Życie ułudą/wyobrażeniem

Inne zaburzenia.

Życie ułudą/wyobrażeniem

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 08 sie 2013, 21:31
Może to swego rodzaju autoagresja, negowanie siebie, w tym również własnych przemyśleń?
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Życie ułudą/wyobrażeniem

przez zujzuj 08 sie 2013, 21:36
Wstyd...człowiek spętany wstydem robi takie coś. Chce w 100% sie kontrolować, jest spętany, bardzo introspektywny bardzo skoncentrowany na sobie, stara sie rzeczywiście negować swoje wnetrze, czy raczej je kontrolować...wtedy człowiek jest emocjonalnie bezpieczny, ale stara sie funkcjonować czysto intelektualnie
Offline
Posty
1807
Dołączył(a)
17 mar 2011, 21:34

Życie ułudą/wyobrażeniem

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 08 sie 2013, 21:48
Kontrolowanie siebie aż do takiego stopnia nie jest daje poczucia bezpieczeństwa. Tylko zdaje się takie być, ale nie jest.
Prawdziwe poczucie bezpieczeństwa objawia się wyrażaniem siebie, swoich uczuć bez obaw o odrzucenie, ocenianie, ból... Tak jak na forum możesz wyrażać swoje myśli, bo czujesz się (względnie) bezpieczny, bo nikt Cię nie oceni... jednak forum jest tylko małą częścią życia (przynajmniej taką powinno być).
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Życie ułudą/wyobrażeniem

przez zujzuj 08 sie 2013, 21:54
no oczywiście że tak...no ale ja mówiłem o takim zaburzonym poczuciu bezpieczestwa...Jeśłi ktoś nie czuje sie bezpiecznie i ucieknie na koniec świata, to w jakims sensie poczuje sie bezpieczniej...jednak bedzie to wynikało własnie z wewnętrznego poczucia zagrożenia, niższości
Offline
Posty
1807
Dołączył(a)
17 mar 2011, 21:34

Życie ułudą/wyobrażeniem

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 08 sie 2013, 22:00
Reakcja na zagrożenie jest jedną z najpierwotniejszych: ucieczka albo walka. Gdyby ludzkość wyłącznie uciekała, gdzie by teraz była? ;)
Stand up and fight... for your right... to paaaarty! :great:
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Życie ułudą/wyobrażeniem

Avatar użytkownika
przez monapayne 23 sie 2013, 13:37
Bardzo ładny temat, czegoś takiego potrzebowałam... Nie potrafię nic więcej napisać, bo jeszcze jestem w stanie, że nic nie czaję tak jak bym mogła, ale fajnie napisane.
"Słowo trauma z greki oznacza ranę, a wie pan jak jest sen po niemiecku? Traum. Rany rodzą potwory"
was: robot
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1351
Dołączył(a)
24 lip 2013, 15:12

Życie ułudą/wyobrażeniem

przez eura28 27 sie 2013, 19:15
Martwi mnie, że aktualnie naprawdę wolę sobie po prostu posnuć takie wyobrażenia zamiast spotkania z kimś, czy wyjścia do ludzi. Ale wszystko mi się coraz bardziej sypie i chyba tylko ten sztuczny, wykreowany przeze mnie świat chroni mnie przed samobójstwem.
Offline
Posty
113
Dołączył(a)
15 sie 2013, 23:11

