Podłoże wmawiania sobie chorób psychicznych

Inne zaburzenia.

Podłoże wmawiania sobie chorób psychicznych

przez Flea 05 sie 2013, 06:30
elo, lęk przed nieznanym. Brak poczucia kontroli nad niewiadomym powoduje frustrację. Kiedy już wiesz co ci jest to lęk mija i możesz się realnie martwić.

Pytajka, wiele chorób wynika z wewnętrznych konfliktów, z odczuwania świata w inny sposób i z wielu rzeczy których po prostu nie wiemy a możemy się domyślać.
Dlaczego łatwiej jest chorować? Proste. Kiedy organizm się zorientuje, że choremu łatwiej usprawiedliwić własne "niedociągnięcia" i porażki to zaczyna chorować.
Jako przykład podam Ci dzieci. Dziecko jak się gapnie, że matka żywo reaguje na wymioty to potrafi zwracać na zawołanie. Potem przechodzi to w nawyk niekontrolowany. I dzieciak naprawdę cierpi. A zatrzymać to jest bardzo trudno.
Wiele problemów zaczyna się właśnie w dzieciństwie. Niemożność wyjścia poza utarte schematy, brak świadomości i wglądu w swoje emocje powoduje wewnętrzne cierpienie, które jakoś musi się wyładować.
Twój kolega mówi Ci tylko część prawdy, o wielu rzeczach sam nie wie na pewno, bo są w jego nieświadomości.
A dlaczego szukamy po portalach chorób? Wędrujemy od lekarza do lekarza? Bo ktoś musi nazwać to co nam dolega. Tylko, że "łatwiej" jest chorować na depresję i różne choroby somatyczne niż rozpocząć walkę ze sobą i swoją podświadomością. Łatwiej mu być paranoikiem, niż odczuwać może napięcie, może żal lub złość z przyczyn niewiadomych.
Bardziej martwi mnie to, że widzisz i nie grzmisz. No tak, ciekawość uber alles.
Nigdy nie nazwałabym osoby chorej symulantem, raczej uznaję że ktoś coś skrywa głęboko pod płaszczem choroby.
Być może są symulanci- ale to akurat jest jasne- chcą osiągnąć konkretne korzyści np. Renta ( kiedyś choroba psychiczna "żólte papiery" chroniła przed wojskiem)

Wygodnictwo w chorobie - jak najbardziej. Dzięki niej można w końcu poczuć się bezpiecznie i powiedzieć sobie "jestem przecież chory/a" a prawdziwe podłoże lęków zepchnąć daleko. Łatwiej powiedzić, że to wynika z choroby niż z własnych doświadczeń życiowych i wyuczonych (wręcz wdrukowanych) nawyków.

Łatwo też depresanta nazwać symulantem. No bo czego leży i ryczy. Trudniej jest zrozumieć i podać rękę.
Tym bardziej, że nawet lekarze ostrożnie podchodzą do depresantów, nerwicowców i somatyzujących bo to ludzie zdolni do samobójstwa niestety. (Depresja to pragnienie śmierci i autodestukcji).

klarunia, niektórzy na usłyszenie prawdy nie są gotowi. Do tego trzeba dojrzeć i dorosnąć. Zgadzam się z Tobą, że gdyby ta prawda nawet z krzeków wyskoczyła i kopnęła delikwenta w d...ę to i tak by zaprzeczył i opatulił się swoją chorobą szczelniej. Trzeba czasu. Każdy sam decyduje kiedy ma już dość.
Offline
Posty
334
Dołączył(a)
15 lut 2012, 19:15

Podłoże wmawiania sobie chorób psychicznych

przez klarunia 09 sie 2013, 16:01
Flea, trafnie ujęte :)

A co do chorób... jestem zdania, że w 99% wywołujemy je sami i w tylu też procentach jesteśmy je w stanie wyleczyć. Mi samej udało się wyleczyć niektóre dolegliwości, a teraz walczę z pozostałymi. Ostatnio byłam na wizycie u okulisty, bo jestem krótkowidzem i chciałam znowu zacząć nosić soczewki. I pani okulistka do mnie takie zdanie: "Pani będzie nosić okulary do końca życia. Wyleczenie się z tego nie jest możliwe.". A ja do siebie w myślach: "Chyba się Pani coś pomyliło :P ". nie chodzi mi oczywiście o pokazanie, że ona była głupia, itp., z resztą nie uważam o niej tak. Była kompetentna. Ale moim zdaniem po prostu faktycznie w tej kwestii się pomyliła. Dlaczego tak uważam? Dlatego, że miałam terapeutkę, która podczas spotkań potrafiła mnie zainspirować i zawsze, ZAWSZE po tych spotkaniach bardzo wyraźnie wyastrzał mi się wzrok. Nie mam pojęcia, jak to się stało. Ale widocznie choroba moich oczu nie jest spowodowana czynnikami fizycznymi, tylko zgorzknieniem mojego mózgu :P
Offline
Posty
353
Dołączył(a)
15 cze 2012, 17:53

Podłoże wmawiania sobie chorób psychicznych

przez Flea 10 sie 2013, 06:11
klarunia, mówi się, że krótkowidz to ten, który ni chce zobaczyć czegoś. ;) oczywiście jeżeli nie ma wad genetycznych czy fizycznych uszkodzeń.
Mi wzrok po śmierci ojca poleciał o całą dioptrię w dół w ciągu kilku dni.
I coś w tym jest - ja też mam ostrzejsze widzenie po terapii. Tylko, że nie zwróciłam wcześniej na to uwagi. Jak wracam to świat wydaje mi się taki ostry, klarowny, dobrze zarysowany. :)
Coś wym jest. Jeżeli ludzie potrafią oślepnąć ze stresu, to czemu nie krótkowidztwo ze stresu.

