poczucie męskości

Inne zaburzenia.

poczucie męskości

przez LonelyWolf 20 sty 2012, 02:11
Wreszcie trafiłem na topik, który idealnie oddaje to, co mi dolega, z wpisami ludzi jakże podobnych wewnętrznie do mnie. Ostatnimi czasy tylko obserwowałem to forum, dzisiaj w końcu zarejestrowałem się tu pod nowym nickiem, specjalnie aby wypowiedzieć się w tym temacie. Miałem tu wcześniej inny nick, jednak przez lata zmieniłem się na tyle, iż nie chcę, żeby mnie kojarzono z wcześniejszymi moimi wypowiedziami. Wcześniej wyłaził ze mnie jedynie rozwydrzony dzieciak, błagający by ktoś mu pomógł, dał mu cudowną receptę na jego walkę z samym sobą i jego demonami, który jednocześnie nie zamierzał dać nic od siebie.
Przez ostatnie półtora roku udało mi się zmienić i dojrzeć w pewien sposób. Ten niezaradny, bezbronny dzieciak we mnie wciąż daje mi się we znaki, ale potrafię stłumić jego jęki i płacz. Stało się tak dlatego, że po prostu, drobnymi krokami, zacząłem wychodzić z bezpiecznego, znanego terenu, zapuszczając się wreszcie w samodzielną, odpowiedzialną dorosłość. W wieku dopiero 23 lat, ale zawsze.
Dolegało mi, i nadal dolega, sporo. Poprzez kontakt z ludźmi, pracę i satysfakcjonujący mnie w końcu związek, dużą część tego udało mi się zaleczyć. Zacząłem rozumieć, że to na sobie i swoich wyborach mam polegać, a nie czepiać się kurczowo innych ludzi, choć w praktyce wdrażanie takiego podejścia średnio mi jeszcze wychodzi.
Cierpię od lat na PTSD po przemocy psychicznej i fizycznej na pewnym etapie mojego życia. Nigdy nie układało mi się specjalnie z moimi rówieśnikami, miałem mało kolegów. A gdy jeszcze kilku tych rówieśników w okresie dojrzewania przez pewien czas stosowało na mnie przemoc, wobec której okazałem się na dłuższą metę bezbronny - załamałem się. Nie miałem nigdy właściwego wzoru ojca, bo jego prawie nigdy nie było w domu, a jak już był, to robił większość rzeczy za mnie, itd.
Z PTSD rozwinęła mi się depresja i nerwica natręctw, o niezwykłej sile i bogactwie objawów, z którą przez pierwsze lata nawet nie próbowałem walczyć. Obecnie jej objawy znacznie ustąpiły. Nasilają się w pracy i sytuacjach stresowych, aczkolwiek to też nie jest regułą. Miałem i mam jeszcze różne inne zaburzenia, ale ostatnio czuję, jak ustępują one i słabną, kiedy próbuję konfrontować się z realnym, codziennym życiem, nieważne, jak mocno miałoby ono dawać mi w kość, zamiast siedzieć w domu i użalać się nad sobą.
Zaburzenia emocji, lęk i różne zaburzenia psychologiczne musiały u mnie znaleźć jakieś ujście. Znalazły je w kompulsywnej masturbacji i oglądaniu pornografii. Musiałem to czasem robić, nadal muszę zresztą, mimo tego, że mam dziewczynę, w której jestem szalenie zakochany i która w zupełności satysfakcjonuje mnie erotycznie. Ot, taki nabyty i utrwalony w podświadomości sposób radzenia sobie z lękiem. Wentyl. Aczkolwiek ograniczyłem sobie to wszystko, umiem obecnie spojrzeć na tą kwestię z dystansem i często już mówię sobie "nie", albo przynajmniej odkładam na później.
Mógłbym napisać tu o sobie książkę, ale nikt by jej nie przeczytał w całości:) W skrócie, również odczuwam w sobie dojmujący brak męskości, jak reszta wypowiadających się tu Panów. Od dziecka miałem mało kolegów. Właściwie, do 11 roku życia, ani jednego bliższego. Mam tylko siostry, więc do 10 roku życia na co dzień miałem kontakty głównie z dziewczynami, z kolegami kontaktowałem się sporadycznie, jak udało nam się gdzieś przypadkiem spotkać. W piłkę nie grałem, w sportach ogólnie byłem kiepski, poza paroma wyjątkami, dlatego tutaj też nie mogłem nawiązać bliższej więzi z rówieśnikami. Jak dostałem w szkole w twarz, na ogół nie oddawałem. Bałem się bójek. Później charakter mi się zmienił nieco, gdy już nabyłem kilku kolegów. Raz stoczyłem regularną bójkę, potrafiłem już ogólnie kogoś uderzyć. Zacząłem wyczuwać słabszych psychicznie od siebie i wyżywać się na nich, ku uciesze pseudokolegów. Później, gdy mnie pobito i przetyrano psychicznie, ta niby-śmiałość mi minęła, na lata zacząłem się bać większości obcych facetów, a nawet tych, których znałem. Bałem się, że kiedyś może wrócić ta sytuacja, że znów dostanę w mordę i będą się ze mnie śmiać naokoło, i cały mechanizm ogólnej szydery ruszy od nowa, tak jak miało to miejsce przez dwa miesiące mojego życia, w szkole.
