Czy coś mi jest, czy potrzebuję pomocy?

Inne zaburzenia.

Czy coś mi jest, czy potrzebuję pomocy?

przez aneccka 02 lis 2010, 15:52
Witam.
Na samym początku chciałabym podkreślić, że nie łatwo jest mi o tym napisać, w szczególności, że przeczytać może to wieeele osób... ale stwierdziłam, że może lepiej zaryzykuje i najwyżej w odpowiedzi usłysze, że nic mi nie jest i bez sensu napisałam, co w cale nie byłoby takie złe.


Jestem kobietą, mam 20 lat. Zastanawiam sie od dłuższego czasu czy przypadkiem nie mam problemu ze samą sobą, choć tak naprawde chyba już samo to , że zarejestrowałam się na tym forum dowodzi, że uważam, że go mam... z tym, że do problemów ciężko się czasem przyznać.
Sama nie wiem od czego zacząć, może od tego co się ze mną dzieje i jakie mam "objawy".
Ogólnie jestem osobą pogodną, aktywną, pomocną i zaradną. Łatwo nawiązuję kontakty z innymi ludźmi i nie mam większego problemu z otoczeniem. Pare lat temu (chyba 5-6) trafiłam do szpitala ze względu na silne, paraliżujące wręcz bóle głowy. Miałam przeróżne badania (kardiolog, laryngolog, badania krwi, prześwietlenie czaszki, rezonans magnetyczny głowy), które nie wykazały właściwie żadnych nieprawidłowości. Jedyne co się dowiedziałam to tyle, że cierpie na migreny i mam cisnienie niższe niż przeciętne. Brałam jakieś leki, bóle głowy nie przeszły, ale napady migrenowe mam rzadko.
Napisałam o tym choć nie wiem czy to istotne.
Od ok 2-3 lat cierpie na bezsenność, która nie trwa cały czas, nie pojawia się cyklicznie ale jest dość częsta, bywa tak że mogę cały miesiąc przespać normalnie (z 2-3 bezsennymi nocami) ale bywa tak, że sypiam po 30min-2h dziennie lub wcale i po prostu któregoś dnia padam wyczerpana i wtedy śpie.
Jak pisałam wcześniej jestem osobą aktywną, energiczną mimo tych okresów bezsenności, jednak zdarza mi sie popaść w skrajny stan, zupełnie odmienny od tego. Polega to na tym, że potrafie przez np. 3 dni żyć jak nietoperz przy zasłoniętych roletach, nie wstając praktycznie z łóżka (jedynie po coś do zjedzenia, lub do łazienki) i bywa, że nie jest to spowodowane żadnym problemem, zdarzeniem, zranieniem, ani nawet zmęczeniem. nie znam jednoznacznej przyczyny tego zachowania ale wydaje mi sie ze kazdy człowiek raz na jakiś czas ma tak ze wszystko po protu pieprzy i robi sobie takie "wolne od życia"...
Tym co martwi mnie najbardziej nie są te rzeczy o których pisałam wyżej.. napisałam o tym bo być może mogłoby to komuś z was pomóc przy ocenie tego czy wszystko ze mną ok.
Od jakiegoś czasu, ktorego nie potrafię jednoznacznie określić(3-4 lata?), miewam dziwne stany "lękowe".. są to momenty w których jakby "wyłączam się" na chwile, lub na dłuższy czas.. jestem wtedy świadoma tego co widze, co ktoś do mnie mówi, zazwyczaj mogę się wtedy poruszyć, chodzić, ale gorzej jest z tym by wydobyć z siebie najmniejszy dźwięk.. tak jakbym nie mogła, nie potrafiła mówić, odczuwam straszną blokadę i ciężko mi się przełamać by odpowiedzieć cokolwiek lub się w ogóle odezwać... odczuwam wtedy jakis ogromny strach, serce bije mi szybciej, a ja nie potrafie określić przed czym jest ten strach.. dopada mnie to w różnych sytuacjach, gdy jestem sama, z kimś, w domu i poza nim.. nie jest to co prawda częste, bywa tak że ponad miesiąc nie odczuwam tego nieokreślonego strachu.. ale gdy sie zdarzy to nie bardzo wiem co zrobić... np. wczoraj gdy był u mnie mój facet po prostu straciłam w pewnym momencie głos i nie umiałam sie przełamać, jestem z nim od niedawna i nie mówiłam mu, że takie coś ze mną się dzieje ale na szczęście on cierpliwie czekał i nie naciskał bym sie odzywała... wczoraj to trwało pare minut może z 10-15 zanim przełamałam sie i coś powiedziałam... strach spowodował ból brzucha i duszności, podniesienie temperatury, a skończyło sie na wymiotach (choć może po prostu to żołądek akurat też miał jakiś problem i nie przetrawił czegoś co zjadłam).
Duszności z resztą dopadają mnie raz na jakiś czas, częściej, o wiele częściej dopadają mnie nerwobóle(?), głównie jest to ból pod łopatką, lub ból w okolicy obojczyka, czasem ból lewej strony klatki piersiowej. Poza tym częste bóle głowy. Czasem "piszczenie w uszach" i uczucie jakbym miała mokrą głowę, swędzenie w żołądku, dziwne uczucie w mięśniach, jakby były pobudzone, lekko łaskoczące(?)takie dziwne uczucie.
Często gdy znajduje się w stresującej sytuacji i jestem sama lub gdy mam ten stan lekowy, mówie do siebie w myślach lub na głos, głaszcze sie po głowie lub "bujam" lekko i uspokajam samą siebie tak jakbym była 2 róznymi osobami.
Gdy wpadam w jakiś skrajny gniew, lub mam uczucie cierpienia, zły nastrój, odczuwam silną potrzebą zadania sobie bólu. Nie robie sobie wtedy krzywdy, choć jakies 3 miesiące temu zdarzyło mi się przypalić się papierosem.
Przez ostatni rok "popalałam" papierosy (paczka na tydzien-półtora) i był to okres w którym rzadziej zdarzały mi się bóle głowy i "nerwobóle" , lecz teraz już nie pale od 2 tygodni i nie zamierzam dalej palić.
Nie wiem co jeszcze mogę napisać.
Nie mam problemów z nauką, jestem osobą aktywną, nie mam problemów z otoczeniem, nie mam problemów z pieniędzmi. Moja rodzina też raczej nie zalicza sie do patologicznych. Ojciec lubi czasem sobie wypić(ale nie krzywdzi wtedy mnie ani mojej rodziny, nie jest agresywny czy cos), prawdopodobnie od 4-5 lat zdradza Mame i praktycznie nie mam z nim jakichś relacji, po prostu jest. Z Mamą mam świetny kontakt ale ona jest kobietą dość wyniszczoną przez życie, martwie sie o nią. Ogólnie rodzice nie rozmawiają ze sobą, mieszkamy w jednym domu. Nie jestem jedynaczką i mam starsze rodzeństwo. Ale mimo tych rodzinnych kłopotów, żyjemy w miare normalnie, każda rodzina ma swoje problemy.

