Życie ułudą/wyobrażeniem

Inne zaburzenia.

Życie ułudą/wyobrażeniem

przez zujzuj 08 sie 2013, 15:57
Witam. Chciałbym sie podzielić spojrzeniem na cos co nie daje mi spokoju...Czasem ludzie żyją bardziej nie jako oni, tylko jako wyobrażenie samych siebie. W jakimś stopniu ma tak każdy...jednak czasem przyjmuje to dość wyrażne formy i można by chyba mówić wręcz o jakiejś formie urojeń. Tak samo ludzie mają czasem potrzebę nadania wazności, wyjątkowości swoim zaburzeniom. Czasem starają sie żeby to tylko one ich określały... Generalnie niektórzy mają wyrazną tendencję do mitologizacji samych siebie

Screenshot - 2013-08-08 , 14_10_07.png


Tutaj jest pewien model, który chce wyjaśnić na pewnym przykładzie. Chce też zapytać gdzie waszym zdaniem przebiega granica między prawdą, a nieprawdą? Lub może między nierzeczywistym a rzeczywistym?

1) Opis odpowiadający pkt pierwszemu na załączonym pliku. Tak mają wszyscy. Każdy żyje w zasadzie w subiektywnym świecie własnych przekonań, wyobrażeń.
Przykład1: Człowiek wygrywa kolacje ze swoim idolem, aktorem, sportowcem. Często sie słyszy"jakiś taki mniejszy"," zupełnie inny niz sie spodziewałem", "w zasadzie normalny facet"...niektórzy nawet mówią że sa rozczarowani... Tutaj powstaje pytanie. Czym jest to czego sie spodziewali? Czemu spodziewali sie czegoś innego? Najwyrażniej rzeczywistość, nie sprostała wyobrażeniu
Przykład2: Mój znajomy był na meczu na Euro. Siedział gdzieś blisko murawy na narodowym.. Mówił do mnie, że jak siewidzi tych piłkarzy z bliska to są oni normalnym ludzmi...sam nie wiedział jak to przekazać i mówił"dopiero jak ich widzisz na żywo, to zdajesz sobie sprawę że to zwykli ludzie"...Czy chciał przez to powiedzieć, że wcześniej nie wiedział że są ludzmi? Raczej nie.Po prostu wyobrażenie to coś innego niż rzeczywistość. To jakiego wrażenia sie spodziewamy,masie nijak do rzeczywistości...Jednak oba te światy istnieją.

2)
Ten świat wyobrażeń, wirtualny dotyczy wszystkiego. Zakochujemy się, a potem "otwierają nam sie oczy"...Spodziewamy sie że jak zarobimy 2x więcej niż teraz to będzie ekstra...a potem nie jest. Spodziewamy sie że praca da nam satysfakcję...a potem jestesmy rozczarowani...Tak samo jest na temat innych ludzi.
O ile nie jesteśmy w stanie sie utożsamić z Włoskim piłkarzem, Bradem Pitem itd... to jednak możemy sie utożsamić z wyobrażeniami ogólniejszymi...Mamy takie same wyobrażenia na temat:naukowców, prezesów banków, psychopatów, świętych, schizofreników itd... itp.... Każdy może mieć różne, ale je ma....W pkt drugim człowiek utożsamia sie właśnie z takim wyobrażeniem. Zaczyna myśleć, że jest taki jak wielcy filozofowie, że jest psychopatą, że jest taki jak wielcy naukowcy itd...
Wtedy człowiek całą energię wkłada w to, żeby samemu sobie udowadniać "prawdę na temat swojej urojonej osobowości". Zaczyna interpretować fakty tak jak mu pasuje. Zaczyna sie coraz bardziej zlewać z tym pomysłem osamym sobie

3) Tojuż moment w którym człowiek przedstawia sie przed ludzmi, jako ten nowy ktoś. Człowiek stara sie zrobić na ludziach takie wrażenie, żeby go postrzegali tak jak tego chce. Wtdy w jego głowie powstaje wrażenie, że ci ludzie postrzegają jego samego, jako np: psychopatę(będzie przykład z forum). On oczywiście żyjąc w świecie ma gdzies w głowie wyobrażenie na temat psychopatów. Sa grozni, bezwzględni, silni, inteligentni, sprytni, ludzie sie ich boją itd...Jest pełno programów o nich, są seriale, ksiązki, psychologia. To wszystko buduje w nas wyobrażenie... To wyobrażenie to raczej stan, emocja. Poprzez pokazywanie sie ludzią od tej nowej strony, człowiek zaczyna żyć urojeniami. Człowiek zaczyna uważać, że inni widzą w nim psychopatę(lub chce być tak widzianym) i uznaje że obdażają go tym samym stosunkiem jakim on był skłonny obdażac psychopatów. On w zasadzie sam siebie obdaża tym uczuciem/wrażeniem a przypisuje je innym...jednak wszystko dzieje sie w głowie... Oczywiście taki człowiek może zupełnie sie z ludzmi w ten spos, nie komunikować. Może tylko sobie myśleć o sobie, marzyć, wyobrażać itd...