Życie ułudą/wyobrażeniem

przez vifi 28 sie 2013, 00:08
Takie życie w wyobraźni zaczyna się już w dzieciństwie - kiedy dziecko zostaje samo, a kogoś potrzebuje, dochodzi do wniosku że samo sobie poradzi, nie potrzeba mu nikogo. Później przez całe życie chce być jakoś zauważone przez otoczenie, dostrzeżone, żeby w końcu zaistniało, a okazuje się że "zwykły" ja nie jest tak interesujący.
Tak jak zostało odrzucone przez rodziców, tak samo odrzucają go koledzy (w każdym razie nie dostaje tyle uwagi ile pragnie - nic nie zastąpi deficytów z wczesnego okresu życia). Okazuje się że jest w stanie zrobić masę rzeczy, dosłownie okaleczyć się, żeby tylko ktoś go zauważył/docenił, byle być tylko wyjątkowy, zacząć istnieć.
Podczas kiedy zwykły "ja" nie wystarczam, są osoby które imponują temu dziecku i/lub innym. Upadabniając się do nich (i np. zdobywając jakieś nagrody/umiejętności) dostaje się trochę ciepła wziętego z podziwu od innych, ciepła którego tak bardzo brakuje.
Próbując zawładnąć innymi i dostać ich uwagę, jednocześnie staje się ich niewolnikiem, ale nawet jeśli ktoś zda sobie kiedyś sprawę że tak żyje, że wszystko jest nakierowane na innych ludzi i na przemienienie się na jakiś ideał, nawet jeśli chce się zmienić, to nie może. Bo ten ból u pustka pozostaje i przygniata go do ziemi i mówi mu jak surowy rodzic "widzisz jaki jesteś beznadziejny" i bardzo ciężko się wyrwać od błędnego koła kolejnego próbowania zmiany w kogoś.
Prawdziwe ja chciałoby tylko sterować wszystkim z tyłu i się ogrzewać w blasku chwały, ale okazuje się że istnieją ludzie którzy są lepsi, "wykradają" uwagę otoczenia, a to "ja" też "przeszkadza" i nie jest takie jakie "powinno". Miejsce miłości innych ludzi zajmuje "miłość" samego siebie która wydaje się jakimś egoizmem, ale jest wbrew pozorom bardzo okrutna dla posiadacza.
Wyczytałem o tym w książce "Wirus samotności" i napisałem jak to mniej więcej rozumiem. Wiadomo że to tylko jeden schemat, ale sam cały czas noszę ze sobą coś takiego, a widziałem że wiele osób na forum pisało o czymś podobnym. Osobie która tak nie żyje chyba trudno jest to zrozumieć, łatwiej to podsumować jakąś etykietką typu egoista itp. Może być w tym trochę prawdy, ale jest tu też coś z choroby, i to choroby duszy.
Offline
Posty
1424
Dołączył(a)
20 lis 2011, 21:02
Lokalizacja
Warszawa

Życie ułudą/wyobrażeniem

Avatar użytkownika
przez monapayne 28 sie 2013, 08:02
A ja myślę, że bardzo ciężko jest dostać miłość od rodziców chyba, bo wielu rodziców myśli, że kocha, a jednak nie.
"Słowo trauma z greki oznacza ranę, a wie pan jak jest sen po niemiecku? Traum. Rany rodzą potwory"
was: robot
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1351
Dołączył(a)
24 lip 2013, 15:12

Życie ułudą/wyobrażeniem

Avatar użytkownika
przez MalaMi1001 29 sie 2013, 20:22
robotnica masz rację. Ja myślałam, że tylko jawny brak okazywania miłości pozostawia piętno na psychice. Ale patrząc na dzieciaka mojej siotry widzę, że popełniła jakiś duży błąd. Chłopak miał wszystko, zainteresowanie i wsparcie rodziców, rzeczy materialne bo od zawsze siostrze się dobrze powodziło. Jednak czuje potrzebę imponowania. Chleje na umór chociaż ma dopiero 16 lat, żeby popisać się przed kolegami. Skąd ta potrzeba? To nie jest typowy rozpieszczony dzieciak, który miał wszystko i myśli, że jest bezkarny. On doskonale wie jaka byłaby kara za to wszystko, gdyby tylko siostra się dowiedziała, już nie wspomnę o szwagrze. Jednak jest w stanie to wszystko zaryzykować tylko po to, zeby zaimponować kolegom. Stąd chyba wynika silna potrzeba życia w ułudzie. JA mogę powiedzieć na ten temat bardzo dużo. Ja posiadam dwa rodzaje "marzeń". Jedne to te depresyjne. Wyborażam sobie, że umierają moi rodzice, ja mam gównianą pracę (bo mam) nie stać mnie na prąd, ogrzewanie, jedzenie. Siedzę wiec w jednym ponieszczeniu w piwnicy, prze słabej żarówce, wcinam ziemniaki, które wyhodowałam latem i rozmawiam z psem, bo nie mam kompletnie nikogo. Chodzę sobie po podwórku, po polach, sama, samotna, przez wszystkich zapomniana, niechciana. Ludzie żałują mnie, a ja w końcu umieram z samotności. Nawet nie macie pojęcia jak te wyobrażenia przeżywam. Ryczę do poduszki, przez kilka dni mam potwornego doła, że do niczego się nie nadaje i z pewnością tak skończę.
Inne wyobrażenia to takie, że np. jestem cenionym wykładowcą na uczelni (kiedyś to była praca moich marzeń, ale z niej zrezygnowałam w imię "miłości". Kiedy chciałam wrócić już było za późno), a na auli siedzą osoby, które kiedyś mnie zostawiły, olały, ale zrozumiały swój błąd. Usłyszały, gdzie jestem co robię i przyszły popatrzeć i pluć sobie w brodę, że popełniły taki głupi błąd i mnie odrzuciły.
I najbardziej bolesne wyobrażenia to takie dotyczące moich aktualnych pragnień. Wyobrażam sobie siebie szczęśliwą, kochaną. Wtedy jestem mega szczęśliwa. Kiedy jednak dociera do mnie, ze nic z tego łapię doła na miesiąc, dwa ciągle żyjąc nadzieją.