Autorka tematu gdzieś zwiała.
Offline
Posty
334
Dołączył(a)
15 lut 2012, 19:15

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Podłoże wmawiania sobie chorób psychicznych

przez mika_89 02 lut 2014, 21:40
Witam, jestem tu nowa i chciałabym podbić temat. Nie chciałam dublować w nowym wątku, a to o czym Pytajka napisała jest mi w jakimś sensie bliskie. Zacznę od tego, że jestem Monika, mam 24 lata i do końca sama nie wiem co mi jest. Mając 11 lat zmarł mój tata i od tej pory zaczęły się cyrki ze mną i moją psychiką. Już jako dziecko miewałam lęki nocne, paraliżował mnie strach- przede wszystkim przed śmiercią. Później zaczęło się właśnie symulowanie... omdlenia, wyrostek robaczkowy, skręcenie nogi plus szyna gipsowa itd, a to wszystko wymyślone przez moją psychikę. Nigdy nie zastanawiałam się dlaczego tak robię i co jest ze mną nie tak. To się po prostu działo. Mama później wyszła drugi raz za mąż i przy ojczymie często dopadały mnie ataki furii (spowodowane znęcaniem psychicznym ojczyma nad moim młodszym bratem). Często miałam zaciśnięte gardło i nie mogłam oddychać- to już nie było symulowane. Z czasem jak dorastałam symulowanie było coraz rzadsze, omdlenia najwyżej raz w roku. Matka ciągała mnie po psychologach- ona sama chorowała na bulimie w młodości, później doszła nerwica i podejrzenia choroby afektywnej dwubiegunowej. Teraz jest już po terapiach i jest z nią wszystko ok, mamy świetny kontakt. Po skończeniu szkoły średniej została zdiagnozowana mi nerwica lękowa. Diagnoza wynikała z częstych panicznych ataków przed śmiercią, wizyt na pogotowiach itd. Dostałam środki psychotropowe, jednak po pół roku je odstawiłam- nie chciałam, żeby rządziły moim życiem. We wrześniu 2013 zrozumiałam, że znowu nie daję rady i postawiłam wszystko na jedną kartę- terapia grupowa, na której jestem do dzisiaj. Odeszłam z pracy, zawaliłam szkołę i znowu zaczęło się szukanie na siłę chorób. Będąc na terapii nadal nie potrafię o tym wszystkim mówić, nie jestem w stanie, po za tym z reguły wiele osób jest chętnych do poruszania swoich tematów, więc czasem nawet nie ma kiedy. Ostatnio lekarz powiedział mi, że jestem osobą, która świadomie wzbudza w otoczeniu współczucie w celu osiągnięcia korzyści w postaci troski i zainteresowania. Dodał, że w mojej sytuacji jest to ucieczka w chorobę. Przez te słowa wrócił mi obraz dzieciństwa i tego jak naprawdę symulowałam lecz teraz jest mi się z tym ciężko zgodzić. Moje objawy są realne, istnieją we mnie. Czy istnieją przypadki wmówienia takiej choroby? Czy naprawdę człowiekowi o wiele łatwiej jest uciec w chorobę, niż wziąć odpowiedzialność za swoje życie? Tego nie wiem. Wiem jedynie, że czuję się coraz większą wariatką i ciągle mam myśli, że terapia mi nie pomaga, że oni mnie tam nie znają i nie mogą przez to mnie zdiagnozować. Z drugiej strony panicznie boję się odejścia z terapii i zderzenia się z prawdziwym życiem. Bardzo chciałabym nie bać się znalezienia nowej pracy. Myśl o rozmowie kwalifikacyjnej przyprawia mnie o ból głowy i pojawia się paniczny lęk. Jestem wycofana z życia towarzyskiego, przestałam spotykać się z ludźmi, wymyślając coraz to nowsze ściemy. Dodam, że codziennie przed wyjściem na terapię dostaję mdłości (chyba ze stresu). Chciałabym żeby to wszystko było tylko wymysłem mojej wyobraźni i aby istniało antidotum, które przemieni mnie w normalnego człowieka. Dochodzi do tego to, że po śmierci ojca zaczęłam się jąkać- co dziwne nie jest to normalne jąkanie. Jąkam się tylko czasami i wtedy boję się mówić i wolę milczeć. Kiedy mam okresy niejąkania, potrafię gadać godzinami bez jakiegokolwiek zająknięcia. Nie wiem już jak mam sobie pomóc, gdzie się udać i czy dalsza terapia grupowa ma sens skoro i tak poruszam tam tylko problemy o których nie boję się mówić...
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
02 lut 2014, 20:15

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do