Nie wiem czy to co się ze mną dzieje są objawami nerwicy czy może są to rzeczy, które nie wychodzą poza "ramy" i jestem zupełnie normalną osobą. Opisałam tu jak najdokładniej wszystko co w tym momencie przychodzi mi do głowy... No może jeszcze powiem, że zdarza mi się odczuwać jakieś bezsensowne poczucie winy za rzeczy na które nie mam wpływu jak np bół głowy, złe samopoczucie albo choroba, wtedy przepraszam tych którzy ze mna przebywaja ze mnie coś boli.(nie wiem czy to istotne)
Czasem wpadam ze skrajności w skrajność, zdarza mi sie szybko rezygnować z zamyślonego działania... nie wiem co jeszcze.

Jestem w pełni świadoma tego, że nie ma sie czego bać, że jestem bezpieczna i że mój strach czy zdenerwowanie są nieuzasadnione ale nie wiem skąd się biorą.

W razie potrzeby jeśli ktoś zainteresuje sie tym co napisałam i ma pytania, chętnie odpowiem.

Nie wiem co z tego co napisałam jest przydatnym do znalezienia odpowiedzi na to "Czy coś ze mną nie tak?" Po prostu napisałam wszystko, co przyszło mi do głowy, a internet na szczęście daje mi swobodę bycia anonimową, ale mam nadzieję, że nie zostane źle odebrana.

To tyle. Dziękuję za ewentualne odpowiedzi.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
02 lis 2010, 14:31

Re: Czy coś mi jest, czy potrzebuję pomocy?

przez ewaryst7 02 lis 2010, 17:25
Witaj.Myślę, że już sama wiesz co Ci jest.Moze porozmawiaj o tym z psychologiem?
Offline
Posty
2102
Dołączył(a)
29 maja 2008, 08:11
Lokalizacja
Braniewo-City

Re: Czy coś mi jest, czy potrzebuję pomocy?

przez aneccka 02 lis 2010, 17:37
ale czy potrzebuje rozmowy z psychologiem, czy może po prostu powinnam zdać sobie sprawe z tego, że to nic wielkiego i że spokojnie moge żyć tak jak dotychczas nie martwiąc sie o to, że coś ze mną nie tak?
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
02 lis 2010, 14:31

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Czy coś mi jest, czy potrzebuję pomocy?

przez tynka92 05 lis 2010, 20:11
aneccka, myślę, że powinnaś zdać sobie sprawę z tego (zresztą widzę, że jesteś na dobrej drodze). Może jak zaakceptujesz to, że tak się dzieje, to przestanie Cię to dopadać. Ale psychiatra/psycholog też Ci nie zaszkodzi.
Offline
Posty
257
Dołączył(a)
12 maja 2009, 20:45
Lokalizacja
Bydgoszcz

Re: Czy coś mi jest, czy potrzebuję pomocy?

przez Agnieszka_1988 05 lis 2010, 22:23
aneccka, jeśli bardzo Cię to nie martwi, to zaakceptuj to i pozwól lękom spokojnie odpływać, nigdy nie nakręcaj się jakąś przerażającą myślą... Może unikniesz zabawy ze specjalistami, aczkolwiek terapia to nic złego i z pewnością by Ci się przydała, aby w pełni i swobodnie cieszyć się życiem.
Agnieszka_1988
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do