Uważam zatem, że nasze życie w świecie iluzji to płaszcz ochronny, który na siebie zakładamy broniąc się przed beznadziejnością. Pragniemy miłości i akceptacji. Zostaliśmy odepchnięci, nie ważne przez kogo i kiedy, ale uważamy, ze nasze "ja" z tamtego okresu było niewystarczające. Nie jesteśmy jednak w stanie się zmienić, bo osobowości zmienić się nie da. Strata spowodowała głęboki zawód i choć wydaje nam się, że zapomnieliśmy gdzieś głeboko tkwi zadra, która daje nam znak, że to nasza wina. To MY nie zrobliśmy tego czy tamtego, to MY zachowaliśmy się tak, a nie inaczej, to nam przypisuje się jakieś cechy, których sami do końca nie rozumiemy i w które w głębi serca nie wierzymy. Jednak chcemy być tacy, jakich chcą nas widzieć. Chcemy pozbyć się tych "złych" cech dlatego wyborażamy sobie siebie w różnych sytuacjach, gdzie jesteśmy z siebie dumni. Popadamy w samozachwyt, że udało się nam zrobić na kimś wrażenie, że zakamuflowaliśmy to swoje "ja" i poakazaliśmy to ja, które przez pryzmat przeszłości wydaje nam się właściwsze. I gubimy się. Ja zniknęłam gdzieś pomiędzy zagubionym, niepewnym i wstydliwym dzieciakiem a pewną siebie, przebojową laską. I dlatego dzieje się jak się dzieje. Chcę pokazać co to nie ja, ale są ludzie, którzy wolą zobaczyć nasze wnętrze niż tą idealną otoczkę. Ja jednak pogubiłam się w swoich wyobrażeniach tak, że już nie wiem jak wrócić. Ale widzę, ze to nowe "ja" jest złe. Tylko, ze jest za późno. Więc jesli pytacie czy to jest niezpieczne uważam, że tak. W końcu z jakiegoś powodu wpadamy w zaburzenia, których kiedyś nie było.
______________
wenlafaksyna 75 mg
zolpidem 10 mg
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1930
Dołączył(a)
29 paź 2010, 19:44
Lokalizacja
łódzkie

Życie ułudą/wyobrażeniem

Avatar użytkownika
przez monapayne 29 sie 2013, 20:32
MalaMi1001, a ja? A ja mam 20 lat i chyba w końcu ktoś opisał jak się czuję, tj. jak Ty... Bardzo podobnie, bardzo to teraz trafia w moje życie... Tylko, że ja... - aż to wszystko sprawiło, że jednak nic nie czuję. Rozpadłam się.
"Słowo trauma z greki oznacza ranę, a wie pan jak jest sen po niemiecku? Traum. Rany rodzą potwory"
was: robot
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1351
Dołączył(a)
24 lip 2013, 15:12