Nie wiem czy sie zmieszczę ale teraz chce dać przykład rzeczywisty. Chodzi o użytkownika Intel. Pewnie sie wkrwi ale co zrobić.
post986722.html#p986722 Tutaj jest link do wątku na temat psychopatii. Intel sie tam pojawia i pisze, że jest psychopatą... Chodzi jednak o to, że ja mam dobrą pamięć. Pamiętam jak kilka lat temu w podobnym wątku ten sam Intel sie pojawił. Miał inny avatar, alenick oczywiście ten sam...PBył wtedy na poziomie samo diagnozowania sobie psychopatii.Pamiętam, to bo mu odpisałem, żeby sobie odpuścił samodiagnozowanie...że objawy które podaje(brak uczuć itd...) równie dobrze mogą być czymś zupełnie innym. Do tego on miał zdiagnozowany Chad. Wtedy Intel już po paru postach sie w zasadzie ze mną zgodził

Zobaczcie jak wygląda dyskusja w zalinkowanym wątku. Jego pomysł(bo to był jego pomysł) o psychopatii sie rozrósł niepomiernie. Nie ma tam juz miejsca na podważanie tej diagnozy. Jak sam napisał on jest psychopatą... Jednak należy tez zwrócić uwagę na pewien dziwny spos. dyskusji. On dyskutuje w zasadzie dowodząc tej psychopatii. On pisze, że był w więzieniu(=psychopatia), że nie chciano go rozkuć(=psychopatia) itd... nawet napisał że ludzie postrzegają go jako spokojnego, co tez jest dowodem na jego psychopatię, bo przecież psychopaci sie świetnie maskują...Pisze że jest wściekłym psem...itd...itp... To jest własnie sedno. Cały czas trzeba podtrzymywać to sztuczne rusztowanie, żeby nie musiec byc sobą...żeby móc byc kimś silnym ,grożnym nawet jeśli to tylko nasza głowa. Jak inni nie sa skłonni współpracować, to Intel musi zakończyć dyskusje żeby nie wbuchnąć i żeby nie zrobić nic głupiego...co raczej jest mało psychopatyczne, a mocno neurotyczne

Z drugiej jednak strony, pewnie jest prawdą żema obniżony afekt, że jest impulsywny,że może inteligentny itd... Czyli to wyobrażenie ma fundament rzeczywistości, jednak w pewnym momencie przechodzi w coś innego

Co o tym myślicie? Czy to jest niebezpieczne? Czy można przekroczyć granicę, czy żyjąc w taki spos można być szczęśliwym? Ja mam coś bardzo podobnego i strasznie mnie to męczy. Cały czas pogrążam sie w myślach, w których jestem kimś po prostu niezwykłym...jednak nie jest to tylko i wyłącznie ułuda. Jest to na fundamencie rzeczywistym, tylko że jest interpretowane tendencyjnie, wyolbrzymiane... Człowiek gdzies wewnetrznie zaczyna sie gubić, zaczyna woleć życ tym urojonym wyjątkowym wyobrażeniem, niz zyc rzeczywiście... Pomimo tego, że czuje sie z tym żle, że żyje w dużej czesci czystymurojeniem, to nie może sie od tego oderwać. Ten świat to świat w którym może sięgnąć po podziw, wyjątkowość itd...nie musi już czuć sie beznadziejny i do dupy, bo przecież prawda jest zupełnie inna. Co prawda tylko on zna tą"prawdę" ale to jakoś wystarcza...
Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.
Offline
Posty
1807
Dołączył(a)
17 mar 2011, 21:34

Życie ułudą/wyobrażeniem

przez Siddhi 08 sie 2013, 17:00
Cały czas pogrążam sie w myślach, w których jestem kimś po prostu niezwykłym...jednak nie jest to tylko i wyłącznie ułuda. Jest to na fundamencie rzeczywistym, tylko że jest interpretowane tendencyjnie, wyolbrzymiane...
A co konkretnie myślisz na swój temat, dlaczego uważasz siebie za kogoś niezwykłego?

