Beznadzieja w pracy

Inne zaburzenia.

Beznadzieja w pracy

Avatar użytkownika
przez kronos.1234 12 paź 2012, 12:09
Hej,

Piszę bo zanosi się na to, że powtórzy się sytuacja sprzed paru miesięcy i kompletnie mnie to przeraża.

Jestem "informatykiem" (dlaczego w cudzysłowie, stanie się jasne potem) i kilka miesięcy temu kolega z roku (Grzegorz) polecił mnie swojemu szefowi. Znaliśmy się ze studiów, chodziliśmy na te same laboratoria i ćwiczenia, oblewaliśmy i zdawaliśmy te same egzaminy więc kolega naiwnie założył, że informatycznie rzecz biorąc nie jestem kompletnym idiotą. A że akurat potrzebowali ludzi to zaproponował swojemu szefowi, żeby mnie wzięli na coś w rodzaju okresu próbnego. Przepracowałem tam około dwóch miesięcy i okazałem się kompletnie beznadziejny, więc podziękowano mi za współpracę. Ciężko to przeżyłem bo nie tylko był to pierwszy znak, że mogę się zupełnie nie nadawać do mojego zawodu, ale też czułem że w penym sensie zawiodłem Grześka - oni oczekiwali kogoś użytecznego a dostali - nie ma co owijać w bawełnę - mnie.

Jakoś w lipcu, inny kolega (Bartek), pracujący w innej firmie usłyszał od swojego project managera, że dobrze byłoby znaleźć nowych ludzi i żeby popytał wśród kolegów ze studiów. Zaczynam myśleć, że moim przekleństwem jest to, że jestem taki sympatyczny i ludzie mylą to z posiadaniem jakichś potencjalnych umiejętności zawodowych =] Bo Bartek zapytał mnie. Długo się przed tym broniłem pamiętając historię z fuchą załatwioną mi przez Grzegorza. W końcu jakimś sprytnym fortelem udało mu się dostać moje CV, które dał swojemu szefowi, on do mnie zadzwonił, nie byłem asertywny, przytakiwałem, ani się obejrzałem byłem na rozmowie kwalifikacyjnej.
Rozmowa kwalifikacyjna poszła dość gładko. Obawiam się, że dlatego, że nie potraktowali mnie jak zwykłego kandydata tylko człowieka z polecenia sprawdzonego już pracownika (Bartek świetnie sobie radzi).
podeszli do tego, jakby to była formalność - zadali mało technicznych pytań, nie wgłębiali się w moje doświadczenie i umiejętności.

Teraz siedzę w pracy, standardowa procedura wygląda tak, że przychodzi do mnie szef, przydziela mi zadanie, wykonanie którego każdemu innemu pracownikowi zajęłoby godzinę. Jako, że jestem nowy dostaję na nie trzy godziny. Kiedy po sześciu godzinach dalej nie jest gotowe, przydzielane jest komuś innemu, kto robi to od ręki. Czuję się tragicznie, boję się pytać o cokolwiek z obawy, że coś czego nie wiem jest tak oczywiste, że zabiją mnie wzrokiem za samo pytanie. Mam umowę do końca października i raczej pewność, że nie zaproponują mi przedłużenia. Boję się, że to zupełnie mnie zdewastuje - informatykiem nie będę bo się na tym nie znam. Na niczym innym też nie. Nie bardzo wiem, czym miałbym się zająć. Dziś tak trudno o pracę dla niewykwalifikowanych pracowników bez doświadczenia, a tylko to mi pozostanie.

Myślałem o wyjeździe za granicę, ale z moim charakterem nie wiem czy bym się odnalazł czy po prostu wrócił ze spuszczoną głową żyć na garnuszku rodziców.


W zasadzie nie wiem czego oczekuję pisząc to. Chciałem po prostu komuś powiedzieć. Jak dzwonią do mnie bracia czy rodzice i pytają jak w pracy zawsze odpowiadam: super, super, doskonale. Po co im jeszcze moje problemy?