Życie ułudą/wyobrażeniem

Avatar użytkownika
przez MalaMi1001 29 sie 2013, 21:38
Widzisz a ja czuję aż za dobrze. Dzisiaj jadąc samochodem poczułam się jak parę lat temu. Prowadząc auto wyłam do księżyca, zanosiłam się płaczem jak kiedyś. Historia lubi się powtarzać? I jeszcze matka powiedziała dokładnie to samo zdanie co wtedy. Po prostu coś pękło, że to klątwa, że życie zatacza ciemny krąg. A wszystko przez moje wyobrażenia. Gdybym tylko posiadła zdolność realistycznego myślenia zamiast tych durnych fantazji byłoby zupełnie inaczej. Zawód - wyciągnięcie wniosków - postępowanie inaczej. A teraz? Zawód - poczucie winy i beznadziei - dół, panika, ból. A tak bardzo chciałam, żeby moje wyborażenie "ja" było idealne. Stało się klęską. Widzę to wyraźnie. Ale nawet chcąc powrócić do tego co było kiedyś, nawet do tego wystraszonego dzieciaka już się nie da. Pomieszanie z poplątaniem. Nie wiem jaka jestem. Zawieszona między tym "jaka powinnam być" a jaka jestem. I za nic nie mogę tego wszystkiego odróżnić. Wiem kiedy się to zaczęło, ale nie mogę sobie przypomnieć jak wtedy było.
______________
wenlafaksyna 75 mg
zolpidem 10 mg
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1930
Dołączył(a)
29 paź 2010, 19:44
Lokalizacja
łódzkie

Życie ułudą/wyobrażeniem

przez zujzuj 05 wrz 2013, 14:31
Musze odkurzyć temat..bo sam nie wiem ale coś mi sie robi. Nie potrafię do końca tego nazwać, czy ogarnąć.
Poruszyłem temat na terapii...w zasadzie ten pierwszy post z tymi kółkami, to napisałem żeby idąc na terapie mieć już temat w miarę ułożony...po prostu mówiąc o własnej psychice człowiek sie mota i ciężko wyjaśnić co sie ma na myśli... a więc po pierwszej sesji na której poruszałem ten temat wyszedłem wściekły i podłamany...Mówiąc na ten temat zacząłem sobie uświadamiać jak pusty jest ten mój świat i czym ja sie kieruje... Własnie o to mi chodzi, że to wszystko to nie są tylko myśli. Te myśli wpływają na moje decyzje ...Zacząłem sobie uświadamiać jaki ten świat wewn jest...ale tez jak na mnie wpływa....

Jeszcze jakiś czas temu bałem sie że zostanę księdzem...nie że mam nim zostać, tylko że mój los tak sie potoczy że zostanę księdzem...niby takie głupoty, ale jednak taka myśl sie pojawia i sprawiała mi jakis ból... bałem sie tego i wprawiała mnie w stan którego nie lubię i jak sobie przypomniałem tą sytuację i ten stan...to to jest to samo co mi nie pasuje w tych moich myślach...to czego nie potrafię nazwać, ale co sprawia mi na tyle kłopot, że zakładam takie wątki itd...To samo uczucie i ta sama jakas obawa...Podkreślam że nie chodzi tutaj tylko o fantazje. To o co mi chodzi to cos więcej...Mam np: jakąś swoją wizje woli i wiary...Generalnie polega to na pewnej wewnętrznej przemianie. Jednak ja to traktuje jako coś co musi sie u mnie stać, coś na co czekam...Ja nie szukam pracy, nie myślę o kończeniu studiów. Na pierwszym miejscu jest świat moich myśli, jakichś idei, pomysłów, świat psychiki,w którym coś musi sie stać, zmienić...a świat rzeczywisty jest na drugim miejscu. Oczywiście ta zmiana itd...to będzie swoistego rodzaju rozwój ponadprzeciętną, coś niezwykłego...W tym kontekście moje zaburzenia, stany negatywne znikają i stają sie tylko drogą do rozwoju...sa tylko procesem i sie zakończą, kiedy ...no właśnie kiedy jakoś wprowadzę te swoje pomysły w życie

Chodzi o to, że to jest jakaś psychiczna teoretyczno-mentalna rzeczywistość, którą ja chce urzeczywistnić...Np: przeczytam w jakiejś pracy psychoanalitycznej, że Budda, Jezus i generalnie ci wszyscy przewodnicy duchowi ujawniali sie po 30-tce i ta informacja sie do mnie"przykleja". Ona w jakimś stopniu żyje sama i ja sie nią kieruje...Ponieważ jestem, chce być, mam być kimś w takim rodzaju, to ja się ta informacją kieruje...Gdzieś tworzy sie postawa że będę musiał czekać i po 30 tce coś sie stanie ze mną i sie wylecze, albo zmienie ...to jest pojebane. Strasznie mnie to wkórwia, że ja nie myslę: chciałbym miec prace, pójdę na takie studia...Tak jakby to co rzeczywiste, jest na drugim planie, a te nierzeczywiste rzeczy na 1 wszym. Jakby emocjonalne osobiste, wewnętrzne, spontaniczne, świerze zdrowe ja gdzies było spychane...a to nadente, puste, rozbudowane, choć powierzchownie wspaniałe, wielkie , niezwykłe wychodziło na plan 1...może nie na plan pierwszy, ale po prostu gdzies żyje, rośnie i sie rozwija jak pasożyt