@1)
Ja tak nie mam, dawno temu wyleczyłem się z widzenia w ludziach idoli i autorytetów, czasem ludzie mnie onieśmielają i czuję się przy nich malutki, ale to przez moje zaburzenia, nie uważam ich za lepszych, nie mitologizuję.

@3)
No, spotkałem takich wielu w necie, w świecie rzeczywistym jednego, to chyba jakaś bardziej chora postać narcyzmu.

Ktoś kto kocha własne dziecko nie może być psychopatą choćby się bardzo o to starał.

Ja z kolei często żyję marzeniami i myślami, w których udało mi się osiągnąć swoje plany i cele w życiu, i myślę, że to nie jest złe, to daje mi motywację do działania - bo właśnie - mimo, że idzie to żmudnie i jest cholernie ciężko czasami to jednak działam, aby swoje cele osiągnąć. Inaczej to byłoby czyste życie wyobraźnią, pocieszanie się tylko, a tak to coś co daje mi powera w pewnym stopniu.

-- 08 sie 2013, 17:25 --

Ad.1) Każdy z nas patrzy na rzeczywistość przez pryzmat własnego umysłu - po to on jest. I zawsze to wyobrażenie jest tylko wyobrażeniem, dlatego np. planujemy sobie wspaniały tydzień urlopu, a rzeczywistości okazuje się być mniej spektakularna (a czasem okazuje się, że udało się trafić i wizja prawie pokryła się z tym co się świecie realnym wydarzyło). Idziesz do szkoły dzień po kartkówce - "Boże, Boże, nie zdałem"... piątka. Idziesz do szkoły po sprawdzianie: "Byłem nieźle przygotowany, pytania były łatwe, liczę na 4, 4+"... trzy z minusem, siadać!

Ad. 3)
Nie narcyzmu, źle to nazwałem...
Siddhi
Offline

Życie ułudą/wyobrażeniem

przez zujzuj 08 sie 2013, 18:47
Ciężko mi w ogóle zacząć i napisać. Nawet nie wiem jak zacząć...Zaczne od tego, że te schematy i kółka mają pomóc zorientować mi sie we własnej sytuacji...Chodzi o to, że ja tego tak na prawdę wręcz nienawidzę, a z drugiej strony sie tych w taki kwasny sposób napawam. Rozdymam sie i pławie w tych historyjkach przeżywanych w swojej głowie.

Chodzi o to że wraz z moimi zaburzeniami stało sie coś ze mną. Nie chodzi o zmianę zachowania, zmianę stanu psychicznego. Chodzi o zupełną zmianę światopoglądu. Zupełnie inne spojrzenie na rzeczywistość...w zasadzie juz pisałem kilka razy o tym w róznych wątkach związanych z wiarą, czy religią. W jakims momencie uwierzyłem, że nie tylko mam cos do powiedzienia w tej kwestii, ale odkryłem coś. Uznałem że wszedłem w posiadanie jakiejś wyjątkowej wiedzy....do rzeczy

Jeszcze kilkanaście lat temu jak wszystko sie zaczęło zupełnie przemeblowałem swój światopogląd... Jednak nie zrobiłem tego aktywnie czy świadomie. Nikt nie miał wtedy internetu, ja w zasadzie ksiązkami sie nie plamiłem. Byłem standardowym dziecięcym teistą jak wszyscy. Interesowała mnie w zasadzie tylko gra w piłkę...Jak wszystko się zaczęło to zaczęły sie pojawiać w mojej głowie różne pomysły. Jednak one sie pojawiały jakby z zewnątrz, na bazie jakiegoś wewnętrznego przekonania. To nie była wiedza... Dopadł mnie taki błogi wewnętrzny stan i przekonanie graniczące z absolutną pewnością że Bóg to siła kierująca światem, z którą można mieć kontakt tylko we własnym wnetrzu...a Bóg jako postać opisywana przez KK nie istnieje...Ten nowy Bóg to inna rzeczywistość i jeszcze do tego wrócę...Podobne przekonanie odnośnie Biblii...Byłem przekonany że wiem jak sie powinno ją czytać... Ze nie opisuje ona historii, tylko opisuje ludzkie wnętrze itd... itp...Było tego bardzo dużo. Jednak ja o tym nie myślałem i nie miało to dla mnie znaczenia. To sie pojawiało w mojej głowie jakby z zewnątrz i bez mojego udziału...np: że 10 przykazań jest zle napisane, zle przetłumaczone, czy cokolwiek...ale tak jak sa podawane teraz nie mają sensu. Powinno był zamiast "nie kłam" stań się człowiekiem niekłamiącym, lub bądz człowiekiem niekłamiącym...Pozornie róznica niewielka, ale 1(standardowa) wersja jest napisana z pkt osobowości..a w drugiej wersji jest naciska na proces itd... to zbyt skomplikowane żebym w ogóle potrafił to sensownie przekazać...W kazdym razie te wszystkie rzeczy do mnie jakby wracały, a ja jakbym odkrywał ich rzeczywiste przesłanie czy rzeczywisty sens