Pozdrawiam,
kronos

PS. Jak zły dział, to przepraszam i do usunięcia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
20 wrz 2012, 06:40
Lokalizacja
Dawna stolica Polaków

Beznadzieja w pracy

Avatar użytkownika
przez carlosbueno 12 paź 2012, 12:22
Zaczynam myśleć, że moim przekleństwem jest to, że jestem taki sympatyczny i ludzie mylą to z posiadaniem jakichś potencjalnych umiejętności zawodowych
może spróbowałbyś pracy w marketingu, sprzedaży tam potrzebują takich sympatycznych, skoro w informatyce się nie odnajdujesz. Praca dla niewykwalifikowanych jest ale właśnie w telemarketingu lub czasem proste fizyczne ale pensje i sama praca trochę odstraszają. Podobnie jak Ty też czułem się zawsze gorszy, wolniejszy od innych w pracy bardzo to wkurzające jest i podkopuję i tak niską samoocenę.
Avatar użytkownika
Offline
Największy Forumowy Maruda
Posty
17045
Dołączył(a)
02 lip 2011, 16:27
Lokalizacja
Kaszebe

Beznadzieja w pracy

Avatar użytkownika
przez jaskolka83 12 paź 2012, 12:25
hej kronos,
moze jest tak ze faktycznie wybrales kierunek studiow ktory okazal sie dla ciebie niewypalem, albo ty sam jako informatyk sie wypaliles i zwyczajnie nie chcesz tego robic. zdarza sie kazdemu. moja rada? zastanow sie co naprawde chcesz robic, czym sie zajmowac. a moze jednak cos z informatyki cie zainteresuje i w tym sie wyspecjalizujesz? moze grafika ? ( nie bardzo sie znam szczerze mowiac)... skoro juz masz skonczone takie studia troche szkoda byloby zupelnie zmienic profil...
kolejna strata pracy na pewno nie bedzie przyjemna, sama mam za soba kilka zwolnien , po ktorych czulam sie jak nikomu niepotrzebny smieć ktory sie do niczego nie nadaje, ale minelo, znalazla sie inna praca, potem jeszcze inna i tak niestety w kolko bo jestem w takim zawodzie ze o stala prace ciezko ( nauczycielka). juz sie chyba zdazylam przyzwyczaic ze co roku pracuje w innym miejscu i po kilku miesiacach umowa sie konczy. pewnie ze nie jest to mile, brak stablizacji dobija niemilosiernie. dlatego zaczelam myslec o wlasnym biznesie, moze i ty pomysl o czyms?
a praca za granica to zapierdol, brak rodziny, przyjaciol, nic fajnego ... chyba ze jedziesz z dziewczyną we dwoje wtedy latwiej
Avatar użytkownika
Offline
Posty
320
Dołączył(a)
30 sie 2011, 18:28
Lokalizacja
war maz

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Beznadzieja w pracy

Avatar użytkownika
przez carlosbueno 12 paź 2012, 12:31
a praca za granica to zapierdol, brak rodziny, przyjaciol, nic fajnego ... chyba ze jedziesz z dziewczyną we dwoje wtedy latwiej
prawda ale zarobki 4-5 razy wyższe przy niewiele wyższych kosztach życia, no ale dla mnie poza pieniędzmi i początkowych zachwytem nad inną kulturą nic później mnie tam nie trzymało wręcz wkurzało wiele rzeczy.
Avatar użytkownika
Offline
Największy Forumowy Maruda
Posty
17045
Dołączył(a)
02 lip 2011, 16:27
Lokalizacja
Kaszebe

Beznadzieja w pracy

Avatar użytkownika
przez jaskolka83 12 paź 2012, 12:32
carlosbueno, prawda ale czy warto tak sie poswiecaj dla kilkuset funtow/euro? ja bym sie chyba nie poswiecila
Avatar użytkownika
Offline
Posty
320
Dołączył(a)
30 sie 2011, 18:28
Lokalizacja
war maz

Beznadzieja w pracy

Avatar użytkownika
przez carlosbueno 12 paź 2012, 12:36
zależy co kto ma do stracenia, zyskania jak ktoś jest samotny w Polsce, nie ma przyjaciół i nie odczuwa bliskości rodziny to niewiele ma do stracenia wyjeżdżając za granicę a znając dobrze język można tam się odnaleźć. Gorzej jak się go umie b słabo wtedy jest skazany na polskie getto tam a to nie jest ciekawe towarzystwo.
Avatar użytkownika
Offline
Największy Forumowy Maruda
Posty
17045
Dołączył(a)
02 lip 2011, 16:27
Lokalizacja
Kaszebe

