Co robić? Co mi jest?

Inne zaburzenia.

Co robić? Co mi jest?

przez Becky 01 paź 2010, 22:56
Hej... Nie wiedziałam, do jakiego działu kwalifikuje się mój problem, dlatego pisze to tu. W sumie problemów mam kilka. Moja psychika jest już chyba całkowicie zniszczona... Ale napiszę o czymś co mnie męczy ostatnio najbardziej.
A więc mam 17 lat, chodzę do II klasy liceum. I czuję, że mój sposób myślenia i pojmowania świata jest całkowicie inny, niż moich rówieśników. Na wstępie powiem, że mam przyjaciół, nie jestem całkowicie sama. Zarówno w szkole, jak i poza nią mam się do kogo odezwać. Ale z pewnością nikt nie jest moja bratnią duszą. Jest po prostu parę osób, z którymi się spotykam, ale jest to na zasadzie bardziej "bo nie mogę się znowu wymigiwać". Nigdy mi się nie chce wychodzić do ludzi, chociaż czasem jak się przemogę jest nawet przyjemnie, aczkolwiek nigdy nie było tak, żebym miała jakieś, nie wiem... głupawki, a taki śmiechu itp. Po prostu czasem jest miło i nic więcej. Chyba dlatego, że często nie rozumiem sposobu myślenia rówieśników.
Jesli chodzi o szkołę. Ja jestem bardzo obowiązkowa, ambitna. Do szkoły chodze po to, aby sie czegoś nauczyć, a nie żeby przesiedzieć te pare godzin bezczynnie, ewentualnie obserwując zegarek. Miałam średnią powyżej 5,0 w pierwszej klasie. Strasznie denerwuje mnie podejście do nauki innych. Wszystko olewają, nie mają całkowicie ambicji. Więc po co w ogóle chodza do jednego z najlepszych liceów? Ale to nawet nie o to chodzi, bo w sumie co mi za rożnica. Wszyscy moi rówieśnicy piją, chodzą na imprezy. A mnie to nie bawi w żadnym stopniu. Nie czuję potrzeby picia i nie rozumiem co w tym fajnego, dlaczego wszystko obraca się wokół tego. Mnie nikt do tego nie namawia, ale przez to między innymi nie chcę spotykac się z ludxmi. Co impreza, to alkohol musi być. Po co??
Może to brzmi błaho czy coś, ale strasznie mnie męczy, że nie znam nikogo, kto myśli tak jak ja...
Poza tym dawno się tak naprawdę nie śmiałam. W sumie nic mnie nie cieszy.
Miałam swój "mały epizod" z, że tak powiem, zalązkiem anoreksji i myślę, że to mnie też wyniszczyło w pewien sposób... Teraz już staram się nie myslec... anorektycznie, tj nie wazę się po 6 razy dziennie, nie licze kalorii. Czasem obawa, że przytyję zostaje, ale szybko stosunkowo to zwalczam. Więc z tym już koniec,
Ale został perfekcjonizm. Wszystko musi być dokładnie zrobione, wszystko jest według zasad. Jak pisze coś w zeszycie i pomyle się, jestem w stanie pisać wszystko od nowa, zamiast skreslić, czy zmazać, nawet jeśli napisałam już pół strony. Perfekcjonizm zabija mnie we wszystkim. Musze iść spac o okreslonej godzinie, nie za późno, wstać także nie za późno, musi byc idealny porządek, musze byc we wszystkim najlepsza. Wszystko co robie musi być zaplanowane.
W zeszłym roku także miałam swój epizod z pracoholizmem, wstawałam o 3 rano żeby się uczyć i generalnie nie robiłam nic innego poza tym. Teraz juz tak nie jest, wstaję normalnie, mam wiecej czasu dla siebie.
Co jeszcze... Mam często wybuchy agresji. Krzyczę, rzucam czym popadnie. Przeklinam, mimo że na co dzień nie używam wulgarnego słownictwa. jestem w stanie uderzyć. Doprowadzam do łez własną mamę, którą naprawdę kocham. Potem sama płaczę, bo mam wyrzuty sumienia. Dzieje się to bardzo często... Powiedzmy co dwa dni.
A wracając do moich kontaktów z ludźmi... taką prawdziwą przyjaciółkę miałam kiedyś, jednak kontakt nam się urwał. Z nią potrafiłam śmiac się do łez. przed anoreksją, przed pracoholizmem. Kiedyś nie byłam taką perfekcjonistką.
Chłopaka nigdy nie miałam, nigdy nie byłam tez zakochana. Często podoba mi się ktoś, to jednak wszystko. Nawet go nie znam, bo z chłopakami gadać nie potrafię.
Mam trudności z wyrażaniem uczuć. Nie potrafię powiedzieć otwarcie mamie, że ją kocham.
Ze swoim ojcem nie rozmawiam od roku. Mimo, ze mieszkam z nim pod jednym dachem. To przez te wybuchy, zawsze staje się ofiara wszystkich wyzwisk... Za to, ze nie pracuje i żeruje na mojej mamie, która pracuje na 2,5 etatu. Za to, że pali i od czasu do czasu pije (nie jest alkoholikiem, po prostu raz na miesiąc wraca pijany z imprezy i kładzie się spać, ale i tak tego nienawidzę). A tak na co dzień, ja wyzywam jego, on się do mnie nie odzywa. Nie przeproszę go. I tak by nie przyjął przeprosin, już nieraz tak było w dalszej przeszłości.
Co jeszcze... Hm, chyba to wszystko.
Nie wiem po co to pisze, ale czasem po prostu sobie nie radze ze sobą... Nie mam myśli samobójczych ani niczego takiego, ale i tak mam po prostu czasem dośc i mam ochote siedzieć zamknięta w pokoju i nie wychodzić.
Co robić...? Tylko prosze, piszcie więcej, niż "idź do psychologa/psychiatry". Co mi jest...?
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
01 paź 2010, 22:51

Re: Co robić? Co mi jest?

przez celineczka3 02 paź 2010, 10:01
Becky w Twoim wieku takie objawy są dość częste. Twoja psychika się dopiero kształtuje. W takiej sytuacji warto mieć jakieś wsparcie, dlatego jeśli masz kogoś zaufanego, to warto by było z nim czasem porozmawiać, zwierzyć się ze swoich problemów, to naprawdę pomaga. I nie oceniaj ludzi po tym, że nie uczą się tyle co Ty. Na świecie jest mnóstwo fantastycznych osób, którzy mają inne podejście do życia, ale to nie znaczy, że gorsze. Świat nie kończy się na nauce. Powiem więcej, Ci którzy uważają to za najważniejszą rzecz w życiu zazwyczaj są po prostu nieszczęśliwi.
celineczka3
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do