Zależy mi na tym, żeby ktoś to czytał więc nie będę pisał takich kolosalnych postów i zakończę w tym momencie...potem napisze coś jeszcze...ale generalnie dopiero teraz zaczynam myśleć że to jest jednoznacznie złe, że mogę być chory...do tego stopnia to do mnie dociera, że 2 dni temu sie normalnie lekko popłakałem. To mnie przeraża. Nie wielkośc tego świata, ale to że tyle czasu byłem wodzony za nos przez takie coś i nie byłem w stanie sobie tego uświadomić..to jest przerażające

-- 05 wrz 2013, 16:30 --

wale konkretny przykład o co mi chodzi...niestety boje sie że będzie długo

Mam takie swoje podejście do przeróżnych "obrazków". Chodzi o to, że w formie wyobrażeniowej, można umieścić energie. Energie wewnętrzną, z którą można mieć kontakt poprzez obraz, który pojawia się w świadomości.Świat schizofrenika, to zniszczona świadomość przez właśnie taką wewn. niezrozumiełą energię. Omamy, halucynacje to wynik energii...Mam nawet pewną hierarchię
1. Sny, to najniższa objętość energetyczna
2. Wyobrażenia na jawie, spontaniczne fantazje to większa objętość
3. Kultura sztuka
4. Mity religia


Jakoś tak mam, że np mit Kain i Abel, nie jest dla mnie opowieścią historyczną. Niby to dośc oczywiste, ale dojście do tego dla mnie równało sie własnie z pewnym procesem psychicznym, a nie intelektualnym. Towarzyszyły mu emocje, a nie analiza... Generalnie to uwazam tą historie jako historie dotyczącą wszystkich ludzi, którzy kiedykolwiek istnieli i którzy kiedykolwiek beda istnieć...dotyczy ona człowieka w sensie uniwersalnym. To tak jakby zapis ewolucji który odłożył sie gdzieś na dnie psychiki, zapisany w strukturach głębszych, na których świadomość ludzka, nasze ja i osobowość jest oparte...
Generalnie chodzi o to, że Kain to symbol naszej zwierzęcej natury, naszej natury skorej do przemocy, gwałtu, naszej głupiej niechcianej części której sie boimy, wstydzimy. Jest ona energetycznie paradoksalna... Nasza świadomość automatycznie widzi świat logicznie, czyli jeśli coś chcesz zrobić, wkładasz w to energię i zaczyna sie dziać. Jeśli chcesz coś podnieść to zaczynasz działać...Ta część którą symbolizuje mityczny Kain jest inna, jest odwrotna.. Im bardziej chcemy się od niej odciąć, im mniej dajemy jej miejsca, uwagi tym ona jest silniejsza. Żywi sie pustką...Innymi symbolami tej części jest np: diabeł, hydra...Hydra ładnie oddaje istotę tego co chcę powiedzieć. Bo im jesteś silniejszy, sprawniejszy, szybszy tym ta Hydra ma nad tobą większą przewagę. Idąc tym samym tropem. Im starasz sie być lepszym, milszym, grzeczniejszym itd...tym twoje zło jest od ciebie silniejsze. Tym jest bardziej obce, dziksze, oderwane i autonomiczne...Taka jest moralność katolicka. Czyli w zasadzie antymoralność. Moralne postępowanie to poznawanie siebie i akceptacja, rozumienie...Kain i Abel to dwie połowy nas samych. Jesli są oddzielone to rządzi zło, jeśli połączone to dobro. Odrzucony Kain zabija Abla...zaakceptowany, poznany pozwala mu sie rozwijać. "Zło dobrem zwyciężaj"-to jest prawda dotycząca głównie naszej duchowej egzystencji

Jak już pisałem. Kain, diabeł hydra...to sa symbole tej samej energii. Tej samej części nas samych...Miałem tak, że jak obejrzałem egzorcystę to po prostu sie prawie zesralem. To nie chodzi o to, że ja sie bałem...To chodzi o to, że ja byłem przerażony, bo oglądam rzeczywistość. Ja czułem że coś sie we mnie odzywa, jak oglądam te obrazy...Przez 3 noce nie mogłem spać ze strachu... Inny razem miałem sen. Sniła mi sie czerń i że w nią wchodzę..obudziłem sie z takim samym przerażeniem...