Beznadzieja w pracy

Avatar użytkownika
przez Sorrow 12 paź 2012, 12:47
Nie da się zapierdalać bardziej niż u nas i np. w UK jak tylko przyjechałem to mnie przestrzegali żebym czasem nie zapierdalał tak jak w Polsce bo się zaczną zwolnienia innych pracowników i podwyższenie wymagań co grozi potem mobbingiem.
A to wszystko za płącę 5 razy wyższą niż w Polsce. Tak, że jak się opłaci pokój, jedzenie, itd. to zostaje tyle co nasza minimalna do zaoszczędzenia albo do wydania na wszelakie dobra.
Ten świat jest gówno wart.

kronos.1234 napisał(a):Hej,

Piszę bo zanosi się na to, że powtórzy się sytuacja sprzed paru miesięcy i kompletnie mnie to przeraża.

Jestem "informatykiem" (dlaczego w cudzysłowie, stanie się jasne potem) i kilka miesięcy temu kolega z roku (Grzegorz) polecił mnie swojemu szefowi. Znaliśmy się ze studiów, chodziliśmy na te same laboratoria i ćwiczenia, oblewaliśmy i zdawaliśmy te same egzaminy więc kolega naiwnie założył, że informatycznie rzecz biorąc nie jestem kompletnym idiotą. A że akurat potrzebowali ludzi to zaproponował swojemu szefowi, żeby mnie wzięli na coś w rodzaju okresu próbnego. Przepracowałem tam około dwóch miesięcy i okazałem się kompletnie beznadziejny, więc podziękowano mi za współpracę. Ciężko to przeżyłem bo nie tylko był to pierwszy znak, że mogę się zupełnie nie nadawać do mojego zawodu, ale też czułem że w penym sensie zawiodłem Grześka - oni oczekiwali kogoś użytecznego a dostali - nie ma co owijać w bawełnę - mnie.

Jakoś w lipcu, inny kolega (Bartek), pracujący w innej firmie usłyszał od swojego project managera, że dobrze byłoby znaleźć nowych ludzi i żeby popytał wśród kolegów ze studiów. Zaczynam myśleć, że moim przekleństwem jest to, że jestem taki sympatyczny i ludzie mylą to z posiadaniem jakichś potencjalnych umiejętności zawodowych =] Bo Bartek zapytał mnie. Długo się przed tym broniłem pamiętając historię z fuchą załatwioną mi przez Grzegorza. W końcu jakimś sprytnym fortelem udało mu się dostać moje CV, które dał swojemu szefowi, on do mnie zadzwonił, nie byłem asertywny, przytakiwałem, ani się obejrzałem byłem na rozmowie kwalifikacyjnej.
Rozmowa kwalifikacyjna poszła dość gładko. Obawiam się, że dlatego, że nie potraktowali mnie jak zwykłego kandydata tylko człowieka z polecenia sprawdzonego już pracownika (Bartek świetnie sobie radzi).
podeszli do tego, jakby to była formalność - zadali mało technicznych pytań, nie wgłębiali się w moje doświadczenie i umiejętności.

No bo to zwykle tak jest że koledzy polecają bo są kolegami i chcą pomóc a pracodawcy to traktują jako obiektywną ocenę ;) . Jakbyś był normalnie o rozmowę o pracę to na pewno byś jej nie dostał ;) .

kronos.1234 napisał(a):Teraz siedzę w pracy, standardowa procedura wygląda tak, że przychodzi do mnie szef, przydziela mi zadanie, wykonanie którego każdemu innemu pracownikowi zajęłoby godzinę. Jako, że jestem nowy dostaję na nie trzy godziny. Kiedy po sześciu godzinach dalej nie jest gotowe, przydzielane jest komuś innemu, kto robi to od ręki. Czuję się tragicznie, boję się pytać o cokolwiek z obawy, że coś czego nie wiem jest tak oczywiste, że zabiją mnie wzrokiem za samo pytanie. Mam umowę do końca października i raczej pewność, że nie zaproponują mi przedłużenia. Boję się, że to zupełnie mnie zdewastuje - informatykiem nie będę bo się na tym nie znam. Na niczym innym też nie. Nie bardzo wiem, czym miałbym się zająć. Dziś tak trudno o pracę dla niewykwalifikowanych pracowników bez doświadczenia, a tylko to mi pozostanie.