Generalnie chodzi o to, że jest druga rzeczywistość. Dla nas rzeczywistość to to co możemy zobaczyć, usłyszeć,dotknąć,powąchać, posmakować i co możemy ogarnąć umysłem. Przeanalizować, ułożyć i sie zorientować. To wszystko jest tożsame z rozwojem osobowości/ja...Tak widzimy świat.Wszystko czym jesteśmy to nasze zmysły, które są jakby energią na zewnątrz.Nasze zmysły są"do świata" są ekstrawertyczne... Rzeczywistość dla nas to jest to co można zmysłami ogarnąć i poznawać...Jest jednak inna możliwość poznawania świata.Introwertyczna...Zapadając się do swego wnętrza, możemy poczuć jedność ze wszystkim. Wszystko co materialne i zmysłowe jest połączone. Można poczuć siłę która przenika świat i w myśl której świat funkcjonuje...To jest druga rzeczywistość i ta standardowa wypływa z tej drugiej/nowej...czarnej, której nie da sie poznać w żaden sposób. Tak samo jak głuchy nie zacznie słyszeć, jak mu sie opowie o działaniu ucha.

Jadę samochodem...Wracam z uczelni i nagle ogarnia mnie uczucie błogości i doskonałej miłości...zaczynam ryczeć jadąc samochodem... Oczywiście od razu mózg stara sie zorientować w sytuacji, a ja staram sie ogarnąć i nie robic z siebie głupka. Staram sie uczucie "zlokalizować" i sam dla siebie okreslam je uczuciem doskonałej ojcowskiej miłości...Czułem sie doskonale akceptowany, tylko w taki specyficzny sposób. Chodzi o to, że człowieka może kochac matka, ojciec, żona, siostra babcia itd... Jednak nigdy żaden człowiek nie pozna tak do końca drugiego człowieka. Nigdy nie odsłonimy sie tak do końca przed drugim człowiekiem, kim by nie był. Nawet my sami nie jesteśmy w stanie poznać samego siebie tak do końca. Zawsze gdzies tak na samym dnie będzie częśc zraniona, brzydka, głupia , nieporadna i nie chciana która ukrywamy przed światem i samymi sobą... Mówiąc o doskonałej miłości ojcowskiej, miałem na myśli własnie to poczucie bycia w jakis tajemniczy sposób akceptowanym od początku do końca...nawet jeśli nie do końca zdaje sobie sprawę kim tak na prawde jestem, to w jakis intuicyjny sposób poczułem sie akceptowany....w całości. Normalnie soba gardze, nie lubię siebie, wstydze sie siebie i chce ukryć i zniknąć, a tutaj coś odwrotnego
Jak już pisałem wcześniej. Rozum starał się zorientowac w sytuacji...jednak uznałem, że jesli uzyłem takiego określenia w stos do tego co odczuwałem, to musiałem to po prostu wcześniej odczuć...Tak samo jak ze snami. Czasem we śnie przyśni sie jakieś uczucie, stan który sie zna z życia świadomego. Człowiek stara sie je skonkretyzowac i uchwycic...mówi że czuł sie we śnie tak jak wtedy kiedy itd...itp... stara sie to zlokalizować. Jednak uczucie we śnie jest tylko odbiciem, tego co sie stało w rzeczywistości...Tak samo myślałem z tym doświadczeniem.
Jednak oczywiście nie uznałem że kiedyś ktoś mnie takim uczuciem obdazył, lub że kiedyś coś takiego czułem w kontekście innego człowieka
Uznałem, że doświadczam czegoś na bieżąco, czegoś rzeczywistego....Chodziło jednak o to, że to poczucie bycia 100% kochanym i akceptowanym było skorelowane z zapadnięciem sie niejako w siebie...To nie jest tak, że ja jako Michał osobiście zostałem czyms obdarzony. To poczucie miłości pochodziło z mojego wnętrza, ale nie było mną i nie miało ze mną jako Michałem nic wspólnego. Pochodziło z mojej istoty, ale nie było mną. Moje ja to coś innego niż ja jako isota w sensie całości....tylko chodzi o to, że moja istota u fundamentów istnienia jest tożsama z całym światem. Cały świat w swej najgłębszej istocie jest jednym i jest połączony. Miłość to pierwotna siła, która obdarza wszystko i powołuje do żucia w sensie holistycznym. Siła która leży u fundamentów wszelkiego istnienia. Czy to kamieć, czy pies, świnia czy ja. W swej istocie i fundamencie wszystko jest "kochane" tak samo... Jednak to oczywiście jest tylko pokraczna ludzka próba zrozumienia rzeczywistości. Jak mówię że miłośc jest pierwotną zasadą, można powiedziec że Bogiem, to tak na prawdę nie staram się okreslać rzeczywistości, tylko mówić o swojej ułomnej próbie poznania...Tak samo jak z kolorami. Mówię że to jest czerwone, a tamto zielone...Jednak takie nie jest. Jest czerwone tylko dla mnie, jednak samo w sobie jest zupełnie inne. Tak samo tutaj. Ja mówię o miłości, ale jednoczesnie zdaje sobie sprawę, że to tylko moja ułomna próba zrozumienia, czegoś czego zrozumiec nie mogę...
Mogę wyciągnąć ręce i coś sięgnąć. Jednak jednoczesnie zdaje sobie sprawę że nie sięgne nawet ściany...nie mówiąc już o całym ogromie przestrzeni której nie ogarnę. tutaj podobnie. Mówię o miłości jako sile pierwotnej i silesprawczej, jednak w taki sam spos, jak mówię o wyciaganiu rąk...Jednak tak uważam. Uważam że świat jaki znamy jest wynikiem pewnych "mechanizmów" i on zniknie kiedyś i sie skończy a Bóg pozostanie

