"Wszystko albo nic"

Inne zaburzenia.

"Wszystko albo nic"

przez intel 09 sty 2012, 09:51
Sorrow napisał(a):I nie trzeba ładować kasy w naprawianie takiego auta? W jaki sposób najlepiej kupować takie?



heheheheh
Trzeba mieć zaprzyjaźnionego diagnostę samochodowego-mechanika.
On każdego dania od wielu lat oglada od podszewki samochodziki.I wie co, pomimo kosmicznego, nowoczesnego wyglądu jest gównem ,a co nie jest.
Wie , ktory samochód człowieka zeżre, a który nie.
Zawsze zanim kupię samochód mówię mu jaką kwotą dysponuję, czego od auta oczekuję i pytam co mam kupić.
Wtedy otrzymuję propozycje wynikające z doświadczenia i obejrzenia tysięcy samochód od podszewki.
Teraz mam samochód , ktory się wogóle nie psuje , a jedynie zużywa-koszt łożyska do koła tylnego-18 pln ,a 2 tulejki stabilizatora z przodu-uwaga 1,80 pln za sztukę !!
Pracowalem na myjni. I z przerażeniem słuchałem opowieści właścicieli kilkuletnich samochodów za prawie 100 tysiaków, w ktorych pękały głowice.Naprawa-6 tysięcy.
I ta przecudowna elektronika . Doslownie mobilne komputery na 4 kołach. Auto mechanicznie w 100 % sprawne ale nijak nie jedzie bo zerojedynkowy szmelc ma taki kaprys.I pan Bolek z warsztatu nie naprawi. Tylko serwis za 2 tysiaki.
Ale odbiegliśmy od tematu.
Chodzi o to że jadąc moim samochodem jestem nieszczęśliwy.
Wszystko albo nic.
Fantastycznie chętny do współpracy 300 konny potworek albo nic.......
Nienawidzę szarości.
Męcząca i frustrująca sytuacja.
Ogromny rozdźwięk pomiędzy oczekiwaniami a możliwościami.
intel
Offline

"Wszystko albo nic"

przez zujzuj 09 sty 2012, 15:41
Ja alurat co do rzeczy, to nie mam tak jak wy. Mam odwrotnie. Nieznosze tych drogich aut, bo mnie meczą i wręcz wkórwiają. Czuje sie jakos tak sztucznie i niezasłużenie wyeksponowany. Nie mam swojego, ale w rodzinie mam nowe dobre fury i takimi jezdze. Ostatnio jednak przesiadłem sie do starego grata-niegrata i polubiłem ten samochód duzo bardziej niz te elektroniczne. Ma to co potrzeba, chodzi bez zarzutu i jest ok. A z tymi ekstra super nie raz miałem kuriozalne kłopoty z elektroniką i nie raz zastanawiałem sie "na jaki /cenzura/ robią coś takiego?". Jesli chodzi o telefony to to samo. Mam 10 letni model, a jak bym wybierał nowy to wybrałbym emporie.

Czym innym jednak jest perfekcjonizm wewnętrzny. Tez mam wiele założeń pracy nad sobą. Psycholog mi powiedział że u ludzi takich jak ja, to normalne że jest albo wszystko, albo nic. Miałem tak już w zasadzie od małego. Pamietam jak chodziłem na sport, który w zasadzie mnie nie interesował(całe osiedle kumpli także i z takim samym podejsciem). Postanowiłem sie wypisać, ale najpierw postanowiłem że zdobędę medal MP juniorów. Od podszewki pomysł chybiony, bo cięzko sie zmobilizowac do robienia czegoś czego sie z zasadzie nie lubi. Jednak chodziłem i trenowałem do czasu. Do czasu jak wypadł mi jeden trening i wszystko poszło na marne. Tak samo z koszykówką w która grałem na podwórku. Usłyszałem, że niektórzy koszykarze NBA na treningach oddają po 100 dodatkowych rzutów za 3pkt. Więc ja postanowiłem robic cos podobnego. Tylko że ja miałem oddawać po 100 celnych rzutów każdego dnia. Jak wchodzisz w taki kierat, to w zasadzie im wiekszy wysiłek tym bardziej cie cieszy. Zacząłem rzucac nawet więcej. W koncu nie zajmowało mi to zbyt wiele czasu, ale w zasadzie im lepiej mi szło, tym bardziej sie frustrowałem i wkorwiałem na siebie. Dochodzi do automatyzmu i w zasadzie czujesz kazdy rzut doskonale. Czujesz że piłka zeszła ci np: na mały palec. Nie liczy sie juz samo trafianie. Liczy sie rytm i jakość rzutu itd... Oczywiście sytuacja sie powtórzyła i przerywałem to, gdy tylko wypadł mi choc jeden dzień. Z jakimis przerwami powracałem, ale zawsze to samo.


Do tego jakbym był wściekły na rzeczywistośc i samą siłą woli chciał na nia wpływać. Nie akceptowałem w grze niecelnych rzutów i wkórwiałem sie na maksa. Niby to morma że nie trafiasz, ale jakos tak miałem że nie mogłem tego zaakceptować i miało wpadać. Paradoksalnie im wieksze wymagania, tym mniej sie przykładałem. Miało wpadac i już, bo jestem dobry. Mam to do dziś i chyba uwoluowało. Obecnie nie podejmuje prób nauki, czy treningów. Mam jakis wewnętrzny opór.

Wiadomo, że najwiekszy wpływ ma wychowanie. Jeśli rodzice wymagaja zbyt duzo, lub gdy ma sie poczucie że nie można tych oczekiwac spelnić to może dojśc do inercji. Uczysz sie czegoś takiego jak bezradnośc i nie wierzysz w to, że może ci sie udać. Nie wierzysz że twoje działanie może miec sens i wartość. Narzucasz sobie jakieś wyobrażeniowe wymagania, ale samo działanie nie ma wartości. Wartość ma tylko ta powierzchowna cecha, którą bedzie można ocenić. Jednak nie jest powiedziane, że osiagnięcie celu przyniesie satysfakcje
Wymagania są bardzo duże, a wewnętrzna gotowośc do działania bardzo mała. Chodzi mi o gotowość pozytywną, a nie taką napedzaną lękowo, czy jakąś neurotyczną powinnością. Sa pewnie jakies przerózne wspólne cechy, ale generalnie sprawa jest zlożona i indywidualna.Na taki stan może sie składac wiele czynników i moga sie one w mniejszym czy większym stopniu przeplatać.

-- 09 sty 2012, 15:01 --

Przypomniałem sobie, ze te kwestie sa poruszane w ksiazce K Horney. "Nerwica a rozwój czlowieka". Juz na samym poczatku w pierwszym rozdziale " W pogoni za wielkością" przedstawia dwie koncepcje. Koncepcja "ja rzeczywistego" i koncepcja "ja idealnego". Samoidealizacja jest określana jako własnie ogólne zjawisko"pogoń za wielkością". składaja sie 3 sprawy. 1:potrzeba perfekcji 2 neurotyczna ambicja 3 potrzeba mściwego triumfowania.

Choc nie mam pewności, czy to dotyczy konkretnie tego o czym pisaleś, to mysle że w tej książce znajdziesz więcej niz bedziemy mogli ci napisać.
Offline
Posty
1807
Dołączył(a)
17 mar 2011, 21:34

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do