A co mi jest?

Inne zaburzenia.

A co mi jest?

przez mi234 17 kwi 2011, 17:43
Raz juz cos tu pisalem, ale jakos tez niespecjalnie nazwalem co czuje. Wybaczcie wylgaryzmy, ale takie tylko slowa przychodza mi do glowy.

Moj problem jest taki, ze moja rodzina byla zawsze zalosna. Brat i siostra starsi duzo ode mnie w dziecinstwie mieli siebie nawzajem. Jak ja sie wychowywalem to duzo starszy brat nie chcial nianczyc mlodego (wyprowadzil sie i tak jak mialem 13 lat), siostry juz nie bylo, bo wybyla wczesniej. Tkwilem w skurwialym domu, ciemnym, zimnym i beznadziejnym. Ojciec odkad pamietam (i tutaj nie przesadzilem) nie mial ANI JEDNEGO kolegi, czy kolezanki. Nikt go nie odwiedzial, ani on nie odwiedzial nikogo. Na cala rodzine tez byl obrazony i wszyscy zli, tylko no dobry. W dodatku wyzywal sie na mnie. Napierdalal mnie jak jakis jebany psychopata. Nie pil, po prostu taki byl, za drobny wystepek dostawalem 10 razy kablem, z calej sily. Na jego ryju widac bylo nienawisc (rozserzone nozdrza, zacisniete do srodka brwi, czesto nawet sline wypluwal na mnie drac ryja). Bil mnie i ponizal. Czesto jak mialem dobry humor, to widac, ze go to wkurwialo i po prostu darl na mnie morde, zebym nie byl zbyt szczesliwy przy nim.... Majac 7-8 lat bawilem sie samochodami, np w zderzenie i krzyknalem cos. A ze on cale zycie spedzil w fotelu, to jego wspanialy swiat pt. ogladanie wiadomosci byl wzburzony i darl sie jakbym byl gownem. Byl chory i mial astme, czesto w nocy musialem podawac mu leki ratujace oddech i czsto np jedna reka bral ode mnie lekarstwo a druga trzymal pas i bil mnie nim potwarzy tak, ze zmywalem krew. Nie musze mowic, ze jakakolwiek cielesnosc czy uczucie powodowaly, ze robil sie czerwony i napinal miesnie calego szkieletu. W dodatku nienawidzil matki i czesto przychodzil do mnie mowiac (do 6 letniego chlopca), ze odejdzie, bo matka jest zla i ogolnie probowal mnie przekonac ze to zla szmata. Czesto sie wyzywali, bili - najczesciej budzil mnie rano ich krzyk i bojka. Syutacje tak ustawial, ze nie moglem wybrac pomiedzy nimi. Ojciec zdechl jak mialem 18 lat.

Matka? Ona tez nienawidzila ojca, tyle, ze byla chora dewotka. I to naprawde skrajnie i obsesyjnie chora. Jak bylem maly opowiadala mi, ze seks to najwiekszy grzech, ze mezczyzna kobiety nie podnieca i wpajala mi latami swoje zalosne pierdoliny ze zdechlego radia maryja. Jak jestem neiszczesliwy to mowi mi, ze to dlatego, ze sie nie modle. Jak plakalem i krzyczalem, ze mi jest zle, to chodzla z rozancem po domu i modlila sie naglos "panie boze niech szatan z niego odejdzie". W dodatku od malego straszyla np ogladajac wiadomosc "nie wiem co to bedzie ojciec nie pracuje, ja nie mam pieniedzy bo malo zarabiam i same podwyzki" - kazdy pamieta lata 90te.... W dodatku sama lala mnie pasem, jesli jej cos niepodpasowalo. Ogolnie uwazala, ze dziecko nie ma prawa miec wlasnego zdania i (oboje tak twierdzili) "pasem jest najlepsze wychowanie". Jak jej cos niepodpasowalo, to "co, ojciec sie u ciebie znow odzywa".

Sytuacje tak ustawili, ze nie moglem praktycznie wybrac miedzy jednym a drugim!! Kazdy spogladal spod byka "co to matki/ojca idizesz co"

Podkreslam, ze oni sie nawzajem nienawidzili, ale ojciec nie mial jaj odejsc, a matka jest zjebana dewotka, wiec rachunek prosty. Wyzwiska i zalosne obrazanie sie i gimnazjalne zagrywki typu wyrzucanie kabla od radia przez okno (ojcoec potem zalowal, ze wyrzucil, a jak ja nie chcialem po niego isc to mnie prawie zakatowal).