Teraz o mnie. Ja zacząłem szukać informacji na ten temat.Na tematy oświeceń, szamanów, wiary itd... i oczywiście zacząłem to wszystko do siebie przyklejać. Zacząłem sie puszyć, uznawać za kogoś kto posiadł wiedze, prawdę. itd... w rzeczywistości czuje sie nikim. Wstydze sie wszystkiego i uważam za zupełne zero...tutaj jednak jest pole na którym mogę zostac kimś zupełnie innym. Kimś wyjątkowym itd... cały czas o tym myślę. Oddaje sie myślą że ludzie sie o tym dowiadują,że robie na nich wrażenie, że jestem wyjątkowy, madry, inteligentny itd...że wiem rzeczy których inni nie wiedzą, że mam kontakt z rzeczywistością o której inni nie wiedza, że mogą mi zazdrościć itd.. itp...
Ostatnio edytowano 08 sie 2013, 19:02 przez zujzuj, łącznie edytowano 5 razy
Offline
Posty
1807
Dołączył(a)
17 mar 2011, 21:34

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Życie ułudą/wyobrażeniem

przez klarunia 08 sie 2013, 18:48
Jej, nie przepadam za tym "idolizowaniem" :P No ale mniejsza.

A co konkretnie sobie uroiłeś na swój temat? Wmawiasz sobie, że kim jesteś?


Przez ostatnie kilka lat doszłam do wniosku, że w moim przypadku nie ma co grać kogoś lepszego i udawać, że jestem w czymś na lepszym poziomie, niż jestem... To po prostu nie ma sensu.
Offline
Posty
353
Dołączył(a)
15 cze 2012, 17:53

Życie ułudą/wyobrażeniem

przez zujzuj 08 sie 2013, 19:06
właśnie wyskrobałem w poście wyżej i mógł bym pisać tak przez wiele godzin, a pewnie 95% to nawet nie nadawało by sie do jakiejkowlei analizy, że względu na niemożność ubrania tego w słowa czy wysłowienia się...no nie jestem erudytą i nie mam bogatego zasobu słownictwa i nie jestem zbytnio wykształcony..
Offline
Posty
1807
Dołączył(a)
17 mar 2011, 21:34

Życie ułudą/wyobrażeniem

przez klarunia 08 sie 2013, 19:28
A może faktycznie masz jakieś doświadczenia typu... "wizja"? Jest na przykład coś takiego, jak "chrzest w Duchu Świętym". Kojarzy mi się to bardzo z twoim doświadczeniem, które opisałeś.

A z tymi przykazaniami to nie do końca się zgodzę. Ale to temat na inną dyskusję.