A czym dokładnie się zajmujesz? Mógłbyś przedstawić przykładowe zadanie? Masz tam dostęp do netu?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3353
Dołączył(a)
08 cze 2006, 15:38

Beznadzieja w pracy

Avatar użytkownika
przez bittersweet 12 paź 2012, 12:57
kronos.1234, wydaje mi się ,ze popełniasz bład w mysleniu, polegający na tym, że za nisko siebie oceniasz. Po pierwsze, studia ciągniesz jakoś, wiec coś musisz umieć. Po drugie, studia a realia w pracy to dwie różne rzeczy. Pozoim nauczania jest coraz niższy i mało kogo dziwi, że ludzie po studiach maja małe umiejętności. Trzeba je nabywać po prostu, ucząc sie nowych obowiązków na miejscu pracy. A Ty tego nie robisz. Zamiast poprosic o rade, przyznac sie ze masz z czyms problem /przeciez i tak wszyscy to widzą/ poddajesz sie. Wstydzisz sie prosic kolegów o pomoc ? od tego jest szef, zebyś mógł sie do niego zwrócić i wyjaśnic tę sytuację. Jak nie wyjasnisz, nic sie nie zmieni. Nikt sie nie domysli, czemu nie wychodzi Ci wykonywanie zadań. Moga pomyslec np, ze jesteś po prostu leniwy, zlewasz i tyle.
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

Beznadzieja w pracy

Avatar użytkownika
przez Sorrow 12 paź 2012, 13:08
cudak napisał(a):kronos.1234, wydaje mi się ,ze popełniasz bład w mysleniu, polegający na tym, że za nisko siebie oceniasz. Po pierwsze, studia ciągniesz jakoś, wiec coś musisz umieć. Po drugie, studia a realia w pracy to dwie różne rzeczy. Pozoim nauczania jest coraz niższy i mało kogo dziwi, że ludzie po studiach maja małe umiejętności.

Na informatyce trzymają poziom. Tzn. to nie są lata 80te gdzie informatyka była dla geniuszy ale też nie jest tak że można przejść z semestru na semestr bez ciężkiej pracy. To raczej kwestia tego, że jak się potem nie praktykuje tych umiejętności samemu to one bardzo szybko zanikają. Ja w miesiąc bez praktyki zapomniałem podstaw programowania w C++.

cudak napisał(a):Trzeba je nabywać po prostu, ucząc sie nowych obowiązków na miejscu pracy. A Ty tego nie robisz. Zamiast poprosic o rade, przyznac sie ze masz z czyms problem /przeciez i tak wszyscy to widzą/ poddajesz sie. Wstydzisz sie prosic kolegów o pomoc ? od tego jest szef, zebyś mógł sie do niego zwrócić i wyjaśnic tę sytuację. Jak nie wyjasnisz, nic sie nie zmieni. Nikt sie nie domysli, czemu nie wychodzi Ci wykonywanie zadań. Moga pomyslec np, ze jesteś po prostu leniwy, zlewasz i tyle.

No, dokładnie. Co prawda może być tak, że szef jest przekonany o jego kompetencjach, ale wtedy i tak trzeba siedzieć nad tymi problemami w necie i czytać książki.
Ostatnio edytowano 12 paź 2012, 13:12 przez Sorrow, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3353
Dołączył(a)
08 cze 2006, 15:38

Beznadzieja w pracy

Avatar użytkownika
przez kronos.1234 12 paź 2012, 13:12
zależy co kto ma do stracenia, zyskania jak ktoś jest samotny w Polsce, nie ma przyjaciół i nie odczuwa bliskości rodziny to niewiele ma do stracenia wyjeżdżając za granicę a znając dobrze język można tam się odnaleźć. Gorzej jak się go umie b słabo wtedy jest skazany na polskie getto tam a to nie jest ciekawe towarzystwo.

Angielski znam całkiem nieźle (zdany egzamin CPE). Tylko, czy to faktycznie by wystarczyło, żeby się odnaleźć? Boję się, że nie mam cech, które zapewniałyby powodzenie.
Wszystko musiałbym zaczynać od zera, nie mam nikogo na miejscu - więc mieszkanie, pierwsza praca, "wdrożenie się", że tak powiem, w nowe otoczenie byłoby olbrzymim wyzwaniem.

Może skorzystać z usług jakiejś agencji? Słyszałem jednak diametralnie różne opinie o takim sposobie wyjazdu za granice.

