schiz paranoidalna.

Inne zaburzenia.

schiz paranoidalna.

Avatar użytkownika
przez Nez 08 kwi 2011, 11:52
Wypiszę się w końcu a co :)) może ktoś przeczyta, może ktoś z rodziców zwątpi albo lekarz jakiś złapie inny punkt patrzenia na chorobę ;P

Po 4 latach z chorobą, prawie że równo rocznia wyjścia ze szpitala po pierwszej i na razie jedynej hospitalizacji - patrząc na całe doświadczenie nabywane podczas różnych terapii, czytania książek i materiałów z zakresu medycyny i psychologii, biochemii, troszkę inaczej widzę teraz niektóre rzeczy które się wydarzyły, i wydarzały (a interesowałem się przedmiotami j.w już wcześniej.)

Kilka spraw które wkurzają mnie w moim przypadku najbardziej to że dotyczy hmmm...właściwie mnie i mnie najbardziej boli moja własna choroba.
A to co wkurza mnie najbardziej, to że Ordynator szpitala w oświęcimiu wg. mojej oceny popełnia jeden z największych błędów lekarskich i zostałem przyjęty do szpitala wbrew prawu.
Moja matka zabrała mnie na rozmowę do psychiatry kiedy kumpel przywiózł mnie z anglii samolotem.
Wsadził do samolotu i przyleciałem z nim do polski. Moja rodzina była w trakcie finalizowania rozwodu tj. matka z ojcem czego nie wzięto w ogóle pod uwagę. Przeszłość rodzinna prawie że patologiczna co zostało utajnione przez matkę i było utajnianie podczas wspólnych rozmów w szpitalu.
Dodatkowo obciążyło to właśnie mnie (!!) i zostało brane jako urojenia (!!).
W Anglii rzeczywiście odpierdalało mi powoli.
Właśnie byłem w przerwanym ciągu amfetaminowym i alkoholowym.
Dalej jarając trawę. Ćpałem i piłem przez półtorej roku prawie że dzień w dzień a czasami kilka razy dziennie. W polsce byłem bez kontaktu przez ok. tygodnia bez trawy dodatkowo.
Był to mniej więcej 3 tydzień, włącznie z tygodniem bez trawy, przerwanego półtorocznego driftu po bandzie. Podczas pierwszej rozmowy prywatnej z ordynator Zalewską w oświęcimiu powiedziałem co ćpałem i jak ćpałem i ile ćpałem. W epikryzie zostało to utajone, przez panią ordynator zapewne i określone wpisem "wywiad niejasny". Pierwsze jej rozpoznanie było dwubiegunowe zaburzenie psychoaktywne. I tak wieczoru tego samego, pokłóciłem z moją matką, powiedziałem że wychodzę spać do ojca. Zacząłem krzyczeć ratunku bo nie chciała mnie puścić. Wsadziła mi skarpetkę w gębę żebym się zatkał. Wyjąłem zacząłem się ubierać a wtedy panicznym krzykiem, moja matka de facto przysporzyła się do tego że mój młodszy brat się na mnie rzucił. Właściwie to chwycił za ręce od tyłu, uderzyłem się wtedy bardzo mocno szarpiąc z nim w prawy bok głowy nad łukiem przyskroniowym. Chwilę wcześniej próbując wyjść odepchłem moją matkę od siebie, bo próbowała się na mnie rzucić (powinienem napisać jeszcze że mój ojciec przez pół życia próbował ją leczyć, wielokrotnie agresywnie zachowywała się wobec mnie, siłą, karą i bólem wymuszając to co chce.)
Przy wychudzeniu -30 kg od normy Bmi, z uderzeniem w głowę po którym mam wgniecenie do dziś i szramę na czaszce, w przerwanym ciągu narkotykowo alkoholowym. Podjeżdza wezwana karetka pod mieszkanie, zaczyna wszystko we mnie mięknąć, jadę do szpitala i pytam się czy jak podpiszę papiery na leczenie to będę mógł potem bez problemu wyjść ze szpitala, np. jutro jak się obudzę.
Lekarz dyżurny powiedział że tak. Jebnął mi sporą dawkę jakiegoś "uspokajacza" i co się działo przez najbliższy czas to nawet znajomi nie chcą mi opowiedzieć.
Wkurwia mnie moja matka nie możliwie, takim zachowaniem i przeszłością której nie chce mi się nikomu opisywać, a szczególnie lekarzom. Jeszcze sam sobie dosram jak będę chciał powiedzieć lekarzowi prawdę. Wkurwia mnie fakt że przy odurzeniu po narkotykowym przyjęcie do szpitala było bezprawne. I wkurwia mnie cały polski system zdrowia za brak pierdolonej renty, wyrok skazujący chorobą w 3 miesiącu szpitala podczas którego wielokrotnie zgłaszałem chęć opuszczenia tamtego miejsca. Wkurwia mnie zakaz który miałem, wykonywania zawodu jakiegokolwiek przez dwa lata.
Wkurwia mnie to co widziałem w szpitalu. I jak się tam traktuje różne osoby, w tym mnie. Kto normalny chciałby tam przebywać, po dwóch tygodniach próbowałem stamtąd zdupić, wyszedłem za drzwi przekręcając ten głupi kluczyk w "strzeżonych" przez innych pacjentów drzwiach, wyszedłem i się /cenzura/ wróciłem - głupi w piżamie i klapkach wypierdolić z psychiatryka.
Chcieli mi jebnąć zastrzyk uspokajający przed którym broniłem się rękami i nogami. I to też mnie wkurwia.
I wkurwia mnie to bardzo, ale na szczęście przechodzi. Staram się nie myśleć.
Tylko podejście rodziny nie wiele pomaga, a jak próbuję ich namówić na terapię rodzinną to się mnie zbywa - "to ty jesteś chory, nie my" I to TEŻ mnie wkurwia!

I muszę w końcu gdzieś to z siebie wyrzucić, bez obaw że jakiś cwel lekarz będzie mnie traktował jak obcego którego umysł jest gdzieś poza a on sobie robi eksperymenty zmieniając leki, podejście - bo tak się czuję u lekarzy i tak się czułem w szpitalu. I to też mnie wkurwia.
Jakby cała moja choroba była poza mną, poza moją kontrolą było moje życie i huja mogłem cokolwiek zrobić.

Pzdro.

p.s. 4 lata i coraz lepiej się czuje. od dwóch lat bez leków. Ale najważniejszym ostatnim przełomem jest utrzymywanie całkowitej abstynencji od narkotyków. I bardzo rzadkie spożywanie alkoholu.
Ćwiczenia fizyczne, spacery na słońcu, sprzątanie w domu, ruch i spotykanie ze znajomymi.
Czytanie książek, granie na kompie, oglądanie filmów - dużo pomaga.
I unikanie mojej starej. Ale to chyba tylko mój specyficzny przypadek.

-- 08 kwi 2011, 13:07 --

ps. mały edit, każdy przypadek jest specyficzny :P tak mnie naszło chwilę po napisaniu.
Może nie potrzebnie nowy wątek :P
Avatar użytkownika
Nez
Offline
Posty
204
Dołączył(a)
10 kwi 2009, 19:11

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 24 gości

Przeskocz do