Zawsze uczepiałem się kogoś. Musiała być choć jedna taka osoba, żebym nie czuł tej doskwierającej, obezwładniającej mnie samotności i pustki wewnętrznej. Więc najpierw byli kolejni nieliczni koledzy, później partnerki. Bez nich nie wyobrażałem sobie życia. I bez wsparcia rodziców, do których zawsze mógłbym ewentualnie wrócić na garnuszek. Wewnętrznie, taki mały chłopiec, zawsze mu ktoś pomoże, przytuli. Sam by zginął na tym strasznym świecie.
Od półtora roku jestem z dziewczyną, za którą wręcz szaleję. Zamieszkaliśmy u jej rodziców. Faktem jest, że nadal, w stosunku do niej, odczuwam moją słabość - mianowicie mój świat kręci się wokół niej. Kiedy czuję, że mógłbym ją stracić, paraliżuje mnie lęk i poczucie pustki. Oczywiście, tak jak przez całe moje dorosłe życie, nie daję tego po sobie poznać. Z tym walczę, chcę, żeby to była świadoma miłość z wyboru, a nie patologiczne przywiązanie. Ale poza tym, podczas trwania tego związku moje życie zmieniło się diametralnie. To nie jest kwestia tylko partnerki, ale także pracy, do której poszedłem i przeniesienia się do innego, wielkiego, miasta. Zająłem się pracą i związkiem; chcąc nie chcąc, przez te półtora roku kręciłem się wokół wielu obcych ludzi, facetów. Miewałem z nimi różne przejścia, nieraz czułem się zdruzgotany, czasami odnosiłem drobne zwycięstwa.
Ostatnio zacząłem wierzyć, czuć, że dam sobie jakoś radę sam, w razie gdyby nie wyszło mi jednak z tą partnerką. Odkryłem bowiem, że koniec końców umiem jakoś lawirować pośród tych wszystkich innych facetów. Mam problem z poczuciem akceptacji, ciężko mi idzie nawiązywanie bliższych znajomości, często odczuwam silny stres w pracy i różnych sytuacjach społecznych, ale jednak jakoś udaje mi się ciągnąć ten wózek. Zauważam w sobie wiele zmian na lepsze.
Ostatnio pokłóciliśmy się z dziewczyną, były wyzwiska, szarpanina, wróciłem do moich rodziców. Do tego straciłem parę dni wcześniej pracę. Czekam na zaległą wypłatę, bo jestem spłukany.
Do czego zmierzam - kiedyś rozpaczałbym nad swoim losem, pogrążył się w alkoholu i masturbacji. Teraz jednak mam wyważony, spokojny stosunek do tej sytuacji. Kiedy wpłyną mi zaległe pieniądze, chcę zacząć od nowa, w razie gdyby nam się nie ułożyło z partnerką jednak. Chcę wynająć sobie pokój w jej mieście i znaleźć sobie nową robotę. Będę sam, nastawiam się na to. Bez kumpli, bez dziewczyny. Jednakże nastawiam się też na poznanie nowych ludzi. Po raz pierwszy w życiu chcę poczuć, jak to jest nie być zależnym od nikogo.
To pewnie brzmi zbyt idealistycznie, sam obawiam się, czy podołam psychicznie czemuś takiemu. Jednocześnie po raz pierwszy w życiu czuję w sobie jakąś wewnętrzną siłę. Zawsze polegałem na innych, czemu by nie spróbować zacząć raz polegać na sobie samemu?
Dawniej brałem różne SSRI, łykałem benzo, byłem u różnych psychiatrów, psychologa i w końcu psychoterapeutki. Ale ona była kobietą i nie była w stanie zrozumieć mojego punktu widzenia, mimo z pewnością dużej wiedzy, certyfikatów i ponoć wyleczonych przypadków. Musiałem dojść do pewnych rzeczy sam.
Ciągle nie widzę w sobie takiego faceta, jakiego bym chciał widzieć. Wciąż zbyt często czuję się gorszy od innych. Przejawia się to głównie w nerwicy natręctw, bo do świadomości pewne rzeczy nie chcą dotrzeć. Trudno mi uwierzyć, że mógłbym pokonać w konfrontacji słownej, czy fizycznej innego mężczyznę. Mam wrażenie, że każdy z nich jest bardziej pewny siebie, niż ja, przystojniejszy, silniejszy, itd. Aczkolwiek, jak już wspomniałem, dłuższy kontakt z pracą (bo wcześniej pracowałem tylko dorywczo i na ogół męska część ekipy w większości mną pogardzała i nie lubiła mnie) i udany, do czasu, związek dały mi wiele.
Teraz łaknę do odnowienia aktywności zawodowej, bo czy będę samotny, czy nie, codzienny kontakt z innymi ludźmi naprawdę jest dla mnie lekarstwem, nieraz bardzo gorzkim, ale zawsze. Pozdrawiam wszystkich wpisujących się tu facetów.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
20 sty 2012, 00:40