Poza tym... w pewnym sensie masz rację, że jesteś wyjątkowy. Każdy jest wyjątkowy i każda chwila jest "niezwykła". Ludzie często mają się za wyjątkowych, kiedy tak naprawdę są przeciętni, a nawet niczego za bardzo w życiu nie robią... Ale oni też gdzieś tam mają rację, bo oni własnie mieli być wyjątkowi, bo każdy (moim zdaniem) urodził się po to, żeby być "Kimś". Tylku wielu ludzi zamiast podążyć za tym i stać się tym "Kimś" woli udawać, że już są świetni. I zamiast coś zrobić, napuszają się jak pawie, kiedy ktoś im uświadamia prawdę :P
Offline
Posty
353
Dołączył(a)
15 cze 2012, 17:53

Życie ułudą/wyobrażeniem

przez zujzuj 08 sie 2013, 19:36
Tak. Jestem wyjątkowy swoim siedzeniem przed kompem, ale rozmyślaniem jaki to jestem wyjątkowy...Im bardziej o tym myśle,im bardziej sie w tym pogrązam tym mniej robie i tym mniej działam...Działanie i egzystencja wiąże sie z bólem i trudem. Wymyślanie sobie wręcz przeciwnie na pierwszy rzut oka...studiów nie kończę, pracy nie mam, dziewczyny nie mam a łysiec zaczynam...no ale zawsze można sie pocieszyć że jestem zajebisty i wejśc do swojej głowy, no bo przecież jak jechałem samochodem to...normalnie paranoja

Co do tych przezyć, to wiele rzeczy bym nazwał podobnie jak kościół...ale ja nie wierze w żadne dogmaty. W zasadzie to zupełnie odrzucam magie, świetych, cuda odpuszczanie grzechów itd...księża to dla mnie oszuści a do kościoła nie chodzę... choć sprawa jest dużo bardziej skomplikowana to generalnie religię odrzucam w całej rozciągłości
Offline
Posty
1807
Dołączył(a)
17 mar 2011, 21:34

Życie ułudą/wyobrażeniem

przez klarunia 08 sie 2013, 19:43
To może zwykła samodyscyplina by Ci pomogła? :) Na przykład powtarzanie sobie jakiegoś pozytywnego zdania przez ileś dni. Ja tak robię ostatnio i poprawiło mi się samopoczucie :) Albo ostatnio postanowiłam też, że przez 40 dni będę się uśmiechać, choćby nie wiem co :P nawet, gdybym była w złym nastroju. Chodzi mi o to, żeby zamiast stawać się szczęśliwym i potem zacząć się uśmiechać... najpierw zacząć się uśmiechać, i dzięki temu być szcześliwym. Działa genialnie :) poza tym mam to postanowienie o uśmiechu, bo czytałam o tym, jakie to przynosi efekty. I teraz nawet uśmiecham się do monitora :) Piszę ci to, bo ja tez nieraz mam problem z zabraniem się do dzialania i zamiast tego wolę rozmyślać. Ale na dłuższą matę tak się nie da. Na przyklad to uśmiechanie się jest trudne, bardzo trudne, ale... kiedyś w końcu trzeba się zmusić i uwierzyć, że pewnego dnia wyniknie z tego coś dobrego. No po prostu trzeba, trzeba się zmusić.
Offline
Posty
353
Dołączył(a)
15 cze 2012, 17:53

Życie ułudą/wyobrażeniem

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 08 sie 2013, 20:05
zujzuj, wg mnie swoją sytuację, którą tu opisujesz nazwałbym czymś w rodzaju 'myślowego haju'. Bo tak jak używki służą 'kolorowaniu' życia i świata, który się wydaje szary i ponury, tak uciekanie w świat wyobraźni, ma taki sam cel: poczuć się lepiej. A dzieje się tak tym bardziej, im bardziej rzeczywistość jest frustrująca. :? Wyobraźnia jest azylem przed rzeczywistością. I to wg mnie nie jest bezpieczne. :roll:

Zdecydowanie lepszą opcją jest wykorzystywanie wyobraźni do tego, by 'zdobywać rzeczywistość', tak jak to opisał Siddhi:
Siddhi napisał(a):Ja z kolei często żyję marzeniami i myślami, w których udało mi się osiągnąć swoje plany i cele w życiu, i myślę, że to nie jest złe, to daje mi motywację do działania - bo właśnie - mimo, że idzie to żmudnie i jest cholernie ciężko czasami to jednak działam, aby swoje cele osiągnąć. Inaczej to byłoby czyste życie wyobraźnią, pocieszanie się tylko, a tak to coś co daje mi powera w pewnym stopniu.