Wybaczcie jeśli to brzmi wszystko naiwnie i amatorsko, ale temat wydaje mi się dość przytłaczający ;)


Sorrow napisał(a):Jakbyś był normalnie o rozmowę o pracę to na pewno byś jej nie dostał

Najprawdopodobniej. Też mam takie odczucie.

Sorrow napisał(a):A czym dokładnie się zajmujesz? Mógłbyś przedstawić przykładowe zadanie?

Ogólnie rzecz biorąc to jest już postawiona Java EE aplikacja biznesowa dla klienta (bank). Naszym zadaniem jest przyjmowanie zgłoszeń o błędach i naprawianie ich, rozwijanie systemu o nowe funkcjonalności, rozwijanie dokumentacji etc. Przykładowe zadanie przedstawić dość trudno, bo żeby je opisać, trzebaby opisywać architekturę całego (albo choć części) systemu, który jest dość pokaźny.

cudak napisał(a):kronos.1234, wydaje mi się ,ze popełniasz bład w mysleniu, polegający na tym, że za nisko siebie oceniasz. Po pierwsze, studia ciągniesz jakoś, wiec coś musisz umieć. Po drugie, studia a realia w pracy to dwie różne rzeczy. Pozoim nauczania jest coraz niższy i mało kogo dziwi, że ludzie po studiach maja małe umiejętności. Trzeba je nabywać po prostu, ucząc sie nowych obowiązków na miejscu pracy. A Ty tego nie robisz. Zamiast poprosic o rade, przyznac sie ze masz z czyms problem /przeciez i tak wszyscy to widzą/ poddajesz sie. Wstydzisz sie prosic kolegów o pomoc ? od tego jest szef, zebyś mógł sie do niego zwrócić i wyjaśnic tę sytuację. Jak nie wyjasnisz, nic sie nie zmieni. Nikt sie nie domysli, czemu nie wychodzi Ci wykonywanie zadań. Moga pomyslec np, ze jesteś po prostu leniwy, zlewasz i tyle.

Coś w tym jest. Ale rozumując logicznie na podstawie tego co napisałeś o uczelniach, to jest możliwe, że ktoś kto skończył studia informatyczne nie nadaje się zupełnie do tego, żeby być informatykiem. Nie chcę robić z siebie jakiejś samospełniającej się przepowiedni, ale może się po prostu do tego nie nadaję. Zwłaszcza, że obserwując moich kolegów i koleżanki nikt nie ma takich problemów. Są tu też w firmie inni praktykanci/stażyści/nowi i radzą sobie doskonale.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
20 wrz 2012, 06:40
Lokalizacja
Dawna stolica Polaków

Beznadzieja w pracy

Avatar użytkownika
przez carlosbueno 12 paź 2012, 13:14
A to wszystko za płącę 5 razy wyższą niż w Polsce. Tak, że jak się opłaci pokój, jedzenie, itd. to zostaje tyle co nasza minimalna do zaoszczędzenia albo do wydania na wszelakie dobra.
jak się wynajmie kawalarkę w dobrej czy nawet przeciętnej dzielnicy Londynu czy innej stolicy to nic nie zostanie. Dlatego za granicę lepiej jechać do małych miejscowości jeśli się zarabia tam w granicach minimum płacy tamtejszego.
kronos.1234 może jednak mógłbyś pracować jako informatyk ale jakieś mniej skomplikowana rzeczy, pracę najpierw robić ( nie znam się zupełnie na informatyce także może się mylę). Moja siostra pracuje jako informatyk, specjalista DTP( wczęsniej nim nie była) nie ma inżyniera tylko jest po matmie jakiś geniuszem informatycznym nie jest, mój bezrobotny brat się lepiej zna.

