Osobliwy wstręt.

Inne zaburzenia.

Re: Osobliwy wstręt.

Avatar użytkownika
przez Korat 07 wrz 2010, 16:08
U mnie poczucie wstrętu płynnie zmienia się w obojętność i jest bardzo słabo nasilone. Praktycznie ten wstręt nie ma dla mnie żadnego znaczenia, ale gdy się nad tym zastanawiałem , skąd to jest , to sobie pomyślałem , że całkiem możliwe , że to coś w sumie normalnego w moim przypadku. Dla mnie to zależy z jakiej perspektywy patrzy się na otaczający świat i jakimi informacjami się na jego temat dysponuje. Można z jednej strony czuć i myśleć , że świat jest piękny, a z drugiej strony można być też świadomym tego , że w powietrzu pełno brudu, ludzie się pocą i śmierdzą, każdy ma na sobie warstwę brudu i bakterii wielkości ziarna grochu, wszystko niszczeje, metale rdzewieją , drewno pruchnieje, żyjemy w zgniłym świecie. Gdy ten rodzaj informacji dominuje to na dany moment mam wstręt do ludzi i świata. W tym przypadku nieświadomość ratuje przed złym samopoczuciem. Tak to widzę na własnej osobie , nie potrafię ocenić skąd podobne rzeczy się mogą brać u innych.
Co cię nie zabije, to uczyni niepełnosprawnym.

Ayahuasca
Psylocybina
LSD
Avatar użytkownika
Offline
Posty
982
Dołączył(a)
17 lip 2010, 16:15
Lokalizacja
Woj. Pomorskie

Re: Osobliwy wstręt.

Avatar użytkownika
przez Korba 07 wrz 2010, 16:25
Hania, dałaś mi trochę do myślenia tym tematem. Na pewno odczuwam coś nacechowanego negatywnie, ale nie wiem czy jest to konkretnie wstręt.
Często towarzyszy mi uczucie wyobcowania, ale to takiego dosłownego, całkowitego - że ten świat nie jest mój, a ludzie są w ogóle innym gatunkiem i zadaje sobie pytanie "co ja tu robię". Dlatego uwielbiam zaczytywać się i oglądać fantasy, wyobrażać sobie inne światy od tego, naprawdę jak byłam młodsza to marzyłam dosłownie o tym by wejść do książki......
Ostatnimi czasy, gdziekolwiek muszę iść - przemykam, najchętniej założyłabym czapkę niewidkę, a rozmowy z ludźmi wydają mi się nierealne, jakbyśmy mówili w różnych językach. Często boję się w sklepie ekspedientki, jak Ci pisałam ostatnio. A przebywanie w czymś typu tramwaj, autobus, impreza typu chrzest, ślub to dla mnie istna tortura. Nienawidzę wtedy świata i ludzi.
Pieprz-i-vanilia
F60.31 F38 F33 F31
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
12808
Dołączył(a)
22 sty 2010, 22:58
Lokalizacja
nie z tej ziemi

Re: Osobliwy wstręt.

Avatar użytkownika
przez Korat 07 wrz 2010, 16:47
Korba, derealizacja chyba nie tłumaczy tego wstrętu , choć mogę się mylić. Przynajmniej ja jestem w takiej sytuacji , że derealizacja mi towarzyszy niemalże cały czas ,a ten wstręt to epizodycznie.
Co cię nie zabije, to uczyni niepełnosprawnym.

Ayahuasca
Psylocybina
LSD
Avatar użytkownika
Offline
Posty
982
Dołączył(a)
17 lip 2010, 16:15
Lokalizacja
Woj. Pomorskie

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Osobliwy wstręt.

Avatar użytkownika
przez Korba 07 wrz 2010, 16:53
ja nie tłumaczę tego derealizacją. ja do końca nie odróżniam u siebie stanu derealizacji.
wiem, że świat zewnętrzny wydaje mi się odpychający i nieprzyjemny. czuję w nim dyskomfort.
i że generalnie nie lubię ludzi, ludzi jako takich - na ulicach, w sklepach.

przy okazji - od wieku nastu lat ubolewałam, że muszę żyć w tym świecie. nie umiem tego nawet wytłumaczyć.

jeśli namieszałam w wątku, przepraszam. ja nie umiem opisywać swoich odczuć.
Pieprz-i-vanilia
F60.31 F38 F33 F31
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
12808
Dołączył(a)
22 sty 2010, 22:58
Lokalizacja
nie z tej ziemi

Re: Osobliwy wstręt.

przez Roberrrto 07 wrz 2010, 16:57
Krwiopij Twój opis idealnie wręcz pasuje do tego co sam często czuję. Mam to od 2-óch lat, pojawiło się wraz z depresją. Nie jest to, podobnie jak u Ciebie stan permanenty, rzeczywiście pojawia się w te gorsze, depresyjne dni. Patrzę wtedy na ten świat za oknem, albo gdzieś na mieście i wszystko mnie odrzuca. Patrze na szare bloki, obdrapane kamienice i myślę, że równie ochydni i odrażający ludzie tam mieszkają... Często towarzyszy temu ochota na wymioty, nie wiem, może chodzi o to, żeby wyrzygać się na ten obrzydliwy świat? Nigdy jakoś specjalnie nie próbowałem tego nazywać, jeśli już, to nienawiścią do świata. ''Wstręt'' chyba rzeczywiście pasuje.
Różni nas Krwiopiju tylko kwestia słońca... :)
Roberrrto
Offline

Re: Osobliwy wstręt.

przez Roberrrto 07 wrz 2010, 17:27
Tak, jestem dda. Nigdy nie łączyłem tej ochoty na rzyganie z kwestią alkoholu w domu... A może łączyłem, ale nie umiałem nazwać? Coś w tym jest.
Roberrrto
Offline