Śni mi sie że leże na łóżku...ale mój sen jest taki, że jakbym otworzył oczy, to bym widział dokładnie to samo co we śnie. Czuje w tym śnie że coś sie za mną wierci.Przebudzam sie delikatnie, ale zasypiam od razu i śni mi sie to samo...Znowu czuje że coś sie za mną wierci. Łapie to coś i automatycznie chce to napieprzać...jednak w tym momencie pojawia sie ta część świadoma i te wnioski które wcześniej opisałem. Czyli z grubsza, "nie walcz ze swoim diabłem". Trzymając to coś w moim śnie zatrzymuje sie i zaczynam sie przyglądać...W tym momencie ten demon rzuca mi sie do twarzy i rozpływa. W tym momencie sie budzę i czuje sie wręcz rewelacyjnie...żadnych myśli, zupełny spokój..

Chodzi mi o to, że ja uważam że w taki sposób ja stabilizuje swoją psychikę...Ja jakoby rozumiejąc, czując te obrazki, oswajam pewną energie, co wiąże sie z takim błogim odczuciem wewnętrznego rozprężenia, relaksu...To jest dla mnie świat ważny, w którym funkcjonuje...i tego sie troche boje

-- 23 wrz 2013, 22:43 --

musze odświerzyć swojego bloga...Przejrzałem pobieżnie "podzielona ja" i tam przewija sie dość obszernie mechanizm w którym jednostka schizoidalna tworzy relacje ja-wyimaginowane ja...zamiast normalnych ja-świat...nie sądzę żeby mnie to dotyczyło, ale musze powiedzieć że już mnie to nie gryzie i nie męczy..choć sie pojawia i jak sie okazuje to jest coś dużo szerszego

Teraz np: porobiłem sobie jakieś testy IQ i na jednym wyszedł mi wynik z przedziału mensa...i oczywiście info sie do mnie przykleja. Od razu nie tylko sobie wyobrażam, różne rzeczy...np: mam iśc szukac pracy i mi wstyd...bo co ja tam mogę zaoferować i od razu głowa leci przed siebie i zaczynam wyobrażac sobie, że właśnie jestem z mensy i jestem zajeb...Choć oczywiście od razu spadam na ziemie i zdaje sobie sprawę, że oczywiście w żadnej nie jestem i nawet nie mógłbym być bo takiego IQ nie mam... Chodzi jednak o to, że ja tym zaczynam żyć...Jest sytuacja na drodze gdzie przede mną facet blokuje przed zwężeniem 2 pasy...ja już oczywiście go w głowie opierdalam i mu mówię :"że jeśli nie rozumie, że robi błąd to ja mu dam nr.tel i wyjaśnie jak jest taki głupi...jestem z mensy i mogę panu wyjasnić sytuacje" itd... takie rzeczy mi sie we łbie instalują...oczywiście po paru dniach robie inny test i IQ-125 normalnie ze śmiechu prawie z krzesła spadłem...a już Michałek razy na mieście rozdawał w oparciu o swoją mensowską legitymacje :smile: normalnie kpina...Tak jakbym troszke rozbroił jedno i pojawia sie drugie

Musze też dodać że wraz ze zdaniem sobie sprawy jak to działa(w jakims stopniu) , że to straszna wydmuszka trochespadłem na ziemie i pojawiło sie takie znane mi orzezwiające przerażenie...czy to budząc sie rano czy czasem w ciągu dnia...Jakby wyrwanie z tego świata wirtualnego wiązało sie z bolesnym spadnięciem na ziemie
Offline
Posty
1807
Dołączył(a)
17 mar 2011, 21:34

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: New-Tenuis i 9 gości

Przeskocz do