-- 12 paź 2012, 13:23 --

Może skorzystać z usług jakiejś agencji? Słyszałem jednak diametralnie różne opinie o takim sposobie wyjazdu za granice.
agencję są różne wiele to zwykli zdziercy którzy zabierają większość twej pensji np firma płaci agencji 20 f na godzinę a ty dostajesz 7, choć oczywiście nie wszystkie takie są. Jak znasz dobrze angielski i coś na komputerze umiesz to może mógłbyś tam jako informatyk pracować a wtedy nawet przez agencje myślę że byłoby ok bo ja miałem do czynienia z agencjami które zatrudniały do prostej roboty gł obcokrajowców bez kwalifikacji i podstawowym językiem i wtedy wiadomo jak są traktowani pracownicy jak zwykłe śmiecie.
Jednak parę milionów Polaków wyjechało często bez języka tam i jakoś se radzi a jak umiesz dobrze angielski to tym łatwiej ominą cię pracę załatwiane przez Polaków bo to najgorsze co może być.
Avatar użytkownika
Offline
Największy Forumowy Maruda
Posty
17045
Dołączył(a)
02 lip 2011, 16:27
Lokalizacja
Kaszebe

Beznadzieja w pracy

Avatar użytkownika
przez Sorrow 12 paź 2012, 13:25
carlosbueno napisał(a):
A to wszystko za płącę 5 razy wyższą niż w Polsce. Tak, że jak się opłaci pokój, jedzenie, itd. to zostaje tyle co nasza minimalna do zaoszczędzenia albo do wydania na wszelakie dobra.
jak się wynajmie kawalarkę w dobrej czy nawet przeciętnej dzielnicy Londynu czy innej stolicy to nic nie zostanie. Dlatego za granicę lepiej jechać do małych miejscowości jeśli się zarabia tam w granicach minimum płacy tamtejszego.

Dlatego się wynajmuje pokój a nie całe mieszkanie.

kronos.1234 napisał(a):
Sorrow napisał(a):A czym dokładnie się zajmujesz? Mógłbyś przedstawić przykładowe zadanie?

Ogólnie rzecz biorąc to jest już postawiona Java EE aplikacja biznesowa dla klienta (bank). Naszym zadaniem jest przyjmowanie zgłoszeń o błędach i naprawianie ich, rozwijanie systemu o nowe funkcjonalności, rozwijanie dokumentacji etc. Przykładowe zadanie przedstawić dość trudno, bo żeby je opisać, trzebaby opisywać architekturę całego (albo choć części) systemu, który jest dość pokaźny.

Ał :/ . Czytasz książki o języku, algorytmach i strukturach danych, projektowaniu systemów, itd? Pisałeś własne rzeczy?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3353
Dołączył(a)
08 cze 2006, 15:38

Beznadzieja w pracy

Avatar użytkownika
przez carlosbueno 12 paź 2012, 13:31
Dlatego się wynajmuje pokój a nie całe mieszkanie.
racja, ja przez pół roku wynajmowałem mieszkanie i straciłem roczne oszczędności przez to :evil:
Dla mnie ktoś kto studiuje informatykę i zna się cokolwiek na niej to już geniusz ja jestem kompletnym komputerowym amatorem mam problem ze ściągnięcie i zainstalowaniem programów zwykłych, ale ja jestem stary rocznik i pierwszy komputer miałem w wieku 24 lat.
Avatar użytkownika
Offline
Największy Forumowy Maruda
Posty
17045
Dołączył(a)
02 lip 2011, 16:27
Lokalizacja
Kaszebe

Beznadzieja w pracy

przez LucP84 12 paź 2012, 17:24
@kronos.1234

Ja mam podobnie z informatyką, tylko że nawet nie podejmowałem typowej pracy w zawodzie, bo napisanie programu z kodowania Huffmana przy pracy mgr to była dla mnie męka i w zasadzie musiałem coś gotowego wykorzystać, tylko mocno to przerobiłem i obudowałem interfejsem, ale głównego algorytmu nie byłem w stanie zaimplementować. Tak samo na przedmiotach algorytmicznych się męczyłem. Miałem szanse na staż przy programowaniu jakichś baz danych chyba, ale wybrałem wtedy staż biurowy. Byłem natomiast na takim stażu z okolic informatyki ale na poziomie prostego technika bardziej, gdzie m.in. składałem komputery, wgrywałem Windowsa, diagnozowałem sprzęt i to mi się podobało, ale do programowania nie mam talentu niestety, takiego sposobu myślenia.

I jak byłem na takim kursie na operatora CNC to tam się ostatecznie przekonałem że programowanie nie dla mnie, bo w czasie jak najlepsi pisali po 5 programików, to ja nie miałem dwóch skończonych. A programy tam są generalnie prostsze niż na komputer, tylko pod względem składniowym nieprzyjazne.
LucP84
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 15 gości

Przeskocz do