Niestety, tej drogi życiowej nie ułatwia modny trend dążenia do wyjątkowości, w którym ta wyjątkowość jest przedstawiana w zafałszowanej formie. Bo niby dlaczego za wyjątkowego należy uważać np. biznesmena lub piłkarza zarabiającego miliony, ale już nie piekarza znanego ze swoich wspaniałych wypieków czy cudownego rodzica lub kochającą partnerkę/kochającego partnera?

Może w tym właśnie tkwi sedno, by dostrzegać dla siebie szanse na bycie wyjątkowym/ą 'tu i teraz'? ;) Tak jak to opisała klarunia:
klarunia napisał(a):Chodzi mi o to, żeby zamiast stawać się szczęśliwym i potem zacząć się uśmiechać... najpierw zacząć się uśmiechać, i dzięki temu być szcześliwym.
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Życie ułudą/wyobrażeniem

przez zujzuj 08 sie 2013, 20:22
Jasne że jak nie pasuje rzeczywistość to człowiek ucieka w wyobrażnię...Ja też to oczywiście robię. Wyobrażam sobie, że jestem gdzieś na wakacjach, że gram w NBA :smile: że to że tamto.Takie głupotki...i powiedziałbym że jestto zupełnie coś innego do tego co opisałem. Ja nigdy nie uznam że jestem koszykarzem NBA, nigdy nie uznam że jestem gdzies na wakacjach będąc prze kompem. Tutaj granica jest jasna. To co opisuje to coś zupełnie innego i dużo bardziej skomplikowanego. Te opisane w pierwszych postach wyobrażenia/przezycia tak jakby groziły w jakimś sensie mi...tożsame z nimi jest zagubienie siebie, jakaś forma bólu psychicznego, brak spontaniczności, jakaś forma opresji wewnętrznej, generalnie traktuje to jako coś jednoznacznie negatywnego, jednak nie niewinnego...z tego powodu starałem sie to przedstawić w formie mechanizmu. Można być piekarzem...Więc 2 różne rzeczy to nim po prostu być i inna sprawa to wyobrażac sobie, że piekę zajebisty chleb, że itd...co tam do głowy przyjdzie. Nie wyobrażasz sobie że jestem murzynem 2 metrowym....tylko tak jakby rzeczywistośc chcesz przenieść na bezpieczniejszy grunt, grunt na którym to ty masz kontrolę.

-- 08 sie 2013, 19:47 --

Jeszcze napisze o swoich wrażeniach na temat Intela... On pisał że wszedł w konflikt z prawe przez swoje zaburzenia osobowości. Nawet w stanach nerwicowych człowiek może mieć problem z tak podstawową kwestią osobowościową jak orientacja seksualna..to sie może popieprzyć...Co jeśli człowiek myśli że jest psychopatą i maszereg info na ten temat. Wie że jest człowiekiem dla którego prawo sie nie liczy, który nie ma wyrzutów sumienia i bierze co chce? Taki człowiek musi udowadniac sobie psychopatię, on nią żyje, ona daje mu poczucie siły, poczucie wartości...Jak takie coś wpływa na proces podejmowania decyzji? Jest człowiek w cięzkiej sytuacji materialnej i wpada mu do głowy pomysł, że napdanie na ważywaniak, sąsiada, bank czy cokolwiek... Większość rezygnuje, ale co jeśli ktoś uważa sie za psychopatę, co jeśli ktoś zacznie sobie udowadniac że dla niego to przeciez nie problem, że nic nie czuje, że w zasadzie to nawet nie on podejmuje decyzje, tylko jest w pewnym sensie niewolnikiem i ofiarą psychopatii... tutaj przeróżne opcje są możliwe. Jednak ten świat urojony może wpłynąć i może przechylić szalę. Jednak jest to podejmowanie decyzji w oparciu o "ja" fałszywe, bez kontaktu z sobą, w zasadzie w celu zaspokojenia wewnetrznych potrzeb(w jakimś sensie)... Intel tam pisze z pewną dumą, że policjanci bali sie go rozkuć. Takie przekonanie na sój temat daje poczucie siły, którego człowiek wcześniej mógł nie zaznać...To może po prostu zmienić człowieka który swoje prawdziwe ja chowa za murami tego urojonego, silnego, groznego
Offline
Posty
1807
Dołączył(a)
17 mar 2011, 21:34

Życie ułudą/wyobrażeniem

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 08 sie 2013, 20:55
zujzuj, myślę, że te wyobrażenia same w sobie nie są ani złe ani dobre. Natomiast niebezpieczne staje się ciągłe pragnienie pozostawania w świecie wyobraźni, kosztem zerwania kontaktów z rzeczywistością. To jest zagrażające dla osobowości!
Skoro obawiasz się zagrożenia ze strony tych wyobrażeń, dlaczego nie miałbyś wykorzystywać wyobraźni w sposób kreatywny, czyli tak, by wzbogacała życie w świecie rzeczywistym?