Re: Osobliwy wstręt.

przez mikamika 07 wrz 2010, 17:32
Ja mam moze nie identycznie, ale podobnie. Czuje bardzo mocne wyobcowanie, wyalienowanie od swiata. Czasem mnie przeraza to co mnie otacza - ludzie, bloki, przestrzen. Albo to ja jestem dziwna albo swiat (raczej to pierwsze :lol: ). Szczegolne uczucie wywoluja u mnie weseli, zadowoleni ludzie - jakbym sie ich bała, płosze sie. Mam wrazenie, ze wszyscy ludzie tworzą taką zgraną mase i jestem obok nich obca ja. Też widze te szare bloki, mrowiska ludzkie. Ja mam to odkąd pamietam (czyli od dziecka) a w nasileniach nerwicowych oprocz obcości dochodza do tego wlasnie mdłości, biegunki lub nerwowe szczanie.
mikamika
Offline

Re: Osobliwy wstręt.

przez Roberrrto 07 wrz 2010, 17:57
Krwiopij a jednak łączę chęć na wymioty i alkolowe dzieciństwo. Właśnie sobie przypomniałem, że kiedy się to pojawiło to miałem właśnie takie skojarzenia-że czuję jakbym miał ochotę wyrzygać to całe cholerne dzieciństwo, dom, wódę, patologię, przemoc itd. Tak mi się kojarzyło i nawet na grupie dda o tym wspomniałem. Ale że nikt na to nic nie powiedział, to uznałem, że jestem z kosmosu, że to nie ten kierunek, dałem spokój i więcej o tym nie myślałem.
Roberrrto
Offline

Re: Osobliwy wstręt.

przez -asia- 08 wrz 2010, 09:21
Ja także czuję często wstręt do tego, co mnie otacza. Do ludzi, ulic, budynków, pomieszczeń, przedmiotów. Czasem nawet do mojego pokoju i ciężko mi usnąć we własnym łóżku. Mam tak od dzieciństwa. Są momenty, że brzydzę się wszystkiego wokół mnie i najchętniej wystrzeliłabym się w kosmos, chciałabym się znaleźć ponad tym wszystkim, bo nie mogę znieść twarzy znajomych mi ludzi, albo obcych, jakiegoś zapachu, autobusu, talerza, na którym mam zjeść, kurzu - czegokolwiek. Wstręt, obrzydzenie, odraza – te odczucia zdecydowanie nie są mi obce. Jestem strasznie nadwrażliwa na zapachy, podobnie na dźwięki, często wydaje mi się także, że widzę za ostro, to, co mam przed oczami mnie razi. Niby powinnam się do tego przyzwyczaić, ale z wiekiem to narastało. :?

I zastanawiam się, z czego to wynika... Może z braku poczucia bezpieczeństwa, z niepewności, z lęku, może ogólnie z uczucia bycia inną i nie pasującą do świata. Naprawdę nie wiem.
-asia-
Offline

Re: Osobliwy wstręt.

przez Nasasha 22 lis 2010, 18:41
Jako dziecko nie przytulałam się do rodziców, do nikogo...zawsze uciekałam przed wszystkimi którzy chcieli mnie całować czy tulić...kiedy mama odprowadzała mnie do zerówki, na przejściu dla pieszych zawsze najpierw rękę owijałam w sweter czy kurtkę, dopiero potem dałam ją mamie ,żeby mogła mnie przeprowadzic przez ulicę. Jednak jakies 2-3 lata temu, ten cały wstręt który odczuwam do ludzi....nawet do siebie...jest nie do zniesienia...brzydzę się pić z jednej szklanki po rodzicach, po siostrze...nawet swoja szklankę zmieniam praktycznie za każdym razem jak chce sie napic... Nie pozwalam nikomu siadac na moim łóżku, bo brzydzę się potem na nim spać, przed każdym uzyciem pilota do telewizora najpierw dokładnie go czyszczę, tak samo jest z klawiaturą do komputera, czy nawet poszewka od poduszki...zmieniam ją albo zdejmuje jak zobaczę że ktoś na niej usiadł...
Sytuacja u mnie w domu nie jest najlepsza i często myślę że to moze przez to mam coś z psychiką...
Dzisiaj w szkole rozmawiałam z chłopakiem który mi się podoba od dłuższego czasu i wszystko idzie od niedawna w dobrym kierunku. Czułam sie potwornie szczęśliwa że moze w końcu coś mi się ułozy do momentu w którym zobaczyłam... że ma ropę w oku...w tej jednej chwili stwierdziłam że nie chcę, nie mogę być z nikim, zaraz po tym nasunęły mi sie wszystkie inne okropne rzeczy typu brudne stopy... I taki stan trzyma się u mnie dosyć długo... Ale ja wiem że to jest debilne...zdaje sobie z tego sprawę ale każdym razem jest tak samo... Utrudnia mi to bardzo kontakty z innymi... i nie wiem co robić, bo bardzo często doprowadza mnie to do płaczu. No i z tego stanu przechodze w jeszcze gorszy...bo zaczynam rozmyślać pytać samą siebie po co sie urodziłam, od dziecka mam bardzo dużo problemów zdrowotnych, których mam już dosyć... praktycznie na każdym odcinku mojego ciała(organizmu) mam coś chorego. Wiem że moje choroby to w porównaniu z innymi nic, jednak mnie to wszystko doprowadza do szału, beznadziejność tego świata... jednocześnie zdająę sobie sprawę z tego że życie jest darem i skoro je otrzymalismy nie możemy go zmarnować...ale ja i tak wolalabym się nigdy nie urodzić... Achh.....
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
20 lip 2010, 14:47

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do