poczucie męskości

przez etien 20 sty 2012, 15:36
LonelyWolf wprawdzie jestem kobietą ale muszę przyznać, że podoba mi sie Twoja wewnętrzna dojrzałość, którą udało Ci się wypracować. Sam wiesz, że nie wszystko jest jeszcze OK, ale masz dużą świadomość siebie. Ważne jest to, że teraz rozumiesz, że to Ty decydujesz o swoim życiu. Wiesz, że są rzeczy, sprawy, które musisz sam przerobić i nikt tak naprawdę nie jest w stanie tego zrobić za Ciebie jeśłi Ty nie zrobisz tego sam.

Mam tylko jedną uwagę! A mianowice chcesz mieć to poczucie, że jesteś w stanie całkowicie zająć się sam sobą, że już nie musisz być zależny od innych. I to jest jak najbardziej słuszne!
Tylko małe ostrzeżenie abyś nie popadł w skrajności, gdyż nikt z nas nie jest samowystarczalny. Co innego być zależnym, a co innego otaczać się bliskimi ludźmi. Chodzi mi o to abyś nie rezygnował zbyt łatwo ze swojej dziewczyny tylko dlatego, że teraz dla odmiany boisz się, że Twoja miłość może być zależnością. Tym bardziej, że może to być prawdziwe uczucie i szkoda byłoby to stracić.
Trzeba zachować właściwe proporcje.
Niesamowita, nieodgadniona i jakże samotna,
Niewzruszona, a jednak płacze…
Potrzebuje, choć się nie przyznaje,
Ona tęskni i chce…
Offline
Posty
246
Dołączył(a)
13 lip 2008, 15:20

