem w trakcie nakłaniania go na wizyte
Poza tym twoja nadpobudliwosc i nerwica żoładka. Pamiętam że mi było niedobrze przed matematyką do tego stopnia że czasami chciał mi się wymitować ale byłam w stanie to opanować.
Koniecznie powinnaś iść do lekarza bo to ci pomożę. Pewnie boisz się leczenia farmakologicznego... wiem, ja też miałam wątpliwości czy mój chłopak musi to brać i czy nie da się jakoś tego obejść natomiast ludzie tutaj przekonali mnie żę nie ma w tym nic złego i jeżeli ma mu się lżej żyć to powinien je brać, więc tobie radze to samo i serdecznie pozdrawiam :105:
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
10 sie 2013, 10:07

przymus chodzenia, napady złości, irracjonalny lęk

Avatar użytkownika
przez diatas 28 sie 2013, 08:59
Witaj, u mnie somatyczne objawy lęków pojawiają się przed sytuacją, która mnie stresuje, a najbardziej podczas oczekiwania na tę sytuację więc o ile jest to możliwe staram się jak najszybciej zabrać za rzecz, która to powoduje. Oczywiście problemem do rozwiązania nie są tutaj objawy somatyczne, ale zmiana myślenia na mniej lękowe.
A co do Twoich napadów złości - próbowałaś uprawiać jakiś sport? Niektórzy sądzą, że sport pomaga na bierząco rozładowywać złość, która u Ciebie z tego co piszesz się zbiera w nadmiarze. Poza tym sport jest przyjemny sam w sobie o ile tylko jest wykonywany systematycznie i umiarkowanie.
Jest tylko jedna rzecz której chcę - dobrze się czuć.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
888
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 08:46
Lokalizacja
Krajna

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 15 gości

Przeskocz do