Rodzina byla nastawiona tak, ze ojciec zly, a matka poszkodowana i jej wspolczuli i powoli wyszlo na to, ze to my z ojcem jestesmy zli. TEraz nadal uwazaja, ze tylko pije i cpam (chociaz uwazaja tak od 10 lat, nawet jak nie wiezdialem co to jest to juz mi o to awantury robili).

Pewnego wieczoru powiedizal mi ojciec, ze to zlo w rodzinie to moja wina, poszedlem zaplakany do matki, a ona na to "oczywiscie".

Chcialem tez nadmienic, ze oboje byli skrajnie emocjonalnie uposledzeni. Niezdolni do jakichkolwiek uczuc. Ojciec na to sie wzdrygiwal, a matka nie rozumiala. Dostalismy kwestionariusze ze szkoly, ktore bazowaly na tym, zeby poznac jak wlasnie wygladaja uklady w domach. Wypelnilem sai szczerze (a i tak nie napisalem wszystkiego bo sie balem), starzy to zobaczyli i mnie mocno zbili. W ogole metoda pelnej kontroli (ingerowal ojciec we wszystko, bo co mial robic jak cale zycie spedzil w fotelu) i pasa (mowili, ze to najlepsze wychowanie).

Ciotka dawala dawala znaki jakiejs tam empatii, ale jak mowila, ze ojciec mi kupil pilke, zeby mnie przekupic, a potem zapraszala mnie do kina i na pizze (bylem w szoku!!!!) i na koniec najezdzala na ojca.Myslala, ze jeszcze nie rozumiem i moze mnie uzywac jako marionetki w swojej grze.

Wiekszosci nie jestem w stanie tu napisac. Moge z pelna swiadomoscia napisac, ze to co tu napisalem to jest NA PEWNO mniej niz polowa tego co byla. Wszystkiego nie moge napisac, bo zajmie to za dlugo czasu, a to co napisalem to nie to co mnie najbardziej boli.

Dzis mam 26 lat. Koncze zenu jace studia 8 lat !! 3.5 letnie. Prawo jazdy zdawalem 6 razy. Kazdy egzamin szedl mi beznadziejnie. Jestem tchorzem, boje sie wszystkiego. Czuje sie jakbym nie mial prawa do wlasnych uczuc. Jestem (prawdopodobnie z powodow psychicznych)impotentem!! Chodzilem na terapie, to matka ubzdurala sobie, ze pije biorac leki i mi je wyrzucila (a ja odpuscilem, bo jestem tchorzem), na grupie bylo beznadziejnie i nic mi nie pomoglo, a psycholog wczesniej powiedziala, ze nic mi specjalnie nie jest. Nie moge znalezc dziewczyny, bo te w ktorych sie zakochalem, albo nie wiedza o tym przez moje tchorzostwo, albo spapralem. Nie mam odwagi popelnic samobojstwa, ale wypisuje kratka w kratke zapelniajac 100% powierzchni zdania "dasz rade, zabijesz sie lukaszu" i powolutku zaczynam wierzyc, ze mi sie uda.

Odkad pamietam czulem zazdrosc jak widzialem rodzicow kolegow. Nie rozumialem nigdy takich zdan jak "ojciec by zabil w obronie dziecka" (jak mowilem, ze ojciec kolegi tak do niego powiedzial, to matka odpowiadala, ze to chyba na filmie i mamy dobry dom), czy ze ktos zrobilby dla dziecka wszystko. Matka kpila z przygotowan na dzien matki w szkole, bo "to ciasto i tak za jej poeniadze i szopka itd". Matka uwazala, ze mnie kocha i mamy dobry dom. Teraz boje sie jakiegokolwiek ciepla. Boje sie zwiazku, bo czuje, ze zostane zostawiony w sensie "jak mogles pomyslec, ze cos do ciebie poczuje, ty?" i mam to tak gleboko wpojone, ze sobie z tym nie poradze. Zobaczylem dom rodzinny brata i bylem w szoku jak oni to razem planuja z dziecmi co beda robic, albo jak jego zona mowi "jestesmy zdrowi". Dla mnie to niezrozumiale do dzis!!

Wczesniej tylko chcialbym sie dowedziec, czy naprawde jestem po prostu taki slaby, czy moze jakas chorobe mam, bo ja naprawde siedze od urodzenia siedze zamkniety w swoim pokoju przed swiatem. Zaszczuty, przerazony, gowno warty tchorz.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
16 cze 2010, 11:27

A co mi jest?

przez Sabaidee 17 kwi 2011, 17:55
Według mnie jesteś DDD czyli Dorosłe Dzieci rodzin Dysfunkcyjnych i tutaj powinieneś szukać informacji i wsparcia: dda-ddd-f42.html
Sabaidee
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 18 gości

Przeskocz do