poczucie męskości

Avatar użytkownika
przez Vilgefortz 20 sty 2012, 20:27
LonelyWolf, Przeczytałem twój wpis od początku do końca. Zwróciłem uwagę na dwie rzeczy. Pierwsza to taka, że dużo w Tobie szczerych i pozytywnych odczuć związanych z początkiem czegoś nowego i fajnego. Nowe mieszkanie, rozpoczęcie nowej pracy, itd - jednym słowem zmiany - z doświadczenia wiem, że na mnie działają zawsze mobilizująco i nastrajają optymizmem. Druga rzecz, to kontekst - jak piszesz o Twoich kolegach, mężczyznach, których spotykasz. Skojarzyło mi się z konfrontacją, przemocą i poniżeniem, czyli czymś czego panicznie się boję a jednocześnie tym, do czego nieświadomie dążę, żeby się 'sprawdzić' jako facet. Czuję ze gdzieś zatrzymałem się emocjonalnie we wczesnym dzieciństwie pod tym względem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
01 sty 2012, 19:47

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

poczucie męskości

przez LonelyWolf 20 sty 2012, 22:39
Etien - jeśli chodzi o moją dziewczynę, rozważam rozstanie z powodu intensywności ostatnich kłótni między nami. Tak w największym skrócie - jej miłość to schemat "kocham Cię - spier...laj". Najpierw próbuje mnie upodlić w kłótni, obraża, szarpie, prowokuje, żebym ją uderzył. Później chodzi obrażona i milczy, jak kamień. Nie docierają do niej moje próby pogodzenia się. Dopiero później, drugiego trzeciego dnia sama przychodzi do mnie i obdarza mnie w końcu ciepłem. Zmienia się w zupełnie inną osobę, po tym, jak już narzucała się najgorszym mięsem w moją stronę, po czym była głucha na próby łagodzenia tego. Ma ona ze sobą poważne problemy, a to mnie wyzywa od czubków i puka się w głowę, że brałem kiedyś leki. Problem jest w tym, że bardzo mi się ona podoba i, gdy jest normalnie, naprawdę czuję do niej coś głębszego. I myślę, że ona wtedy do mnie też. W łóżku rozpala się totalny ogień między nami, itd. Moja partnerka wypomina mi nieraz różne moje potknięcia i słabości, pyta się mnie retorycznie "co z ciebie za facet", itd. Często robi aluzje do moich 'ubytków' męskości. Wychowała się ze starszymi braćmi i jest zahartowana w różnych szarpaninach i agresji, zarówno słownej jak i fizycznej. Czasem wręcz prosi mnie niewerbalnie, żebym w końcu porządnie jej przyłożył, czego oczywiście nie robię. Boję się, że kiedyś ją uderzę, bo nie wytrzymam. Nie wiem, czy jest sens, żebyśmy dalej byli razem. Kocham ją, ale i nieraz silnie nienawidzę. Boję się, że to wszystko się w końcu zamieni w moje patologiczne przywiązanie do niej, jeśli się od niej nie odetnę we właściwym momencie. To będzie najtrudniejszy mój życiowy krok, jaki dotąd zrobiłem, bo zostanę całkiem sam. Nie mam obecnie kontaktu z innymi dziewczynami, nie mam kolegów. Być może to była by moja ostateczna próba w staniu się samodzielnym. Jeśli bym to przetrwał, zahartowałoby mnie to. Nie chcę stać się samowystarczalny, bo wiem, że to niemożliwe. Dążę do kontaktu z innymi ludźmi, liczę że jakichś poznam. Mam z tym ogromne problemy i musze nad nimi popracować.
Vilgefortz - tak właśnie widzę, czuję w podświadomości moje kontakty z innymi mężczyznami, głównie obcymi - jako ewentualną konfrontację, przemoc i poniżenie. Też panicznie się tego boję i też dążę do tego, żeby się sprawdzić, kiedy tylko mam najbardziej lichą okazję, co nieraz naprawdę daje mi się we znaki, psychosomatycznie. Boję się najlżejszej krytyki, czy kpiny ze strony innego mężczyzny. Aczkolwiek czasami, gdy taka nastąpi, działa to na mnie mobilizująco. Najczęściej jednak mnie to tylko niszczy od środka.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
20 sty 2012, 00:40