Słabo pamiętam Intela, ale z tego, co opisujesz to wnioskuję, że jego chęć bycia psychopatą, to jego pragnienie, by nie czuć bólu, by 'nic go nie ruszało', by to inni się dostosowywali do niego, a nie na odwrót.
Ostatnio edytowano 08 sie 2013, 21:03 przez Gods Top 10, łącznie edytowano 1 raz
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Życie ułudą/wyobrażeniem

przez zujzuj 08 sie 2013, 21:00
Ale ja absolutnie nie uważam że te wyobrażenia są lepsze...to jest tylko pozór. Można oczywiście osiagać taką skisłą wielkośc pustą balonową wielkość...ale generalnie to jest to coś po czym człowiek nie czuje sie dobrze, czy lepiej...Ja nie wiem, ale dla mnie od początku to był problem. Bałem się jak gdzieś natrafiłem na info potwierdzające moję pomysły, czy filozofię. Wtedy wpadałem w taki mini stac podekscytowania i zaczynała sie jazda w głowie. Jednocześnie tego szukałem, ale z drugiej strony uznawałem za cos szkodliwego...no wkórwia mnie to na tyle, że jakbym tylko mógł wejśc do swojej głowy to bym zrobił z tego miazgę...
Offline
Posty
1807
Dołączył(a)
17 mar 2011, 21:34

Życie ułudą/wyobrażeniem

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 08 sie 2013, 21:16
zujzuj napisał(a):Bałem się jak gdzieś natrafiłem na info potwierdzające moję pomysły, czy filozofię. Wtedy wpadałem w taki mini stac podekscytowania i zaczynała sie jazda w głowie. Jednocześnie tego szukałem, ale z drugiej strony uznawałem za cos szkodliwego...
Z jednej strony nie czujesz się ze sobą dobrze, masz niską samoocenę, ale z drugiej strony, gdy trafiasz na przemyślenia podobne do Twoich (pod względem głębi i mądrości), to... walczysz z wnioskiem, że jednak nie jest z Tobą tak źle, jak sądzisz? :roll: Tak jakbyś chciał koniecznie sobie udowodnić poprzez rozumowanie jaki jesteś mało wartościowy, nawet gdy Twoje przemyślenia są mądre, głębokie i wartościowe.
Dobrze to zrozumiałem? :roll:
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Życie ułudą/wyobrażeniem

przez zujzuj 08 sie 2013, 21:25
Nie wiem...ja tylko nie chciałem tego potwierdzać. Chciałem żeby to wszystko było jakie jest...jak coś potwierdzałem to sam nie wiem...nie lubiłem tego. Sprawiało mi to jakiś problem...niby tego chciałem, ale z drugiej strony nie...Troche tak, że jak sobie uświadamiałem że ktoś mysli podobnie, to tak jakby to co sam doświadczam traciło wartość i tak jakby stawało sie kłamstwem... Tak samo mówiąc na terapi o jakichś problemach z rodzicami, narzekając na nich to miałem wrażenie jakbym kłamał...To sie brało z braku kontaktu z samym sobą. Ja czysto intelektualnie docierałem do wiadomości, że złe traktowanie może wpływać na problemy psychiczne, więc w taki intelektualny sposób zdawałem relacje...jednak nie było w tym zbytnio emocji...Tutaj podobnie. Jak intelektualnie wejdę w posiadanie informacji potwierdzających moje zdanie, to tak jakby sytuacja sie zmieniała.Wtedy własnie intelekt zaczyna tworzyć ułudę, a ja jednocześnie mam wrażenie jakbym w jakims sensie kłamał...top bez sensu...tak jakby wszystko stawało sie sztywne. Zamiast świerzości i naturalności, to to intelektualne podejście wszystko usztywnia i robi sie jakoś ...sam nie wiem jak to określić. Można czuć emocje i można o nich mówić. Można je czuć, a można je analizować... Taka lekka schizofrenia. Brak bycia, a duzo myslenia o sobie...czuć złośc, a mówić że odczuwam złość to dwie różne rzeczy...Ja często analitycznie podchodzę do swego wnetrza...intelektualnie sie niejako krępuje. Swoje wnętrze staram sie kontrolowac intelektualnie
Ostatnio edytowano 08 sie 2013, 21:31 przez zujzuj, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
1807
Dołączył(a)
17 mar 2011, 21:34

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 10 gości

Przeskocz do