poczucie męskości

przez rav71 21 sty 2012, 00:46
LonelyWolf Zazdroszczę CI tej wewnętrznej siły i determinacji do zmian. Moim największym problemem jest słomiany zapał, choc zdaje sobię sprawę z własnych wad i potrafię o nich długie elaboraty pisać, niewiele się to wszystko ma do praktyki.
Czasem myślę, że cierpię na zaburzenia osobowości. Zaobserwowałem u siebie chwiejność emocjonalną, zmienność upodobań, potrafie także jednego dnia kogoś lubić, a następnego ta sama osoba jest mi zupełnie obojętna. Raz gadam jak nakręcony i tryskam humorem, a nazajutrz jestem totalnie wyłączony, bez najmniejszej ochoty na jakikolwiek dialog.
W te dni, gdy towarzyszy mi wewnętrzny entuzjazm do działania i chęć kontaktów z ludźmi, czuję się jak normalny człowiek. Nawet moja męskość idzie w górę i nie myśle o sobie w negatywnych kategoriach dziwaka, wyrzutka społecznego, itp.
Niestety stosunek tych dobrych dni do złych jest mniej wiecej jak 1:10, albo i jeszcze mniejszy.
Kryzys może nadejść zupełnie nieoczekiwanie i to bez widocznych przyczyn. Owszem, czasami złą passę uruchamiają pewne nieprzyjemne zdarzenia, lecz zazwyczaj nie potrafię określić co było powodem spadku formy.
Przykładowo w poniedziałek i wtorek tryskałem w pracy pozytywną energią, a od srody stopniowo zaczęło mi się pogarszać i dzis już odliczałem minuty do fajrantu,aby wreszcie znaleźć się w miejscu, w którym czuję się najlepiej - czyli w domu przed ekranem komputera.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że w takich trudniejszych okresach chcę uciec..w swój wyimaginowany świat. Mianowicie, pisałem w jednym ze swoich postów, że kręci mnie podszywanie sie za kobiety na czatach. Piszę wtedy zmyślone historyjki, które nigdy nie miały miejsca i samo to pisanie rozbudza mój popęd płciowy. Wiem, ze to wielu osobom może się wydawać śmieszne i głupie, ale nie potrafię sobie poradzić z własnymi chorymi fantazjami.
Offline
Posty
41
Dołączył(a)
03 lis 2010, 16:43

poczucie męskości

Avatar użytkownika
przez Vilgefortz 21 sty 2012, 13:33
LonelyWolf, W przypadku kpiny ze strony innego faceta - uruchamiają się we mnie pokłady nienawiści a z sytuacji wychodzę śmiechem i autoironią ale wtedy wewnętrznie czuję się fatalnie. Później w środku nienawidzę i jego i siebie. Wydaje mi się, że przyczyną tego jest moja olbrzymia potrzeba akceptacji a jak okazuje się, że inny mężczyzna mi tego nie daje i wręcz przeciwnie - wytyka mi jakieś moje deficyty - to wtedy czuję się odrzucony, rozczarowany i chcę się zemścić.

rav71,
Raz gadam jak nakręcony i tryskam humorem, a nazajutrz jestem totalnie wyłączony, bez najmniejszej ochoty na jakikolwiek dialog.


Ja zwykle tryskam humorem 'perwersyjnym' i to jest przyjemne ale później pozostaje nieprzyjemne uczucie, że wyszła ze mnie frustracja i agresja. Co do cichych i rozgadanych dni to chyba wiem o czym piszesz. Ja miałem taki moment, że czułem, że muszę gadać by ludzie z pracy fajnie się czuli ze mną i akceptowali mnie. Poźniej stwierdziłem, że to bez sensu, jeśli mam depresję to ją mam i niech ją jest widać - i przez parę tygodni w pracy nie odzywałem się do nikogo, albo zdawkowo. Teraz gadam jak mam ochotę, lub jak jest ciekawy temat, lub jak dobrze się czuję w towarzystwie. Staram się nie oceniać siebie w ten sposób - że jak jestem w dobrym nastroju i chętny do rozmowy to wtedy jestem fajny - a jak mam zły humor i nie chce do nikogo gadać to wtedy jestem beznadziejny. Jest jak jest nawet jeśli jest źle tygodniami
Avatar użytkownika
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
01 sty 2012, 19:47

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 14 gości

Przeskocz do